niedziela, 18 sierpnia 2024

THE UMBRELLA ACADEMY Sezon 4 (2024) - RECENZJA SERIALU

 
Jeden z nielicznych netflixowych seriali, na premierę sezonu którego czekałem i wiedziałem, że będę się świetnie bawić dzięki pokręconym pomysłom i świetnej, nietuzinkowej obsadzie, doczekał się swojego ostatniego sezonu. Czy czwarty sezon Umbrella Academy spełnił oczekiwania fanów i połączył wszystkie wątki w satysfakcjonującym zakończeniu czy serial upadł i sobie głupi ryj rozwalił?


Twórcami opartego o komiks autorstwa Gerarda Waya z rysunkami Gabriela Ba serialu byli Steve Blackmann (pracował jako scenarzysta i producent przy serialach takich jak Wild Card, Kości, Fargo, Legion, Altered Carbon) oraz Jeremy Slater (scenarzysta filmów Projekt Lazarus, Fantastyczna 4 z 2015 roku, Schronisko, Notatnik śmierci, Godzilla v. Kong: Nowe imperium oraz seriali Egzorcysta i Moon Knight).

Umbrella Academy to serial z gatunku nietrykociarskiego superhero. Wariacja na temat rodzinki z problemami i popapranej szkółki dla super dzieci obdarzonych mocami, czyli udziwniona, podkręcona wersja X-menów, skupiona bardzo mocno na relacjach między nieszablonowymi postaciami z ratowaniem świata oraz podróżami w czasie i wymiarach w tle. Poprzednie sezony podobały mi się bardzo (sezon pierwszy i sezon drugi) lub nieco mniej (sezon trzeci, głównie przez wykraczające poza standardowe ramy absurdu decyzje w finale). Jak na tym tle wypada czwarty sezon i czy twórcy nie złapali zadyszki? A może plotki o tym, że Netflix kazał im szybko domykać wątki i kończyć projekt (stąd jedynie 6 odcinków czwartego sezonu) są prawdą i Umbrella Academy została "zgrotronowana"?


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Celem przypomnienia, ekscentryczny miliarder Reginald Hargreeves (Colm Feore, uznany kanadyjski aktor z ponad 170 rolami na koncie, wśród nich m.in. Miasto aniołów, Informator, Pearl Harbor, Napoleon z 2002 roku, Chicago, Kroniki Riddicka oraz seriale 24 godziny, Rodzina Borgiów, Sensitive Skin, House of Cards, For All Mankind) adoptował 7 dzieci, które urodziły się tego samego dnia, pomimo iż ich matki dzień wcześniej nie były w ciąży. Dzieci te były obdarzone wyjątkowymi supermocami, a w skład Akademii Umbrella wchodzili: Numer 1 czyli Luther (Tom Hopper, przede wszystkim Black Sails, Gra o tron, Northman: A Viking Saga, Przygody Merlina oraz Bodyguard i żona zawodowca i Terminator: Mroczne przeznaczenie), którego mocą była niezwykła siła i wytrzymałość; Numer 2 czyli Diego (David Castaneda, wcześniej m.in. Sicario 2: Soldado, Więźniowie dzielnicy, Bogowie ulicy), który zawsze trafiał w cel; Numer 3 czyli Allison (Emmy Raver-Lampman, ostatnio Pszczelarz, Pies, Central Park), która mogła swoim głosem nakłonić każdego do wszystkiego; Numer 4 czyli Klaus (Robert Sheehan, seriale Misfits, Love/Hate, Fortitude, Geniusz czy filmy Dary Anioła: Miasto Kości, Zabójcze maszyny), który potrafił kontaktować się ze zmarłymi; Numer 5 (Aidan Gallagher, młody aktor znany głównie z Nicky, Ricky, Dicky & Dawn i kilku innych produkcji Nickelodeonu), Numer 6 czyli Ben (Justin H. Min, tytułowy Yang w dramacie Kogonady oraz rola w docenionym serialu Beef); który trzymał w sobie zabójcze macki oraz Numer 7 czyli Vanya/Victor (Ellen/Elliot Page, X-men: Ostatni bastion i X-men: Przeszłość, która nadejdzie, a także Juno, Incepcja, Pułapka, Amerykańska zbrodnia), która strzelała potężną energią, a później zaś do ekipy dołączyła Lila (Ritu Arya, Barbie, Red Note, Last Christmas, seriale Feel Good, The Man, Szpital Good Karma, Lekarze) potrafiąca skopiować moc rodzeństwa.


Sezon czwarty Umbrella Academy zaczynamy pięć lat po wydarzeniach z finału trzeciego sezonu, który miał na celu zresetowanie linii czasowych, w których namieszali wcześniej nasi bohaterowie próbując uratować świat przed zagładą (trzykrotnie). Wszyscy zostali pozbawieni swoich mocy i zmuszeni do prowadzenia normalnego życia. Dość przypadkowo cała rodzinka zostaje zaangażowana w poszukiwanie zaginionej dziewczyny imieniem Jennifer (Victoria Sawal, Star Trek: Discovery, Opowieść podręcznej, Y: Ostatni mężczyzna), którą poszukuje również tajemnicza sekta. Wszystko zaś zmierza do kolejnego końca świata…

Bez wdawania się w fabularne szczegóły, czwarty sezon to scenariuszowy burdel i popłuczyny po poprzednich sezonach, w których zarówno intryga jak i postaci były rozpisane dużo lepiej. Teraz połowa postaci stała się nudna i nie robiła nic ciekawego, a połowa zatraciła swe cechy charakteru, nie znajdując nowych, które wypełniłyby pustkę. Ogromną siłą tego serialu byli niestandardowi, wyraziści bohaterowie ubarwiający ekran zarówno swoim zachowaniem jak i interakcjami, teraz jednak nie czuć było w tym nic wyjątkowego. Wątki były płytkie i chaotyczne, nie prowadziły do żadnych interesujących konkluzji, a całość była wykastrowana z typowych dla serialu pokręconych, psychodelicznych wstawek. Humor też znacząco obniżył loty, wszystko wydawało się zbyt poważne i pozbawione dystansu, jaki w poprzednich sezonach balansował dramatyzm. Kilka wcześniej zaczętych wątków, m.in. ten dotyczący Reginalda Hargreevesa, nie znalazły satysfakcjonującego zakończenia.


Czwarty sezon zarówno pod względem muzyki jak i scenografii oraz choreografii akcji wyglądał dość biednie i wcale mnie nie zdziwi, jeśli okaże się, iż Netflix po prostu zakręcił kurek z pieniędzmi i serial był kończony na odpierdol i po łebkach. Jedynym ciekawym elementem, ale niezbyt wykorzystanym, było multiwersalne metro.

