Drugi
sezon świetnie przyjętego przez krytyków i widzów serialu, który w znaczącym
stopniu przyczynił się popularności adaptowania gier komputerowych na małym
ekranie, opartego na niezwykle wysoko cenionej grze o przetrwaniu w
post-apokaliptycznym świecie pełnym zombi-grzybów. Jak wypadła kontynuacja
jednego z największych hitów ostatnich lat na platformie HBO MAX?
Showrunnerami
serialu są Craig Mazin, który zaczynał od projektów niższych lotów jak Straszny
film 3 oraz Straszny film 4 i Superhero (które również wyreżyserował), później przechodząc do
Kac Vegas w Bangkoku i Kac Vegas 3 oraz Łowca i Królowa Lodu, by odmienić swoją
karierę wybitnym i docenionym serialem Czarnobyl, a także Neil Druckmann, czyli
obecny szef studia gamingowego Naughty Dog, który pracował przy takich seriach
jak Uncharted oraz przede wszystkim The Last of Us, które oparł na bazie
komiksu, który stworzył w czasie studiów. Poza Mazinem i Druckmannem, nad
scenariuszem drugiego sezonu pracowała również Halley Wegryn Gross, która poza
pisaniem The Last of Us: Part II pracowała nad scenariuszami do seriali
Westworld, Banshee czy ostatnio animowanego Batman: Caped Crusader.
Za
reżyserię odcinków drugiego sezonu odpowiadali kolejno: Craig Mazin, Mark Mylod
(weteran Sukcesji, Gry o tron, Shameless czy świetnego w mojej opinii filmu The Menu), Peter
Hoar (Demony Da Vinci, Daredevil, Defenders, Upadek królestwa, Altered Carbon,
Umbrella Academy, Bo to grzech), Kate Herron (cały pierwszy sezon Lokiego,
ponadto choćby Sex Education czy Five by Five), Stephen Williams (bardzo
doświadczony reżyser, weteran Zagubionych, ponadto m.in. Impersonalni, Ray
Donovan, Westworld, Watchmen), Neil Druckmann (debiut reżyserski), Nina
Lopez-Corrado (zaczynała od Mentalisty, którego była producentką, później
pojedyncze odcinki wielu seriali w ostatniej dekadzie, większy wkład miała
m.in. w Supernatural, Agents of SHIELD, A milion liitle things, Perry Mason,
Mayor of Kingstown czy Nocnego agenta, wyreżyseruje ponadto dwa odcinki w
trzecim sezonie Rodu Smoka).

Autorami
muzyki byli David Fleming, który w pierwszym sezonie komponował tylko do dwóch
odcinków (a ponadto komponował muzykę do Elegii dla bidoków, Americana, serialu
Pan i Pani Smith i filmów Dama oraz The Alto Knight, choć pracował też w
mniejszym stopniu przy obu częściach Diuny, Królu Lwie, Top Gun: Maverick,
X-men: Mroczna Phoenix, Wonder Woman 1984, dwóch filmach z serii Transformers
czy grze Assassin’s Creed III), a także argentyński muzyk Gustavo Santaolalla, czyli
autor oryginalnej ścieżki dźwiękowej do gry, nagrodzony dwukrotnie z rzędu
Oscarem za muzykę do Tajemnicy Broadback Mountain oraz Babel, na koncie m.in.
także muzyka do Narcos: Meksyk). Za zdjęcia odpowiadały natomiast Rosjanka
Ksenia Sereda (nagradzana za film Wysoka dziewczyna, w ostatnich latach dała
się poznać w zachodnim kinie dzięki serialom W tłumie czy filmowi Rob Peace)
oraz Amerykanka Catherine Goldschmidt (Ród Smoka, Buntowniczka Nell, Doktor
Who, Dummy, Księga czarownic).
Pierwszy
sezon zrobił na mnie wrażenie, choć nie wyrwał mnie z kapci, jak uczynił to
z większością widzów, którzy bardzo
sobie The Last of Us cenili. Ja doceniałem poszczególne wątki, grę aktorską,
klimat oraz wysoką jakość produkcyjną, ale zdarzały się momenty, że czegoś mi w
tym serialu brakowało, dlatego ostatecznie oceniłem go na 8/10. Czy drugiemu
sezonowi udało się utrzymać poziom?
