środa, 27 listopada 2024

RED ONE (2024) - RECENZJA FILMU

 

Świąteczna komedia familijna ze szpiegowskimi elementami w gwiazdorskiej obsadzie i z monstrualnym budżetem to miał być samograj. Dlaczego zatem Czerwona Jedynka to film w najlepszym razie przeciętny, o którym zapomina się od razu po wyjściu z kina?


Red One to film w reżyserii Jake’a Kasdana, twórcy Jumanji: Przygoda w dżungli i Jumanji: Następny poziom, a wcześniej kilku mniej lub bardziej udanych projektów komediowych np. Sekstaśma, Bad Teacher, Kwaśne pomarańcze oraz odcinków New Girl, Weird Loners, Ben and Kate, Californication. Za scenariusz odpowiadali Chris Morgan, najbardziej znany z pracy nad serią Szybcy i wściekli (od Tokyo Drift), a także Wanted: Ścigani, 47 roninów, Shazam! Gniew bogów oraz Hiram Garcia, który wcześniej napisał odcinek Młody The Rock i od wielu lat współprodukuje filmy z Dwaynem Johnsonem.


Muzykę skomponował Henry Jackman, mający na koncie produkcje takie jak Gray Man, obie części Tylera Rake’a, Jumanji i Kingsman, a także Kong: Wyspa Czaszki, Pokemon: Detektyw Pikachu, Kapitan Amryka: Wojna Bohaterów i Człowiek z Wysokiego Zamku. Autorem zdjęć był natomiast Dan Mindel, współpracujący często m.in. z J.J. Abramsem przy takich filmach jak Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy i Skywalker. Odrodzenie, Star Trek i Star Trek. W ciemność oraz Mission Impossible III, a poza tym choćby John Carter, Zoolander 2, Niesamowity Spider-Man 2, Kowboj z Szanghaju, Wróg publiczny.


Film osadzony jest w świecie, w którym za bezpieczeństwo i koegzystencję mitycznych istot oraz nieświadomych niczego ludzi odpowiada międzynarodowa organizacja MORA, zarządzana przez Zoe (Lucy Liu, znana choćby z ról w dwóch częściach Aniołków Charliego i Kill Billa, Kowboju z Szanghaju oraz seriali Elementary i Ally McBeal. Pod tajną organizację podlega m.in. kompleks na Biegunie Północnym, stanowiący siedzibę Świętego Mikołaja (J. K. Simmons, marvelowski J.Jonah Jameson z filmów o Spider-Manie, Omni-man z animacji Invincible, a w tym roku można go było zobaczyć w Saturday Night czy Juror #2), który wraz z różnorodną i wielogatunkową gwardią pomocników zapewnia dzieciom świąteczne prezenty pod choinką. Nieoczekiwany splot wydarzeń połączy losy szefa ochrony Świętego Mikołaja, Calluma Drifta (Dwayne Johnson, jaki The Rock jest każdy widzi i wie, w czym występował) oraz Niegrzeczniucha 4. poziomu,  czarnosieciowego hakera i specjalisty w odnajdowaniu rzeczy i ludzi, a przede wszystkim zwykłego cwaniaka Jacka O’Malleya (Chris Evans, Captain America himself), którzy będą musieli uratować święta.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Long story short: Święty Mikołaj dzień przed Wigilią zostaje porwany z bazy na Biegunie Północnym, a trop prowadzi do Jacka, który nieświadomy charakteru zlecenia, udostępnił porywaczom lokalizację bazy Mikołaja. Jack zostaje wynajęty przez dyrektor Zoe, aby odkupił winy i pomógł odnaleźć świętego, inaczej nici ze świąt. Za akcję poszukiwawczą odpowiada szef jednostki ELF, Callum, który bardzo niechętnie podejmuję współpracę z Jackiem. Śledztwo wykazuje, że za wszystkim stoi wywodząca się z islandzkich legend magiczna istota, trollica Gryla (Kiernan Schipka, czyli Sabrina z netflixowej adaptacji przygód małoletniej czarownicy, ostatnio można ją było widzieć w Twisters, Longlegs czy Hydraulicy z Białego Domu), która chce wykorzystać moc Mikołaja, żeby wszystkie niegrzeczne osoby spotkała na święta kara. Próbując ją powstrzymać, niedopasowany duet naszych bohaterów udaje się do krainy przyrodniego brata Mikołaja, Pana Mroku Krampusa (Kristofer Hivju, Tormund Zabójca Olbrzyma z Gry o Tron), który może im pomóc powstrzymać swoją dawną partnerkę…


Wątek familijny tego filmu, czyli trudne relacje Jacka z synem, Dylanem (Wesley Kimmel, bratanek Jimmy’ego prowadzącego jeden z popularniejszych amerykańskich late night talk-show) miał w zamyśle uczłowieczyć ten film i nadać mu emocjonalny wymiar zbliżający go do widza, ale mnie osobiście nudził i wybijał stereotypowością z tych nielicznych momentów, w których doceniałem lekki ton produkcji. Chris Evans w ostatnich latach stara się wyjść z grzecznego wizerunku Kapitana Ameryki i jest w porządku, ale rola ta niczym ciekawym się nie wyróżnia.

Stara się The Rock, który gra poważnego i zmęczonego ludzkością pomagiera oraz przyjaciela świętego Mikołaja, który zatracił zdolność do wiary w ludzi, ale przecież nie tego po Dwaynie oczekujemy. Chcemy efektownej akcji, w której The Rock odnajduje się najlepiej. Niestety akcja wpada w tandetne efekciarstwo, nie oferując widzowi ciekawych pomysłów. Zwykłe mordobicie urozmaicone jest wątpliwej jakości efektami specjalnymi, wizualnie nużąc widza, a nieco życia i zabawy było w scenie akcji Chrisa Evansa na początku filmu.

Kiernan Schipka gra przerysowaną postać i może nawet się dobrze bawiła na planie, ale mnie jej postać męczyła, w przeciwieństwie do najjaśniejszego punktu filmu, czyli Kristofera Hivju wcielającego się pod sporą ilością charakteryzacji demonicznego Krampusa. Autentycznie zabawny, na luzie i z fantazją, jako jedyny sprawiał, że uśmiechałem się na jego widok. Tym bardziej, że w polskim dubbingu niemal połowa jego linijek była po niemiecku, co nadawało dodatkowego komicznego wyrazu pasującego do jego postaci.

Podsumowując, Red One to leniwy i nijaki film przeznaczony dla młodszego odbiorcy, pełny naiwnych zagrywek i nieśmiesznych żartów. Przepalony budżet na średnie efekty specjalne i kontrakty kilku ekranowych gwiazd nie rekompensował średniego scenariusza pełnego klisz. Red One otrzymuje ode mnie 5/10 i jak ma się 12 lat to może się spodoba, mnie magia świąt nie urzekła, a dubbing był absolutnie fatalny (jedynie wielkie serduszko dla Krampusa, o nim bym obejrzał osobny film).




sobota, 23 listopada 2024

THE WATCHERS (2024) - RECENZJA FILMU.

Na pograniczu horroru i thrillera oraz mrocznego fantasy znajduje się adaptacja powieści irlandzkiego pisarza, której podjęła się córka znanego reżysera specjalizującego się w filmach ze spektakularnymi twistami. Co kryje się w głębi irlandzkiego lasu i dlaczego lepiej się tam nie zapuszczać?