Podsumowując, czwarty sezon Umbrella Academy to spore rozczarowanie i nie jest wielkim zaskoczeniem tak słabe przyjęcie przez widzów. Będzie mi brakowało tych popaprańców zniszczonych przez życie, zwłaszcza Klausa i Numeru Pięć, którzy byli moimi ulubionymi postaciami w tej barwnej menażerii i liczę, że zobaczę tych aktorów w ciekawych produkcjach w przyszłości. Czwarty sezon dostaje ode mnie 5/10, a co do zaś do samej Akademii Umbrella to zwijamy interes i ostatni gasi światło…



          


sobota, 17 sierpnia 2024

HOUSE OF THE DRAGON Sezon 2 (2024) - RECENZJA SERIALU

 

Pierwszy sezon Rodu Smoka był fantastycznym doświadczeniem i bardzo udaną ekranizacją części powieści Geroge’a R.R. Martina pt. Ogień i krew opowiadającej o początku rządów dynastii Targaryenów w Westeros. Prequel do Gry o tron miał w sobie odpowiedni poziom intryg, brutalności i moralnej szarości okraszony dodatkowo rodzinnym dramatem i bardziej kameralną, osobistą historią. Zapowiadał też wielką wojnę domową, która wstrząśnie królestwem i rozpali emocje wśród widzów. Czy drugi sezon spełnia wysoko postawione oczekiwania?


Showrunnerem drugiego sezonu był Ryan Condal (mający wcześniej na koncie tylko scenariusze do Herkulesa z 2014 roku i Rampage: Dzika furia z The Rockiem oraz serialu Colony oraz rzecz jasna pierwszego sezonu Rodu Smoka). Z projektu odszedł po pierwszym sezonie weteran Gry o tron, Miguel Sapochnik. George R.R. Martin widnieje jako współtwórca serialu obok Condala, ale wszyscy wiemy, że jest to czysto kurtuazyjny tytuł, bo GRRubas nie robi nic. Wśród scenarzystów drugiego sezonu należy wskazać ponadto Davida Hancocka (The Crown) oraz kobiety Ti Mkkel (Gra o tron), Sarę Hess (Orange is the new Black, Dr. House), Eileen Shim (Gwiezdne Wojny: Akolita, Light as the Feather).

W Rodzie Smoka obserwujemy konflikt o sukcesję w dynastii Targaryenów, gdy po śmierci króla Viserysa I na tronie zasiada jego syn Aegon II, pomimo iż namaszczoną przez ojca następczynią i dziedziczką była Rheanyra Targaryen. Królestwo dzieli się na dwa przeciwstawne obozy – Czarnych popierających królową oraz Zielonych popierających króla. Obie strony, posiadające pod swoją komendą smoki, nie są skłonne do ustępstw i nic nie powstrzyma wojny, a ceną ich konfliktu będzie życie i dostatek zwykłych mieszkańców.


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Pierwszy sezon położył podwaliny pod wojnę domową, budując w świetny sposób skomplikowanych i niejednoznacznych bohaterów, skupiających wokół siebie grono popleczników. Po jednej stronie widzimy stronnictwo Zielonychkrólowa-wdowa Alicent Hightower (Olivia Cooke, w ostatnich latach Bates Motel, Ready Player One, Targowisko próżności, Dźwięk metalu, Soft Voice, Kulawe konie) podstępem i intrygą wraz ze swoim ojcem, królewskim namiestnikiem Otto Hightowerem (Rhys Ifans, znany z Niesamowitego Spider-mana, Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci 1, Elementary, Snowdena, Stacji Berlin, King’s Man: Pierwszej misji, Nyad), doprowadza do posadzenia na tronie swego syna, Aegona II (Tom Glynn-Carney, Ostatni posterunek, Tolkien, Dunkierka, Król, Oddział dla zuchwałych). Po ich stronie stoją ponadto m.in: młodszy brat Aegona, książę Aemond (Ewan Mitchell, Upadek królestwa, Świat w ogniu: Początki, Saltburn), który dosiada największego smoka świata; siostra i żona Aegona Helaena (Phia Saban, Upadek królestwa); porywczy lord dowódca Gwardii Królewskiej ser Criston Cole (Fabien Frankel, Last Christmas, Wąż, Venice at Dawn) czy przebiegły Starszy nad szeptaczami lord Larys Strong (Matthew Needham, Na sygnale, Sherlock, Doktor Who, Wielkie nadzieje, Napoleon).

Po drugiej stronie stoi stronnictwo Czarnych – okradziona z Żelaznego Tronu królowa Rhaenyra (Emma D’Arcy, Wunderlust, Poszukiwacze prawdy), która swą władzę sprawuje z rodowej siedziby Targaryenów na Smoczej Skale wraz z mężem-stryjem, księciem Daemonem (Matt Smith, Doktor Who, The Crown, Terminator: Genisys, Ostatniej nocy w Soho, Morbius). W skład ich rodziny wchodzą ponadto m.in. jej syn Jacaerys Velaryon (Harry Collett, pomniejsze role w Galavant, Dunkierka, Doktor Dolittle czy Na sygnale); córki Daemona Baela (Bethany Antonia, Odwet, Zostań przy mnie) i Rhaena (Phoebe Campbell). Popierają ich również Niedoszła Królowa, Rhaenys Targaryen (Eve Best, Jak zostać królem, Siostra Jackie, Stan Lee's Lucky Man, Przeznaczenie: Saga Winx, The Crown) oraz jej mąż, najpotężniejszy lord w Westeros Corlys Velaryon (Steve Toussaint, The Knock, The Bill, Lekarze, Książę Persji: Piaski czasu, Good Omens, Lewis, Stacja Berlin, Before We Die).


Początkowo żadna ze stron nie chce zaatakować pierwsza i czeka na ruch drugiej strony, jednak gdy w zamachu ginie syn i następca Aegona, machina wojenna wchodzi w ruch. Czarni przystępują do morskiej blokady Królewskiej Przystani, ale poza flotą nie dysponują silną armią ani przewagą w smokach. Zieloni wzywają swoich chorążych z odległych końców Westeros, jednak ich armie poruszają się powoli. Czarni tymczasem zawiązują sojusze z wiernymi im rodami Starków władających Północą oraz Arrynów władających Doliną. Dodatkowo, nim pierwsze ekranowe skrzypce przejmą zmagania wojenne, w obu obozach zawiązują się spory i intrygi – Daemon wyrusza do Harrenhal w Dorzeczu celem zebrania wojska, jednak pragnie to zrobić dla siebie, a słabe rządy Aegona i jego plan działania zostaje podważony przez pewnego własnej potęgi Aemonda. Powściągliwa Rheanyra nie kwapi się do przypuszczenia ataku i stara się zażegnać konflikt polubownie, jednak Alicent, tracąca wpływy na działania swoich synów prących do bezpośredniego starcia i gardzących dyplomacją, nie ma ani ochoty ani władzy, by coś w tym konflikcie zmienić. Na planszy natomiast pojawia się grono nowych pionków i postaci takich jak przedstawiciele plebsu Hugh Młot (Kieran Bew) czy Ulf Biały (Tom Bennet) oraz bracia Alyn (Abubakar Salim) i Addam z Hull (Clinton Liberty), bękarci synowie lorda Corlysa.

