poniedziałek, 30 czerwca 2025

RECENZENCKI ROZKŁAD JAZDY - LIPIEC 2025

 

W lipcu dostaniemy sporo ciekawych i głośnych produkcji filmowych, a także kilka interesujących seriali.


W kinie i na streamingach pojawi się całkiem sporo filmów wartych uwagi. Już 2 lipca dostaniemy dwie wystrzałowe propozycje kina sensacyjnego – na Netflixie zagości The Old Guard 2 z Charlize Theron w roli głównej o nieśmiertelnych asasynach, a na Amazon Prime Video dostaniemy Head of State, czyli komedię akcji z Johnem Ceną i Idrisem Elbą jako prezydentem USA oraz premierem Wielkiej Brytanii, którzy kopią dupy. W tym tygodniu w kinach zagości ponadto czwarta odsłona nowej serii o dinozaurach, czyli Jurassic World: Odrodzenie z Mahershalą Alim i Scarlett Johansson w rolach głównych.











Kolejny weekend zdominowany zostanie przez film Superman w reżyserii Jamesa Gunna, który ma rozpocząć nową erę w DC Universe. Tydzień później dostaniemy takie filmy jak kolejne Smerfy czy nową wersję Koszmaru minionego lata.











Końcem lipca szykuje się nam ciekawe połączenie, bowiem na ekrany kin wskoczy kolejna produkcja MCU, a zarazem trzecie kinowe podejście do Fantastycznej 4, tym razem z Vanessą Kirby i Pedro Pascalem w głównych rolach, a po 21 latach przerwy widzowie będą mogli zobaczyć kontynuację losów Cumy i Szerszenia w filmie Vinci 2.











Początkiem lipca powita nas na Netflixie pierwsza część drugiego i niestety ostatniego sezonu Sandmana (24 lipca dostaniemy drugą część, a 31 lipca finalny odcinek specjalny). 11 lipca fani Fundacji na AppleTV+ będą mogli zobaczyć trzeci sezon, który kręcono m.in. w Lublinie.











17 lipca fani Star Treka otrzymają trzeci sezon Strange New Worlds, choć znając obecną dystrybucję SkyShowtime, w Polsce może być lekki poślizg względem tej daty, natomiast na tej samej platformie w końcu polscy widzowie doczekają się drugiego sezonu antologicznej opowieści od Riana Johnsona pt. Poker Face.



W giereczkowie niewiele ciekawych premier po mocniejszym czerwcu. 15 lipca prawdziwi fani strategii typu castle-builder usłyszą ponownie, że „potrzeba złota, mój panie”, a „skład zapasów jest zapełniony”, bowiem tego dnia wyjdzie Twierdza: Krzyżowiec. Edycja Ostateczna, z kolei 24 lipca swoją premierę będzie miał chiński souls-like Wuchang: Fallen Feathers od debiutującego studia Leenzee, które próbuje wykorzystać sukces, jaki niedawno odniósł Black Myth: Wukong.



niedziela, 29 czerwca 2025

THE LAST OF US Sezon 2 (2025) - RECENZJA SERIALU

 

Drugi sezon świetnie przyjętego przez krytyków i widzów serialu, który w znaczącym stopniu przyczynił się popularności adaptowania gier komputerowych na małym ekranie, opartego na niezwykle wysoko cenionej grze o przetrwaniu w post-apokaliptycznym świecie pełnym zombi-grzybów. Jak wypadła kontynuacja jednego z największych hitów ostatnich lat na platformie HBO MAX?











Showrunnerami serialu są Craig Mazin, który zaczynał od projektów niższych lotów jak Straszny film 3 oraz Straszny film 4 i Superhero (które również wyreżyserował), później przechodząc do Kac Vegas w Bangkoku i Kac Vegas 3 oraz Łowca i Królowa Lodu, by odmienić swoją karierę wybitnym i docenionym serialem Czarnobyl, a także Neil Druckmann, czyli obecny szef studia gamingowego Naughty Dog, który pracował przy takich seriach jak Uncharted oraz przede wszystkim The Last of Us, które oparł na bazie komiksu, który stworzył w czasie studiów. Poza Mazinem i Druckmannem, nad scenariuszem drugiego sezonu pracowała również Halley Wegryn Gross, która poza pisaniem The Last of Us: Part II pracowała nad scenariuszami do seriali Westworld, Banshee czy ostatnio animowanego Batman: Caped Crusader.

Za reżyserię odcinków drugiego sezonu odpowiadali kolejno: Craig Mazin, Mark Mylod (weteran Sukcesji, Gry o tron, Shameless czy świetnego w mojej opinii filmu The Menu), Peter Hoar (Demony Da Vinci, Daredevil, Defenders, Upadek królestwa, Altered Carbon, Umbrella Academy, Bo to grzech), Kate Herron (cały pierwszy sezon Lokiego, ponadto choćby Sex Education czy Five by Five), Stephen Williams (bardzo doświadczony reżyser, weteran Zagubionych, ponadto m.in. Impersonalni, Ray Donovan, Westworld, Watchmen), Neil Druckmann (debiut reżyserski), Nina Lopez-Corrado (zaczynała od Mentalisty, którego była producentką, później pojedyncze odcinki wielu seriali w ostatniej dekadzie, większy wkład miała m.in. w Supernatural, Agents of SHIELD, A milion liitle things, Perry Mason, Mayor of Kingstown czy Nocnego agenta, wyreżyseruje ponadto dwa odcinki w trzecim sezonie Rodu Smoka).