Reżyserką i scenarzystką filmu The Watchers (pol. Obserwatorzy) jest Ishana Night Shyamalan, córka M. Night Shyamalana, który gościł na tym blogu całkiem niedawno przy okazji filmu Pułapka. Dla Ishany był to debiut na wielkim ekranie, a jedynym wcześniejszym doświadczeniem była praca nad serialem Servant, którego była współproducentem trzeciego i czwartego sezonu, a także reżyserowała i pisała część odcinków.


Za zdjęcia do filmu odpowiadał islandzki operator Eli Arenson mający na koncie sporo filmów krótkometrażowych oraz seriale Alesia: Ground zero i W pułapce, a także filmy Lamb, Hidden Memories i tegoroczne The Damned oraz Wybawienie. Za muzykę odpowiadał krakowski kompozytor Abel Korzeniowski, w którego filmografii figurują produkcje takie jak Duże zwierzę, Pogoda na jutro, Samotny mężczyzna, Ziarno prawdy, Zwierzęta nocy, Zakonnica czy Gra szpiegów, ja cenię go najbardziej natomiast za muzykę do filmu W.E. Królewski romans oraz serialu Penny Dreadful.


The Watchers jest adaptacją powieści z 2021 roku autorstwa pochodzącego z Irlandii A.M. Shine, w którego dorobku znajdują się ponadto The Creeper z 2022 roku i wydana w październiku tego roku kontynuacja The Watchers pod tytułem Stay in the Light. Niestety żadna z tych powieści nie ma jeszcze polskojęzycznego wydania.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film wprowadza nas w atmosferę sceną, w której mężczyzna ucieka przed czymś w mrocznym lesie, jednak nie udaje mu się umknąć przed ścigającym go stworzeniem. Następnie przenosimy się do głównej bohaterki, Miny (Dakota Fanning, ostatnio można było ją widzieć w Parze idealnej, Ripley, Pierwszej damie, Alieniście oraz w filmach Pewnego razu… w Hollywood, Ocean’s 8, Zachowaj spokój) – zatrudnionej w sklepie zoologicznym Amerykanki mieszkającej na irlandzkiej prowincji. Tajemnicza i nieco wyobcowana, nie angażuje się w bardziej zażyłe relacje.

Podróżując do Belfastu, gdzie do tamtejszego zoo ma odwieźć papugę, jej auto ulega dziwnej awarii w środku lasu. Dziewczyna wyrusza na poszukiwanie pomocy, trafiając do złowrogiego miejsca, las bowiem nie chce wypuścić jej ze swych granic, zamykając ją w objęciach mroku. Szukając wyjścia napotyka uciekającą starszą kobietę, Madeline (Olwen Fouéré, Tarot: Karta śmierci, seriale Halo i Turysta, The Northman, Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda, Mandy), która namawia Minę, by skryła się z nią w osobliwym budynku wzniesionym w środku lasu. Wewnątrz mieszkają ponadto: Daniel (Oliver Finnegan, epizodyczne role w Outlanderze, Historiach z dreszczykiem i We are Lady Parts) oraz Ciara (Georgina Campbell, Mroczne materie, Krypton, Czarne lusto, Barbarzyńcy, Broadchurch, Murdered by my boyfriend, Król Artur: Legenda miecza), której męża Johna (Alistair Brammer, Nędznicy, Wojna królów, Ród smoka, Valhalla Project) widzieliśmy na początku filmu.


Budynek zbudowany przez tajemniczego Profesora, w którym mieszkają i chronią się w nocy, wyposażony jest w ogromne weneckie lustro, przez które grupa ludzi inwigilowana jest przez tytułowych Obserwatorów. Mina zostaje również poinformowana o zasadach, jakich musi przestrzegać, by nie narazić się obserwatorom i nie zginąć. Dziewczyna nie należy jednak do posłusznych osób i będzie starać się wydostać z tej matni za wszelką cenę. Czym są stwory, przed którymi została ostrzeżona i czy w ogóle istnieją?

The Watchers, po nudnym początku, sprawnie buduje napięcie widza i otacza go aurą kryjącej się w mroku grozy, długo ukrywając przed oglądającym to, przed czym ukrywają się mieszkające w budynku osoby. I ten klimat irlandzkiego lasu i folkloru jest najmocniejszym elementem filmu, zestawiając ze sobą klaustrofobiczną przestrzeń betonowego pudła oraz przepastny las, z którego nie sposób wyjść. Zagrożeniem dla bohaterów były wywodzące się z legend oraz ludowych podań irlandzkie wróżki, mityczne istoty zamknięte w pieczarach znajdujących się pod lasem i zarządzanie stopniowym ukazywaniem ich wizerunku oraz motywacji było ciekawe. Do momentu przebywania w lesie film mnie intrygował, problem pojawił się w trzecim akcie i wówczas moje zainteresowanie spadło, zupełnie jak w przypadku Pułapki ojca reżyserki.

Fabuła nie jest przesadnie skomplikowana, a narracja oszczędnie prezentuje nam bohaterów. Najwięcej miejsca dostaje oczywiście postać Dakoty Fanning, która gra ubogą w emocje i mało ekspresywną postać pogrążoną we własnej traumie. Jej bohaterka nie jest jednak pogodzona ze swoim losem i stara się znaleźć wyjście z fatalnej sytuacji w przeciwieństwie do innych postaci, które zdają się akceptować położenie i okoliczności. Brakowało mi głębszego wejścia w psychologię bohaterów, choć część z tych elementów celowo była skrywana przez twórców. Finalnie jednak reveal dotyczący przeszłości Miny nic nie wniósł do narracji, a twist związany z Madeline był przewidywalny i nie wywołał zaskoczenia. Reszta bohaterów była niestety dość nijaka i nie angażowali mnie emocjonalnie.


O ile zdjęcia były całkiem solidne, tak rozczarowała mnie przezroczysta muzyka Korzeniowskiego. Wizualnie leśne sceny miały odpowiedni vibe, brakowało jednak podkręcenia tego odpowiednią warstwą dźwiękową. Jakkolwiek film oceniam pozytywnie, to rozumiem, czemu spotkał się z raczej negatywnym odbiorem krytyków i publiczności.

Podsumowując, The Watchers to ni to thriller ni to horror, a jeśli bardziej to drugie, to operujący bardziej suspensem niż wywołujący strach. Jako debiut reżyserski jest nienajgorszy, wszak każdy musi gdzieś zdobywać doświadczenie. The Watchers otrzymuje ode mnie 6/10 i na jednorazowy seans jest to zadowalająco, ale nigdy już nie wrócę do tego filmu i chętniej sięgnę po książkę Shine'a. 



PINGWIN (2024) - RECENZJA SERIALU

W 2022 roku Matt Reeves zachwycił publiczność nową wersją Batmana, ociekającą mrokiem i realizmem, którego nawet Christopher Nolan nie osiągnął w swojej trylogii. Wcielający się w charakterystycznego gangstera Colin Farell wypadł na tyle hipnotyzująco w tym wariancie Gotham, że dostał własny serialowy spin-off. Jak zatem prezentuje się Pingwin i czy słusznie okrzyknięty jest jednym z najlepszych seriali tego roku?