Bitwa pod Gawronim Gniazdem, pierwsze duże starcie tej wojny z użyciem smoków, zakończyło się połowicznym sukcesem Zielonych – Czarni tracą Rhaenys i jej smoczycę Melys, ale Zieloni też nie unikają strat w postaci smoka Sunfyre, natomiast Aegon II popada w kalectwo i nie jest zdolny do sprawowania władzy. Regentem zostaje dosiadający Vhagar książę Aemond, który doprowadził do upadku swego brata i rozpoczyna rządy żelaznej ręki w stolicy, co jeszcze bardziej wzburzy głodujący lud miasta. Wykorzystać to będzie chciała Rhaenyra, której pod nieobecność Daemona doradza Biały Robak, czyli Lady Mysaria (Sonoya Mizuno, Ex Machina, La La Land, Anihilacja, Bajecznie bogaci Azjaci, Civil War, seriale Devs i Maniac), która skłoni królową również do szalonego pomysłu ujarzmienia pozostających bez jeźdźców smoków Vermithora i Srebrnoskrzydłą oraz Morski Dym przez osoby spoza rodu Targaryenów i Velaryonów…


Drugi sezon w zamyśle miał zebrać plon zasiany w sezonie pierwszym, który wielu traktowało jako „sezon zero” i rozbieg przed właściwym rozpoczęciem historii. Obszerny set-up i rozstawianie pionków na planszy, budowanie relacji między bohaterami i tkanie sieci intryg miało zaowocować epickim konfliktem, który wynagrodzi rozmachem nieco mniej akcji a zdecydowanie dużo rozmów sezonu pierwszego. Ja do malkontentów nie należałem, również jednak liczyłem, że teraz to się naprawdę zacznie. No niestety nadal się nie zaczęło i nadal czekamy, aż wojna rozgorzeje na dobre. W drugim sezonie dostaliśmy na ekranie zaledwie jedną bitwę i choć była ona epicka, to w perspektywie całości pachnie biedą i obecnie wcale nie dziwią mnie głosy, że Warner wymusił na twórcach, aby drugi sezon miał tylko 8 odcinków ze względów budżetowych.

Dałoby się to jeszcze przeboleć, gdyby czuć było, że fabuła posuwa się do przodu i że na ekranie dzieją się rzeczy. O ile jeszcze sam początek całkiem dobrze budował napięcie i eskalację konfliktu z lokalnego starcia do znaczącej bitwy, to później wszystko znowu zatrzymało się w miejscu i nie oferowało widzowi nic szczególnie interesującego. Co więcej, część postaci została wykastrowana z charakteru, jaki prezentowały w książkach i spłycono je do nudnych gadających głów. W mojej opinii słabo poprowadzono wątki Daemona, Rhaenyry i Alicent i to, co działo się w ciągu 8 odcinków można było skompresować spokojnie do 4 czy 5 i w finale podkręcić znacząco tempo. Daemon snujący się cały sezon po nawiedzonym zamczysku i doznający sennych wizji nudził okrutnie i marnowanie potencjału tak postaci jak i aktora to splunięcie w twarz widzom. Dylematy Rhaenyry i Alicent miotających się w swej bezsilności, szukających desperacko możliwości pokojowego rozwiązania konfliktu również trącą śmiesznością, zważywszy na ich wcześniejsze charaktery. A motyw dobrodusznych i miłosiernych kobiet stroniących w swej roztropności od rozlewu krwi (w konflikcie, do którego same doprowadziły), do którego dążą oczywiście mało rozgarnięci, głupiutcy i krwiożerczy mężczyźni, trąci jako żywo współczesną walką światopoglądową i ugrzecznieniem kobiecych postaci, które nie mogą się dopuścić niczego złego i swą postawą muszą dawać światły przykład.

W pierwszym sezonie poczyniono kilka pomniejszych odstępstw od materiału źródłowego, ale wyszło to serialowi na plus, a i specyfika rozłożonej w czasie historii wymagała pewnych ingerencji w fabułę. W przypadku drugiego sezonu jestem daleki od krytykowania twórców za podejmowanie odważnych decyzji autorskich względem prozy Martina, problem polega na tym, że często są to niczym nieumotywowane zmiany na gorsze, z których nic kreatywnego i ciekawego nie wynika. Przykładem może być tutaj m.in. finał pierwszego odcinka i zamach na potomstwo Aegona.


Żeby jednak oddać serialowi co jego, nadal jakość produkcyjna stoi na bardzo wysokim poziomie i widać, ile pracy włożono w to, żeby wszystko wyglądało w nim bardzo dobrze począwszy na charakteryzacjach, przez rekwizyty, po scenografie i efekty specjalne. Nadal też w serialu znajdziemy mnóstwo fantastycznych miniatur, w których nasi bohaterowie toczą rozmowy, pertraktacje, potyczki i dyskusje. O ile wątki starszych członków obsady rozczarowywały nudą, tak młodzież miała w końcu więcej do pokazania i szczególnie wybijał się tu duet Evan Mitchell oraz Tom Glynn-Carney oraz partnerująca im Phia Saban, a także w mniejszym nieco stopniu Harry Collett. Chciałoby się widzieć ich więcej kosztem nudnych wątków głównych bohaterów, na których ewidentnie nie miano ciekawego pomysłu.

Podsumowując, drugi sezon Rodu Smoka to spore rozczarowanie, ale i poprzeczka zawieszona przez pierwszy sezon była niezwykle wysoka. Pojawia się w nim trochę głupot i poziom rozpisania bohaterów spada, ale nadal jest to dość dobry serial, który większością odcinków prezentuje poziom produkcyjny rzadko osiągalny przez inne platformy streamingowe. Drugi sezon Rodu Smoka otrzymuje ode mnie 7,5/10, może trochę zbyt optymistycznie ale nie gniewałem się na niego tak bardzo, jak niektórzy i liczę, że trzeci sezon tym razem wejdzie na odpowiednie tempo i wciśnie nas w fotel. Znając bowiem książkowy pierwowzór, zostało w tej historii już samo gęste, które będą musieli upchnąć w dwa sezony. To jednak ostatni raz, kiedy jestem wyrozumiały względem tej serii i kolejny taki fillerowy sezon już nie przejdzie, Panie Condal.



piątek, 16 sierpnia 2024

BIKERIDERS (2024) - RECENZJA FILMU

 
Ekranizacja fotoreportażu Danny’ego Lyona z 1968 roku obserwującego ewolucję motocyklowego gangu z Chicago w czasie poważnych przemian społecznych w Ameryce, zainspirowanego książką Huntera Thompsona „Hell’s Angels” o kalifornijskim gangu powstałym po II wojnie światowej. Jaki obraz miłośników motocykli wyłania się z tego filmu, który po nakręceniu przeleżał pewien czas w kinowym limbo w związku ze strajkiem aktorów i zmianą dystrybutora?


