wtorek, 30 kwietnia 2024

RECENZENCKI ROZKŁAD JAZDY - MAJ 2024 - ZAPOWIEDŹ



Maj pod względem filmowym będzie intensywnym miesiącem. Czekają mnie jeszcze zaległości z kwietnia, czyli bardzo ciepło przyjęte przez recenzentów i publiczność Challengers w reżyserii Luci Guadagnino oraz być może zbierające mieszane recenzje Niepokalana z Sydney Sweeney w roli głównej. W dalszej kolejności wyglądam z zainteresowaniem produkcji z Ryanem Goslingiem i Emily Blunt pod polskim tytułem Kaskader w reżyserii Davida Leitcha.

Jednym z największych hitów miesiąca może okazać się Królestwo Planety Małp. Niestety na bakier jestem z trylogią Caesara, toteż będę musiał najpierw powtórzyć sobie Genezę, Ewolucję i Wojnę Planety Małp…

W drugiej połowie miesiąca moją uwagę przykuwa głównie Furiosa z Anyą Taylor-Joy, z okazji której zechcę sobie powtórzyć Mad Max: Fury Road z 2015 roku. Niewykluczone zaś, że premierujące na koniec miesiąca filmy takie jak Jedno życie czy Garfield (?) zobaczę w czerwcu.


Pod względem serialowym maj będzie animowany, bardzo luźny i da przestrzeń do nadrobienia kilku zaległych produkcji takich jak netflixowy Ripley czy maxowy Sympatyk. 1 maja zakończy emisję trzeci sezon serialu animowanego Star Wars: Bad Batch, zamykający historię tytułowej Parszywej Zgrai. Kilka dni później zaś premierę zanotuje inny serial w gwiezdnowojennym uniwersum pt. Tales of the Empire, czyli licząca 6 odcinków antologia poświęcona tym razem dwóm związanym z Imperium bohaterkom.

Otrzymamy również zwieńczenie pierwszego sezonu animowanego serialu X-men ’97. Inną produkcją, na którą będę chciał zwrócić uwagę będzie drugi sezon Blood of Zeus i tu będę musiał nadrobić najpierw sezon pierwszy.


W zakresie literackim należy oczekiwać przynajmniej trzech recenzji: z pewnością skończę Thrawna od Timothy’ego Zahna i być może już od razu będę kontynuował tę trylogię; prawdopodobnie skończę słuchać audiobooka Problemu 3 Ciał Cixin Liu, którą to książkę chciałem skończyć już w kwietniu… Dla urozmaicenia zechcę sięgnąć po nieco krótszą i mniej wymagającą pozycję jaką mam nadzieję okażą się Psy Pana od Marcina Świątkowskiego.

Postaram się również podzielić moimi wrażeniami z ogrywania wczesnego dostępu polskiej gry Manor Lords, która święci niesamowite sukcesy.




poniedziałek, 29 kwietnia 2024

ABIGAIL (2024) - RECENZJA FILMU


Z połączenia gatunku horroru i komedii może wyjść maszkara, która ani nie trzyma w napięciu i nie straszy oraz wcale nie bawi. Twórcy „Abigail” udowodnili po raz kolejny, że potrafią połączyć te dwa światy z gracją i subtelnością, dostarczając widzowi solidnej porcji rozrywki.



Za Abigail odpowiada duet reżyserski Matt Bettinelli-Olpin oraz Tyler Gillett, którzy zasłynęli dobrze przyjętym filmem Zabawa w pochowanego (2019), który polecam oraz najnowszymi częściami serii Scream: Krzykiem (2022) oraz Krzykiem 6 (2023). Scenariusz napisali współpracujący ostatnio z tymi reżyserami Gus Busick (Zabawa w pochowanego, Krzyk, Krzyk 6) oraz Stephen Shields (Łowy, Impostor). Warto odnotować również, że za muzykę był odpowiedzialny uznany kompozytor Brian Tyler (Constantine, seria Szybcy i wściekli, seria Niezniszczalni, Avengers: Age of Ultron, Iron Man 3, Thor: Dark World, Iluzja, seriale z uniwersum Yellowstone, Super Mario Bros).


Film opowiada o uprowadzeniu dziecka szefa mafii przez grupę nieznających się kryminalistów. W skład działającej na zlecenie Lamberta (Giancarlo Esposito, bardzo popularny w ostatnich latach za role antagonistów w serialach The Boys, Mandalorianin, Breaking Bad i Better Call Saul czy ostatnio The Gentlemen) grupy porywaczy wchodzą: lider Frank (Dan Stevens, którego filmografię wspominałem ostatnio przy okazji filmu Godzilla x Kong); świetnie czytająca ludzi medyczka Joey (Melissa Barrera, występująca ostatnio w filmach In the Heights, Krzyk, Krzyk 6, Carmen, Your Monster); zawodowy żołnierz-ochroniarz Rickles (William Catlett, którego kojarzyć można z seriali Nowa konstelacja, Black Lightening, Szczera prawda); rozpieszczona młoda hakerka Sammy (Kathryn Newton, występująca wcześniej w Supernatural, The Society, Detektyw Pikachu, Wielkie kłamstewka, Piękna i rzeźnik oraz Ant-man i Osa: Kwantomania); przygłupi osiłek Peter (Kevin Durand, mający na koncie role w Locke and Key, Gracze, Potwór z bagien, Wikingowie, Jestem numer cztery, Robin Hood z 2010 czy X-men Geneza: Wolverine) oraz Dean (nieodżałowanej pamięci Angus Cloud, który zasłynął rolą Feza w Euforii i dla którego była to ostatnia ekranowa rola).

Porywają oni wracającą do posiadłości ojca z prób baletu dziewczynkę imieniem Abigail (Alisha Weir, dla której po tytułowej roli w Matylda: Musical jest to największe zawodowe osiągnięcie), chcąc wymusić okup od jej bogatego ojca. W tym celu ukrywają się w opuszczonej tajemniczej posiadłości, w napięciu oczekując na telefon zleceniodawcy i zapoznając się bliżej ze sobą. Gdy na jaw wychodzi, że Abigail jest córką samego Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina, czyli szefa wszystkich szefów, a dokładnie Kristofa Lazara (Matthew Goode, którego kojarzyć można z ról w The Offer, Stoker, Księga czarownic, Kingsman: Pierwsza Misja, The Crown, Downtown Abbey, Gry tajemnic czy The Watchmen), w grupie pojawiają się poważne tarcia, wątpliwości i strach o własne życie. Okazuje się jednak, że to nie Abigail jest uwięziona w straszliwym dworzyszczu ze swoimi porywaczami, ale to oni utknęli w nim z dziewczynką, która skrywa mroczną tajemnicę… (zwiastuny zdradzają widzowi, jaka jest to tajemnica, ale ja nie będę Wam odbierał tego doświadczenia).


Film oferuje widzowi nieco jednowymiarowych, ale wyrazistych i sympatycznych bohaterów, a aktorzy wyciągają z dość szablonowo napisanych postaci naprawdę wiele. Z czasem zaś odkrywamy, że przeszłość kilku bohaterów jest nieco bardziej skomplikowana. Dan Stevens i Melissa Barrera grają pierwsze skrzypce i to na nich opiera się akcja i dynamika filmu, ale na drugim planie dobrze wypadają również Kathryn Newton oraz Kevin Durand. Jeśli ktoś miał obawy o rolę Alishy Weir grającej tytułową Abigail, to nie musi się martwić i młoda aktorka z Irlandii udźwignęła ciężar spoczywający na jej ramionach. Weir udowodniła, że zarówno w zakresie zasięgu emocjonalnego jak i prezencji fizycznej została świetnie obsadzona jako mordercza baletnica.