Showrunnerką serialu była Lauren LeFranc, która nie ma wielkiego doświadczenia w branży. Dotychczasowymi jej projektami, które produkowała i pisała były m.in. Chuck, Agents of S.H.I.E.L.D., Hemlock Grove i Impuls. Napisała ona pierwszy i ostatni odcinek. Ponadto swój wkład w scenariusz serialu mieli: Erika L. Johnson (Being Mary Jane, Queen Sugar, Ptak dobrego Boga), Noelle Valdivia (Awake, Projekt Manhattan, Marco Polo, Walka z Goliatem, Happy!), Breannah Gibson (Young Love i Bigger, a także prace przy uniwersum Żywych trupów, wkrótce producentka Lanterns z DCU), Shaye Ogbonna (God’s Country, The Chi, Fight Night: The Million Dollar Heist), Nick Towne (Deadwood, Kaznodzieja, Manhunt), Vladimir Cvetko (Kingdom, Power, Impulse). 

Reżyserią odcinków podzielili się Craig Zobel (Leftovers, One Dollar, Mare of Easttown i po odcinku Westworld i Amerykańskich bogów), Jennifer Getzinger (The Morning Show, Ahsoka, Peryferia, Westworld, Jessica Jones, Daredevil, Człowiek z Wysokiego Zamku, Odpowiednik, Mad Men, Masters of Sex) oraz dwójka bardzo doświadczonych reżyserów serialowych, zbierających odcinki na przestrzeni ostatnich ponad dwudziestu lat: Kevin Bray (m.in. Sukcesja, Czarno to widzę, Shameless, The Morning Show, Zawód: Amerykanin, Imperium, W garniturach, Białe kołnierzyki, Pamiętniki wampirów) i Helen Shaver (Stacja jedenasta, Sprzątaczka, Wikingowie, Snowpiercer, Orphan Black, Trzynaście powodów, Impersonalni).


Za muzykę odpowiadał Mick Giacchino - syn znanego ojca, Michaela Giacchino, który komponował muzykę do The Batman i sam nie wie, jakim cudem nie dostał nawet nominacji oscarowej. Mick zasłynął do tej pory jako kompozytor muzyki do takich produkcji jak Wyrolowani, That Dirty Black Bag, Zwierzogród+, The Muppet Mayhem, a w najbliższym czasie usłyszeć go będzie można w nadchodzącym Star Wars: Skeleton Crew. 

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Serial Pingwin dzieje się kilka dni po wydarzeniach z filmu The Batman i katastrofie, jaka nawiedziła Gotham w wyniku działań Riddlera. Dodatkowo śmierć trzęsącego całym miastem szefa mafii wzbudza więcej szkód niż pożytku, bo Gotham pogrąża się w chaosie i walce o wpływy. Administracja nie potrafi zapewnić ludziom bezpieczeństwa, pogrążona w nieudolności i korupcji. Jednym z graczy na tej szachownicy jest zwany Pingwinem Oz Cobb (Colin Farrell, w ostatnich latach Sugar, Duchy Inisherin, Trzynastu, Yang, Artemis Fowl, Dżentelmeni, Dumbo), do niedawana menadżer ekskluzywnego nocnego klubu stanowiącego fasadę dla kryminalnej działalności i wpływów Carmine Falcone (John Turturro w filmie, w serialowych retrospekcjach Mark Strong, którego można teraz oglądać w Diuna: Proroctwo, ponadto ostatnio The Critic, Atlas, Tar, Cruella, 1917 i Shazam!).

Dziedzicem imperium Falcone ma zostać jego syn, Alberto (Michael Zegen, przede wszystkim Wspaniała pani Maisel i Zakazane imperium), który spotyka się z Ozem i zdradza mu, że planuje zrewolucjonizować rynek narkotykowy poprzez wprowadzenie nowego produktu. Na swoje nieszczęście jednak wyśmiewa aspiracje i ambicje Cobba, który bez namysłu i instynktownie zabija Alberto. Ciało pomaga mu ukryć przyłapany przez Oza na próbie kradzieży młodzieniec Victor (Rhenzy Feliz, Bez zobowiązań, Teen Wolf, Encanto, ale najlepiej znany z marvelowskiego serialu Runaways). Plany wspięcia się na szczyt może Pingwinowi pokrzyżować siostra Alberto, Sofia Falcone (Cristin Milioti, m.in. Palm Springs, The Resort, Hit-monkey, Made for Love, Fargo, Wilk z Wall Street, Jak poznałem waszą matkę czy nawet Rodzina Soprano, gdzie zaczynała karierę), która niedawno wyszła ze szpitala psychiatrycznego w Arkham. Sofia, uważana przez wielu za niezwykle niebezpieczną i niestabilną psychicznie, stara się odkryć, kto zabił jej brata i przejąć kontrolę nad mafijną rodziną, która odwróciła się od niej.

Oz nawiązuje kontakt z osadzonym w więzieniu liderem mafijnej rodziny Marronich, Salem (Clancy Brown, charakterystyczny aktor z wieloma rolami głosowymi, w ostatnich latach można go było zobaczyć/usłyszeć w m. in. SpongeBob, Invincible, Gen V, Mandalorian, Ahsoka, John Wick 4, Billions, Dexter: Nowa krew, Inwestorzy amatorzy). Zaczyna się gra, w której Oz musi lawirować między walczącymi Falcone a Marronimi, których wrabia w zabójstwo Alberto oraz kradzież transportu narkotyków. Do gry o najwyższe cele motywuje go toksyczna relacja z matką, Francis Cobb (Deirdre O'Connell, Miasto aniołów, Znamię, Zakochany bez pamięci, ostatnio w serialach Sekta, Romans, One Dollar, Daredevil, Peryferia).

Pingwin to sprawnie i angażująco napisany serial, który w barwnym świecie kreuje wyraziste, pełnokrwiste postacie o niejednoznacznych charakterach i skomplikowanych relacjach. O złożoność kreacji Farrella można było być spokojnym, bardzo szybko jednak w intensywności roli zaczęła dorównywać mu Cristin Milioti, kradnąc wiele scen pierwszych odcinków i pokazując szeroką paletę swych możliwości, zwłaszcza w odcinku poświęconym jej przeszłości. Wiarygodnie wypadała również dynamiczna, choć schowana nieco w cieniu, rola Rhenzy Feliza, który dawał widzowi to ludzkie zaczepienie w tym brutalnym świecie. Serial był na tyle dobrze napisany, że nawet widząc okropne rzeczy, jakich dopuszczali się bohaterowie, staraliśmy się z nimi sympatyzować, ale to postać Victora była sercem serialu, pokazując stopniowo jego zatracanie niewinności i obranie złej ścieżki.

Serial wypadał nie tylko świetnie aktorsko, ale przede wszystkim w budowaniu atmosfery gangsterskiego kina spod szyldu Rodziny Soprano. Snucie intryg, wzajemne oskarżenia i porachunki między gangami i mafiami, kruchość życia w obliczu wielkich pieniędzy i wielkiej władzy. Namacalna atmosfera wciągała widza w wir wydarzeń i gdy już zaczynał lubić jakąś postać, waliła drastycznym obuchem przypominając, że to nie są bohaterowie, ale antagoniści – nieraz skrzywdzeni przez los, ale jednak pełni gniewu, pragnienia zemsty i okrucieństwa.


