Powracający z czwartym sezonem antologiczny serial „True Detective” tym razem przenosi nas na zimną Alaskę, a jego twórczyni – Issa Lopez – pokazuje nam skute lodem i śniegiem małe miasteczko Ennis, którym wstrząsa zagadkowa zbrodnia powiązana z morderstwem sprzed lat. Pogrążone w nocy polarnej miasteczko skrywa wiele tajemnic oraz konfliktów, tak społecznych jak i rodzinnych, które napędzają fabułę nawet bardziej niż rozwikłanie śledztwa.
Fabuła serialu dotyczy śledztwa
prowadzonego przez szefową lokalnej policji, Liz Danvers (dwukrotnie nagradzana
Oscarem Jodie Foster, nominowana w tym roku za rolę drugoplanową w „Nyad”) w
sprawie niewyjaśnionych okoliczności śmierci zespołu naukowców pracujących w pobliskiej
stacji badawczej oraz poszlak łączących tę sprawę z morderstwem lokalnej aktywistki
społecznej sprzed kilku lat. Apodyktyczna Danvers, wbrew własnej woli, łączy
siły z dawną podkomendną Evangeline Navarro (Kali Reis, dla której jest to
drugi występ ekranowy), z którą skonfliktowała się przed laty.
Poza śledztwem istotną rolę pełnią
również relacje zarówno na pierwszym jak i drugim planie – obie policjantki
mają swoje problemy osobiste: Liz zmaga się z nastoletnią pasierbicą Leah, własną
tragiczną przeszłością oraz niechęcią podwładnych lub przełożonych jak i
lokalnej społeczności, natomiast Evangeline musi poradzić sobie z opieką nad
popadającą w chorobę psychiczną siostrą oraz odnalezieniem siebie w obliczu
trapiących ją zjawisk z paranormalnego pogranicza. W tle zaś dostajemy rodzinne
perypetie Petera Priora, młodego i niedoświadczonego podwładnego Danvers, który nie
radzi sobie z łączeniem pracy w policji przy trudnej sprawie z rolą ojca i męża,
a także jego relację z ojcem Hankiem, również pracującym w policji. Innym wątkiem
przewijającym się na drugim planie jest problem lokalnej społeczności, która
cierpi wskutek działalności znajdującej się w Ennis kopalni zanieczyszczającej
wodę i glebę. Całość natomiast okraszona jest nimbem paranormalności, zjawisk
nadprzyrodzonych oraz widzenia lub słyszenia zmarłych związanego z wierzeniami rdzennej
ludności zamieszkującej Alaskę.
Serial zaczyna się od kilku dobrych
odcinków wprowadzających widza w ten alaskański mikrokosmos oraz relacje i
zależności miejscowej społeczności. Obserwujemy dwie silne kobiece bohaterki w
osobach Danvers i Navarro, które zmagają się tak ze sobą jak i ze śledztwem,
ale jeszcze bardziej ze swoimi osobistymi sprawami. Jodie Foster świetnie
odgrywa inteligentną, ale bezczelną i narzucającą swoją wolę innym oficer policji,
z czasem jednak odkrywamy również jej słabsze punkty i wrażliwość. Bohaterka
grana przez Kali Reis zmaga się z większą traumą, ale nie lubi pozostawać
bezczynna i preferuje aktywną postawę.
Wraz z upływem czasu serial jednak
wytraca zaangażowanie widza i nie potrafi zdecydować się, w którym kierunku
pójść – czy skupić się na aspekcie kryminalnym i tajemniczym czy też przenieść
ciężar na społeczno-kulturowy aspekt lub pozostać dramatem obyczajowym
policjantów i ich rodzin. W pewnych momentach zapomina całkowicie o tym
pierwszym, a finał serialu pozostawia widza z niedosytem lub nawet pewnym
rozczarowaniem. Osobiście serial angażował mnie na płaszczyźnie tajemnicy oraz
relacji do momentu, w którym akcja mocno przyspieszyła, a jeden z
drugoplanowych bohaterów musiał podjąć drastyczną decyzję odmieniającą jego
życie. Późniejszy sprint do finału i odkrycia tajemnicy targającej Ennis nie wywoływał
już większych emocji.
Wspomnieć należy ponadto o nieco bardziej gościnnych występach Fiony Shaw i Christophera Ecclestone’a, którzy poza Jodi Foster byli najbardziej rozpoznawalnymi aktorami biorącymi udział w przedsięwzięciu, jednak ich znaczenie w serialu było znikome. Stanowili jednak dwa bieguny dla głównych bohaterek – żyjąca na pustkowiu tajemnicza Rose Aguineau wykazywała się nieocenioną pomocą, zaś kapitan Ted Connelly, szef Danvers, utrudniał śledztwo i komplikował sytuację. Szkoda, że serial nie przewidział dla tych postaci większej roli i nie dał bardziej wykazać się utalentowanym aktorom.
Rozczarowaniem byłaby również
muzyka, jednak na moje uznanie zasługuje wykorzystanie aż dwóch utworów jednej
z moich ulubionych kompozytorek, Agnes Obel. Poza tym faktem jednak oczekiwałem
znacznie więcej.
Całość właśnie tak można podsumować –
serial obiecywał wiele i zaczynał bardzo solidnie, ale im dalej w tytułową „Krainę
Nocy” tym ciemniej. Serial otrzymuje ode mnie ocenę 7/10, not great not
terrible.