Autorami muzyki byli David Fleming, który w pierwszym sezonie komponował tylko do dwóch odcinków (a ponadto komponował muzykę do Elegii dla bidoków, Americana, serialu Pan i Pani Smith i filmów Dama oraz The Alto Knight, choć pracował też w mniejszym stopniu przy obu częściach Diuny, Królu Lwie, Top Gun: Maverick, X-men: Mroczna Phoenix, Wonder Woman 1984, dwóch filmach z serii Transformers czy grze Assassin’s Creed III), a także argentyński muzyk Gustavo Santaolalla, czyli autor oryginalnej ścieżki dźwiękowej do gry, nagrodzony dwukrotnie z rzędu Oscarem za muzykę do Tajemnicy Broadback Mountain oraz Babel, na koncie m.in. także muzyka do Narcos: Meksyk). Za zdjęcia odpowiadały natomiast Rosjanka Ksenia Sereda (nagradzana za film Wysoka dziewczyna, w ostatnich latach dała się poznać w zachodnim kinie dzięki serialom W tłumie czy filmowi Rob Peace) oraz Amerykanka Catherine Goldschmidt (Ród Smoka, Buntowniczka Nell, Doktor Who, Dummy, Księga czarownic).

Pierwszy sezon zrobił na mnie wrażenie, choć nie wyrwał mnie z kapci, jak uczynił to z większością widzów, którzy bardzo sobie The Last of Us cenili. Ja doceniałem poszczególne wątki, grę aktorską, klimat oraz wysoką jakość produkcyjną, ale zdarzały się momenty, że czegoś mi w tym serialu brakowało, dlatego ostatecznie oceniłem go na 8/10. Czy drugiemu sezonowi udało się utrzymać poziom?

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Akcja drugiego sezonu rozgrywa się pięć lat po wydarzeniach finału sezonu pierwszego, w którym Joel Miller (Pedro Pascal, którego przedstawiać nie trzeba, bo wszędzie go teraz pełno) uratował przed organizacją Świetlików dziewczynę Ellie (Bella Ramsay, Gra o tron, Fatalna czarownica, Mroczne materie, Hilda) i osiedlili się w miasteczku Jackson w stanie Wyoming, gdzie wiodącą rolę odgrywa brat Joela, Tommy (Gabriel Luna, Matador, Miasto zła, Agents of SHIELD, Fubar, Terminator: Mroczne przeznaczenie).

Relacje między Joelem a Ellie z czasem ulegają znacznemu pogorszeniu, zwłaszcza po śmierci męża Gail (Catherine O’Hara, w ostatnich latach m.in. Studio, Dziki robot, Beetlejuice Beetlejuice, Argylle – Tajny szpieg). Joel, pragnący otoczyć ojcowską opieką swoją przybraną córkę, zostaje odtrącony przez krnąbrną dziewczynę, która poszukuje własnej drogi. Oboje nie zdają sobie jednak sprawy, że ich śladem podąża grupa przewodzona przez Abby (Kaitlyn Dever, Przechowalnia nr 12, Justified: Bez przebaczenia, Szkoła melanżu, Niewiarygodne, Dopesick, Pierwszy gol, Ostatni prawdziwy mężczyzna, Ocet jabłkowy), która pragnie wywrzeć zemstę na Joelu. Późniejsza eskalacja konfliktu sprawi, że na drugi plan zejdą problemy z terroryzującymi świat zarażonymi kordycepsem istotami, a Ellie w pogoni za Abby podąży do Seatlle, w czym pomoże jej Dina (Isabela Merced, poza karierą muzyczną ma na koncie również role głosowe i aktorskie w m.in. Dora i Miasto Złota, Sicario 2: Soldado, Transformers: Ostatni rycerz, Wyfrunięci, Madame Web, Obcy: Romulus czy nadchodzący Superman i  drugi sezon Peacemakera), rozdarta uczuciowo między Ellie a dotychczasowym chłopakiem, Jessem (Young Mazino, najbardziej znany z roli w serialu Awantura).











Serial nadal stoi na bardzo wysokim poziomie produkcyjnym, czy to w zakresie naturalnych scenografii wspieranych solidnymi efektami specjalnymi, czy charakteryzacji i rekwizytów ubogacających ten zrujnowany apokalipsą świat. Realizacyjnie świetna produkcja zmaga się jednak z poważnymi problemami w zakresie nierównego scenariusza i przedstawienia bohaterów.

Nie da się zaprzeczyć, że Pedro Pascal jest najjaśniejszą gwiazdą projektu i fakt jego nierównomiernej obecności ekranowej w drugim sezonie jest tym bardziej zauważalny, bo gdy go nie ma i całość spoczywa na barkach Belli Ramsey, gubi się zaangażowanie emocjonalne widza. Bella najlepiej też wypada „grając na” Pedro i wykorzystując rozwiniętą między nimi dynamikę z pierwszego sezonu, wobec innych aktorów prezentując się słabiej.