Na minus, poza mizerną muzyką, wskazać muszę nierówne tempo prowadzenia narracji, które miało szarpane momenty, a także bardzo mocne skupienie się (zwłaszcza w finałowych odcinkach) na relacji Oza z matką, a na bok odstawienie postaci Sofii Falcone, która po przemianie nie podobała mi się aż tak bardzo. O kilku naciąganych zbiegach okoliczności motywowanych imperatywem narracyjnym i głupotkach w przedstawieniu akcji wspomnę jedynie krótko, bo koniec końców nie przeszkadzało to w znaczącym stopniu, a serial bronił się bohaterami, nawet jeśli fabuła rozwijała się powoli.

Zepsute miasto, będące świadkiem bezlitosnej walki klas i zarysowujące wyraźne różnice majątkowe mieszkańców, dało Oswaldowi Cobbowi wszelkie środki, żeby wykorzystał je i wdrapał się na sam szczyt, lekceważony i wyszydzany. Serial pokazuje, jak wielkim krętaczem i cwaniakiem jest Cobb, który służy przede wszystkim samemu sobie i lawiruje w bagnie Gotham, by wybić się ponad innych, ostatecznie orientując się, jak dużym zagrożeniem dla niego jest emocjonalne angażowanie się w relacje i posiadanie bliskich. Nieco inną drogę przechodzi Sofia Falcone, wyswobadzająca się najpierw z mentalnej klatki nałożonej przez ojca, a później z więzów oczekiwań, jakie pętały ją jako szefową mafii.

Oczekiwany przez fanów serial spełnił w głównej mierze pokładane w nim nadzieje pod względem kontynuowania stylistyki Batmana, wizualnie oddając dzikość i rozwarstwienie pogrążonego w zbrodni Gotham, które w tle stanowi odrębnego, zbiorowego bohatera. Niestety zabrakło tu nieco więcej muzyki przypominającej tę z filmu (młody Giacchino musi się od ojca jeszcze wiele nauczyć) i trochę bardziej filmowego operowania kamerą nawiązującego do pracy Grega Frasera.

Podsumowując, Pingwin to trzymająca wysoki poziom produkcja osadzona w uniwersum Batmana, ale stojąca na własnych nogach dzięki kapitalnym bohaterom. Jeden z najlepszych jakościowo seriali osadzonych w superbohaterskich uniwersach, stojący jednak dość daleko stylistycznie od komiksowego pierwowzoru, skręcając mocno w pozbawiony umowności i naiwności realizm. Pingwin otrzymuje ode mnie 8/10, stojąc gdzieś zaraz obok Daredevila z konkurencyjnej stajni, a ja czekam na dalsze losy Oswalda Cobba.



niedziela, 17 listopada 2024

AGATHA ALL ALONG (2024) - RECENZJA SERIALU

 
Marvel nie miał ostatnio zbyt dobrej serialowej passy, a jakość oferowanych produkcji na Disney+ była różna. Na świetne produkcje jak drugi sezon Lokiego czy X-men ’97 przypadały tragiczne Tajna inwazja, a najczęściej były to po prostu średniaki pokroju Mecenas She-Hulk, Echo czy drugiego sezonu What if…? Może też dlatego spin-off do WandaVision nie miał przed sobą wygórowanych oczekiwań i mógł zaskoczyć widzów czymś nowym.

Showrunnerką serialu była Jac Schaeffer, która odpowiadała wcześniej za ciepło przyjęty WandaVision oraz scenariusz do Czarnej wdowy i Oszustek, a także do krótkometrażowego filmu o Olafie z Krainy lodu. W skład zespołu pracującego nad scenariuszem wchodziły osoby o różnym stopniu doświadczenia i zaangażowania w inne projekty MCU, m.in. Peter Cameron (Carnival Row, WandaVision, MoonKnight, Werewolf by Night, The Magic Order), Laura Donney (WandaVision, Duch Bożego Narodzenia), Gia King (The Breakdown), Laura Monti (Śmieciarka, Kraina lodu 2), Jason Rostovsky (krótki metraż i koordynator postprodukcji horrorów), Giovanna Sarquis (krótki metraż, ale również po odcinku w Griselda i drugim sezonie Arcane), Cameron Squires (Final Space, WandaVision, Agent Elvis, Star Wars: Acolyte). Reżyserią odcinków podzielili się równo Jac Schaeffer oraz Gandja Monteiro (The Walking Dead: Dead City, Wiedźmin, Wednesday, Nowy smak wiśni, The Chi) i Rachel Goldberg (Gen V, Mayans M.C., Amerykańscy bogowie, Raising Don, American Horror Story).

Serial jest kontynuacją wątku przedstawionej fanom MCU w serialu WandaVision Agathy Harkness (Kathryn Hahn, Anchorman, Dyktator, Millerowie, Sekretne życie Waltera Mitty, Kapitan Fantastyczny, Złe mamuśki, Spider-Man: Into the Spider-verse oraz seriale Ms. Fletcher, To wiem na pewno, Transparent, The Shrink Next Door, Parks and Recreation). Agatha, która starała się zmanipulować pogrążoną w rozpaczy i żałobie Wandą Maximoff, aby wykraść jej moc. Kilkusetletnia wiedźma o salemskiej przeszłości ostatecznie została spętana magią Scarlet Witch i zamknięta w iluzji życia w Westview jako ekscentryczna sąsiadka. W tym miejscu spotykamy Agathę na początku serialu, gdy wydaje jej się, że jest policjantką prowadzącą śledztwo dotyczące tajemniczej śmierci młodej kobiety. Gdy jednak w jej fikcyjnym życiu pojawiają się dwie nieoczekiwane postaci, iluzja zaczyna się walić jak domek z kart, a Agatha wyswobadza się spod uroku. Okazuje się to jednak dopiero początek…

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Do domu Agathy włamuje się nieznany Nastolatek (Joe Locke, wcześniej grał tylko jako jeden z dwóch głównych bohaterów netflixowego Heartstoppera), który zdejmuje z Agathy urok i proponuje jej wyruszenie na Drogę Wiedźm – magiczną ścieżkę pełną prób, która może spełnić życzenie tego, kto przetrwa. Agatha początkowo nie chce brać w tym udziału, gdyż potrzeba do tego wiedźmiego Kręgu, jednak skłania się do tego po wizycie Rio Vidal (Aubrey Plaza, dopiero co widziana w Megalopolis) – zielonej wiedźmy mającej zatarg z przeszłości z Agathą i jakieś nierozwiązane uczuciowe sprawy. Rio ostrzega Agathę, że na jej tropie znajduje się Siódemka z Salem, pałająca żądzą zemsty na czarownicy, a by się przed nimi obronić Agatha musi odzyskać swoją moc.

Żeby wejść na Drogę Wiedźm, by uzyskać moc i odpowiedzi, zgodnie z balladą potrzebny jest Krąg, dlatego Agatha wraz z Nastolatkiem wyruszają rekrutować wiedźmy. Do ich grupy dołączają pozbawiona mocy specjalistka od alchemii, wysoka kapłanka Jennifer Kale (Sasheer Zamata, animowane Exploding Kittens i Moon Girl and Devil Dinosaur oraz aktorskie Waco: The Aftermath, Woke i Home economics, ale przede wszystkim znana z kilku sezonów występów w Saturday Night Live); nie mogąca znaleźć swojego miejsca po utracie matki wiedźma bojowa Alice Wu (Ali Ahn, role w serialach takich jak Dyplomatka, Raising Dion, Next, Sekta, Orange is the New Black, Supernatural); przeżywająca trudności ekonomiczne i psychiczne wróżbitka Lilia Calderu (Patti LuPone, najbardziej znana z Penny Dreadful, American Horror Story, Rockefeller Plaza 30, a ostatnio także w filmach Bo się boi i Akademia Dobra i Zła). Podstępem rekrutują również sąsiadkę Agathy, Sharon Davies znaną również pod jej imieniem z WandaVision, Pani Hart (Debra Jo Rupp, najbardziej znana z serialu Różowe Lata 70. i ich kontynuacji Różowe Lata 90.).

