wtorek, 12 listopada 2024

MEGALOPOLIS (2024) - RECENZJA FILMU

 
Wielkie dzieło jednego z najbardziej zasłużonych filmowców w historii po dekadach hibernacji dojrzało do ujrzenia światła dziennego oraz skonfrontowania się z reakcją krytyków i publiczności. Dlaczego film spotkał się z tak chłodnym przyjęciem? Quo vadis, domine Coppola?


Megalopolis to film autorstwa Francisa Forda Coppoli (najbardziej znany z trylogii Ojca chrzestnego oraz Czasu Apokalipsy, na jego koncie znajdują się również Dracula z 1992 roku, Outsiderzy, Zaklinacz deszczu, Młodość stulatka,  a ostatnie filmu jak Tetro czy Twixt nie znalazły szerszego uznania). Twórca ten od wielu lat starał się zrealizować swój wymarzony projekt, lecz scenariusz bezowocnie czekał na zekranizowanie. Aby sfinansować powstanie filmu, Coppola sprzedał prywatną winnicę, finalnie musząc również opłacić dystrybucję filmu, gdyż nikt nie kwapił się wykładać pieniędzy na wątpliwą produkcję.


Za muzykę odpowiadał argentyński kompozytor Osvaldo Golijov, który nie ma zbyt bogatej filmografii i tworzył głównie na początku stulecia, a połowę jego filmów stanowią dzieła Coppoli, czyli Młodość stulatka, Tetro, Twixt (ostatnia kompozycja Golijova z 2011 roku), poza nimi m.in. Człowiek, który płakał i Przysięga. Za kamerą stanął Mihai Malaimare Jr. z Rumunii, który pracował przy ostatnich filmach Coppoli razem z Golijovem, ale w przeciwieństwie do muzyka w ostatnich latach miał kilka innych produkcji jak Mistrz, Krocząc wśród cieni, Delirium, Nienawiść, którą dajesz oraz Jojo Rabbit i serial Lakers: Dynastia zwycięzców.

Megalopolis, posiadające dopisek „baśń”, jest filmem ukazującym alternatywną wersję rzeczywistości, w której Stany Zjednoczone Ameryki jeszcze bardziej zaczerpnęły ze spuścizny antycznego imperium rzymskiego, a sam Nowy Jork stał się Nowym Rzymem. Mieszkańcy hołdowali rozrywkom i kulturze sprzed dwóch tysiącleci, tworząc barwny, choć dekadencki amalgamat.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

W filmie widzimy kilka wyraźnych osi konfliktu. Główny wątek stanowią losy Cesara Catilliny (Adam Driver, najbardziej rozpoznawalny dzięki roli w trylogii sequeli Star Wars, ponadto ostatnio można go było widzieć w Domu Gucci, Ostatnim pojedynku, Ferrari, Białym szumie czy Historii małżeńskiej), który jest genialnym architektem, wizjonerem i wynalazcą nagrodzonym nagrodą Nobla za opracowanie nowego, cudownego materiału, megalonu. Potrafi on ponadto zakrzywić czasoprzestrzeń i zatrzymać czas, co dostrzega jako jedyna Julia Cicero (Nathalie Emmanuel, najbardziej znana z roli Missandei w Grze o tron, ponadto ostatnie części Szybkich i wściekłych, Więzień labiryntu, Armia złodziei), córka burmistrza Franklina Cicero (Giancarlo Esposito, w tym roku choćby serial Dżentelmeni, MaXXXine czy Abigail, ostatnio również The Boys, The Mandalorian, Better Call Saul i Breaking Bad, a także nadchodzący Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat).

Pomimo iż Cesar Catillina jest zagorzałym przeciwnikiem politycznym i ideologicznym jej ojca, dziewczyna folgująca imprezowemu stylowi życia staje się asystentką, a później ukochaną Cesara, zafascynowana jego osobowością i przyświecającymi mu ideami. Między Catilliną a Cicero konflikt zasadza się zarówno na sporze o to, w jakim kierunku powinien zmierzać Nowy Rzym i w jaki sposób zagospodarować miejskie tereny, ale także na dawnym oskarżeniu Catilliny o doprowadzenie do śmierci jego żony, Sunny Hope (Haley Sims).

Kolejnym czynnikiem wpływającym na dynamikę w mieście jest wyścig o schedę po obrzydliwie bogatym Hamiltonie Crassusie III (Jon Voight, bogata kariera licząca ponad 100 ról, w tym np. w Jan Paweł II, Skarb narodów, Lara Croft: Tomb Raider, Pearl Harbor, Wróg publiczny czy Mission Impossible), wuju Catilliny finansującym w dużej mierze jego projekty i przedsięwzięcia. Władzę nad bankiem Crassusa pragnie przejąć jego potomek, Clodio Pulcher (Shia LeBeouf, ostatnio m.in. Ojciec Pio, Słodziak, Sokół z masłem orzechowym, Furia, Nimfomanka, Indiana Jones i królestwo kryształowej czaszki oraz przede wszystkim pierwsze części serii Transformers), ambitny, choć początkowo skrywający się za fasadą niekompetentnego i hedonistycznego bawidamka. Do gry wkracza jednak również kokieteryjna dziennikarka Wow Platinum (Aubrey Plaza, ostatnio choćby Agatha All Along, Biały lotos, Legion, Parks and Recreation), dawna kochanka Catilliny, którą poślubia omotany przez nią Crassus.