Aktorsko dobrze wypadli w zasadzie wszyscy poza główną bohaterką, która z powodu ograniczeń własnych albo narzuconych przez scenarzystów i reżyserów kreuje postać antypatyczną i irytującą. Ogromny ciężar emocjonalny budujący postać sprowadzany jest do wąskiej palety kilku min, z którymi musimy zmagać się przez cały sezon. Nie mam nic do aktorki, którą wcześniej darzyłem sympatią choćby za rolę Lady Mormont w ostatnich sezonach Gry o tron, w moim odczuciu po prostu nie potrafiła udźwignąć tej roli, gdy to ona wyszła na pierwszy plan lub też scenariusz nie podołał zadaniu sprawienia, że widz, widząc wszystkie jej przywary i zachowania, nadal kibicuje jej w jej misji. Ja z pewnością kibicowałem Abby…











Kaitlyn Dever swoje zadanie wykonała dobrze, choć nie było jej wcale zbyt wiele, ale wynika to zapewne z decyzji showrunnerów, którzy tak podzielili historię, którą chcą opowiedzieć, że perspektywa Abby na wydarzenia będzie ukazana w sezonie trzecim. Jakkolwiek nie grałem w gry od studia Naughty Dog i nie znam zbyt dobrze materiału źródłowego, to pasowałaby mi do roli Ellie nawet bardziej…

Na drugim planie całkiem sympatycznie zaprezentowała się Isabela Merced, której postać dało się szybko polubić, tak samo jak nieco sztywniejszego i bardziej świętoszkowatego Younga Mazino. Dużym rozczarowaniem dla mnie był występ Jeffreya Wrighta, ale nie ze względu na jego prezencję, bo ta była świetna jak zawsze, ale ze względu na tak malutką rolę, która (zwłaszcza w odcinku wprowadzającym postać) zrobiła spore wrażenie i pozostawiła widzów z ogromnym niedosytem. Liczę, że w sezonie trzecim zobaczymy go znacznie więcej.

Duży kontrast zauważalny jest w jakości odcinków, przeplatając te udane (jak choćby świetne odcinki drugi i szósty) z miernymi (jak choćby czwarty czy finałowy siódmy). Mimo to twórcom nadal udaje się w sprawny sposób budować klimat, napięcie i poczucie zagrożenia, zwłaszcza gdy bohaterowie mierzyć się muszą z zagrożeniem ze strony Zarażonych, którzy są satysfakcjonująco przerażający. Serial gubił mnie jednak w drugiej połowie w melodramatycznych rozterkach bohaterów oraz nie przekonywał w tym, jak nikt nie potrafił poradzić sobie z „chodzącą maszyną do zabijania z Temu”, jaką jest Ellie…

Jako że nie grałem w gry, nie potrafię ocenić wierności adaptacyjnej serialu względem materiału źródłowego. Znałem jednak od dawna główny twist historii i z satysfakcją obserwowałem rozwój wypadków. Sprawa ta wiązała się wcześniej z bardzo żywą reakcją oburzonych graczy wysyłających pogróżki do Bogu ducha winnej aktorki, na szczęście tym razem chyba udało się uniknąć powtórki z wątpliwej rozrywki (pomijając mniej znaczące incydenty przy ogłoszeniu obsady), a tym razem to chyba Ellie straciła w oczach widzów na rzecz Abby…











Ta odsłona serialu mierzy się z dość mieszanym przyjęciem widzów – część wynika po prostu z ogólnie średniej jakości produkcji, część nadal nie potrafi poradzić sobie z traumą początku drugiej części gry vel odcinka drugiego, część jest niezadowolona ze sportretowania głównej bohaterki w konkretny sposób. Ja aż tak drastyczny w ocenach jak głośna i wokalna publiczność nie jestem, ale daleko mi do zachwytów ze strony recenzentów i jako klasyczny centrysta stoję mniej więcej po środku.

Podsumowując, drugi sezon The Last of Us przyniósł spore rozczarowanie pod względem fabularnym i prowadzenia bohaterów. Nadal świetny produkcyjnie, zagubił uwagę moją i wielu podobnych mi widzów rozwleczeniem historii wypełnionej mało angażującymi treściami i relacjami. Przede wszystkim jednak obarczył ciężarem fabularno-emocjonalnym bohaterkę, która tego nie udźwignęła i dlatego oceniam drugi sezon The Last of Us na 6,25/10, choć nie skreślam kolejnych sezonów i chętnie wrócę do tej historii, jeśli twórcy postarają się nieco bardziej.




niedziela, 22 czerwca 2025

BALLERINA (2025) - RECENZJA FILMU

 

Uniwersum Johna Wicka rozrasta się, otrzymując pierwszy spin-off filmowy (nie licząc średnio udanego, quasi-połączonego z filmami mini-serialu). Zagłębiamy się za kulisy nowojorskiego baletu Ruska Roma stanowiącego przykrywkę dla organizacji płatnych zabójców, z której wywodzi się John Wick, śledząc losy młodej asasynki, która pragnie zemsty na zabójcach ojca.











Reżyserem filmu jest Len Wiseman, który zasłynął jako ojciec serii filmowej Underworld, reżyserując pierwsze dwie części, ponadto remake Pamięci absolutnej i czwartą część Szklanej pułapki. W ostatnich latach reżyserował pojedyncze odcinki seriali takich jak Lucyfer, Jeździec bez głowy, Potwór w bagien, The Gifted. Scenariusz napisał Shay Hatten, który nie ma zbyt rozbudowanej filmografii, zaczynając od Johna Wicka 3 w 2019 roku, później pracując przy filmach takich jak Armia umarłych, Armia złodziei, John Wick 4 i obie części Rebel Moon.