Ścigani przez demoniczną Siódemkę z Salem, wchodzą na metafizyczną Drogę Wiedźm, gdzie każde z nich musi stanąć przed próbą i wyzwaniem. Dołącza również do nich wcześniej wspomniana Zielona Wiedźma, a zewsząd czyha niebezpieczeństwo, pytaniem zaś pozostaje, czy Agatha Harkness, która rzekomo jako jedyna wróciła z Drogi Wiedźm, nie zwabiła tu innych czarownic w pułapkę. Zagadkowa jest również motywacja Nastolatka, na którego nałożono sigil maskujący jego tożsamość.

Serial Agatha All Along, tworzony nieco na peryferiach MCU, mógł pozwolić sobie na nieco więcej swobody i wyjścia poza korporacyjne ramy. Dlatego też czuć było w nim sporo kreatywności i serca twórców oraz ten indywidualistyczny sznyt i koloryt. Serial bazował na wyrazistych postaciach i niestandardowych bohaterach, przede wszystkim na duecie Kathryn Hahn i Joe Locka, którzy fabularnie ciągnęli ten wózek. Na uwagę zasługuje również występ Patti LuPone (zwłaszcza kapitalny odcinek 7) oraz Aubrey Plazy (zwłaszcza odcinek 8). Niestety dużo mniej jeśli wcale obeszły mnie bohaterki odgrywane przez Sasheer Zamatę i Ali Ahn.

Pod względem fabularnym przez długi czas wszystko wydawało się mgliste, był to jednak zamierzony zabieg twórców ukrywających przed nami kilka faktów i starających się nas zmylić dymem i lustrami. Ostatnie odcinki zgrabnie zazębiły klocki tej układanki i poszatkowaną intencjonalnie historię, nawet jeśli finalny rezultat nieszczególnie przypadł mi do gustu. Zwłaszcza odcinek 7 był zrealizowany kunsztownie pod względem narracyjnym, wpływając pozytywnie na odbiór wcześniejszych, nawet tych słabszych odcinków. Dodatkowo finałowy twist z Droga Wiedźm również zasługuje na pochwałę.

Kwestia tożsamości Nastolatka, skrzętnie ukrywana zarówno przez twórców wcześniej jak i przez połowę serialu, znalazła przewidywalny, ale satysfakcjonujący i zgodny z komiksowym pierwowzorem rezultat. William Kaplan vel Billy Maximoff, który odziedziczył po matce (Wandzie vel Scalet Witch) jej czarnoksięskie moce, nie jest prostolinijną postacią i może mieć do zaoferowania coś nowego w MCU. I zważywszy na to, jak zakończył się ten serial, to dopiero początek jego marvelowskiej przygody.

Warto wspomnieć, że serial stał na wysokim poziomie jeśli chodzi o stylizowanie i estetykę, balansując na granicy gustu i tandety, wszystko to jednak składało się na koherentną, przemyślaną całość. Na uwagę zasługują nie tylko kreatywne scenografie, kostiumy i rekwizyty, ale również charakteryzacja, przede wszystkim Lady Death, czyli Aubrey Plazy w pełnej krasie.

Na minus, poza nieszczególnie angażującymi wątkami kilku postaci oraz niezbyt satysfakcjonującym mnie postawieniem kropki nad serialowym „i” w ostatnim odcinku, muszę wskazać odcinki 3-5, które były reżyserowane przez Rachel Goldberg. Może to dlatego, że tam najwięcej śpiewano... Najbardziej przypadły mi do gustu te odcinki, za których reżyserię odpowiadała showrunnerka, Jac Schaeffer (1-2, 7). Szkoda, że tak krótko pobawiono się fikcyjnym światem w głowie Agathy na samym początku, stylizując go na Mare of Easttown łamane przez True Detective. Odczuwałem tu pewien niedosyt, nie zaszkodziła by nieco większa zabawa formą.

Podsumowując, To zawsze Agatha okazał się być bardzo solidnym, konsekwentnym i przemyślanym serialem MCU, a elementów tych ostatnimi laty zdarzało się brakować marvelowskim twórcom. Fajny klimat komedio-horroru, magii i okultyzmu otoczony aurą wiedźmiego girls-bandu mi akurat przypadł w większości do gustu, ale w zupełności zrozumiem, jeśli ktoś nie wczuł się w ten ekscentryczny vibe. Agatha All Along otrzymuje ode mnie 7/10, gdyż doceniam twórców za to, co zrobili, choć nie wszystko tu mi się podobało.


środa, 13 listopada 2024

BURZYCIELKA TWIERDZ (2024) - MARCIN ŚWIĄTKOWSKI - RECENZJA KSIĄŻKI

 
Trzeci tom serii Marcina Świątkowskiego o wojnie trzydziestoletniej, w której od siły wojska ważniejsza na polu bitwy jest magia, a tą główna bohaterka cyklu włada coraz lepiej. Burzycielka twierdz wraca do bardziej dynamicznej formy prowadzenia narracji bliższej Psom Pana.

Po względnie spokojnym drugim tomie, w którym większość czasu spędziliśmy w spokojnych Niderlandach albo lochach Wurzburga, tom trzeci znowu oferuje czytelnikowi wartką historię, w której śledzimy losy Katarzyny von Besserer-Thalfingen planującej odzyskanie rodzinnej schedy i wpisanie się na politycznej mapie Rzeszy.

Dołączywszy do młodych książąt Karola Ludwika oraz Ruperta Wittelsbachów zbierających armię celem odbicia z katolickich rąk Palatynatu i swej nadreńskiej ojcowizny, Katarzyna wraca do Niemiec z wyszkolonym oddziałem bitewnych eteromantów. Radą i pomocą służy jej były dominikanin Dominik Ibanez de Erquicia, który zdradzony przez swój zakon postanawia zemścić się na dawnych towarzyszach, ale przede wszystkim pragnie zaopiekować się dziewczyną.

Swój marsz rozpoczynają od Wurzburga, do niedawna stolicy samozwańczego Księstwa Różanego Krzyża, które po upadku profesora Andre’ego i jego magicznej bariery pogrążyło się w chaosie. Tam trafiają na Schenka, który do tego upadku się przyczynił. Po namowie pułkownika Hannova Katarzyna oszczędza jednak najemnika, który niegdyś ją zdradził, sama zaś wyrusza na wojnę, gdyż bez jej magicznej pomocy bracia Wittelsbachowie nie są w stanie efektywnie oblegać nadreńskich twierdz.


Jeśli dotychczas Katarzynę można było traktować jako Mary Sue, to teraz oficjalne przyjęła miano Mary Sue Skywalker, bo po odnalezieniu magicznej księgi „Moc jest w niej silna”. Na tym etapie można było się już nieco do tego przyzwyczaić i z drugiej strony dobrze, że została dokokszona tak, że nie ma czego zbierać z jej przeciwników. Naddatki potęgi nadrabia niedoborami charakteru, co czyni ją ciekawą postacią, której losy nie są nudne.