Pod względem realizacyjnym film również wygląda zadowalająco. Scenografie, rekwizyty, charakteryzacja i efekty specjalne na dobrym poziomie sprawiają, że wizualnie Abigail to przyjemny seans, a pikanterii dodaje gore oraz szybkie, dobrze napisane dialogi. Utalentowana i sympatyczna obsada, mocno ukierunkowana komediowo, wyciska wiele z filmu, którego jedynym poważniejszym mankamentem jest nierówny scenariusz. Pierwsze dwa akty, ten wprowadzający nas do całej historii i zawiązujący intrygę oraz ten drugi, w którym Abigail bawi się w kotka i myszkę ze swoimi porywaczami, spełniają oczekiwania widza. Problemem jest trzeci akt, w którym tempo najpierw mocno spada, a później niezwykle przyspiesza w serii twistów i dziwnych zachowań bohaterów. Zupełnie jakby twórcom, wcześniej interesująco prowadzącym narrację, zabrakło paliwa i szybko chcieli odbębnić finał.


Jako fan „Zabawy w pochowanego” liczyłem, że i tym razem twórcy mocniej skręcą w czarną komedię, zabawę formą i synkretyzm gatunkowy, gdyż dużo bardziej od horrorów wolę komedie. Te elementy występują oczywiście w tym momentami groteskowym filmie, ale brakuje nieco przykręcenia komediowej śruby i pójścia o krok dalej, co sprawiłoby, że Abigail wyróżniałaby się bardziej na horrorowym tle.

Podsumowując, Abigail to udany film łączący w sobie horror i komedię, fajnych bohaterów i ciekawy klimat, brakuje mu jednak ciekawszego scenariusza, który nie popadałby przesadnie w klisze i wykorzystywał w pełni potencjał stojącego za nim pomysłu. Abigail oceniam na 7/10 i bawiłem się na nim na tyle dobrze, że z chęcią zobaczę kolejne produkcje od tych twórców.

niedziela, 28 kwietnia 2024

GODZILLA i KONG: NOWE IMPERIUM (2024) - RECENZJA FILMU

 

Kolejna odsłona franczyzy Monsterverse, zapoczątkowanej Godzillą z 2014 roku, przynosi nam jeszcze głębszą eksplorację Pustej Ziemi. Kong i Godzilla, którzy zmierzyli się kilka lat temu, będą musieli połączyć siły, by powstrzymać zagrożenie mogące zniszczyć ludzką cywilizację. Znowu.



Po Godzilla vs. Kong z 2021 roku jest to kolejny film w tym uniwersum zrealizowany przez Adama Wingarda (znanego z takich filmów jak Następny jesteś ty, Gość czy Notatnik śmierci). Za scenariusz ponownie odpowiadał jeden z najbardziej doświadczonych scenarzystów Hollywood Terry Rossio (znany z pracy przy animowanym Alladynie, Shreku, Masce Zorro, Drodze do El Dorado, Planecie skarbów, Piratach z Karaibów, Deja Vu, Skarbie narodów), któremu tym razem partnerował Jeremy Slater (mający na koncie zarówno słabo przyjęte produkcje jak Fantastyczna 4 z 2015 i Notatnik śmierci z 2017 jak i dużo bliższe memu sercu seriale Moon Knight oraz Umbrella Academy). Nie ukrywajmy jednak – w przypadku tej serii scenariusz raczej przeszkadza filmowi niż mu pomaga…


Początki serii zapowiadały się w interesujący sposób. Godzilla z 2014 roku rewitalizowała markę dla współczesnego odbiorcy, a Kong: Wyspa Czaski z 2017 roku był po prostu świetnym filmem. Jednak późniejsze Godzilla: Król potworów oraz Godzilla vs. Kong zaszufladkowały markę pod etykietą pustego jak wydmuszka widowiska, które nie oferuje niczego poza ładnie wygenerowanymi komputerowo krajobrazami i napierdalanką wielkich stworów na ekranie.

Z kronikarskiego obowiązku muszę nakreślić zarys fabularny i przedstawić bohaterów… Godzilla panuje na powierzchni planety, zaś w Pustej Ziemi swoje rządy w samotności sprawuje Kong, który szuka innych przedstawicieli swego gatunku, zaś tajemniczy sygnał wysyłany z wnętrza Ziemi zakłóca odczyty naukowców organizacji Monarch i zwiastuje kłopoty. Wysoko postawiona badaczka Monarch Ilene Andrews (Rebecca Hall, znana z filmów Prestiż, Vicky Christina Barcelona, Iron Man 3, Frost/Nixon, Miasto złodziei, Godzilla vs Kong) zbiera ekspedycję, która ma na celu wyjaśnić zagadkowy sygnał. Do Pustej Ziemi lecą z nią: jej przybrana córka Jia (Kaylee Hottle), która jest ostatnią przedstawicielką starożytnej cywilizacji Iwi; ekscentryczny podcaster śledzący tajemnice i teorie spiskowe Bernie Hayes (Brian Tyler Henry, znany z serialu Atlanta, głosu ojca Milesa Moralesa w filmach Spider-Man: Uniwersum i Spider-Man: Poprzez Multiversum, filmu MCU Eternals); zawodowy żołnierz i pilot Mikael (Alex Ferns, którego można kojarzyć z drugoplanowych ról w filmie The Batman oraz serialach Andor, Czarnobyl, Taboo, The Devil’s Hour); ekscentryczny i charyzmatyczny weterynarz Trapper (Dan Stevens, mający na koncie role w serialach Downtown Abbey, Legion, Gaslit oraz filmach Eurovision Song Contest, Piękna i Bestia, Krocząc wśród cieni, Piąta władza czy tegoroczna Abigail).


Cywilizacji ludzi zagraża Król Małp, który uwięziony został pod powierzchnią Pustej Ziemi (kopcie, kurwa, głębiej…), żelazną ręką i kościanym oszczepem władając małpim Narodem Ognia oraz lodowym jaszczurem. Osamotniony Kong, przeżywający egzystencjalny kryzys, odkrywa małego małpiszona, który zaprowadza go do Małpiego Gaju pełnego lawy, gdzie ogromne małpy przerzucają kamienie z miejsca na miejsce. Kong jednak sam nie pokona Króla Małp zwanego Naznaczonym i musi skłonić Godzillę do pomocy, który jako legowisko wybrał sobie rzymskie Koloseum.

Z plusów – no nakurwiają się wielkie kaiju na ekranie i rozpierdalają miasta, choć robią to na tyle subtelnie i po dżentelmeńsku, że nie widać, by cywile ucierpieli w tych starciach.

Z minusów - wizualna papka oferowana przez te filmy od jakiegoś czasu zaczyna powoli mnie męczyć (patrząc jednak po ocenach publiczności i pieniądzach w box office to jestem w mniejszości). Scenariusze są coraz głupsze – z jednej strony silą się na pogłębianie absurdalnych pomysłów dotyczących Pustej Ziemi, z drugiej rzucają w nas ciągle mało interesującymi, irytującymi bohaterami o tekturowej konstrukcji charakterologicznej.