Muzykę skomponowali Tyler Bates (bardziej doświadczony z duetu, wszystkie części serii John Wick, a ponadto Świt żywych trupów, Trzystu, Watchmen, Californication, Strażnicy Galaktyki vol. 1 i vol.2, Deadpool 2, seriale Punisher, Kingdom, Zabójcze umysły, Samuraj Jack, Primal, a także X, Pearl i MaXXXine) oraz Joel J. Richard (wszystkie części serii John Wick, Klub miliarderów, Księgi krwi, serial Quantico). Operatorem kamery jest Francuz Romain Lacourbas, który pracował przy Uprowadzonej 2 oraz serialach Marco Polo, Wiedźmin, Zero zero zero.











Film ten jest pierwszym z zapowiedzianej serii spin-offów, choć jego przeciętne zarobki stawiają te projekty pod znakiem zapytania. Ballerina nie uniknęła też produkcyjnych problemów, a ekipie musiał pomóc sam Chad Stahelski, reżyser Johnów Wicków, dorzucając do filmu więcej mięsistych scen akcji.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Ballerina rozpoczyna się od sekwencji, w której poznajemy małą Eve Macarro (Victoria Comte), będącą świadkiem wtargnięcia do posiadłości jej ojca, Javiera (David Castañeda, najbardziej znany z roli Diego vel Numer 2 w netflixowej Umbrella Academy, ponadto pomniejsze role w Most Dangerous Game, Windykator, Sicario 2, Więźniowie dzielnicy), który zostaje zabity przez członków tajemniczego klanu pod zarzutem zdrady. Małą Eve w szpitalu odnajduje menadżer nowojorskiego hotelu Continental, Winston (Ian McShane, poza serią John Wick znany choćby z seriali Deadwood, Amerykańscy bogowie, Ray Donovan, Filary Ziemi czy filmów Hercules, Hellboy, Piraci z Karaibów 4), zabierając dziewczynkę do Ruskiej Romy, której przewodzi Dyrektorka (Anjelica Huston, najbardziej znana z roli Morticii w Rodzinie Adamsów).

Dorosła już Eve (Ana de Armas, w ostatnich latach m.in. Blondynka, Gray Man, Głęboka woda, Nie czas umierać, Na noże, Blade Runner 2049) przechodzi szkolenie w Ruskiej Romie, choć lepiej idzie jej obsługa broni niż balet i przyjmuje pseudonim Kikimora. Wkrótce po jej pierwszej misji trafia na ślad sekty odpowiedzialnej za śmierć jej ojca i wbrew woli Dyrektorki rusza śladem nieuchwytnego kultu zabójców znajdujących się poza jurysdykcją Wysokiego Stołu, trafiając najpierw do Pragi. Tam jej ścieżka krzyżuje się z asasynem Danielem Pinem (Norman Reedus, najbardziej znany z roli Dylana w The Walking Dead), który znajduje się w podobnej sytuacji do ojca Eve, gdyż jest ścigany przez sektę dowodzoną przez Kanclerza (Gabriel Byrne, Podejrzani, Wróg publiczny, Ślub po polsku, Pokerzyści, Hereditary, a także seriale Terapia, Wikingowie, Maniac, Zero zero zero, Wojna światów). Jej śladem rusza również wezwany przez Dyrektorkę Ruskiej Romy sam legendarny John Wick (Keanu Reeves, przedstawiać nie trzeba).











Seria filmów o Johnie Wicku i świecie płatnych zabójców nigdy nie stała wybitnym scenopisarstwem, skomplikowanymi dialogami i głębokimi postaciami, ale do tej pory udawało się stworzyć bardzo koherentny i angażujący widza świat pełen wyrazistych, choć małomównych postaci. Ballerina pod tym względem wydaje się nawet nieco uboższym kuzynem, który w żaden sposób fabularnie nie zaskakuje i nie angażuje. Ana de Armas w głównej roli jest sympatyczna, a film stara się wytłumaczyć to, dlaczego mała kobietka kopie dupy silnym mężczyznom i udaje mu się to nie najgorzej, choć łomot, jaki momentami dostaje powinien ją wysłać na intensywną terapię w najbliższym szpitalu.

Na drugim planie miło jak zawsze było zobaczyć Iana McShane’a, który wyjątkowo nic nie knuje i Anjelicę Huston, a przede wszystkim nieżyjącego już Lance’a Reddicka w jednym z jego ostatnich filmów (premierę będzie miał jeszcze St. Sebastian w reżyserii Danny’ego DeVitto). Dobrze ze swoją rolą wpasował się również Norman Reedus, a wisienką na torcie był występ Keanu Reevesa, po którym spodziewałem się jednak więcej obecności ekranowej. Słabo w moim odczuciu wypadli antagoniści filmu, którym brakowało wyrazistości i polotu w odniesieniu do całego uniwersum. Może byli zbyt poważni, a główny wątek melodramatyczny.

Braki scenariuszowe film stara się nadrobić scenami akcji, których w filmie jest bardzo dużo i twórcy próbują dostarczyć widzowi nowych, oryginalnych rozwiązań, używanych broni czy scenerii walki oraz przemyślanych, kompetentnych choreografii. Pod tym względem film dostarcza sporo frajdy i dobrze, że Stahelski dopakował produkcję. Niestety, brakowało mi nieco tego wizualnego sznytu uniwersum Johna Wicka, choćby tych napisów z charakterystyczną czcionką i podkreśleniem konkretnych, istotnych wyrazów.