Niestety dużo mniej do roboty miał w tym tomie Dominik, który wpadł w rolę mentora, który bardzo szybko przestaje mieć kogoś, komu może mentorować i snuje się w bliżej nieokreślonym celu. Dla przeciwwagi z kolei Schenk przechodzi charakterologiczną przemianę, stając się postacią dojrzalszą i mniej samolubną, która zaczyna pomagać innym. Zdecydowanie na plus była znikoma rola Blanchefleur, przyjaciółki Katarzyny, która w drugim tomie irytowała mnie niepomiernie.

Ku mojemu zadowoleniu pociągnięto nieco wątek magii i rozbudowano świat o innych graczy na planszy, nadal jednak nie odkrywając wszystkich kart. Oczekiwałbym szerszego wpisania przedstawionej w książce sytuacji w wojnę, która zaczęła schodzić na drugi plan, a Gustaw Adolf i kardynał Richelieu oraz Habsburgowie nadal stoją jedynie jako straszaki w tleZastanawia mnie, jak te wszystkie wątki uda się połączyć i zawiązać w rzekomo ostatnim tomie kwadrylogii. Z pewnością jednak brakuje tu namacalnego antagonisty, z którym zmierzyć mogliby się nasi bohaterowie. Nie zaszkodziłoby, gdyby książki z tej serii były nieco bardziej opasłe i zawierały w sobie więcej barwnych postaci i intryg, bo autor udowodnił już, że potrafi, choć nadal jeszcze się uczy. 

Tak jak poprzedni tom, Burzycielka twierdz  była przyjemną lekturą niepozbawioną wad. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i z wielką chęcią posłuchałbym więcej o tym świecie. Burzycielka twierdz zgodnie z oczekiwaniami wykazała się większym dynamizmem narracyjnym niż Księstwo Różanego Krzyża, ale nie wykorzystała wszystkich atutów posiadanych w talii, dlatego ponownie oceniam ją na 6,5/10 i wypatruję czwartego tomu serii Psy Pana.




wtorek, 12 listopada 2024

KONKLAWE (2024) - RECENZJA FILMU

 
Wobec filmu opowiadającego o papieskiej grze o tron miałem zarówno spore oczekiwania, jak i solidne obawy. Ani jedne ani drugie w zasadzie się nie spełniły, zwłaszcza że żyłem w nieświadomości, iż jest to adaptacja sławnej powieści. Jak wypada thriller ukazujący mroczniejszą stronę elekcji biskupa Rzymu i przywódcy największej religii na świecie?


Reżyserem filmu Konklawe był Edward Berger, niemiecki twórca, którego poprzednim filmem był film Na Zachodzie bez zmian nagrodzony czterema Oscarami. Wcześniej pracował głównie przy serialach, m.in. Terror, Your Honor, Patrick Melrose, Szpieg D’83. Za scenariusz odpowiadał Peter Straughan mający w filmografii takie tytuły jak Dług, Szpieg, Pierwszy śnieg, Zwierzęta Ameryki czy Szczygieł.


Za zdjęcia odpowiadał francuski operator Stéphane Fontaine (Prorok, Kapitan Fantastic, Jackie, Pamiętać Paryż). Muzykę do filmu skomponował Volker Bertelmann (Wojna o prąd, seriale Spisek prochowy, Patrick Melrose, Imię róży, Zdążyć przed zmrokiem, Your Honor, Dzika republika, Barbarzyńcy, Niechciani czy tegoroczne Dune: Proroctwo i The Day of Jackal oraz filmy Jedno życie, Kruk, Na Zachodzie bez zmian, The Old Guard).


Konklawe to adaptacja powieści o tym samym tytule autorstwa Roberta Harrisa, angielskiego pisarza specjalizującego się w powieściach okołohistorycznych (Faterland, Dyktator, Enigma, Trylogia Imperium Rzymskiego czy Oficer i szpieg, a także The Ghost, na podstawie której napisał scenariusz do filmu Romana Polańskiego Autor widmo). Gdy umiera papież, tradycja nakazuje zwołać kolegium kardynalskie, które zostaje zamknięte przed światem zewnętrznym, by dokonać wyboru sukcesora stolicy piotrowej. A co, jeśli każdy z najważniejszych kandydatów skrywa jakiś sekret, a gra toczy się o wielką władzę i wpływy?

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Śmierć papieża wstrząsa Watykanem, bowiem nieliczni wiedzieli o jego pogarszającym się stanie zdrowia. Ogłoszone zostaje sede vacante, a dziekan kolegium kardynalskiego, kardynał Thomas Lawrence (Ralph Fiennes, którego szerzej nie trzeba przedstawiać) musi przygotować konklawe oraz zarządzać elekcją. Gdy do Rzymu zjeżdżają się kardynałowie, do Lawrence’a zgłasza się arcybiskup Woźniak (Jacek Koman, nieliczny polski aktor robiący karierę na Zachodzie, występował w takich filmach jak Ludzkie dzieci, Moulin Rouge!, Opór, Wielki Gatsby, Ghost Rider 2, Dżungla, Australia), który spędzał bardzo dużo czasu z papieżem i był świadkiem jego ostatniego spotkania. Była to rozmowa z kardynałem Tremblayem (John Lithgow, ostatnio Old Man, Czas krwawego księżyca, Perry Mason, The Crown, Smętarz dla zwierzaków), którego rzekomo papież pozbawił wysokiej pozycji w obliczu tajemniczego raportu. Jakkolwiek kardynał Lawrence przebywa w odosobnieniu od świata zewnętrznego, służący mu ojciec O’Malley (Brían F. O'Byrne) ma zbadać tę sprawę. W ostatniej również chwili do Watykanu przybywa kardynał nieoczekiwany, o którym nikt nie wiedział – meksykański duszpasterz z Kabulu w Afganistanie, kardynał Benitez (Carlos Diehz, pierwsza rola w filmie pełnometrażowym).

W czasie wyboru Lawrence i inni liberalni kardynałowie optujący za progresywnym podejściem do wiary starają się o zdobycie poparcia dla niechętnego kandydowaniu kardynała Aldo Belliniego (Stanley Tucci, w ostatnich latach Supernova, Spotlight, seria Igrzyska śmierci, najbardziej znany z Diabeł ubiera się u Prady). Starają się nie dopuścić do sytuacji, że na tronie papieskim zasiądzie konserwatywny kardynał Wenecji Domenico Tedesco (Sergio Castellitto, Opowieści z Narni: Książę Kaspian, Zakochany Paryż, Wielki błękit), dążący do cofnięcia wielu reform wprowadzonych po drugim soborze watykańskim. Silną pozycję wśród kandydatów ma również afrykański kardynał Adeyemi (Lucian Msamati, ostatnio można go było zobaczyć w Mrocznych materiach, Patrz jak kręcą, Kłamstwie doskonałym, a także w Grze o tron), pod pewnymi względami postępowy, a pod innymi tradycjonalista.