Podsumowując, idealny popcorniak dla niewymagającego widza, a dla tego nieco bardziej wymagającego widza zalecam spożycie odpowiedniej ilości napojów wyskokowych przed lub w trakcie seansu. To już dla mnie nie jest nawet guilty pleasure, zwłaszcza bez alkoholu. Pośledni odmóżdżacz o idiotycznej fabule, nijakich bohaterach i antygrawitacyjnych fikołkach, który oceniam na 6/10 i przestałem wierzyć, że studio Legendary oraz Warner Brothers. Discovery będą chcieli dążyć do jakiejkolwiek poprawy, bo najwyraźniej w excelu im się zgadza a publiczność jest zadowolona.



sobota, 27 kwietnia 2024

CIVIL WAR (2024) - RECENZJA FILMU

Studio A24 w ostatnich latach urosło do rangi jednego z najważniejszych producentów filmów artystycznych i zaangażowanych, jednocześnie oferujących widzom, poza przesłaniem i wartościami audio-wizualnymi, również solidną rozrywkę przy zachowaniu małych budżetów. Superprodukcja A24 (50 mln budżetu to ogromny wydatek jak na standardy studia) wzięła na tapet wewnętrzną sytuację polityczno-społeczną w dzisiejszej Ameryce poprzez pokazanie perspektywy korespondentów wojennych i była zapowiadana jako jeden z najważniejszych filmów roku.



Reżyserem i scenarzystą filmu Civil War jest Alex Garland, uznawany za bardzo interesującego twórcę dużego kina niezależnego, skręcającego często w kierunku science-fiction. Brytyjski autor takich filmów jak Ex Machina (2014), Anihilacja (2018), Men (2022) czy serialu Devs tym razem stworzył dzieło dotyczące hipotetycznej wojny domowej w Stanach Zjednoczonych, spoglądając na amerykańskie podwórko z perspektywy zza atlantyckiego płotu.

Film opowiada o pogrążonej w wojnie domowej Ameryce, w której część stanów ogłosiła secesję od federalnego rządu prezydenta i kraj podzielił się na cztery obozy: prezydenckich lojalistów oraz walczące z nimi Siły Zachodnie, Sojusz Florydzki oraz Sojusz Kalifornii i Teksasu. Tak skonstruowane przez Garlanda podziały (jak połączenie antagonistycznie nastawionych do siebie Kalifornii i Teksasu) miało na celu oderwanie interpretacji filmu od współczesnych podziałów i ideologii panujących na amerykańskiej scenie politycznej, a sam twórca chciał widocznie zdystansować się od popierania partii Demokratów i Republikanów. Przyczyna konfliktu również nie została klarownie wyjaśniona, przedstawiono jedynie tło wojny domowej i spotykające się z oporem i niezadowoleniem społeczeństwa decyzje prezydenta USA.



Civil War to kino drogi opowiadające o podróży czwórki dziennikarzy z Nowego Jorku do Waszyngtonu, do którego zbliżają się wojska secesjonistów. Korespondenci agencji prasowej Reuters: fotoreporterka Lee (Kirsten Dunst, znana z trylogii filmów Spider-Man, Melancholii, Zakochanego bez pamięci, Wywiadu z wampirem czy też ostatnio z Psich pazurów, za które otrzymała oscarową nominację) oraz dziennikarz Joel (Wagner Moura, znany najbardziej z roli Pablo Escobara w netflixowym serialu Narcos) wyruszają w podróż do stolicy USA, które niedługo będzie musiało stanąć w obliczu oblężenia ze strony zbuntowanych wojsk celem zrobienia wywiadu z prezydentem USA (Nick Offerman, najbardziej rozpoznawalny z roli Rona Swansona w sit-comie Park and Recreations, seriali Devs lub Fargo, a ostatnio z epizodycznej roli Franka w The Last of Us nagrodzonej Emmy za występ gościnny). Zabierają ze sobą starszego i doświadczonego dziennikarza Sammy’ego (Stephen McKinley Henderson, znany z pomniejszych ról filmowych w Manchester by the Sea, Lady Bird, Płoty, serialu Devs czy ostatnio z Bo się boi oraz Diuny), dla którego podróż na linię frontu w okolicach Charlottesville może być ostatnią zawodową okazją do relacjonowania działań wojennych. Do ich grupy dołącza nieoczekiwanie młoda i początkująca fotoreporterka Jessie (Cailee Spaeny, mająca na koncie role w Pacific Rim, Źle się dzieje w El Royale, Ze względu na płeć, Vice, Devs czy ostatnio w serialach Mare z Easttown i Pierwsza dama oraz grająca tytułową Priscillę z 2023 roku), która zapatrzona w swoją idolkę Lee zmierzyć musi się z własną naiwnością i niedoświadczeniem oraz horrorem wojny.


Film łączy w sobie zarówno zagłębienie się w tragizm wojny domowej, kiedy kraj rozdzierany jest wewnętrznym konfliktem i z każdej strony grozi Ci niebezpieczeństwo, bo nigdy nie wiesz, kto uzna Cię za wroga oraz ukazanie specyficznej perspektywy osobistej korespondentów wojennych, wypranych z emocji i empatii, których zadaniem jest relacjonowanie przebiegu wydarzeń i którzy zamiast w pierwszym odruchu pomagać, chwytają za aparaty fotograficzne. Garland nie mówi nic odkrywczego w temacie wojny domowej, ale dodanie do tego elementu tych właśnie konkretnych bohaterów nadaje seansowi nieco innej perspektywy i pozwala widzowi zobaczyć to i interpretować we własnym zakresie, niekoniecznie narzuconym przez optykę bohaterów.

Interesującym aspektem jest również zestawienie ze sobą bohaterek Lee i Jessie jako osi narracyjnej filmu. Lee, zimna suka i profesjonalistka w swoim fachu staje się dla młodej Jessie mentorką, choć sama wykazuje już oznaki nihilistycznego wypalenia zawodowego. Jej młodsza towarzyszka stopniowo doświadcza na własnej skórze dylematów i niebezpieczeństwa związanego z tą drogą kariery, a widz obserwuje, jak z roztrzęsionej, rozemocjonowanej dziewczyny zaczynającej karierę fotoreporterki staje się chłodną, pozbawioną wcześniejszych emocji kobietą realizującą swój cel, poprzez swoje zdjęcia biernie relacjonującą otaczającą ją rzeczywistość.

Z plusów filmu z pewnością należy wymienić obsadę aktorską, zwłaszcza w pełnej napięcia scenie z Jessem Plemonsem. Niezaprzeczalnym atutem filmu jest warstwa audio-wizualna oraz wykorzystanie dźwięku oraz jego braku, momentami dokumentalistyczne podejście w operowaniu obrazem i atmosfera obserwowania ważnych wydarzeń na ich pierwszym froncie.



Z minusów filmu można wymienić trochę zbyt szybko poprowadzony trzeci akt, w którym nagle wpadamy w sam środek bitwy i obserwujemy, jak nasi bohaterowie idą w pierwszym rzędzie tuż za plecami lub niemal bok w bok z prowadzącymi ofensywę żołnierzami. Ten właśnie element burzył nieco poczucie realizmu, który wcześniej film bardzo starał się zbudować i zmuszał widza do silnego zawieszenia niewiary dyktowanego przez imperatyw narracyjny pokazania na ekranie historycznego momentu. Po zastanowieniu zaakceptowałem pomysł bardzo oględnego zarysowania konfliktu pokazywanego na ekranie, które początkowo nastręcza dużo pytań i wątpliwości. W czasie seansu jednak wielokrotnie wracają podświadome myśli, że „to by pewnie tak się nie potoczyło” i nie jest to duża wada, wszak jest to pewna artystyczna wizja autora, w której anty-wojenne przesłanie jest najważniejsze i niektórzy mogą mieć problem ze śledzeniem narracji bez zadawania sobie pytań „dlaczego?” i „jak?”.