Podsumowując, Ballerina to solidny spin-off serii, która nie stawia na dialogi, a potężną rozwałkę i tego drugiego dostarcza. Nie potrafi jednak wejść na poziom filmów głównej serii, głównie przez średnich antagonistów i nieco bezbarwność zdjęć/montażu. Mogło być lepiej, ale trudno mówić o rozczarowaniu, dlatego film Ballerina oceniam na 7,0/10 i mam nadzieję, że kolejne spin-offy dokręcą śrubę jeszcze bardziej.


piątek, 20 czerwca 2025

JAK WYTRESOWAĆ SMOKA (2025) - RECENZJA FILMU

 

Hollywood przeżywa obecnie modę na aktorskie live-action remake’i animacji sprzed lat, w tym roku oferując widzom już wcześniej słabo przyjętą Śnieżkę oraz dobrze przyjęte Lilo i Stich autorstwa Disneya. Nie tylko jednak Myszka Miki chce ugrać coś na nostalgii wchodzących w dorosłość fanów, bowiem DreamWorks postanowiło zmonetyzować nie tak starą trylogię How to Train Your Dragon, której pierwszy film można było oglądać w kinach w 2010 roku.



Reżyserem i scenarzystą filmu jest Dean DeBlois, który wraz z Chrisem Sandersem był autorem animowanych wersji Lilo i Stich oraz trylogii filmów Jak wytresować smoka. Przy oryginalnym scenariuszu poza wskazaną dwójką pracował jeszcze William Davies, natomiast franczyza oparta jest na książce brytyjskiej autorki literatury dla dzieci, Cressidy Cowell.


Muzykę skomponował ponownie John Powell, autor muzyki do m.in. Shreka, Kung Fu Pandy, Jasona Bourne’a, Solo – Gwiezdne Wojny. Historie czy ostatnio Wicked. Za zdjęcia odpowiadał doświadczony Bill Pope, który stał za kamerą przy produkcji takich filmów jak trylogia Matrix, Spider-man 2 i Spider-man 3, Scott Pilgrim kontra świat,  Faceci w czerni 3, Baby driver, Alita: Battle Angel, Shang-chi i legenda Dziesięciu Pierścieni oraz Ant-man i Osa: Kwantomania.


Prywatnie jestem fanem tego uniwersum, choć do wagonu załapałem się dopiero przy okazji trzeciej części, na której byłem w kinie w 2019 roku, wcześniej zaś bardziej kojarzyłem lecącą w telewizji wersję serialowych przygód. Na film czekałem, gdyż nie żywię przesadnie negatywnych emocji względem obecnego trendu aktorskich remake’ów animacji, o ile powstają z tego dobre filmy. Czy tak było w przypadku Jak wytrenować smoka?

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film w swym fundamencie pokrywa się w znaczącym stopniu z pierwszym filmem z 2010 roku stanowi niemalże adaptację jeden do jednego, poszerzając tylko kontekst sytuacji w pierwszym akcie i dorzucając jeden drobny wątek drugoplanowej postaci. Śledzimy zatem losy młodego wikinga Czkawki (Mason Thames, Black Phone, For All Mankind, Pierwszaki), syna wodza wioski Berk, Stoika (do roli tej powraca Gerard Butler, którego można kojarzyć ponadto z takich filmów jak Upiór w operze, Trzystu, cykl Olimp w ogniu, Beowulf, Prawo zemsty, Greenland, Władcy ognia). Główną zmorą zróżnicowanych etnicznie wikingów są natomiast smoki plądrujące ich ziemie i zagrażające ludzkości, samo Berk natomiast powstało, by odnaleźć i zniszczyć leże smoków.

Czkawka, nie reprezentujący sobą cech mężnego i walecznego wikinga, stanowi obiekt drwin wśród społeczności i wstydu dla ojca, zamiast walczyć terminuje u lokalnego kowala Gobbera (Nick Frost, wkrótce serialowy Hagrid, ostatnio rola droida w Gwiezdnych Wojnach: Załodze rozbitków, wcześniej choćby Hot Fuzz czy Wysyp żywych trupów) i rozwija swe pasje inżynierskie. Gdy ich wioskę ponownie nawiedzają smoki, udaje mu się zranić najbardziej tajemniczego i niebezpiecznego z nich, Nocną Furię. Czkawka jednak nie dobija rannego smoka, a zaprzyjaźnia się z nim, nadając mu imię Szczerbatek.

Przyjaźń ze Szczerbatkiem i oswojenie bestii pomaga chłopakowi zrozumieć naturę smoków, co przyczynia się do tego, iż to Czkawka wygrywa trening na smokobójcę, pozostawiając w pokonanym polu m.in. Astrid, w której się podkochuje (Nico Parker, Dumbo, Reminiscencja, ostatnia Bridget Jones czy ekranowa córka Joela w pierwszym sezonie The Last of Us), bliźniaków Tuffnut (Harry Trevaldwyn, Król, Smothered, Moja Lady Jane, Gwiezdne Wojny: Akolita) oraz Ruffnut (Bronwyn James, Rozpustnice, Zdrady, Milczący świadek, Kulawe konie, Władcy przestworzy, Buntowniczka Nell a ostatnio także Wicked i Mickey 17), Fishlegsa (Julian Dennison, najbardziej znany z roli dzieciaka Firefista w Deadpool 2) czy Snotlouta (Gabriel Howell, Gdzie jest mój motor?, Ciała czy Nightsleeper). Ich relacja, tak jak relacja Czkawki ze Stoikiem, będzie wystawiona na poważną próbę…


Film, posiadając solidną bazę w postaci świetnie przyjętej przez publikę animacji, starał się nie zepsuć wiele i nie odchodzić od uwielbianego materiału źródłowego, w czym zapewne pomagał fakt, że za adaptację odpowiadał autor oryginału. Dla niektórych może być jednak problemem fakt zbyt wiernego odwzorowywania animacji i brak większych zmian fabularnych. Wśród największych odstępstw od wersji animowanej można wymienić większą inkluzywność wikińskiej społeczności i wytłumaczenie, skąd na wyspie wzięli się Afro-Wikingowie i Azjo-Wikingowie.