Reżyserem i scenarzystą Motocyklistów jest Jeff Nichols, niezbyt doświadczony twórca mający na koncie zaledwie kilka filmów, wśród nich Take Shelter, Uciekinier, Midnight Special czy Loving. Nichols po blisko 20 latach od przeczytania książki Lyona zrealizował swój wymarzony projekt, a filmowa historia Vandals Chicago MC została zainspirowana losami Outlaws MC, najstarszego klubu motocyklowego na świecie i trzeciego pod względem liczby członków.


Za muzykę odpowiadał David Wingo, współpracujący z Nicholsem przy większości jego produkcji, mający również w filmografii muzykę do ciepło przyjętych seriali Mayans MC, Kidding, Barry czy w ostatnich latach filmów Egzorcysta. Wyznawca oraz The A-Frame. Operatorem był Adam Stones, również regularnie pracujący z Nicholsem przy jego filmach, mogący się ponadto pochwalić zdjęciami do seriali dokumentalnych Bardzo dziki kraj, The First. Misja na Marsa, Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy'ego, Wojna z narkotykami, Słynne napady, WWE Evil, Waco: Amerykańska apokalipsa.

Film narracyjnie skonstruowany jest w formie wywiadu prowadzonego przez Danny’ego (Mike Faist, rola w tegorocznym Challengers, wcześniej Pinball: The Man Who Saved the Game, West Side Story czy serial Panic), studenta fotografii zafascynowanego motocyklowym gangiem, z Kathy (Jodie Comer, znaną choćby z Killing Eve, Ostatniego pojedynku, Free Guya, czy wcześniej z seriali Doktor Foster, Biała księżniczka, Trzynaście lat, My Mad Fat Diary), żoną jednego z członków gangu, Benny’ego (Austin Butler, tytułowy Elvis, Władcy przestworzy, Diuna: Część 2, Pewnego razu… w Hollywood, The Dead Don’t Die). Kathy opowiada Danny’emu o gangu, jego członkach i późniejszych losach po kilku latach (Danny towarzyszył gangowi przez jakiś czas pod koniec lat 60. XX wieku, fotografując jego członków).

Liderem klubu motocyklowego i jego założycielem był Johnny (Tom Hardy, znany z roli w Mad Max: Fury Road, serii Venom, Incepcji, Mroczny Rycerz Powstaje, Zjawie, Capone, Dunkierce, Locke, Wojowniku czy Peaky Blinders), który kochał motory i zainspirowany filmem z Marlonem Brando pt. The Wild One (1953, reż. Laszlo Benedek) postanowił przekształcić grupę ludzi hobbystycznie ścigających się w entuzjastów wolności, dla których jazda na chopperze jest sposobem na życie. W skład oryginalnego klubu wchodzili m.in. Zipco (Michael Shannon, występujący we wszystkich filmach Nicholsa, ponadto ostatnio znany z ról we Flash, Amsterdam, Bullet Train, Na noże, Wojna o prąd, Kształt wody, Man of Steel czy serialach George and Tammy i Zakazane imperium), Cal (Boyd Holbrook, Zaginiona dziewczyna, Narcos, Logan: Wolverine, The Predator, Indiana Jones i artefakt przeznaczenia czy Sandman), Brucie (Damon Herriman, ponad 100 ról na koncie, w tym Dom woskowych ciał, To właśnie seks, Pewnego razu… w Hollywood, Słowik czy seriale Justifed: Bez przebaczenia, Pot i łzy, Korporacje przyszłości, Mr. Inbetween czy The Artful Dodger), a także mniej rozpoznawalni Wahoo (Beau Knapp), Corky (Karl Glusman) czy Cockroach (Emory Cohen).


Obserwujemy z jednej strony relację Kathy i Benny’ego, który nie dawał się nikomu podporządkować i prowadził beztroskie życie według własnych zasad, z drugiej ewolucję klubu motocyklowego z grupy przyjaciół, przez lokalny gang stojący ponad prawem w grupę przestępczą zajmującą się handlem narkotykami, rozbojem i wymuszeniami. Osią fabuły jest trójkąt emocjonalny między Kathy, Bennym i Johhnym – Kathy stara się zmienić Benny’ego i chciałaby, żeby ten albo opuścił gang albo przynajmniej przestał pakować się ciągle w kłopoty, natomiast Johnny liczył na to, że to Benny przejmie po nim rolę lidera Vandals Chicago, które zaczęło poszerzać swoje szeregi coraz bardziej i coraz trudniej było sprawować pieczę nad poczynaniami członków klubu.

Klub zaczął znacząco zmieniać swoje oblicze, gdy stracono bezpośrednią kontrolę nad przyjmowanymi członkami, zwłaszcza przez oddziały klubu z innych miast czy stanów. W tle natomiast widz obserwuje zmieniający się obraz Ameryki, gdy coraz więcej społecznych wyrzutków, najpierw jeszcze weteranów II wojny światowej, później wojny w Korei, w końcu wojny w Wietnamie, znajduje swoje miejsce w zyskujących popularność gangach motocyklowych prowadzących nielegalną działalność.

Film, w wyniku specyficznej struktury narracyjnej, nie ma jednolicie prowadzonej fabuły łatwej do śledzenia. Widzimy urywki historii i fragmenty wydarzeń, które jak mozaika składają się na całość. Wszystko natomiast toczy się bardzo powolnym tempem i w stylu quasi-dokumentalnego przyglądania się pewnym wybranym aspektom życia tych ludzi. Brakuje tam jasno wytyczonej drogi i punktu oparcia, na którym stałby ten film.


Jakkolwiek scenariuszowo film ma wiele problemów i grono widzów odrzuci sposobem opowiadania historii, to mnie absolutnie kupował atmosferą budowaną już od samego początku. Twórcy z szacunkiem odnoszą się do motocyklowej subkultury, pokazując względnie romantyczne jej początki i złą ścieżkę, którą obrała, gdy zainteresowało się nią zbyt dużo szemranych typów. Pasja do motocykli, szczególnie obserwowana oczami bohaterki Kathy, która nie miała wcześniej z nimi nic wspólnego, potrafi uzmysłowić widzowi, dlaczego tak wielu ludzi wybrało takie życie. Do tego dochodzi świetna warstwa audiowizualna retro-Ameryki autorstwa Adama Stone’a okraszona subtelną muzyką Davida Wingo.

Film świetnie wygląda i płynie na ekranie swoim powolnym nurtem, a kolejnym mocnym elementem produkcji jest gra aktorska głównej trójki bohaterów. Jodie Comer jest bardzo dobra (mimo silnego akcentu, który początkowo wybijał mnie z seansu) i udowadnia, że jest jedną z najciekawszych aktorek swojego pokolenia; Austin Butler ma tu najmniej do grania, bo jest wyjątkowo małomówny w swej roli, ale nadrabia całą swoją aparycją i charyzmą; Tom Hardy daje kolejny świetny występ przepełniony emocjami skrywanymi za fasadą stoickiego, spokojnego lidera, któremu jedno spojrzenie wystarcza do rozstawiania wszystkich po kątach.