Civil War jest filmem niepozbawionym wad, ale z pewnością wywołującym w odbiorcy szereg emocji i przemyśleń oraz stawiającym pytania bez jasnej odpowiedzi. Widowisko robi na widzu wrażenie, czasami poświęcając realizm dla stojącej za nim idei, ale trzyma w napięciu do końca, zwłaszcza jeśli poczujemy sympatię do bohaterów, których drogę obserwowaliśmy. Ważny film, który warto zobaczyć na dużym ekranie, ale nie tak rewolucyjny, jak można było oczekiwać przed premierą. Z pewnością będzie jednym z oscarowych kandydatów i zajmie wysokie miejsce w tegorocznych rankingach. Oceniam Civil War na 8/10 i zainteresowanych nieco ambitniejszym kinem korespondującym z napiętą sytuacją za Atlantykiem zachęcam do obejrzenia. Przede wszystkim jednak odpowiedzcie sobie na pytanie, jakie mógłby Wam zadać bohater grany przez Jessego Plemonsa: „Jakiego rodzaju Polakiem jesteś?”.



środa, 24 kwietnia 2024

FALLOUT (2024) - RECENCJA SERIALU

 

Serial Fallout już po materiałach promocyjnych zapowiadał się jak ostra jazda bez trzymanki w bezwzględnym, groteskowym świecie post-apo, w którym absurd goni absurd w walce o przeżycie. Amazon udowodnił niejednokrotnie, że potrafi stworzyć dzieło wykraczające poza standardowe ramy utartych schematów. Miałem jednak wątpliwości, czy pod względem fabularnym dowiozą tym razem i czy nie będzie to przerost formy nad treścią. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, w Falloucie wszystko świetnie się spięło w całość.


Amazon w ostatnich latach przystąpił do solidnej serialowej ofensywy i wypuszcza rocznie kilka wysokobudżetowych produkcji przykuwających widza czy to znanym uniwersum, czy to ciekawą oprawą. W tym przypadku zagrały te obie nuty, bowiem otrzymaliśmy serial osadzony w post-apokaliptycznym świecie znanym z serii gier komputerowych Fallout (w żadną nie grałem i serial będę oceniał samodzielnie). Showrunnerami serialu był duet Geneva Robertson-Dworet (pracująca wcześniej jedynie nad scenariuszami do Tomb Raidera z 2018 oraz Captain Marvel z 2019 roku) oraz Graham Wagner (znany z pracy nad amerykańskim The Office, Portlandią czy Doliną Krzemową), choć dużą rolę odgrywał jeszcze Jonathan Nolan (brat Christophera Nolana, współautor scenariuszy do jego filmów takich jak trylogia Mrocznego Rycerza, Interstellar, Prestiż czy Memento oraz twórca seriali Person of Interest oraz Westworld).

Serial osadzony jest pod koniec XXIII wieku w realiach post-apokaliptycznych. Dwieście lat przed akcją Fallouta w wyniku wojny atomowej większość ludzkości zginęła. Niedobitki zamieszkujące powierzchnię planety musiały zmagać się z niesprzyjającymi warunkami egzystencji oraz zmutowaną fauną, a przede wszystkim rywalizować o przetrwanie z innymi przedstawicielami własnego gatunku homo sapiens. Niewielu było szczęściarzy, którzy w momencie atomowych bombardowań schronili się w kryptach firmy Vault-Tech.


W serialu obserwujemy pięć zasadniczych wątków z perspektywy czwórki bohaterów. Żyjąca od urodzenia pod bezpiecznym kloszem Krypty nr 33 chroniącej ją przed niebezpieczeństwami powierzchni Lucy MacLean (Ella Purnell, znana wcześniej głównie z seriali Arcane, Star Trek: Prodigy oraz Yellowjackets) decyduje się opuścić schron i ruszyć na poszukiwanie porwanego ojca, nadzorcę Krypty 33 Hanka MacLeana (Kyle MacLachlan, znany z Diuny z 1984 roku, Miasteczka Twin Peaks i Twin Peaks oraz Gotowych na wszystko). Na swej drodze spotyka naukowca Wilziga (Michael Emerson, kojarzony przede wszystkim z seriali Zagubieni, Person of Interest, Imię róży, Evil), który wraz z psem przemierza Pustkowia z misją dostarczenia rewolucyjnej technologii do kobiety, która porwała ojca Lucy.

Naukowca Wilziga poszukuje również Bractwo Stali, militarno-fanatyczna organizacja dążąca do dominacji nad Pustkowiami w myśl idei rządów silnej ręki, która gromadzi artefakty starego świata i upadłej cywilizacji. Wysyłają jego tropem grupę rycerzy wyposażonych w ikoniczne pancerze wspomagane zapewniające im wielką siłę, wytrzymałość oraz zdolność latania. W misji tej udział bierze giermek Maximus (Aaron Moten, dla którego jest to pierwsza większa rola w dużej produkcji), towarzyszący rycerzowi Titusowi. Maximus, który przez innych rekrutów oraz członków Bractwa Stali był szykanowany i dręczony, otrzymuje szansę drastycznej odmiany swego losu, gdy przejmuje pancerz swego rycerza i chce samodzielnie wypełnić misję.

Na tropie szmuglującego technologię naukowca jest również Ghul (Walton Goggins, mający na koncie bogatą karierę i szereg charakterystycznych ról drugoplanowych w takich filmach jak Django, Tomb Raider, Nienawistna Ósemka, Ant-man and the Wasp, Predators, czy serialach jak Invincible, Justified, The Unicorn, Vice Principals, Świat Gliniarzy) – przemieniony przez promieniowanie nieumarły kowboj, jeden z najlepszych łowców nagród na Pustkowiach. Pozbawiony empatii przez 200 lat ciężkiego, brutalnego nie-życia w zniszczonym świecie Ghul jako wytrawny rewolwerowiec potrafi w pojedynkę zmasakrować całe miasteczko, gdy ktoś stanie mu na drodze do celu.

Tym ciekawsza jest to postać, gdy regularnie otrzymujemy jego retrospekcje z czasów przed wybuchem wojny atomowej, kiedy był aktorem Cooperem Howardem. To właśnie jego oczami obserwujemy, jak superkorporacja Vault-Tech – której amerykański rząd oddał zadanie przygotowania społeczeństwa do atomowej zagłady – tworzy system krypt i monetyzuje apokalipsę. Cooper bowiem, którego żona piastowała prestiżowe stanowisko w kadrze zarządzającej Vaul-Tech, zaangażowany był w marketing prowadzony przez korporację.

Ostatnim z wątków poruszanych w serialu jest śledztwo prowadzone przez Norma (Moises Arias), młodszego brata Lucy, który po tym, jak ich krypta została zaatakowana i ojciec uprowadzony odkrywa, że całe ich skryte pod ziemią społeczeństwo osnute jest tajemnicą i pod warstwą szlachetnych ideałów czai się mrok, a w nim wielka konspiracja.