Początek filmu, wypełniony ekspozycją i mozolnym budowaniem postaci i relacji, nie wydaje się naturalny i organiczny, sytuacja jednak zmienia się, gdy relację nawiązuje dwójka głównych bohaterów, czyli Czkawka i Szczerbatek i to oni będą trzymać widza w fotelu do końca seansu. Na drugim planie dobrze wypada Gerard Butler (jego relacja z synem jest drugim najmocniejszym elementem filmu), nieźle również Nick Frost jako Gobber i Nico Parker jako Astrid, wobec której były pewne wątpliwości. Niestety słabiej, bez wyrazu i głębi, wypadają pozostali kompani Czkawki, którym w mojej opinii brakuje naturalności i sympatyczności.

Na pochwałę zasługuje również warstwa wizualna. Twórcom udało się pożenić kreskówkowy i momentami karykaturalny design smoków z pewną dozą realizmu i uprawdopodobnienia stworów, nadając im wyjątkowy charakter. Jakość efektów specjalnych stała na całkiem solidnym poziomie, w pojedynczych momentach tylko wybijając widza z immersji.


Czy można było oczekiwać czegoś więcej? Z pewnością tak. Czy mogło wyjść gorzej? No jasne. Dean DeBlois z tego projektu wychodzi z tarczą i przy produkcji drugiej części będzie mógł poprawić te elementy, które szwankowały.

Podsumowując, pomimo średniego początku filmu i pomniejszych niedociągnięć, Jak wytresować smoka to udana aktorska adaptacja animacji nie odchodząca scenariuszem zbyt daleko od swego pierwowzoru. Film z czasem rozkręca się coraz bardziej, oferując fanom emocjonalną przejażdżkę wraz z bohaterami, dlatego finalnie oceniam aktorskie Jak wytresować smoka na 7,0/10 i czekam na kolejną odsłonę przygód smoczych jeźdźców.



wtorek, 10 czerwca 2025

STUDIO (2025) - RECENZJA SERIALU

 

Ostra satyra na współczesną branżę filmowo-rozrywkową i samoświadoma kpina z Hollywood napisana ze swadą, nie stroniąca od cięższych żartów naginających mocno poprawność polityczną i bardzo aktualna względem wielu bolączek, z jakimi spotykają się filmowcy, którzy chcieliby tworzyć sztukę, ale księgowi im nie pozwalają…


Showrunnerami i reżyserami serialu są współpracujący od wielu lat Evan Goldberg i Seth Rogen (wspólnie tworzyli m.in. Supersamca, Sausage Party, Wywiad ze słońcem narodu, Straż sąsiedzką, Sąsiadów, Kaznodzieję czy Gen V). Przy scenariuszach odcinków pracowali ponadto: duet Peter Huyck i Alex Gregory (Hydraulicy z Białego Domu, Figurantka, Frasier oraz The Late Show with David Letterman) oraz mniej doświadczona Frida Perez (wcześniej napisała trzy krótkie metraże i była asystentką Rogena przy produkcji Mufasa: Król Lew).

Za zdjęcia odpowiadał Adam Newport-Berra, który pracował przy Mrugnij dwa razy, The Bear, Euforii, Peryferiach oraz teledyskach Kendricka Lamara, Adele, Shawna Mendesa. Muzykę skomponował Antonio Sanchez (Anarchiści, Dorwać Małego, Birdman).


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Głównym bohaterem serialu Studio jest Matt Remick (Seth Rogen, aktorsko znany z wielu ról w komediach i filmach animowanych takich jak Kung Fu Panda, Król Lew, Sąsiedzi, Sausage Party, Wywiad ze słońcem narodu, Supersamiec, Invincible, Zack i Miri kręcą porno, a w ostatnich latach choćby Fabelmanowie, Pam i Tommy czy Inwestorzy amatorzy), filmowy producent pracujący w uznanym studiu Continental. Właścicielem studia jest Griffin Mill (Bryan Cranston, niezrównany Hal Wilkerson ze Zwariowanego Świata Malcolma, ponadto można go kojarzyć również z roli Waltera White’a w uniwersum Breaking Bad), ekscentryczny milioner bez większego filmowego gustu, który na miejsce dotychczasowej CEO studia Patty Leigh (Catherine O’Hara, którą w ostatnich latach można było widzieć lub słyszeć w The Last of Us, Dzikim Robocie, Beetlejuice Beetlejuice, Między nami żywiołami czy cenionej komedii Schitt's Creek) mianuje właśnie Matta.