Podsumowując, Bikeriders nie jest filmem akcji o przemocy gangów, a subtelną, kameralną i osobistą historią bohaterów, których przygoda i pasja poprowadziła w złym kierunku w obliczu zmieniającej się i brutalizującej Ameryki pełnej sprzeczności i kontestującej własny styl życia. W moim odczuciu wiele widocznych problemów filmu zacierało się dzięki niepowtarzalnej atmosferze i charyzmie wyrazistych bohaterów, dlatego Motocykliści otrzymują ode mnie solidne 7/10 i polecam film z zastrzeżeniem, że nie są to Synowie Anarchii.




czwartek, 15 sierpnia 2024

BORDERLANDS (2024) - RECENZJA FILMU

 

Film adaptujący popularną grę komputerową przechodził przez produkcyjne piekło i pomimo zaangażowania do projektu całkiem solidnej obsady, nie udało mu się osiągnąć finansowego sukcesu. Czy Borderlands jest tak zły jak sugeruje miażdżąca krytyka recenzentów oraz bardzo chłodne przyjęcie przez widzów?

Borderlands nakręcił w znacznej mierze Eli Roth (aktor i reżyser specjalizujący się w ostrych filmach eksploatacji takich jak Hostel, Knock knock, Green Inferno, a w ostatnich latach Zegar czarnoksiężnika, Życzenie śmierci oraz Noc Dziękczynienia, kojarzony głównie z roli w Bękartach wojny). Ze względu jednak na znaczące ingerencje studia Lionsgate w produkcję filmu oraz fakt, że dokrętki nadzorował już Tim Miller (pierwszy Deadpool, Terminator: Mroczne przeznaczenie oraz netflixowa antologia Love, Death and Robots), trudno jest powiedzieć, że Borderlands to film Eli Rotha. W wyniku produkcyjnego bałaganu z projektu odszedł m.in. Craig Mazin (m.in. Czarnobyl i The Last of Us), który zażądał wycofania jego nazwiska z napisów. Finalnie też, wbrew chęciom Rotha, film otrzymał kategorię wiekową PG-13 zamiast R.


Za scenariusz odpowiadał duet Eli Roth oraz Joe Abercrombie. Ten drugi na koncie w swojej filmografii ma skrypt do jednego odcinka Miłości, śmierci i robotów, ale w rzeczywistości jest to bardzo uznany brytyjski pisarz fantasy, autor cykli Pierwsze prawo, Epoka obłędu czy Morze Drzazg. Muzykę skomponował Steve Jablonsky, autor ścieżki dźwiękowej do filmów Wyspa, wielu części serii Transformers, Gry Endera, serialu Gotowe na wszystko, a ostatnio Blodshot, Red Note czy DC League of Super-pets. Za zdjęcia odpowiadał Rogier Stoffers mający w filmografii takie tytuły jak Zatrute pióro, John Q., Szkoła rocka, Sekretne życie pszczół, Zgon na pogrzebie, Wendeta, Życzenie śmierci i Zegar czarnoksiężnika.


Borderlands to „Strażnicy Galaktyki w domu” – fabuła śledzi grupę niepasujących do siebie ekscentrycznych indywiduów, które łączy misja odnalezienia artefaktu, nim ten wpadnie w ręce szefa złej organizacji chcącego zapanować nad światem. Już na samym starcie ekspozycja zarzuca nas historią Wszechświata, w którym starożytna i bardzo zaawansowana cywilizacja Eridian pozostawiła na opustoszałej planecie Pandora (dziwnie popularna nazwa planety będącej miejscem akcji filmów science-fiction) skarbiec ze swoją technologią i wiedzą. Skarbca tego poszukują szumowiny całej galaktyki, przemierzając pustkowia Pandory i walcząc z licznymi gangami terroryzującymi ludność planety. Kluczem do skarbca ma być według przepowiedni potomkini antycznej rasy, która wyginęła tysiąclecia wcześniej.

Przygodę zaczynamy od uprowadzenia (lub uwolnienia) przez Rolanda (Kevin Hart, komik i aktor znany ostatnio z Człowieka z Toronto oraz Jumanji: Przygoda w dżungli i Jumanji: Następny poziom) przetrzymywanej w ośrodku badawczym dziewczynki imieniem Tiny Tina (Ariana Greenblatt, którą można kojarzyć jako młodą Gamorę z Avengers: Infinity War, młodą Ahsokę Tano z serialu Ahsoka oraz filmów Barbie, 65, Miłość i potwory). Roland był ochroniarzem ojca Tiny, Atlasa (Edgar Ramirez, seriale Dr. Death, Facet z Florydy, Od nowa, American Crime Story oraz filmy Wyprawa do dżungli, 355, Emilia Perez), który jest szefem kosmicznej korporacji Atlas twierdzącym, że Tina ma w sobie krew antycznych Eridian mogącą otworzyć skarbiec. Atlas wynajął więc jedną z najlepszych łowczyń nagród, Lilith (Cate Blanchett, której filmografii przedstawiać nie trzeba), aby ta odnalazła zaginioną córkę. Lilith, bezkompromisowa i zabójczo skuteczna, trafia więc na swoją ojczystą planetę, z której za wszelką cenę starała się uciec, po drodze spotykając niemal niezniszczalnego robota Claptrapa (Jack Black, m.in. Szkoła rocka, King Kong, Kung Fu Panda, Jaja w Tropikach, Podróże Guliwera, Jumanji: Przygoda w dżungli i Jumanji: Następny poziom). Odnalazłszy Tinę, która ma bardzo wystrzałowy charakter, Lilith zawiązuje sojusz z dziewczynką i chroniącymi ją Rolandem oraz barbarzyńcą Kriegiem (Florian Muntenau, Najemnik, Creed II i Creed III, Wikingowie: Walhalla i Shang-chi i legenda dziesięciu pierścieni), gdy na ich trop wpadają zbiry Atlasa z kapitan Knoxx na czele (Janina Gavankar, Czysta krew, Pamiętniki wampirów, Arrow, Jeździec bez głowy, Big Sky czy The Morning Show oraz wiele ról głosowych w serialach i grach komputerowych, przede wszystkim Iden Verso w Star Wars. Battlefront II). Na poszukiwania skarbca wybierają się z ekscentryczną ekspertką od technologii, Tannis (Jamie Lee Curtis, której filmografii przedstawiać nie trzeba), a na szali staje los całej planety i kosmosu...


Borderlands to scenariuszowy burdel na kółkach, napisany w sposób prostacki, nudny i przewidywalny. Bohaterowie są niesympatyczni i nieciekawi, fabuła jest mizerna, akcja jest mało ekscytująca, a efekty specjalne są momentami bardzo tandetne. Do tego jeszcze płaski i nudny złoczyńca, który pojawia się tylko na początku i na samym końcu filmu. Obsada zapowiadała się całkiem ciekawie i większość z tych aktorów lubię, ale jeśli Kevin Hart - którego z nich wszystkich lubię najmniej, żeby nie powiedzieć, że nie przepadam wcale – był najmniej irytującą postacią ekranową, to coś poszło bardzo nie tak w kreacji bohaterów. Na siłę udziwnione, przerysowane postacie może i pasują do campowego stylu Borderlands (w które nie grałem wcale i mam znikome wyobrażenie o tym, jak wyglądają te gry), ale na dłuższą ekranową metę po prostu męczą i nudzą. Kilka mniej lub bardziej udanych żartów (głównie serwowanych przez Jacka Blacka) nie mogło podnieść oceny tego seansu, a ciągnął go w dół fatalny dubbing.