Główna oś fabularna Fallouta polegająca na poszukiwaniu macguffina oraz przypadkowym wpadaniu na siebie głównych bohaterów nie jest najmocniejszym elementem serialu, a jej przewidywalność i pretekstowość mogłaby znużyć widza, jednak działa ona zaskakująco dobrze w tym absurdalnym, barwnym świecie. To kreacja świata przedstawionego oraz budowanie jego historii w tym szerokim, ale również wąskim kontekście lokalnych społeczności oraz bohaterów drugo i trzecioplanowych sprawia, że wierzymy w to, co dzieje się na ekranie. A dzieje się dużo dziwnych, popierdolonych akcji w stylu najlepszej rozwałki, jaką Amazon karmi nas w ostatnich latach serialami takimi jak The Boys czy Invincible.

Bohaterowie są stosunkowo prości, ale sympatyczni i kibicujemy im nawet jeśli popełniają głupstwa, a ich zachowaniu brakuje logiki. Bo świat, w którym żyją lub do którego trafiają nie jest logiczny i charakteryzuje się nieprzewidywalnością i bezwzględnością. Naiwna Lucy, przesadnie optymistyczna i szlachetna, musi zmierzyć się z brutalnym światem na powierzchni, gdzie wszyscy tylko czekają, aż popełnisz błąd i dasz się wykorzystać. Poszukujący prawdziwego domu Maximus, który chce wierzyć w ideały swojej organizacji, ale zmuszony jest udawać kogoś, kim nie jest, by osiągnąć swój cel i wywalczyć pozycję, która pozwoli mu wyrwać się ze stanu wiecznego poniżenia. Sceptyczny Norm, który bez typowego dla innych krypciarzy optymizmu i entuzjazmu podchodzi do życia, starający się dociec prawdy stojącej za fasadowością idei krypt i rozwikłać mroczną tajemnicę. Zdecydowanie najbardziej angażującą postacią był Ghul vel Cooper Howard, który w podwójnej roli miał najwięcej do zaprezentowania na ekranie. Dualizm charakteru Coopera, złamanego przez wojnę, utratę bliskich i swą odmienność wyrzutka, który wcześniej był gwiazdą Hollywood przebywającą na salonach show-biznesu w najciekawszy sposób pokazuje dynamizm narracji przyjętej w serialu.


Scenariusz mógł być lepszy i w mniejszym stopniu oparty o wygodne przypadki oraz imperatywy narracyjne zmuszające bohaterów do konkretnych głupich zachowań lub chroniące bohaterów przed tychże konsekwencjami. Finał można było poprowadzić nieco mniej pospiesznie i melodramatycznie, dając widzowi lepiej wchłonąć nagromadzenie akcji i zwrotów fabularnych, a całość podeprzeć nieco lepszym aktorstwem nadającym bohaterom więcej głębi. Muzyka Ramina Djawadiego mogła być lepsza, bo ten kapitalny twórca przyzwyczaił nas do świetnych kompozycji i pamiętnych soundtracków, a już drugi raz w tym roku po Problemie trzech ciał rozczarowuje. Są to jednak pomniejsze uwagi niknące w świetnie zrealizowanej całości serialu, który od początku chwyta widza w swój żelazny uścisk pancerza wspomaganego i zmusza go od obejrzenia możliwie jak najszybciej.

Fallout zaskoczył mnie swoją jakością. Spodziewałem się dobrej zabawy, ale serial przerósł moje oczekiwania. Serial oceniam na 8/10 i czekam na zapowiedziany już kolejny sezon.




wtorek, 23 kwietnia 2024

SHOGUN (2024) - RECENZJA SERIALU

 "Shogun" wyprodukowany przez stację FX dla platformy Disney+ przenosi nas do XVI-wiecznej Japonii, gdzie wątły pokój między klanami i potężnymi feudałami wisi na włosku, a z fascynującą japońską kulturą zderza się ta europejska. Intrygi, zdrady, honor, śmierć, miłość, wiara, poświęcenie, odmienność oferowane nam na pięknej wysublimowanej tacy, na której sztuka przeplata się z naturalizmem i brutalnością, a wyraziste postaci lawirują w labiryncie uczuć, ambicji i powinności.



Showrunnerami serialu była para Rachel Kondo i Justin Marks – dla tej pierwszej był to debiut, natomiast jej towarzysz pracował jako scenarzysta przy takich produkcjach jak Top Gun: Maverick (2022) czy Księga Dżungli (2016). Serial jest drugą adaptacją powieści amerykańskiego pisarza Jamesa Clavella z 1975 roku, bowiem w 1980 roku powstał ikoniczny dla starszego pokolenia mini-serial z Richardem Chamberlainem i Toshiro Mifune. Produkcję sprzed 44 lat pamiętam jak przez mgłę, a książki Clavella jeszcze nie czytałem, toteż nową wersję oceniam całkowicie jako dzieło stojące na własnych nogach.

Akcja serialu osadzona jest w 1600 roku i inspirowana jest luźno prawdziwymi losami angielskiego żeglarza Williama Adamsa, który jako pierwszy Anglik przybił do japońskiego brzegu na holenderskim galeonie Liefde i stał się doradcą na dworze szoguna Ieyasu Tokugawy. W serialu obserwujemy Japonię u schyłku okresu Azuchi-Momoyama, który nastał po okresie Sengoku (walczących prowincji), czyli trwającego trzy dekady procesu jednoczenia kraju po obaleniu szogunatu Ashikaga.


Realną władzę nad Japonią sprawuje wówczas Rada Regencyjna w imieniu małoletniego dziedzica zmarłego Taiko (w rzeczywistości Hideyoshi Toyotomi, drugi z trzech jednoczycieli Japonii), ale wśród pięciu regentów panują nastroje nieufności. Ambicje feudałów pchają ich do politycznych rozgrywek, tymczasowych sojuszy i zdrad w imię władzy, bogactwa, ale również religii. Japonia znajdowała się bowiem, zwłaszcza jej południowo-zachodnie prowincje, pod rosnącym wpływem katolicyzmu szerzonego przez zakon jezuitów oraz portugalskich kupców posiadających wówczas monopol na handel i kontakty polityczne w tym rejonie świata. Europa targana wówczas była religijnymi konfliktami. Protestanckie kraje Anglii i Holandii walczące z hiszpańsko-portugalskim podziałem świata dokonanym traktatami z Tordesillas i Saragossy dążyły do przełamania monopolu i otwarcia handlu z Dalekim Wschodem. 

W 1600 roku do wybrzeży Japonii przybija holenderski okręt Erasmus, jedyny z liczącej pięć statków ekspedycji. Garstce ocalałych żeglarzy przewodzi angielski nawigator John Blackthorne (Cosmo Jarvis, dla którego była to pierwsza większa rola w dużej produkcji), który pojmany zostaje przez japońskiego feudała Yabushige Kashigiego (Tadanobu Asano, znany z filmów o Thorze, Battleship: Bitwa o Ziemię czy nominowanego w 2009 roku do Oscara za film nieanglojęzyczny Czyngis-chana, w którym grał tytułową rolę). 

W pełniącej rolę stolicy Osace (formalnie nominalną stolicą ze względu na urzędującego tam cesarza było Kioto) dochodzi do rozłamu w Radzie Regencyjnej, której członkiem jest Yoshi Toranaga (Hiroyuki Sanada, obecnie najbardziej rozpoznawalny na Zachodzie japoński aktor, znany ostatnio z takich filmów jak John Wick 4, Bullet Train, Mortal Kombat, Avengers: Endgame, 47 Roninów, Ostatni samuraj czy seriali Zagubieni lub Westworld). Toranaga, potężny władca Kanto, wdaje się w konflikt z innymi regentami, przede wszystkim z posiadającym plebejskie pochodzenie Ishido Kazunarim (Takehiro Hira, znany choćby z serialu Monarch: Legacy of Monsters czy filmów Gran Turismo i Snake Eyes: Geneza G.I. Joe).

