środa, 27 listopada 2024

RED ONE (2024) - RECENZJA FILMU

 

Świąteczna komedia familijna ze szpiegowskimi elementami w gwiazdorskiej obsadzie i z monstrualnym budżetem to miał być samograj. Dlaczego zatem Czerwona Jedynka to film w najlepszym razie przeciętny, o którym zapomina się od razu po wyjściu z kina?


Red One to film w reżyserii Jake’a Kasdana, twórcy Jumanji: Przygoda w dżungli i Jumanji: Następny poziom, a wcześniej kilku mniej lub bardziej udanych projektów komediowych np. Sekstaśma, Bad Teacher, Kwaśne pomarańcze oraz odcinków New Girl, Weird Loners, Ben and Kate, Californication. Za scenariusz odpowiadali Chris Morgan, najbardziej znany z pracy nad serią Szybcy i wściekli (od Tokyo Drift), a także Wanted: Ścigani, 47 roninów, Shazam! Gniew bogów oraz Hiram Garcia, który wcześniej napisał odcinek Młody The Rock i od wielu lat współprodukuje filmy z Dwaynem Johnsonem.


Muzykę skomponował Henry Jackman, mający na koncie produkcje takie jak Gray Man, obie części Tylera Rake’a, Jumanji i Kingsman, a także Kong: Wyspa Czaszki, Pokemon: Detektyw Pikachu, Kapitan Amryka: Wojna Bohaterów i Człowiek z Wysokiego Zamku. Autorem zdjęć był natomiast Dan Mindel, współpracujący często m.in. z J.J. Abramsem przy takich filmach jak Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy i Skywalker. Odrodzenie, Star Trek i Star Trek. W ciemność oraz Mission Impossible III, a poza tym choćby John Carter, Zoolander 2, Niesamowity Spider-Man 2, Kowboj z Szanghaju, Wróg publiczny.


Film osadzony jest w świecie, w którym za bezpieczeństwo i koegzystencję mitycznych istot oraz nieświadomych niczego ludzi odpowiada międzynarodowa organizacja MORA, zarządzana przez Zoe (Lucy Liu, znana choćby z ról w dwóch częściach Aniołków Charliego i Kill Billa, Kowboju z Szanghaju oraz seriali Elementary i Ally McBeal. Pod tajną organizację podlega m.in. kompleks na Biegunie Północnym, stanowiący siedzibę Świętego Mikołaja (J. K. Simmons, marvelowski J.Jonah Jameson z filmów o Spider-Manie, Omni-man z animacji Invincible, a w tym roku można go było zobaczyć w Saturday Night czy Juror #2), który wraz z różnorodną i wielogatunkową gwardią pomocników zapewnia dzieciom świąteczne prezenty pod choinką. Nieoczekiwany splot wydarzeń połączy losy szefa ochrony Świętego Mikołaja, Calluma Drifta (Dwayne Johnson, jaki The Rock jest każdy widzi i wie, w czym występował) oraz Niegrzeczniucha 4. poziomu,  czarnosieciowego hakera i specjalisty w odnajdowaniu rzeczy i ludzi, a przede wszystkim zwykłego cwaniaka Jacka O’Malleya (Chris Evans, Captain America himself), którzy będą musieli uratować święta.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Long story short: Święty Mikołaj dzień przed Wigilią zostaje porwany z bazy na Biegunie Północnym, a trop prowadzi do Jacka, który nieświadomy charakteru zlecenia, udostępnił porywaczom lokalizację bazy Mikołaja. Jack zostaje wynajęty przez dyrektor Zoe, aby odkupił winy i pomógł odnaleźć świętego, inaczej nici ze świąt. Za akcję poszukiwawczą odpowiada szef jednostki ELF, Callum, który bardzo niechętnie podejmuję współpracę z Jackiem. Śledztwo wykazuje, że za wszystkim stoi wywodząca się z islandzkich legend magiczna istota, trollica Gryla (Kiernan Schipka, czyli Sabrina z netflixowej adaptacji przygód małoletniej czarownicy, ostatnio można ją było widzieć w Twisters, Longlegs czy Hydraulicy z Białego Domu), która chce wykorzystać moc Mikołaja, żeby wszystkie niegrzeczne osoby spotkała na święta kara. Próbując ją powstrzymać, niedopasowany duet naszych bohaterów udaje się do krainy przyrodniego brata Mikołaja, Pana Mroku Krampusa (Kristofer Hivju, Tormund Zabójca Olbrzyma z Gry o Tron), który może im pomóc powstrzymać swoją dawną partnerkę…


Wątek familijny tego filmu, czyli trudne relacje Jacka z synem, Dylanem (Wesley Kimmel, bratanek Jimmy’ego prowadzącego jeden z popularniejszych amerykańskich late night talk-show) miał w zamyśle uczłowieczyć ten film i nadać mu emocjonalny wymiar zbliżający go do widza, ale mnie osobiście nudził i wybijał stereotypowością z tych nielicznych momentów, w których doceniałem lekki ton produkcji. Chris Evans w ostatnich latach stara się wyjść z grzecznego wizerunku Kapitana Ameryki i jest w porządku, ale rola ta niczym ciekawym się nie wyróżnia.

Stara się The Rock, który gra poważnego i zmęczonego ludzkością pomagiera oraz przyjaciela świętego Mikołaja, który zatracił zdolność do wiary w ludzi, ale przecież nie tego po Dwaynie oczekujemy. Chcemy efektownej akcji, w której The Rock odnajduje się najlepiej. Niestety akcja wpada w tandetne efekciarstwo, nie oferując widzowi ciekawych pomysłów. Zwykłe mordobicie urozmaicone jest wątpliwej jakości efektami specjalnymi, wizualnie nużąc widza, a nieco życia i zabawy było w scenie akcji Chrisa Evansa na początku filmu.

Kiernan Schipka gra przerysowaną postać i może nawet się dobrze bawiła na planie, ale mnie jej postać męczyła, w przeciwieństwie do najjaśniejszego punktu filmu, czyli Kristofera Hivju wcielającego się pod sporą ilością charakteryzacji demonicznego Krampusa. Autentycznie zabawny, na luzie i z fantazją, jako jedyny sprawiał, że uśmiechałem się na jego widok. Tym bardziej, że w polskim dubbingu niemal połowa jego linijek była po niemiecku, co nadawało dodatkowego komicznego wyrazu pasującego do jego postaci.

Podsumowując, Red One to leniwy i nijaki film przeznaczony dla młodszego odbiorcy, pełny naiwnych zagrywek i nieśmiesznych żartów. Przepalony budżet na średnie efekty specjalne i kontrakty kilku ekranowych gwiazd nie rekompensował średniego scenariusza pełnego klisz. Red One otrzymuje ode mnie 5/10 i jak ma się 12 lat to może się spodoba, mnie magia świąt nie urzekła, a dubbing był absolutnie fatalny (jedynie wielkie serduszko dla Krampusa, o nim bym obejrzał osobny film).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...