Podsumowując, Borderlands to nieudany projekt, który na siłę starał się skopiować Strażników Galaktyki i Legion samobójców w mocno komediowo-brutalnym sosie, ale rozminął się z oczekiwaniami widzów i akceptowalną estetyką. Na papierze film mógł stać się letnim hitem, ale słabe wykonanie pogrążyło te szanse. Choć nie był to fatalny, katastrofalny film, znajdzie się w wielu rankingach najgorszych produkcji 2024 roku. Ode mnie Borderlands dostaje 5/10 i nigdy do niego nie wrócę.


środa, 14 sierpnia 2024

DEADPOOL I WOLVERINE (2024) - RECENZJA FILMU

 

Trzecia część przygód nieśmiertelnego Pyskatego Najemnika, który w końcu po wielu latach trafia do CUM (Cinematic Universe of Marvel, błędnie skracane do MCU z niewiadomych mi powodów...). Przejęcie 20th Century FOX przez Disneya umożliwiło nam wyczekiwany team-up Deadpoola i Wolverina oraz powrót X-men do szerokiego uniwersum Marvela. Czy Deadpool okazał się być Zbawicielem Marvela i wyciągnie z dołka największy filmowy projekt w historii kina?


W 2016 roku widzowie otrzymali film Deadpool – stosunkowo niskobudżetową produkcję, na którą zgodę wyrazili producenci FOX Studios pod wpływem entuzjazmu fanów. Dwa lata później zobaczyliśmy drugą część, która nieco szerzej eksplorowała świat mutantów i jeszcze bardziej wyśmiewała w niewybredny sposób kino superbohaterskie i popkulturę. Wówczas jednak, mimo sympatii zdobytej wśród fanów i dobrych wyników finansowych, trzecia część stanęła pod znakiem zapytania w wyniku gigantycznej operacji jakim było wykupienie przez Walt Disney Company studia filmowego należącego do FOX. Fani zastanawiali się ponadto, czy jeśli Deadpool 3 dojdzie do skutku, to nie zostanie wykastrowany przez politykę family friendly preferowaną przez Disneya, który długo starał się unikać treści z wyższą kategorią wiekową. Na całe szczęście twórcy dostali wolne światło od Disneya i błogosławieństwo Kevina Feige (szef Marvel Studios), aby zrobić film zgodny ze standardami franczyzy, który zadowoli fanów.


Za reżyserię odpowiadał Shawn Levy, który w swej filmografii zapisać może wiele komedii m.in. serię Noc w muzeum, Różowa Pantera, Fałszywa dwunastka, Kłamstwo ma krótkie nogi, Stażyści, ale także Giganci ze stali, Free Guy, Projekt: Adam czy odcinki serialu Stranger Things. Był on również jednym ze scenarzystów filmu. Wśród nich wymienić trzeba rzecz jasna Ryana Reynoldsa, dla którego Deadpool jest projektem życia, a także duet Rhett Reese i Paul Wernick (pracujący razem nad wieloma projektami, w tym Deadpool i Deadpool 2, Zombieland, a ostatnio m.in. Spiderhead, 6 Underground, Ghosted czy serial Twisted Metal. Z ramienia Marvel Studios pomagał Zebb Wells, który pracował wcześniej przy Thor 5 oraz Mecenas She-Hulk, a także przy uniwersum Robot Chicken i serialu Super Mansion.

Muzykę skomponował Rob Simonsen, w ostatnim czasie znany z It ends with us, Wieloryb, Projekt: Adam, Pogromcy duchów: Dziedzictwo, Tully, Gifted, Wiek Adaline, Twój Simon czy serialu Scenki z życia. Za zdjęcia odpowiadał George Richmond, w ostatnich latach mający na koncie m.in. Argylle – Tajny szpieg, Free Guy, Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a, Rocketman, Tomb Raider czy dwie części Kingsmanów.


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film ukazuje nam Wade’a Wilsona (Ryan Reynolds, którego chyba nie trzeba przedstawiać), który zarzucił bycie Deadpoolem i ponownie mieszka ze Ślepą Al (Leslie Uggams, ostatnio m.in. Fallout, Amerykańska fikcja, Imperium, Szpital New Amsterdam). Został sprzedawcą samochodów razem z kolegą, Peterem (Rob Delaney, można go było widzieć lub słyszeć w Invincible, Argylle – Tajny szpieg, Big Nate, Mission Impossible: Dead Reckoning Part One, Jeden gniewny człowiek, Gorący temat, Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw) po tym, jak odeszła od niego dziewczyna, Vanessa (Morena Baccarin, występowała m.in. w serialach The Endgame, Firefly, Goście, Homeland, Mentalista, Stargate czy Gotham oraz Flash). Deadpool, poszukujący dla siebie miejsca w świecie i chcący w końcu coś znaczyć, staje się obiektem zainteresowania organizacji TVA (pol. AOC, czyli Agencja Ochrony Chronostruktury). Uniwersum Deadpoola w wyniku śmierci Istoty Prymarnej ulega nieuchronnemu rozkładowi, a nadzorujący to z ramienia TVA Mister Paradox (Matthew Macfadyen, znany przede wszystkim z Sukcesji, Dumy i uprzedzenia, a także Trzech muszkieterów, Zgonu na pogrzebie, Wojny o prąd, Robin Hooda, seriali Tajniacy, Filary ziemi oraz Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza) oferuje Deadpoolowi dołączenie do głównej linii czasu MCU. Deadpool postanawia jednak odszukać Istotę Prymarną, którą jest Logan znany jako Wolverine (Hugh Jackman, ostatnio poza rolą w uniwersum X-men widziany w filmach Syn, Reminiscencja, Król rozrywki, Eddie zwany Orłem, Nędznicy, Giganci ze stali). Odnalezienie wariantu Logana w Multiwersum okazuje się połowicznym sukcesem, a obaj mutanci trafiają do Void – wymiaru traktowanego jako śmietnik historii przez TVA. Tam w czasie swej tułaczki spotykają wielu wrogów i kilku nieoczekiwanych sojuszników, a na ich drodze do powrotu do rzeczywistości i uratowania świata Deadpoola stoi potężna mutantka Cassandra Nova (Emma Corrin, Morderstwo na końcu świata, Mój policjant, Pennyworth czy przede wszystkim czwarty sezon The Crown).