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Akcja
drugiego sezonu rozgrywa się pięć lat po wydarzeniach finału sezonu pierwszego,
w którym Joel Miller (Pedro Pascal, którego przedstawiać nie trzeba, bo wszędzie go teraz pełno) uratował
przed organizacją Świetlików dziewczynę Ellie (Bella Ramsay, Gra o tron,
Fatalna czarownica, Mroczne materie, Hilda) i osiedlili się w miasteczku
Jackson w stanie Wyoming, gdzie wiodącą rolę odgrywa brat Joela, Tommy (Gabriel
Luna, Matador, Miasto zła, Agents of SHIELD, Fubar, Terminator: Mroczne
przeznaczenie).
Relacje
między Joelem a Ellie z czasem ulegają znacznemu pogorszeniu, zwłaszcza po
śmierci męża Gail (Catherine O’Hara, w ostatnich latach m.in. Studio, Dziki
robot, Beetlejuice Beetlejuice, Argylle – Tajny szpieg). Joel, pragnący otoczyć
ojcowską opieką swoją przybraną córkę, zostaje odtrącony przez krnąbrną
dziewczynę, która poszukuje własnej drogi. Oboje nie zdają sobie jednak sprawy,
że ich śladem podąża grupa przewodzona przez Abby (Kaitlyn Dever, Przechowalnia
nr 12, Justified: Bez przebaczenia, Szkoła melanżu, Niewiarygodne, Dopesick,
Pierwszy gol, Ostatni prawdziwy mężczyzna, Ocet jabłkowy), która pragnie
wywrzeć zemstę na Joelu. Późniejsza eskalacja konfliktu sprawi, że na drugi
plan zejdą problemy z terroryzującymi świat zarażonymi kordycepsem istotami, a
Ellie w pogoni za Abby podąży do Seatlle, w czym pomoże jej Dina (Isabela
Merced, poza karierą muzyczną ma na koncie również role głosowe i aktorskie w m.in.
Dora i Miasto Złota, Sicario 2: Soldado, Transformers: Ostatni rycerz,
Wyfrunięci, Madame Web, Obcy: Romulus czy nadchodzący Superman i drugi sezon Peacemakera),
rozdarta uczuciowo między Ellie a dotychczasowym chłopakiem, Jessem (Young
Mazino, najbardziej znany z roli w serialu Awantura).

Serial
nadal stoi na bardzo wysokim poziomie produkcyjnym, czy to w zakresie naturalnych
scenografii wspieranych solidnymi efektami specjalnymi, czy charakteryzacji i rekwizytów
ubogacających ten zrujnowany apokalipsą świat. Realizacyjnie świetna produkcja
zmaga się jednak z poważnymi problemami w zakresie nierównego scenariusza i
przedstawienia bohaterów.
Nie
da się zaprzeczyć, że Pedro Pascal jest najjaśniejszą gwiazdą projektu i fakt
jego nierównomiernej obecności ekranowej w drugim sezonie jest tym bardziej
zauważalny, bo gdy go nie ma i całość spoczywa na barkach Belli Ramsey, gubi
się zaangażowanie emocjonalne widza. Bella najlepiej też wypada „grając na”
Pedro i wykorzystując rozwiniętą między nimi dynamikę z pierwszego sezonu,
wobec innych aktorów prezentując się słabiej.