W tle natomiast prowadzona jest narracja obserwującego wszystko historyka w osobie szofera Catilliny, Fundi Romaine’a (Laurence Fishburne, seria Matrix i John Wick, seriale Hannibal, CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas czy Czarno to widzę oraz nadchodzący czwarty sezon Wiedźmina) oraz konflikt społeczny między biedotą Nowego Rzymu a arystokratami i oligarchami oraz niewydolność systemu, z którym zmierzyć się stara Catillina.

Osobiste wątki, animozje, intrygi i spiski przebrzmiałej elity mieszają się tu z treścią ambitniejszą, historiozoficznym rozważaniem o kondycji człowieka, społeczeństwa i kierunku w którym zmierza oraz spuściźnie, jaką zostawi. Niestety wszystko to przypominało rozgardiasz pomysłów i tematów, nad którymi autor nie zapanował. Film posiada kilka interesujących konceptów i nie ukrywam, że osadzenie go w tym konkretnym anturażu inspirowanym antycznym Rzymem było dla mnie intrygujące, wykonanie jednak pozostawiało wiele do życzenia. Rozmach, na jaki liczyłem, okazał się jedynie fasadą i pustą skorupą. Mnogość bohaterów i ich konwersacje prowadzone w postaci filozoficznych rozważań i przemów przeszkadzały w odbiorze, gubiąc uwagę widza starającego się zrozumieć bełkot rozplątać intelektualne węzły supłane przez Coppolę ustami przede wszystkim Adama Drivera.

W aspekcie postaci – początkowo Catillina i Cicero wydawali się intrygującymi jednostkami a aktorzy obdarzeni odpowiednią charyzmą przykuwali uwagę. Z czasem jednak nawet i oni zaczęli tracić ekranową werwę i impet. Przeciwwagą dla nich były kreacje Julii i Wow – pierwsza pokonała drogę od frywolnej trzpiotki unikającej odpowiedzialności za swoje dorosłe życie w kierunku dojrzałej, świadomej kobiety zaangażowanej w ideę większą od niej samej i wspierającą męża. Druga zaś, powodowana chorobliwą ambicją, coraz śmielej wchodziła w sferę finansjery, deprawując się coraz bardziej otaczającą ją zgnilizną.

Przerost formy nad treścią z jednej strony, a przerost treści nad formą z drugiej zaowocował przedziwną mieszanką, w której nawet warstwy audiowizualnej nie można szczególnie pochwalić. Część wizualnych konceptów, scenografii i kostiumów była interesująca, ale gubiła się momentami w poczuciu sztuczności i tandety. Zdjęcia Malaimare Jr. z rzadka tylko imponowały, a prosiło się to o więcej rozmachu i szaleństwa, z kolei sceny bardziej psychodeliczne były niezwykle nużące i nieciekawe. Tak samo w przypadku muzyki Golijova trudno ją uchwycić i określić, gdyż przechodziła nieomal nieobecna i nieangażująca widza w to, co działo się na ekranie. Podobnie aspekt ukazania dekadencji elity i jej pustego hedonizmu zaniknął gdzieś szybko mimo obiecującego początku, a sam seans nużył.


W Megalopolis jak w nieudanym wigilijnym barszczu – pływało zbyt dużo grzybów, a większość z nich była niejadalna. Doceniam ambicje autora i sięgnięcie po monumentalną kulturę antycznego Rzymu, filozofię Marka Aureliusza i podnoszenie ważkich kwestii. Film jednak nic by nie stracił, gdyby odchudzić go o połowę i przede wszystkim wręczyć przeleżały w szufladzie scenariusz komuś kompetentnemu do oszlifowania. Megalopolis miało w sobie wiele elementów składowych i punktów wyjścia, z których można byłoby poprowadzić ciekawą, oryginalną historię odmienną od współczesnej kinematografii, ale zabrakło Coppoli przede wszystkim umiaru, wyczucia widza i odwagi w odstąpieniu od swoich poprzednich współpracowników.

Podsumowując to wszystko jednak… nie jestem jakimś wielkim krytykiem Megalopolis. Tak, film to straszny bałagan i pomieszanie z poplątaniem, ale ma w sobie jakiś własny charakter, dzięki któremu trudno obok tego dzieła przejść obojętnie. Coppola poległ z kretesem, jednak szanuję go za postawienie na swoim i zrealizowanie tego filmu wedle własnych kryteriów. Megalopolis otrzymuje ode mnie ocenę 6/10 i tak jestem łaskawy, choć podejrzewam, że już nigdy do niego nie wrócę. Chyba że, tak jak w przypadku Ojca chrzestnego, ktoś nakręci serial o tym, jak powstawało Megalopolis.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...