Deadpool i Wolverine można rozpatrywać w kilku kontekstach: filmu superbohaterskiego, buddy-cop comedy, parodii i pastiszu, przede wszystkim jednak jest to jeden wielki kinowy rozpierdol w stylu Deadpoola, z toną niewybrednych, wulgarnych i obscenicznych żartów oraz krwawą jatką jakiej Marvel i Disney jeszcze u siebie nie widzieli, a także list miłosny do marvelowskich filmów studia FOX, które przez blisko dwie dekady oferowało widzom lepszą lub gorszą komiksową rozrywkę. A Ryan Reynolds jako Deadpool, łamiący czwartą ścianę i komentujący wszystko z typowym dla siebie wulgarnym sarkazmem, miał tu używanie i mógł puścić wodze wyobraźni nie tylko w kwestii filmowych odniesień do obecnego MCU jak i dawnego FOX-versum, ale również branżowych, zakulisowych zaszłości i problemów całego superbohaterskiego poletka, nie wyłączając samego Marvel Studios.

Widzowie otrzymali prawdziwy nerdgazm wypełniony dużą ilością nawiązań, mrugnięć okiem, odwołań oraz wspomnień z przepastnej historii filmów Marvela i dla niewprawionego w fanowskie zawiłości odbiorcy może być tego zbyt dużo. Dla osoby śledzącej jednak nie tylko filmy ale i całą fandomową otoczkę była to niezwykła uczta, w której twórcy w odpowiedni sposób połączyli składniki i nie przesadzili z przyprawami. Pojawienie się na ekranie kilku postaci w mym fanowskim sercu wywoływało szybsze bicie, gdy znowu czułem się jak nastolatek oglądający filmy o superbohaterach z początku tego stulecia. Część z nich była zwykłymi cameo, ale kilka zdecydowanie bardziej wpisało się w strukturę filmu i jego fabułę, na szczególną uwagę zasługują tu bowiem Blade, Gambit, Johny Storm i X-23.

Jeśli ktoś oczekuje od Deadpoola 3 świetnie napisanej fabuły i głębokich postaci, może się zawieść, ale na własne życzenie, bo widziały gały co brały. Film cierpi na swoje bolączki i wiele z nich jest scenariuszowej proweniencji. Brak spójnej fabuły i nierówne wątki tytułowych bohaterów mogłyby znacząco razić, gdyby nie fakt, że praktycznie wszystko to, co dostawaliśmy na ekranie, sprawiało wielką frajdę (nawet gdy poszczególne elementy nie do końca do siebie pasowały).


Wśród głównych moich zarzutów wobec filmu, zwłaszcza przy pierwszym seansie, było zbyt duże, teledyskowe tempo akcji i strzelanie żartami jak z karabinu. Przytłoczony tym wszystkim, nie byłem w stanie w pełni cieszyć się tym, co widziałem na ekranie. Przy drugim seansie ten problem był dużo mniejszy i bawiłem się nawet lepiej. Niestety, nieco pretekstowy i leniwie napisany scenariusz nie poprawił się za drugim razem i nadal miałem pewien niedosyt pod tym względem. Pierwszy i drugi Deadpool, poza rozbuchaną akcją i nawijką Reynoldsa, miały bardziej zwartą strukturę i skonkretyzowaną fabułę podbudowaną emocjonalnie. W tym filmie czułem, że jest słabiej i nie czułem tym razem dramatu głównego bohatera. W mojej opinii dużo lepiej wypadł oczywiście Hugh Jackman jako zniszczony życiem i tragiczną przeszłością Wolverine. Na plus poczytuję również występ antagonistki filmu, czyli Emmy Corrin, która w udany sposób sportretowała złą bliźniaczkę Profesora X, niestety scenariusz nie pozwolił jej w pełni rozwinąć skrzydeł. Na drugim planie zaś moje uznanie zdobył przede wszystkim Channing Tatum, który w końcu spełnił swoje marzenie zagrania Gambita.

Pod względem zdjęć można było się wykazać większą kreatywnością, bo większość filmu spędzamy w randomowym mieście oraz pustkowiach Voidu. Choreografie walk natomiast były całkiem udane i nie przekraczały tej granicy, kiedy camp staje się cringem, a efekty specjalne w większości przypadków były solidne i nie rzucały się w oczy sztucznością (co niebyło regułą w ostatnich filmach superbohaterskich). Dodatkowo, jak zawsze Deadpool oferuje nam bardzo fajny miks piosenek podkręcających sceny akcji i Madonna chodzi za mną do dziś…

Osobną kwestią pozostaje fakt, czy Deadpool okazał się Zbawicielem Marvela. Część fanów liczyła prawdopodobnie na dużo większe powiązanie tego filmu z obecnym MCU i wpisanie Deadpoola w marvelowską telenowelę Kevina Feige. Pod tym względem ja osobiście nie czułem rozczarowania, bo dostaliśmy ekscytującą przejażdżkę po dawnym uniwersum FOX, na którym się wychowałem. Z pewnością jednak zobaczymy wkrótce Deadpoola w obecnym uniwersum, zapewne w okolicach nadchodzących Avengersów

Podsumowując, film zdecydowanie nie jest pozbawiony wad. Scenariusz nie jest jego najmocniejszą stroną i szybkie tempo oraz nagromadzenie fanserwisu może przeszkadzać mniej zaprawionemu w bojach widzowi. Żarty w zdecydowanej większości siadały, ale humor jest kwestią bardzo subiektywną i nie wszyscy mogą go kupić. Nierówne wątki emocjonalne Deadpoola i Wolverina na dłuższą metę jednak nie przeszkadzają tak bardzo, a wagon złota oferowanego przez ten film przykrywa wszelkie niedostatki. Deadpool i Wolverine otrzymuje ode mnie 8/10, bo pomimo niedoskonałości bawiłem się jak dzika świnia w kartoflach.




czwartek, 8 sierpnia 2024

TWISTERS (2024) - RECENZJA FILMU

 

Duchowy spadkobierca filmu Twister z 1996 roku to wysokooktanowy film przygodowo-katastroficzny, który zabiera widzów na widowiskowe polowanie na trąby powietrzne terroryzujące amerykańskie miasteczka w Alei Tornad.


Film nakręcił Lee Isaac Chung, amerykański twórca koreańskiego pochodzenia, który zasłynął przede wszystkim nominowanym w kilku oscarowych kategoriach filmem Minari, mając na koncie również odcinek serialu Mandalorian czy ciepło przyjęte I have seen my born, Lucky life i Munyurangabo. Za scenariusz odpowiadał Mark L. Smith (Zjawa z Leonardo Di Caprio oraz Ósemka ze sternikiem, Operacja Overlord, Motel), a pomysł podał Joseph Kosinski, czyli reżyser takich filmów jak Niepamięć, Tron: Dziedzictwo, Tylko dla odważnych i przede wszystkim hitowy Top Gun: Maverick.

Za zdjęcia odpowiadał południowoafrykański operator Dan Mindel, który ma interesującą filmografię: Kowboj z Szanghaju, Zawód: szpieg, Mission Impossible 3, Star Trek i Star Trek: W ciemność, John Carter, Niesamowity Spider-man 2, Epizod 7 i 9 Gwiezdnych Wojen czy Pacifik Rim: Rebelia. Muzykę do filmu skomponował Benjamin Wallfisch, który w kilku ostatnich latach brał udział w wielu rozpoznawalnych produkcjach jak na przykład It oraz It: Chapter 2, Shazam! oraz Flash, Niewidzialny człowiek, a także rimejki Hellboy’a, Mortal Kombat i Niewidzialnego człowieka. Usłyszymy go w tym roku jeszcze przy okazji Kravena Łowcy oraz Alien: Romulus.