Aktorsko
dobrze wypadli w zasadzie wszyscy poza główną bohaterką, która z powodu ograniczeń
własnych albo narzuconych przez scenarzystów i reżyserów kreuje postać
antypatyczną i irytującą. Ogromny ciężar emocjonalny budujący postać
sprowadzany jest do wąskiej palety kilku min, z którymi musimy zmagać się przez
cały sezon. Nie mam nic do aktorki, którą wcześniej darzyłem sympatią choćby za
rolę Lady Mormont w ostatnich sezonach Gry o tron, w moim odczuciu po prostu
nie potrafiła udźwignąć tej roli, gdy to ona wyszła na pierwszy plan lub też scenariusz
nie podołał zadaniu sprawienia, że widz, widząc wszystkie jej przywary i
zachowania, nadal kibicuje jej w jej misji. Ja z pewnością kibicowałem Abby…

Kaitlyn
Dever swoje zadanie wykonała dobrze, choć nie było jej wcale zbyt wiele, ale
wynika to zapewne z decyzji showrunnerów, którzy tak podzielili historię, którą
chcą opowiedzieć, że perspektywa Abby na wydarzenia będzie ukazana w sezonie
trzecim. Jakkolwiek nie grałem w gry od studia Naughty Dog i nie znam zbyt dobrze
materiału źródłowego, to pasowałaby mi do roli Ellie nawet bardziej…
Na drugim planie całkiem sympatycznie
zaprezentowała się Isabela Merced, której postać dało się szybko polubić, tak samo jak
nieco sztywniejszego i bardziej świętoszkowatego Younga Mazino. Dużym
rozczarowaniem dla mnie był występ Jeffreya Wrighta, ale nie ze względu na jego
prezencję, bo ta była świetna jak zawsze, ale ze względu na tak malutką rolę,
która (zwłaszcza w odcinku wprowadzającym postać) zrobiła spore wrażenie i pozostawiła widzów z ogromnym niedosytem. Liczę, że w sezonie trzecim zobaczymy go znacznie
więcej.
Duży
kontrast zauważalny jest w jakości odcinków, przeplatając te udane (jak choćby
świetne odcinki drugi i szósty) z miernymi (jak choćby czwarty czy finałowy siódmy).
Mimo to twórcom nadal udaje się w sprawny sposób budować klimat, napięcie i
poczucie zagrożenia, zwłaszcza gdy bohaterowie mierzyć się muszą z zagrożeniem
ze strony Zarażonych, którzy są satysfakcjonująco przerażający. Serial gubił
mnie jednak w drugiej połowie w melodramatycznych rozterkach bohaterów oraz nie
przekonywał w tym, jak nikt nie potrafił poradzić sobie z „chodzącą maszyną do
zabijania z Temu”, jaką jest Ellie…
Jako
że nie grałem w gry, nie potrafię ocenić wierności adaptacyjnej serialu
względem materiału źródłowego. Znałem jednak od dawna główny twist historii i z
satysfakcją obserwowałem rozwój wypadków. Sprawa ta wiązała się wcześniej z
bardzo żywą reakcją oburzonych graczy wysyłających pogróżki do Bogu ducha winnej
aktorki, na szczęście tym razem chyba udało się uniknąć powtórki z wątpliwej
rozrywki (pomijając mniej znaczące incydenty przy ogłoszeniu obsady), a tym
razem to chyba Ellie straciła w oczach widzów na rzecz Abby…

Ta odsłona serialu mierzy się z dość mieszanym przyjęciem widzów – część wynika po prostu z
ogólnie średniej jakości produkcji, część nadal nie potrafi poradzić sobie z
traumą początku drugiej części gry vel odcinka drugiego, część jest
niezadowolona ze sportretowania głównej bohaterki w konkretny sposób. Ja aż tak
drastyczny w ocenach jak głośna i wokalna publiczność nie jestem, ale daleko mi
do zachwytów ze strony recenzentów i jako klasyczny centrysta stoję mniej
więcej po środku.
Podsumowując,
drugi sezon The Last of Us przyniósł spore rozczarowanie pod względem
fabularnym i prowadzenia bohaterów. Nadal świetny produkcyjnie, zagubił uwagę
moją i wielu podobnych mi widzów rozwleczeniem historii wypełnionej mało
angażującymi treściami i relacjami. Przede wszystkim jednak obarczył ciężarem
fabularno-emocjonalnym bohaterkę, która tego nie udźwignęła i dlatego oceniam
drugi sezon The Last of Us na 6,25/10, choć nie skreślam kolejnych sezonów i
chętnie wrócę do tej historii, jeśli twórcy postarają się nieco bardziej.