środa, 13 listopada 2024

BURZYCIELKA TWIERDZ (2024) - MARCIN ŚWIĄTKOWSKI - RECENZJA KSIĄŻKI

 
Trzeci tom serii Marcina Świątkowskiego o wojnie trzydziestoletniej, w której od siły wojska ważniejsza na polu bitwy jest magia, a tą główna bohaterka cyklu włada coraz lepiej. Burzycielka twierdz wraca do bardziej dynamicznej formy prowadzenia narracji bliższej Psom Pana.

Po względnie spokojnym drugim tomie, w którym większość czasu spędziliśmy w spokojnych Niderlandach albo lochach Wurzburga, tom trzeci znowu oferuje czytelnikowi wartką historię, w której śledzimy losy Katarzyny von Besserer-Thalfingen planującej odzyskanie rodzinnej schedy i wpisanie się na politycznej mapie Rzeszy.

Dołączywszy do młodych książąt Karola Ludwika oraz Ruperta Wittelsbachów zbierających armię celem odbicia z katolickich rąk Palatynatu i swej nadreńskiej ojcowizny, Katarzyna wraca do Niemiec z wyszkolonym oddziałem bitewnych eteromantów. Radą i pomocą służy jej były dominikanin Dominik Ibanez de Erquicia, który zdradzony przez swój zakon postanawia zemścić się na dawnych towarzyszach, ale przede wszystkim pragnie zaopiekować się dziewczyną.

Swój marsz rozpoczynają od Wurzburga, do niedawna stolicy samozwańczego Księstwa Różanego Krzyża, które po upadku profesora Andre’ego i jego magicznej bariery pogrążyło się w chaosie. Tam trafiają na Schenka, który do tego upadku się przyczynił. Po namowie pułkownika Hannova Katarzyna oszczędza jednak najemnika, który niegdyś ją zdradził, sama zaś wyrusza na wojnę, gdyż bez jej magicznej pomocy bracia Wittelsbachowie nie są w stanie efektywnie oblegać nadreńskich twierdz.


Jeśli dotychczas Katarzynę można było traktować jako Mary Sue, to teraz oficjalne przyjęła miano Mary Sue Skywalker, bo po odnalezieniu magicznej księgi „Moc jest w niej silna”. Na tym etapie można było się już nieco do tego przyzwyczaić i z drugiej strony dobrze, że została dokokszona tak, że nie ma czego zbierać z jej przeciwników. Naddatki potęgi nadrabia niedoborami charakteru, co czyni ją ciekawą postacią, której losy nie są nudne.

Niestety dużo mniej do roboty miał w tym tomie Dominik, który wpadł w rolę mentora, który bardzo szybko przestaje mieć kogoś, komu może mentorować i snuje się w bliżej nieokreślonym celu. Dla przeciwwagi z kolei Schenk przechodzi charakterologiczną przemianę, stając się postacią dojrzalszą i mniej samolubną, która zaczyna pomagać innym. Zdecydowanie na plus była znikoma rola Blanchefleur, przyjaciółki Katarzyny, która w drugim tomie irytowała mnie niepomiernie.

Ku mojemu zadowoleniu pociągnięto nieco wątek magii i rozbudowano świat o innych graczy na planszy, nadal jednak nie odkrywając wszystkich kart. Oczekiwałbym szerszego wpisania przedstawionej w książce sytuacji w wojnę, która zaczęła schodzić na drugi plan, a Gustaw Adolf i kardynał Richelieu oraz Habsburgowie nadal stoją jedynie jako straszaki w tleZastanawia mnie, jak te wszystkie wątki uda się połączyć i zawiązać w rzekomo ostatnim tomie kwadrylogii. Z pewnością jednak brakuje tu namacalnego antagonisty, z którym zmierzyć mogliby się nasi bohaterowie. Nie zaszkodziłoby, gdyby książki z tej serii były nieco bardziej opasłe i zawierały w sobie więcej barwnych postaci i intryg, bo autor udowodnił już, że potrafi, choć nadal jeszcze się uczy. 

Tak jak poprzedni tom, Burzycielka twierdz  była przyjemną lekturą niepozbawioną wad. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i z wielką chęcią posłuchałbym więcej o tym świecie. Burzycielka twierdz zgodnie z oczekiwaniami wykazała się większym dynamizmem narracyjnym niż Księstwo Różanego Krzyża, ale nie wykorzystała wszystkich atutów posiadanych w talii, dlatego ponownie oceniam ją na 6,5/10 i wypatruję czwartego tomu serii Psy Pana.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...