Z rozkazu Toranagi John Blackthorne trafia do Osaki, gdzie zostaje wplątany w intrygę mającą skłócić przeciwnych Toranadze regentów, z których dwóch jest katolikami i aby przypodobać się Kościołowi dąży do uwięzienia i egzekucji angielskiego protestanta. Na dworze Toranagi Blackthorne poznaje Mariko Todę (Anna Sawai, znana z Szybkich i wściekłych 9, Pachinko i Monarch: Legacy of Monsters), żonę jednego z wasali Toranagi, która zostaje tłumaczem Blackthorna i jego nauczycielką japońskich zwyczajów. Dzięki fortelowi i pomocy Blackthorna Toranadze udaje się uciec z Osaki, a angielski nawigator, jego tłumaczka i potężny feudał zostają połączeni przeznaczeniem, gdy Japonia po raz kolejny zmierza do wojny domowej, z której wyłoni się nowy szogun…


Mocnym punktem serialu są dobrze napisane, wyraziste postacie. Stoicki i przebiegły Yoshi Toranaga, który z kamienną twarzą zręcznie tka sieć wielopoziomowych intryg. Nieokrzesany i porywczy John Blackthorne, który niczym ryba wyrzucona na brzeg walczy o przetrwanie w zupełnie obcej kulturze. Mariko Toda, złamana przez życie i pogrążona w głęboko skrywanym smutku, skonfliktowana wewnętrznie między swoją chrześcijańską wiarą a służbą Toranadze. Charyzmatyczny Hiromatsu Toda (Tokuma Nishioka), najstarszy i najbardziej doświadczony sojusznik Toranagi. Brutalny, zabawny, zafascynowany śmiercią i lawirujący między stronnictwami Yabushige, starający się uzyskać z konfliktu wielkich panów jak najwięcej dla siebie. Szorstki i nieuprzejmy, ale honorowy i bohaterski mąż Mariko Hirokatsu Toda zwany Buntaro (Shinnosuke Abe). Tajemnicza i złowieszcza Ochiba  no kata (Fumi Nikaido), matka dziedzica Taiko starająca się pociągać za sznurki w Osace, którą łączy niejednoznaczna przeszłość z Mariko. Ojciec Alvito (Tommy Bastow), jezuicki ksiądz realizujący misję zleconą przez Kościół, lecz uczciwy i sprawiedliwy wobec Blackthorna pomimo religijnych różnic. Hiszpański żeglarz na służbie Portugalczyków Vasco Rodrigues (Nestor Carbonell), który choć na trzecim planie, idealnie swoim humorem i żywiołowością ekranową przebijał zbyt nadmuchany balon politycznych intryg i powagi.

Do niezaprzeczalnych plusów serialu należy warstwa kostiumowo-scenograficzna. Produkcja FX stoi na bardzo wysokim poziomie pod względem wizualnym, zarówno pejzaże jak i pomieszczenia wyglądają imponująco, tak jak wszelkie kostiumy i rekwizyty używane na planie i nadające realizmu. Twórcy dołożyli wszelkich starań (m.in. pełniący również funkcję producenta Hiroyuki Sanada), aby jak najwierniej odwzorować realia epoki, włącznie z archaiczną wersją języka japońskiego. Pod względem produkcyjnym trudno się do czegokolwiek przyczepić, a całość robi wielkie wrażenie jakością i tworzy wspaniały klimat feudalnej Japonii.

Kolejnym genialnym aspektem jest zderzenie cywilizacji obserwowane oczami Blackthorne’a, traktowanego przez Japończyków jak barbarzyńca, który choć przydatny, stanowi dla Japończyków również pewne kuriozum swoim zachowaniem i usposobieniem tak różnym od japońskich zwyczajów. Blackthorne obserwuje zupełnie inny świat, diametralnie różny do tego, co widział w Europie i zmuszony jest do podejmowania gry, której reguł nie zna. Stopniowo jednak obserwuje i uczy się nowej kultury, zaczyna rozumieć idee i koncepty kierujące życiem otaczającym go ludzi oraz znaczenie rozbudowanego systemu symboli. Do końca pozostaje jednak nieokrzesanym żeglarzem, a nie szlachetnym dyplomatą i to jest element, który może nieco przeszkadzać w odbiorze jego postaci. Blackthorne pokazuje momenty głębszego charakteru i wielowarstwowości jego postaci, ale cały czas pozostaje w kontraście do przybierających wiele masek Japończyków prosty i nieskomplikowany. Brak wyraźnego rozwoju postaci w drugiej połowie serialu może stanowić pewne rozczarowanie, choć dla mnie w pewien sposób nadrobił zaległości kilku odcinków w finale.

Na wyróżnienie w mojej opinii zasługuje większość japońskiej obsady, która świetnie zaprezentowała się na ekranie. Hiroyuki Sanada jako dostojny Toranaga swoją ekranową prezencją przykuwał pełnię uwagi widza, podobnie jak Anna Sawai swoją charakterologiczną złożonością i subtelnością połączoną z siłą. Ponadto ogromną sympatią pomimo mniejszych ról darzyłem Hiromatsu, Yabushige i Rodriguesa, którzy ożywiali każdą scenę, w której występowali. Szkoda, że trochę więcej przestrzeni do zagrania nie dostali antagoniści serialu, czyli Ishido oraz Ochiba no kata, ale to niemalże niezauważalne rysy na świetnej produkcji.


Jednym z głównych zarzutów, jakie mogę wysunąć w stronę serialu jest problem z tempem w drugiej połowie. Cały serial charakteryzuje się dość wolno prowadzoną akcją, w której bez pośpiechu rozgrywa się mnóstwo zakulisowych rozgrywek, a soczyste rozmowy wypełniają czas ekranowy. Precyzyjnie wymierzone momenty podbudowanej wcześniej rozmowami i konfrontacjami bohaterów akcji podbijały stawkę i tempo serialu w odpowiedni sposób. Z czasem jednak narracja znacząco zwolniła, gdy intryga gotowała się bardzo powoli, a widz z niecierpliwością czekał na rozwój wypadków i eskalację konfliktu. MINOR SPOILER ALERT. **Sam finał z kolei, w oczekiwaniu widzów zmierzający do wielkiej sceny batalistycznej rozładowującej w epicki sposób nagromadzone od wielu odcinków napięcie, wbrew domniemaniom był spokojny i wyciszony, a zapowiedziana bitwa jeszcze się nie wydarzyła i nadal obserwowaliśmy ciszę przed burzą. Mimo to finał bardzo mi się podobał ze względu na swój poetycki wydźwięk. Dla wielu może być jednak rozczarowaniem.**

Podsumowując, serial Shogun z 2024 roku jest kapitalnym widowiskiem przypominającym osadzoną w feudalnej Japonii Grę o tron, ale nie epatuje wulgarnością, nagość w tym serialu jest sporadyczna a brutalność nie jest wymierzona w szokowanie widza, lecz pokazuje w naturalistyczny sposób realia tamtych czasów i bezwzględność ludzkiej natury oraz odmienności kulturowej. Perspektywa trójki głównych bohaterów niezwykle bogato oddaje historię dyfuzji kultur, bowiem każde z nich skonstruowane jest w inny sposób – od stosunkowo prostego Blackthorne’a, poprzez złożoną charakterologicznie Mariko do wielowarstwowego i skomplikowanego Toranagi dążącego po trupach wrogów i przyjaciół do celu. Oceniam Shoguna na 8,5/10 i w mojej opinii będzie to z pewnością jeden z najlepszych seriali tego roku.