W skład producenckiego zespołu Matta wchodzą m.in. jego wieloletni przyjaciel Sal Saperstein (Ike Barinholtz, Sąsiedzi, Legion samobójców, MADtv, Świat według Mindy, Nieznośny ciężar wielkiego talentu), który próbuje wybić się na plecach kolegi; ekspertka od marketingu i social mediów Maya Mason (Kathryn Hahn, w Marvelu choćby Agatha Harkness, w animacjach Sony o Spider-manie Doc Ock, ponadto choćby takie produkcje jak Transparent, Ms. Fletcher, To wiem na pewno czy Glass Onion), którą interesuje tylko opinia publiczna i reakcje w sieci; młoda i niedoświadczona, ale ambitna Quinn Hackett (Chase Sui Wonders, City on fire, Generations, Bodies Bodies Bodies, Na lodzie).


Zmagają się oni z rolą producentów filmowych, nadzorując powstawanie tych bardziej i mniej artystycznych projektów, lawirując między dochodowością i potencjałem franczyzowym, społeczną percepcją filmów i studia czy przede wszystkim zadowoleniem aktorów i reżyserów, mających swoje humory i temperamenty. Problemem jest to zwłaszcza dla Matta, który odbiera najmniejsze pochwały za sukcesy, a ponosi największą odpowiedzialność za porażki, usilnie chce zaś zachować wizerunek „równego gościa” i być lubiany przez wszystkich…

W przeciwieństwie do serialu Franczyza, który również wyśmiewał współczesny przemysł filmowo-rozrywkowy, skupiając się na jednym filmie i gatunku, nie posiadając jednak wyraźnej fabuły i rozwoju bohaterów, Studio pokazuje dużo bardziej przekrojowe i kompleksowe spojrzenie na branżę. Tam, gdzie Franczyza wydawała się dość teatralna i przestylizowana, Studio wygląda jak film dokumentalny pokazujący prawdziwe wydarzenia (wszak Rogen nie ukrywa, że inspirowały go zasłyszane opowieści czy własne doświadczenia). 10-odcinkowy serial wypełniony jest miniaturkami poświęconymi różnym zagadnieniom z życia producentów filmowych, a narracyjnym kręgosłupem wybrzmiewającym w tle jest produkcja tandetnego filmu opartego na znanym produkcie sprzed lat. Ma on zapewnić studiu niebywałe dochody, pozbawiony jest jednak pierwiastka artyzmu i ocieka tanią nostalgią oraz brakiem oryginalności.

W serialu przewija się cała plejada hollywoodzkich gwiazd odgrywająca siebie samych. Dostajemy m.in. Martina Scorsese, Charlize Therone i Steve’a Buscemiego, Rona Howarda i Anthony’ego Mackie, Olivię Wilde i Zaca Efrona, Ice Cube’a, Zoe Kravitz, Adama Scotta i Dave’a Franco, których filmów bardzo długo by wymieniać, choć mnie najbardziej zaskoczył gościnny występ Teda Sarandosa, CEO Netflixa, który kapitalnie puentuje rozterki Matta Remicka w kwestii otrzymania podziękowań od aktorów przy odbieraniu nagród.

Realizmu pokazywanych scen nie zaciera nawet absurdalność wydarzeń, która podkręca humor serialu stanowiący jego najmocniejszy element. W świecie, gdzie trudno jest zażartować z czegokolwiek, by nikogo nie urazić, Studio to momentami komediowy rollercoaster bez trzymanki. W stosunkowo krótkich, dynamicznych odcinkach dostajemy mnóstwo ciętych dialogów, niepoprawnych politycznie myśli, slapstickowych gagów, żartów z samych siebie i tego, jak wygląda życie filmowej elity, a wszystko to podszyte jest pewną tęsknotą za czasami, kiedy na pierwszym miejscu nie stały tabelki w excelu księgowych, a ludzie chcieli robić po prostu dobre filmy.


Nie wszystkie odcinki były równe, choć nawet te najsłabsze trzymały solidny poziom i ani przez moment widz nie czuje się zniechęcony do oglądania. Kibicujemy tym bohaterom, widząc ich jednoczesną depresję i ekscytację wynikającą z pracy i przeżywamy „zakłopotanie z drugiej ręki”, gdy widzimy kłopoty i kuriozalne sytuacje, w jakie często sami się wpakowali. Pod względem realizacyjnym na szczególną uwagę zasługują m.in. odcinek drugi nagrany na jednym ujęciu i dotyczący narracyjnie właśnie produkcji mastershota, czy też odcinek czwarty, który przeradza się kryminał noir. Sam dwuodcinkowy finał to dzika eskapada, która nie każdemu może przypaść do gustu, bawiłem się jednak jak prosię. Nie da się jednak nie odnieść wrażenia, że serial, ze względu na specyfikę podejmowanego tematu, może mieć nieco większy próg wejścia i pełnię satysfakcji dostarczy tym widzom, którzy coś o współczesnym Hollywood wiedzą.

Podsumowując, Studio to brawurowa komedia pomyłek i satyra na przemysł filmowy, która osadzona jest jednoczenie bardzo głęboko we współczesnych bolączkach Hollywood, a z drugiej strony nie boi się pójść momentami po bandzie. Uśmiałem się srogo, choć momentami musiałem rozchodzić zażenowanie, z niecierpliwością jednak czekam na drugi sezon, a Studio otrzymuje ode mnie 8/10, bo jest to prawdziwa gratka dla ludzi zainteresowanych branżą filmową.



niedziela, 8 czerwca 2025

UTRATA RÓWNOWAGI (2025) - RECENZJA FILMU

 
Trud i presja, jakiej ulegają lub sami na siebie nakładają studenci aktorstwa, by wspiąć się na wyżyny i zaistnieć w tym świecie oraz nadużycia, jakich może dopuścić się reżyser, zatracając granicę przyzwoitości i psychicznego bezpieczeństwa. Film reklamowany jako rozliczenie ze skandalami w szkołach filmowych, ale może to po prostu ludzie są źli, niezależnie po której stronie kamery stoją?