Pierwsze głosowania nie przynoszą rezultatów, dlatego zaczynają się targi, agitacja i przekupstwo. Lawrence stara się panować nad kolegium ponad stu kardynałów, jednocześnie badając sprawę Trembleya. W międzyczasie na jaw wychodzi skandal dotyczący kardynała Adeyemiego, gdy jedna ze służących hierarchom sióstr okazuje się być jego dawną kochanką, z którą ma dziecko. Łagodny i zarzekający się o niechęci objęcia papiestwa kardynał Bellini również zaczyna przejawiać coraz więcej zniecierpliwienia i nerwowości, gdy Lawrence, deklarujący braku własnych ambicji powodowanych kryzysem wiary, nadal zdobywa głosy elektorskie, a Bellini je traci. Napięcie między kardynałami eskaluje, tak jak i sytuacja na zewnątrz watykańskich murów

Berger nie silił się na otwarty atak na Kościół i przesadnie nie roztrząsał jątrzących się ran skandali. Używał pewnych postaci do ukazania archetypicznych problemów trapiących Kościół, ale starał się robić to w wyważony sposób, skupiając się na tym, iż kardynałowie to też ludzie, którzy błądzą, których gubi pycha i ambicja, którzy grzeszą myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Wymowne było użycie w filmie perspektywy obserwujących wszystko, ale milczących sióstr zakonnych, które są niemymi świadkami tego, jakie rozgrywki toczą się za zamkniętymi drzwiami. Twórca uderzył w symonię, cudzołóstwo, fanatyzm, ale dość oszczędnie potraktował problem pedofilii, co mogło ławo przerodzić się w tanią rozliczeniówkę z hipokryzją osób wiary. Sam nie jestem fanem zhierarchizowanego Kościoła i daleko mi do obrony największej korporacji na świecie pełnej patologii, lecz doceniam, że wybrano walkę nie z Kościołem, ale raczej o Kościół. Moralizatorstwo udało się zaserwować na tyle zgrabnie, że tylko sam finał niepotrzebnie wymusił na mnie przewrócenie oczami.

Dostrzegamy tu różne postawy ludzi Kościoła, od bardzo konserwatywnych, poprzez te umiarkowane, aż po znacząco progresywne. Wyciągane są na wierzch brudy, ale bez przesadnie sensacyjnego tonu. Wszystko to jednak służy budowaniu napięcia i stawki, bowiem od początku utrzymujemy delikatny, ledwie zauważalny stan niepewności: czy aby papież nie został zabity? Jaką rolę odgrywa Trembley? Czy Bellini jest taki altruistyczny jak pokazuje na zewnątrz? Czy Lawrence faktycznie nie jest graczem i czy nie ukrywa jakiejś głębszej gry? O co chodzi z dodatkowym kardynałem, tak odmiennym od innych purpuratów? Historia odkrywa przed nami karty powoli, ale wedle swojego przemyślanego tempa, dopiero pod koniec wartka narracja zwalnia i gubi uwagę widza.

Film dźwiga na barkach Ralph Fiennes, który szuka upragnionej oscarowej roli. Jest możliwe, że zgarnie kolejną nominację, ale czy sięgnie po statuetkę? Pokazuje nam całą gamę emocji, hipnotyzuje mieszanką zagubienia, stoicyzmu i zdecydowania, ale nie jest to jego najlepsza rola i wolę, kiedy pokazuje więcej złowieszczego pazura. Dobrze partnerują mu John Lightow oraz Stanley Tucci, dużo bardziej niejednoznaczni charakterologicznie, ale show kradnie Sergio Castelitto jako rubaszny, nonszalancki i siejący postrach liberałów kardynał Tedesco. Na uwagę zasługuje również mała, ale znacząca rola Isabelli Rossellini jako siostry Agnes zawiadującej tym oddziałem zamkniętym…

Konklawe to pięknie wyglądający film, który momentami skręca w quasi-dokumentalny styl reportażu obserwując kardynalskie kolegium. Scenografia i kostiumy są gustownie dobrane i skomponowane, a kadry przemyślane, nie popadające jednak w przesadną metaforykę. Wszystko zaś podkreślone majestatyczną smyczkową muzyką Volkera Bertelmanna, zwłaszcza motywem przewodnim, który budzi niepokój słuchacza i dynamizuje odbiór narracji. Dbałość o detale sprawia, że z przyjemnością chłoniemy obrazy i kontemplujemy słowa, a wiele z nich pada po łacinie, co zawsze jest miłe memu sercu.


Podsumowując, Konklawe to solidny thriller z pogranicza polityki i wiary, który długo utrzymuje dobre tempo i suspens, pod koniec jednak wytraca nieco impet i rozczarowuje miałkim, mało subtelnym finałem o zabarwionym ideologicznie przesłaniu. W moim odczuciu była to skaza, sam film jednak przez znakomitą większość seansu stał na wysokim poziomie zarówno narracyjnym, aktorskim jak i audiowizualnym. Konklawe w reżyserii Edwarda Bergera otrzymuje ode mnie 7,5/10, pozostawiając pewien niedosyt głównym daniem i niesmak deserem. Ci, którzy spodziewali się jednak wbijania szpili za szpilą w Kościół mogą czuć się rozczarowani.



MEGALOPOLIS (2024) - RECENZJA FILMU

 
Wielkie dzieło jednego z najbardziej zasłużonych filmowców w historii po dekadach hibernacji dojrzało do ujrzenia światła dziennego oraz skonfrontowania się z reakcją krytyków i publiczności. Dlaczego film spotkał się z tak chłodnym przyjęciem? Quo vadis, domine Coppola?


Megalopolis to film autorstwa Francisa Forda Coppoli (najbardziej znany z trylogii Ojca chrzestnego oraz Czasu Apokalipsy, na jego koncie znajdują się również Dracula z 1992 roku, Outsiderzy, Zaklinacz deszczu, Młodość stulatka,  a ostatnie filmu jak Tetro czy Twixt nie znalazły szerszego uznania). Twórca ten od wielu lat starał się zrealizować swój wymarzony projekt, lecz scenariusz bezowocnie czekał na zekranizowanie. Aby sfinansować powstanie filmu, Coppola sprzedał prywatną winnicę, finalnie musząc również opłacić dystrybucję filmu, gdyż nikt nie kwapił się wykładać pieniędzy na wątpliwą produkcję.


Za muzykę odpowiadał argentyński kompozytor Osvaldo Golijov, który nie ma zbyt bogatej filmografii i tworzył głównie na początku stulecia, a połowę jego filmów stanowią dzieła Coppoli, czyli Młodość stulatka, Tetro, Twixt (ostatnia kompozycja Golijova z 2011 roku), poza nimi m.in. Człowiek, który płakał i Przysięga. Za kamerą stanął Mihai Malaimare Jr. z Rumunii, który pracował przy ostatnich filmach Coppoli razem z Golijovem, ale w przeciwieństwie do muzyka w ostatnich latach miał kilka innych produkcji jak Mistrz, Krocząc wśród cieni, Delirium, Nienawiść, którą dajesz oraz Jojo Rabbit i serial Lakers: Dynastia zwycięzców.