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

STAR WARS. BRACIA (2023) - RECENZJA KSIĄŻKI

Akcja powieści „Bracia” autorstwa Mike’a Chena przenosi nas w wir wydarzeń tuż po wybuchu Wojen Klonów w Epizodzie II gwiezdnowojennej sagi. Otrzymujemy polityczną intrygę, w którą wplątuje się mistrz Jedi Obi-Wan Kenobi na samym początku galaktycznego konfliktu między Republiką a Separatystami z Konfederacji Niezależnych Systemów. Kenobiemu w rozwiązaniu zagadki terrorystycznego zamachu na neutralnej planecie stara się pomóc jego niedawny padawan, Anakin Skywalker, który próbuje poukładać sobie życie po wydarzeniach na Geonosis i Naboo.


Mike Chen jest amerykańskim autorem science-fiction największe sukcesy odnoszącym w literackiej części uniwersum Star Treka. W świecie wykreowanym przez Georga Lucasa nie miał zbyt wielkiego doświadczenia pisarskiego, choć w swojej powieści o przygodach Obi-Wana i Anakina bardzo chciał nam udowodnić, że zna uniwersum i jest z nim na bieżąco oraz że wciśnie w tekst tyle nawiązań do Prequeli, ile to będzie możliwe…

Książka opowiada o samych początkach Wojen Klonów, kiedy konflikt już wybuchł, ale jeszcze nie doszło do eskalacji pogrążającej Galaktykę w mroku. Anakin Skywalker, świeżo po ślubie z senator Padme Amidalą, zostaje pasowany na rycerza Jedi, a Obi-Wan Kenobi zostaje zaproszony tymczasowo do grona Najwyższej Rady Jedi. Zakon jeszcze nie jest formalnie zintegrowany z Wielką Armią Republiki i stara się patrzeć na konflikt z boku na tyle, na ile jest to możliwe. Dlatego też, gdy stolicą planety Cato Neimoidia wstrząsa druzgocący zamach terrorystyczny mogący odciągnąć ją od strefy wpływów Republiki i cisnąć w szpony Hrabiego Dooku, Zakon Jedi postanawia wysłać Obi-Wana Kenobiego w celu przeprowadzenia niezależnego śledztwa.

Neimoidianie, znani bliżej niedzielnym fanom Gwiezdnych Wojen z ich Federacji Handlowej odpowiedzialnej w Epizodzie I za blokadę planetarną i inwazję na Naboo, okazują się być ciekawą społecznością i jednym z tematów podejmowanych przez książkę jest ich marginalizacja przez Republikę oraz krzywdzące stereotypy, co łatwo można odnieść do wielu narodów i kultur w naszej rzeczywistości.


Pierwsze sto stron książki, umiejscowione głównie na Coruscant, jest najsłabszym jej elementem i kiedy przebrnie się przez nużące dłużyzny wprowadzenia, akacja znacząco przyspiesza. Anakin potajemnie randkuje ze swoją żoną, a Obi-Wan nie wie, czy śledzić Anakina czy przygotować się do swojej misji, którą pierwszy raz musi odbyć samodzielnie, nie mając wsparcia czy to swego dawnego mistrza Qui-gon Jinna czy też niedawnego padawana Anakina. Gdy jednak zarówno Obi-Wan jak i Anakin opuszczają stolicę Republiki i udają się na misje, książka wchodzi na odpowiednie tory.

Naszym głównym bohaterom, którzy muszą nauczyć się nowej sytuacji i samodzielnego rozwiązywania problemów, towarzyszą postacie drugoplanowe. Obi-Wan Kenobi nawiązuje relację z neimoidiańską gwardzistką i byłą komandoską Ruug Quarnom o skomplikowanej przeszłości, ale dość klarownych zasadach moralnych. Perypetie Anakina naznaczone natomiast są znajomością z młodą adeptką Jedi Mill Alibeth, której wyjątkowe połączenie z Mocą sprawia wiele emocjonalnych problemów i nastręcza wątpliwości, czy powinna szkolić się w Zakonie Jedi. Na trzecim planie przewijają się natomiast znane z uniwersum postaci Padme Amidali, kanclerza Sheeva Palpatine’a czy restauratora-informatora Dextera Jettstera oraz mistrzowie Jedi Yoda oraz Mace Windu.

W pewnym momencie misja Obi-Wana Kenobiego mocno się komplikuje, bowiem w śledztwo jako obserwatorka zaangażowana jest uczennica Hrabiego Dooku, pochodząca z Dathomiry Asajj Ventress. Stara się ona wrobić Kenobiego i Republikę w odpowiedzialność za zamach terrorystyczny i na ratunek dawnemu mistrzowi wyruszyć musi nieprzewidywalny Anakin Skywalker.

Słabą stroną książki jest nadmierna nostalgia, na której bazuje autor i nieustanne mruganie okiem do czytelnika w paroksyzmach fanserwisu. Skupianie się długimi momentami na relacji Anakina z Padme jest nużące i nieciekawe, choć z drugiej strony daje też asumpt Kenobiemu do rozważań nad jego relacją z księżną Mandalory Satine Kryze. Jaśniejszym punktem historii jest pokazanie perspektywy adeptki Jedi Mill oraz dojrzałość, jaką przy niej musi wykazać się Anakin. Najlepszym elementem jest jednak śledztwo Kenobiego na Cato Neimoidii i wynikające z niego komplikacje i konsekwencje, a moją ulubioną postacią książki, obok Obi-Wana Kenobiego, była wspomniana wcześniej Neimoidianka Ruug.

Książka z pewnością przypadnie do gustu tym czytelnikom, którzy wychowali się na animowanych Wojnach Klonów (ekranowe przedstawienie tej historii byłoby dużo lepszym wstępem do serialu niż film z 2008 roku). Powieść Mike’a Chena przesiąknięta jest klimatem tej kreskówki i świetnie wpisuje się w model prezentowanych w niej przygód. Chen w umiejętny sposób przenosi na karty książkowe obecny tam moment przemiany w relacji Anakina i Obi-Wana, choć momentami staje się to zbyt powtarzalne.

„Bracia” zostali ciepło przyjęci przez gwiezdnowojenną publiczność i jakkolwiek mam wobec tej książki szereg pomniejszych uwag to czytało mi się ją bardzo sprawnie i przyjemnie. Oczekiwałbym od niej więcej samodzielności i nie polegania na znajomości innych pozycji z uniwersum. Książkę oceniam na 7/10 i uważam ją za solidną pozycję Nowego Kanonu.



niedziela, 14 kwietnia 2024

STAR WARS. HIGH REPUBLIC. KONWERGENCJA (2023) - RECENZJA KSIĄŻKI

Gwiezdne Wojny od kilku lat oferują czytelnikom udział w ciekawej multimedialnej przygodzie, zwanej początkowo Projekt Luminous, a później Wielką Republiką – okresem poprzedzającym filmowe wydarzenia o kilka stuleci. Wielka Republika podzielona została na trzy fazy, w skład których wchodzą liczne powieści dla dorosłych, dla młodzieży i dla dzieci oraz komiksy dla starszego i młodszego odbiorcy. Odniesienia do Wielkiej Republiki pojawiły się ostatnio w grze komputerowej Star Wars Jedi: Survivor, a wkrótce zobaczymy również ją dzięki serialowi „The Acolyte”. Wielka Republika nabiera rozpędu.