Reżyserem filmu Wiktor „Korek” Bojanowski, dla którego Utrata równowagi jest debiutem w formacie pełnometrażowego filmu fabularnego, wcześniej bowiem nakręcił trzy krótkie metraże. Był również współautorem scenariusza, nad którym pracowała również Katarzyna Priwieziencew (Samiec Alfa, Marea alta, Narzeczony na niby, Leader, Hel).


Muzykę skomponował Wojciech Frycz, mający na koncie takie projekty jak Jesteśmy Żugajkami, Sezony, Oni, Ania, Ultima Thule, Przepustka, Boylesque, Całe moje życie. Operatorem kamery był Jakub Czerwiński, autor zdjęć w Grzechach sąsiadów, Pewnego razu na krajowej jedynce, Chyłce czy Romantik.


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film opowiada o grupie studentów aktorstwa kończących szkołę filmową, którzy mają przygotować na pracę dyplomową spektakl teatralny. Zmiana prowadzącego ich zajęcia reżysera doprowadza do rewolucji. Nowy, kontrowersyjny nauczyciel Jacek (Tomasz Schuchardt, Sobowtór, Skazana, Rojst, Wielka woda, Wesele, Kurier, Bodo) zmienia koncepcję sztuki i zamienia Antygonę w Makbeta, na pierwszym miejscu stawiając Lady Makbet. Widząc, że zrezygnowana kastingowymi porażkami studentka Maja (Nel Kaczmarek, Rojst, Informacja zwrotna, 25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy, Ostatni Komers, Motyw) nie wykazuje entuzjazmu wobec zakończenia studiów i nie wiąże swej przyszłości z aktorstwem, skupiając się na pracy w barze, manipuluje dziewczyną, by ta obsadziła się w głównej roli sztuki kosztem aspirującej córki sławnej aktorki, Anny (Angelika Smyrgała, Szczęścia chodzą parami).

Niestandardowe metody stosowane przez Jacka, który musiał przerwać nauczanie w szkole teatralnej, gdy podczas przygotowań do poprzedniej sztuki, również Makbeta, samobójstwo popełniła odgrywająca główną rolę studentka, wyciągają z grupy zarówno pokłady talentu jak i powodują konflikty oraz nieporozumienia, zwłaszcza pomiędzy Mają a jej chłopakiem, Piotrkiem (Oskar Rybaczek, Rodzina na Maxa, Wszystkie nasze strachy, Druga połowa, Fanfik) oraz przyjacielem Kubą (Mikołaj Matczak, Apokawixa, Ostatni komers, Marzec ’68). Maja będzie musiała dokonać wyboru, co liczy się dla niej bardziej, czy kariera i ambicja czy relacje z bliskimi…


Nie przepadam za gatunkiem filmowym traktującym o młodych aktorach, film ten jednak reklamowany był jako rozliczenie się z patologiami szkół filmowych i teatralnych, demaskujący wiele nagannych praktyk, które w ostatnim czasie wyszły na jaw i w złym świetle postawiły wiele cenionych postaci polskiej branży filmowej. Symbolem tego miał być otwierający film cytat z wybitnego polskiego aktora Tadeusza Łomnickiego (najbardziej znanego z roli Michała Wołodyjowskiego): „Ja Was muszę zgwałcić, żeby Was życie nie zgwałciło”.

W trakcie seansu okazało się jednak, że film nie demonizuje w jednostronny sposób przemocowych, łamiących granice i nadużywających pozycji reżyserów, pokazując również tę stronę młodych aktorów charakteryzującą się przerostem ambicji i uleganiu samouwielbieniu, którzy w metodycznym wcielaniu się w bohatera czasem zapominają, że to sztuka, a nie prawdziwe życie i zatracają się roli. Z jednej strony pewne wyważenie tonu było pozytywnym zaskoczeniem, omijając eksploatację kontrowersyjnego tematu, z drugiej strony trochę rozczarowało ominięcie ukazania faktycznie oburzających zachowań i przypudrowanie branży poprzez dokonanie znikomej samokrytyki i przejście nad tym do porządku dziennego.

Film był sprawnie zrealizowany i odegrany, a bohaterowie, nawet ci nieco mniej znani i doświadczeni, wypadali całkiem wiarygodnie w swoich rolach. Reżyser, debiutujący w tej formie filmowej, w sprawny sposób zarządzał przestrzenią i postaciami opowiadanej historii, która trzymała w napięciu wraz z narastającymi konfliktami oraz uciekającym do premiery czasem. Na szczególną pochwałę, poza Korkiem Bojanowskim jako twórcą tego dzieła, zasługuje pierwszoplanowa Nel Kaczmarek, która odegrała dynamiczną, skomplikowaną rolę. Dobrze wypadł również Tomasz Schuchardt.


Podsumowując, Utrata równowagi to solidna produkcja od debiutanta o debiutantach, która z jednej strony na tapet bierze specyfikę aktorskiego rzemiosła, kiedy to reżyser musi wyciągnąć z podopiecznych prawdziwe emocje, z drugiej zaś ambicję, która może zgubić początkującego artystę. Utratę równowagi oceniam na 7/10.



FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...