Film Twisters skupia swoją uwagę na losach Kate (Daisy Edgar-Jones, znana choćby z seriali Cold feet, Normalni ludzie, Pod sztandarem nieba, Wojna światów czy filmu Gdzie śpiewają raki), która wraz z przyjaciółmi z uniwersytetu zajmuje się badaniami meteorologicznymi skupionymi na naturze tornad. Podczas eksperymentu mającego na celu wygaszenie tornada giną jej przyjaciele, a Kate na kilka lat odcina się od tej pasji. Gdy odnajduje ją dawny znajomy, Javi (Anthony Ramos, Monsters and Men, Hamilton, In the Heights Transformers: Przebudzenie bestii, Inwestorzy amatorzy) i zaprasza do współpracy w badaniu nad czułym radarem modelującym trąby powietrzne, niechętna temu Kate zgadza się wziąć udział w polowaniu na tornada. Na drodze ich ekipy staje drużyna ujeżdżaczy tornad, którym przewodzi Tyler (Glen Powell, ostatnio w komedii Hit Man, Tylko nie ty oraz serialu 10 Days i Top Gun: Maverick). Pewny siebie kowboj i jego banda ekscentrycznych zapaleńców śledzących burze i tornada wydają się Kate szalonymi i nieodpowiedzialnymi ludźmi, jednak z czasem ich rywalizacja przeradza się w coś więcej, a wcześniejsze motywy Javiego i jego naukowców nie wydają się już tak szlachetne. Przy pomocy Tylera Kate postanawia spróbować dokończyć jej dawny naukowy projekt wygaszenia niszczycielskiego tornada, gdy w grę wchodzi życie niewinnych ludzi zamieszkujących pobliskie miasteczko.


Twisters wbrew pozorom nie nawiązuje w żaden sposób do filmu z 1996 roku i stoi na własnych nogach, oferując widzom masę dobrej zabawy dzięki sprawnie napisanej fabule i charyzmatycznym bohaterom. Jakkolwiek Daisy Edgar-Jones gra momentami nieco wycofaną i zagubioną, to w odpowiednich momentach emanuje pewnością siebie i aktorskim entuzjazmem, natomiast partnerujący jej Glen Powell jest kapitalny jako pewny siebie, zadziorny kowboj, który jednak wbrew oczekiwaniom nie jest dupkiem i realnie chce pomagać ludziom. Charyzma tego aktora przekracza dozwolone parametry i z wielką chęcią będę śledził jego karierę, bo ta zapowiada się nader interesująco.

Nie przekonała mnie niestety postać grana przez Anthony’ego Ramosa, ale na drugim planie produkcję wzbogacają postaci grane przez Brandona Pereę, Sashę Lane, Davida Coronsweta, a także Kiernan Shipkę, Daryla McCormacka czy Harry’ego Hadden-Patona.

Film nie skupia się tylko i jedynie na destrukcyjnej sile tornad i ich widowiskowości, ale istotnym elementem jest ich wpływ na społeczeństwo i ludzkie dramaty z tym związane. Trochę momentami jest zbyt wiele pseudo-naukowego bełkotu i przy finale trzeba przymknąć oko na niektóre rozwiązania, ale głównym celem filmu było dostarczenie popcornowej rozrywki w najlepszym wydaniu i pod tym względem Twisters dostarcza. Udało się twórcom połączyć zgrabnie rozpisaną historię, sympatycznych bohaterów oraz widowiskową akcję i to w zupełności wystarczy, aby można było ten film uznać za udany.

Podsumowując, Twisters to solidny film łączący w sobie masę akcji i sporo wrażliwości przyprawione odrobiną humoru i romansu (tego ostatniego jedynie szczyptę dla osłody czyli tyle ile potrzebowałem). Otrzymuje ode mnie 7,5/10 i więcej takich letnich luźniejszych akcyjniaków poproszę.



środa, 7 sierpnia 2024

RECENZENCKI ROZKŁAD JAZDY - SIERPIEŃ 2024 - ZAPOWIEDŹ

 

Sierpień pod względem filmowym to łapanie oddechu po letnich hitach blockbusterowych pokroju Inside out 2 oraz Deadpool i Wolverine, z dominacją filmów familijnych i animowanych. Mimo to jest kilka interesujących produkcji na horyzoncie.


Na początku miesiąca interesująco zapowiada się najnowsza produkcja M. Night Shyamalana pt. Trap (pol. Pułapka) z Joshem Hartnettem w roli głównej. Twist fabularny został zdradzony już w zwiastunach, pytanie czy słynący z umiłowania w ekscentrycznych i emocjonujących zwrotach akcji reżyser nie przyszykował jakiejś równie intrygującej niespodzianki. W połowie sierpnia najciekawiej wyglądają: dramat Bikeraiders (pol. Motocykliści) z Tomem Hardym i Austinem Butlerem oraz Jodie Comer, adaptacja gry komputerowej Borderlands z ciekawą obsadą, ale mizernym marketingiem nie wychodzącym ponad „mamy Strażników Galaktyki w domu” oraz nowa adaptacja Hrabiego Monte Christo (a jest to jedna z moich ulubionych historii frankofonicznego kręgu kulturowego). 

Dużą premierą może okazać się Obcy: Romulus, mający zapewnić mocnego horrorowego kopa, choć ja nie jestem wielkim fanem tej franczyzy. Koniec miesiąca to remake filmu Kruk z Billem Skarsgaardem oraz Mrugnij dwa razy z Channingiem Tatumem.

Wśród seriali na moją uwagę na początku miesiąca zasłuży dostępny na Amazon Prime animowany Batman: Mroczny Mściciel oraz czwarty i ostatni sezon Umbrella Academy na Netflixie. W drugiej połowie miesiąca premierowały będą drugie sezony polskiej Odwilży oraz ciepło przyjętego Pachinko. Końcem sierpnia widzowie otrzymają czwarty sezon popularnego serialu Zbrodnie po sąsiedzku, natomiast 29 sierpnia premierować będzie drugi sezon Władcy Pierścieni: Pierścieni Władzy, na które to czekam, choć z bardzo mieszanymi uczuciami.

Końcem miesiąca fani gier komputerowych otrzymają również dwie gry zapowiadane od dłuższego czasu: najpierw Black Myth: Wukong, a później Star Wars: Outlaws i ze względu na moje przywiązanie do uniwersum będę miał na uważnym radarze nowe Gwiezdne Wojny, które mogą zaoferować takiemu fanowi jak ja kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy w Odległej Galaktyce.

Książki natomiast leżą i kwiczą, lato to nie jest dobry moment na czytanie książek…


FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...