Pierwsza faza zwana „Light of the Jedi” spotkała się z dość pozytywnym przyjęciem fanów, do których zaliczam się również ja, mający na koncie lekturę trzech tomów głównej historii w postaci książek Światło Jedi, Burza nadciąga oraz Gasnąca gwiazda. Przed nami zaś faza druga zwana "Quest of the Jedi", cofająca się o kolejne 150 lat w chronologii uniwersum, w skład której wchodzą powieści Konwergencja oraz Kataklizm (przewidywana premiera w sierpniu 2024 roku). Autorką Konwergencji jest Zoraida Cordova, urodzona w Ekwadorze amerykańska pisarka specjalizująca się w literaturze dla młodzieży (w 2017 roku otrzymała nagrodę International Book Award dla najlepszej powieści młodzieżowej za Labirynth Lost).

Konwergencja przenosi nas 350 lat od Mrocznego widma, kiedy to Republika jest na etapie eksploracji i ekspansji, a kolejne światy Zewnętrznych Rubieży dopiero dołączają do galaktycznego państwa. Jedi natomiast, nie wszędzie znani i ciepło postrzegani, odkrywają nowe planety, cywilizacje i kultury oraz starają się zażegnywać powszechne wówczas pomniejsze konflikty. W powieści przyglądamy się dokładnie jednemu z takich licznych konfliktów, gdyż na bliźniaczych planetach Eiram i E’ronoh trwa „wieczna wojna” destabilizująca system. Eiramczycy i E’ronohianie wszystkich traktują z wrogością, upatrując w każdym szpiega lub sojusznika ich rywali.

W powieści tej, co jest typowe dla Projektu Luminous, śledzimy perspektywę kilku bohaterów, wśród których najbardziej prominentną jest młoda rycerka Jedi Gella Nattai, która po sknoceniu poprzedniej misji została przydzielona jako wsparcie innej ekipie Zwiadowców mającej dostarczyć pomoc medyczną mieszkańcom wodnej planety Eiram. Równocześnie poznajemy dwójkę innych ważnych bohaterów tej historii – następców tronów zwaśnionych planet: księżniczkę E’ronoh Xiri A’lbaran oraz księcia Eiramu Phan-tu Zenna. Wojownicza księżniczka dowodząca flotą i pacyfistyczny książę adoptowany przez królową i wywodzący się z plebsu mają dość cierpienia własnych ludów zatraconych w beznadziejnym konflikcie i w wyniku przypadkowego splotu zdarzeń doprowadzają do zawieszenia broni oraz konferencji pokojowej przy udziale Jedi oraz jednego z dwojga kanclerzy Republiki, Orlena Molla. Do tego wszystkiego ekstrawagancki Axel Greylark, czarujący hochsztapler i „złoty urwis Galaktyki”, który zostaje wysłany z misją szpiegowania rozmów pokojowych przez swoją matkę, wielką kanclerz Kyong Greylark. Osiągnięcie pokoju oraz przymierza między nieufnymi wobec siebie światami nie będzie proste zarówno ze względu na rodzime animozje oraz sprzeciw bojowo nastawionych i rządnych zemsty mieszkańców, jak i w wyniku zakulisowych machinacji tajemniczego ugrupowania Ścieżki Otwartej Dłoni dążącego do destabilizacji sytuacji geopolitycznej oraz uwolnienia Mocy z rąk Jedi…


Książka ma silny antywojenny wydźwięk skupiający się na tym, że wojna tak naprawdę nie służy nikomu w dłuższej perspektywie, a tracą na niej Ci najsłabsi i bezbronni, którzy nie mają w niej żadnego interesu. Irracjonalna nienawiść podsycająca wielopokoleniowy konflikt, którego klarownych przyczyn trudno wprost wskazać. Dwie zupełnie różne kultury zamieszkujące diametralnie odmienne planety mogące się uzupełniać i wspierać zamiast bezmyślnie mordować. Pozytywem książki jest skupienie się na dość szerokim i rozbudowanym przedstawieniu kontrastujących ze sobą kultur Eiramu i E’ronoh oraz ciężkich warunkach życia na nieprzyjaznych planetach, z jakimi muszą się zmagać.

Narracja powieści w znacznym stopniu oparta jest na dwóch relacjach. Pierwszą jest dążąca do pojednania para następców tronów Xiri oraz Phan-tu, między którymi, poza poczuciem obowiązku, rodzi się również uczucie. Od razu widać jednak, że to Xiri będzie w tym związku nosiła spodnie. Drugą relacją jest ta łącząca wątpiącą w siebie i swoje decyzje Gellę Nattai oraz ekscentrycznego, rozpieszczonego i chaotycznego Axela Greylarka. Gelli nie podoba się beztroska i egocentryzm, z jakim do życia podchodzi  samodestruktywny Axel, jednak fascynuje go jego nieprzewidywalne zachowanie i skrywane emocje, których nie może odczytać, a Axel ma w sobie wiele mrocznych tajemnic…

Lektura jest dość lekka i przyjemna, główni bohaterowie mają na tyle różne charaktery, że ich interakcje wnoszą ciągłe napięcia interpersonalne, a oliwy do ognia dolewają mniejsze i większe spiski próbujące powstrzymać rodzący się pokój. Całość jednak pozostawia lekki niedosyt i obiecuje wiele dopiero na drugi tom. Twist, choć nieco przewidywalny, okazał się dość ciekawy i nadał dodatkowej głębi jednemu z bohaterów. Pomogło to w interesujący sposób zdynamizować trzeci akt po wolniejszym środku powieści, ale w perspektywie całości książki zbyt mało czasu spędziliśmy z tymi "złymi". Od samego początku bowiem wiemy, że jedna jak i druga strona konfliktu są szare i popełniły wiele zbrodni, Zakon Jedi jak zwykle dąży do bezinteresownej pomocy wespół z Republiką, która dąży również do powiększenia swoich wpływów i osiągnięcia wymiernych korzyści wypływających z geopolitycznej stabilizacji. Brakowało szerszego zarysowania motywacji tajemniczej grupy i obawiam się, że nie będzie na to czasu w drugim tomie i takie są minusy multimedialnego projektu, gdzie szerszy kontekst pewnych spraw pojawia się w innych publikacjach, niebezpośrednio związanych z główną serią.

Skupienie się na czwórce bohaterów spowodowało, że występujący w fabule mistrzowie Jedi byli mocno odstawieni na bok i nie mieli szansy się wykazać, a po początku książki liczyłem na większy ich udział w odkrywaniu tajemnicy skrywającej się w cieniu konfliktu. Niestety słabo zarysowany romans przewijający się w tej książce w żaden sposób nie wypełnił tej pustki, zwłaszcza że nie wszystkie postacie potrafiły zbudzić we mnie głębsze emocje i z większą uwagą śledziłem losy lepiej rozpisanych bohaterów Axela Greylarka (cichy MVP powieści) oraz Gelli Nattai wciąż poszukującej swojej drogi Jedi. Moje oczekiwania po pierwszej fazie Wielkiej Republiki, która mi się podobała, były nieco większe tak w stosunku do bohaterów jak i wyzwania stojącego przed Jedi, ale nadal uważam, że książka była dość satysfakcjonująca, rzadko wybijała się ponad wyżyny, ale też raczej nie schodziła zbyt długo na mielizny i oceniam ją na 7/10. Jesienią zaś następny tom autorstwa Lydii Kang, która oceny ma wyższe i czekam na jej polską premierę.

 


FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...