Megalopolis, posiadające dopisek „baśń”, jest filmem ukazującym alternatywną wersję rzeczywistości, w której Stany Zjednoczone Ameryki jeszcze bardziej zaczerpnęły ze spuścizny antycznego imperium rzymskiego, a sam Nowy Jork stał się Nowym Rzymem. Mieszkańcy hołdowali rozrywkom i kulturze sprzed dwóch tysiącleci, tworząc barwny, choć dekadencki amalgamat.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

W filmie widzimy kilka wyraźnych osi konfliktu. Główny wątek stanowią losy Cesara Catilliny (Adam Driver, najbardziej rozpoznawalny dzięki roli w trylogii sequeli Star Wars, ponadto ostatnio można go było widzieć w Domu Gucci, Ostatnim pojedynku, Ferrari, Białym szumie czy Historii małżeńskiej), który jest genialnym architektem, wizjonerem i wynalazcą nagrodzonym nagrodą Nobla za opracowanie nowego, cudownego materiału, megalonu. Potrafi on ponadto zakrzywić czasoprzestrzeń i zatrzymać czas, co dostrzega jako jedyna Julia Cicero (Nathalie Emmanuel, najbardziej znana z roli Missandei w Grze o tron, ponadto ostatnie części Szybkich i wściekłych, Więzień labiryntu, Armia złodziei), córka burmistrza Franklina Cicero (Giancarlo Esposito, w tym roku choćby serial Dżentelmeni, MaXXXine czy Abigail, ostatnio również The Boys, The Mandalorian, Better Call Saul i Breaking Bad, a także nadchodzący Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat).

Pomimo iż Cesar Catillina jest zagorzałym przeciwnikiem politycznym i ideologicznym jej ojca, dziewczyna folgująca imprezowemu stylowi życia staje się asystentką, a później ukochaną Cesara, zafascynowana jego osobowością i przyświecającymi mu ideami. Między Catilliną a Cicero konflikt zasadza się zarówno na sporze o to, w jakim kierunku powinien zmierzać Nowy Rzym i w jaki sposób zagospodarować miejskie tereny, ale także na dawnym oskarżeniu Catilliny o doprowadzenie do śmierci jego żony, Sunny Hope (Haley Sims).

Kolejnym czynnikiem wpływającym na dynamikę w mieście jest wyścig o schedę po obrzydliwie bogatym Hamiltonie Crassusie III (Jon Voight, bogata kariera licząca ponad 100 ról, w tym np. w Jan Paweł II, Skarb narodów, Lara Croft: Tomb Raider, Pearl Harbor, Wróg publiczny czy Mission Impossible), wuju Catilliny finansującym w dużej mierze jego projekty i przedsięwzięcia. Władzę nad bankiem Crassusa pragnie przejąć jego potomek, Clodio Pulcher (Shia LeBeouf, ostatnio m.in. Ojciec Pio, Słodziak, Sokół z masłem orzechowym, Furia, Nimfomanka, Indiana Jones i królestwo kryształowej czaszki oraz przede wszystkim pierwsze części serii Transformers), ambitny, choć początkowo skrywający się za fasadą niekompetentnego i hedonistycznego bawidamka. Do gry wkracza jednak również kokieteryjna dziennikarka Wow Platinum (Aubrey Plaza, ostatnio choćby Agatha All Along, Biały lotos, Legion, Parks and Recreation), dawna kochanka Catilliny, którą poślubia omotany przez nią Crassus.


W tle natomiast prowadzona jest narracja obserwującego wszystko historyka w osobie szofera Catilliny, Fundi Romaine’a (Laurence Fishburne, seria Matrix i John Wick, seriale Hannibal, CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas czy Czarno to widzę oraz nadchodzący czwarty sezon Wiedźmina) oraz konflikt społeczny między biedotą Nowego Rzymu a arystokratami i oligarchami oraz niewydolność systemu, z którym zmierzyć się stara Catillina.

Osobiste wątki, animozje, intrygi i spiski przebrzmiałej elity mieszają się tu z treścią ambitniejszą, historiozoficznym rozważaniem o kondycji człowieka, społeczeństwa i kierunku w którym zmierza oraz spuściźnie, jaką zostawi. Niestety wszystko to przypominało rozgardiasz pomysłów i tematów, nad którymi autor nie zapanował. Film posiada kilka interesujących konceptów i nie ukrywam, że osadzenie go w tym konkretnym anturażu inspirowanym antycznym Rzymem było dla mnie intrygujące, wykonanie jednak pozostawiało wiele do życzenia. Rozmach, na jaki liczyłem, okazał się jedynie fasadą i pustą skorupą. Mnogość bohaterów i ich konwersacje prowadzone w postaci filozoficznych rozważań i przemów przeszkadzały w odbiorze, gubiąc uwagę widza starającego się zrozumieć bełkot rozplątać intelektualne węzły supłane przez Coppolę ustami przede wszystkim Adama Drivera.

W aspekcie postaci – początkowo Catillina i Cicero wydawali się intrygującymi jednostkami a aktorzy obdarzeni odpowiednią charyzmą przykuwali uwagę. Z czasem jednak nawet i oni zaczęli tracić ekranową werwę i impet. Przeciwwagą dla nich były kreacje Julii i Wow – pierwsza pokonała drogę od frywolnej trzpiotki unikającej odpowiedzialności za swoje dorosłe życie w kierunku dojrzałej, świadomej kobiety zaangażowanej w ideę większą od niej samej i wspierającą męża. Druga zaś, powodowana chorobliwą ambicją, coraz śmielej wchodziła w sferę finansjery, deprawując się coraz bardziej otaczającą ją zgnilizną.

Przerost formy nad treścią z jednej strony, a przerost treści nad formą z drugiej zaowocował przedziwną mieszanką, w której nawet warstwy audiowizualnej nie można szczególnie pochwalić. Część wizualnych konceptów, scenografii i kostiumów była interesująca, ale gubiła się momentami w poczuciu sztuczności i tandety. Zdjęcia Malaimare Jr. z rzadka tylko imponowały, a prosiło się to o więcej rozmachu i szaleństwa, z kolei sceny bardziej psychodeliczne były niezwykle nużące i nieciekawe. Tak samo w przypadku muzyki Golijova trudno ją uchwycić i określić, gdyż przechodziła nieomal nieobecna i nieangażująca widza w to, co działo się na ekranie. Podobnie aspekt ukazania dekadencji elity i jej pustego hedonizmu zaniknął gdzieś szybko mimo obiecującego początku, a sam seans nużył.


W Megalopolis jak w nieudanym wigilijnym barszczu – pływało zbyt dużo grzybów, a większość z nich była niejadalna. Doceniam ambicje autora i sięgnięcie po monumentalną kulturę antycznego Rzymu, filozofię Marka Aureliusza i podnoszenie ważkich kwestii. Film jednak nic by nie stracił, gdyby odchudzić go o połowę i przede wszystkim wręczyć przeleżały w szufladzie scenariusz komuś kompetentnemu do oszlifowania. Megalopolis miało w sobie wiele elementów składowych i punktów wyjścia, z których można byłoby poprowadzić ciekawą, oryginalną historię odmienną od współczesnej kinematografii, ale zabrakło Coppoli przede wszystkim umiaru, wyczucia widza i odwagi w odstąpieniu od swoich poprzednich współpracowników.

Podsumowując to wszystko jednak… nie jestem jakimś wielkim krytykiem Megalopolis. Tak, film to straszny bałagan i pomieszanie z poplątaniem, ale ma w sobie jakiś własny charakter, dzięki któremu trudno obok tego dzieła przejść obojętnie. Coppola poległ z kretesem, jednak szanuję go za postawienie na swoim i zrealizowanie tego filmu wedle własnych kryteriów. Megalopolis otrzymuje ode mnie ocenę 6/10 i tak jestem łaskawy, choć podejrzewam, że już nigdy do niego nie wrócę. Chyba że, tak jak w przypadku Ojca chrzestnego, ktoś nakręci serial o tym, jak powstawało Megalopolis.




FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...