środa, 31 grudnia 2025

RECENZENCKI ROZKŁAD JAZDY - STYCZEŃ 2026

 
Początek roku nie daje nam wytchnienia od konsumpcji popkultury, zarzucając nas sporą dozą filmowo-serialowego kontentu.











Filmowo zaczynamy już 1 stycznia od nasyconego namiętnością thrillera Pomoc domowa z Sydney Sweeney i Amandą Seyfried w rolach głównych, a także polskim Dzikim, historycznym dramacie kręconym z myślą o IMAX-ie z Tomaszem Włosokiem w tytułowej roli. Tydzień później zaś kolejny thriller z romansem w tle, mianowicie Dreams z Jessicą Chastain.











Kolejnego weekendu dostaniemy kontynuację filmu 28 lat później, czyli Świątynię kości, ponadto Jim Jarmush zaserwuje kolejny dramat, tym razem Father, Mother, Sister, Brother, a na Netflixie pojawi się akcyjniak Łup z Benem Affleckiem i Matem Damonem. W kinach zapremieruje również Greenland 2 z Gerardem Butlerem.











23 stycznia będziemy mogli wybierać między oscarowym kandydatem, czyli Hamnet od Chloe Zhao ze zdjęciami Łukasza Żala oraz polską produkcją Wielka warszawska o wyścigach konnych w Polsce przemiany ustrojowej po upadku komunizmu.











Na koniec miesiąca w kinach zagości wyczekiwany przez wielu inny oscarowy pretendent, czyli Wielki Marty z Timothee Chalametem w roli głównej i w reżyserii Josha Safdiego, a także nieprzewidywalny Good Luck, Have Fun, Don’t Die z Samem Rockwellem.



Wśród styczniowych seriali rozpoczynamy od Amadeusza na SkyShowtime o Wolfgangu Amadeuszu Mozarcie, kilka dni później wystartuje zaś drugi sezon docenionego serialu medycznego The Pitt (HBO MAX), dzień później zaś na Disney+ powróci z drugim sezonem ciepło przyjęty serial historyczny o londyńskim półświatku bokserskim Tysiąc ciosów.











Po latach Tom Hiddlestone powraca na Amazon Prime Video w drugim sezonie Nocnego recepcjonisty (11 stycznia), kilka dni później zaś na AppleTV+ Sir Idris Elba, świeżo pasowany na rycerza przez króla Karola, zawita z drugim sezonem Hijack. 19 stycznia na HBO MAX zagości wyczekiwany Rycerz Siedmiu Królestw, nieco mniejsza historia ze świata Gry o Tron o przygodach rycerza Duncana i jego giermka Jaja.











28 stycznia na AppleTV+ pojawi się z trzecim sezonem Shrinking (które muszę w końcu nadrobić), natomiast dawno niewidziany na rynku Marvel zaserwuje fanom serial Wonder Man z Yahyą Abdul-Mateenem II w tytułowej roli.











29 stycznia powrócą w czwartym sezonie Bridgertonowie, na koniec miesiąca na SkyShowtime dostaniemy dwie propozycje: The Death of Bunny Munro na podstawie powieści Nicka Cave’a z Mattem Smithem w roli głównej oraz szpiegowskie PONIES z Emilią Clark i Haley Lu Richardson osadzone w czasach Zimnej Wojny.



W giereczkowie posucha, nic nie przykuło mojej szczególnej uwagi, natomiast w książeczkowie kilka premier pod koniec miesiąca. 27 stycznia na półkach zagości Bestialska historia świata od Michała Waleszyńskiego-Lisa, zbiór 19 makabrycznych historii, jakie wydarzyły się na tym nienajlepszym ze światów. 28 stycznia czytelnicy otrzymają również biografię Janusza Rewińskiego pt. Siara. I nic nie jest jasne pokazującą tę barwną postać polskiej estrady i kinematografii przełomu wieków oraz przede wszystkim Absolucja od Jeffa VanderMeera, czwarty tom serii Southern Reach rozpoczętej powieścią Anihilacja, na podstawie której Alex Garland nakręcił film z Natalie Portman w roli głównej.



ŻYWY CZY MARTWY (2025) - RECENZJA FILMU

 

Kolejna historia z serii Na noże trafiła na Netflixa, a wraz z nią ekscentryczny detektyw powraca, by rozwiązać zagadkową sprawę śmierci proboszcza niewielkiej parafii. Czy trzecia odsłona przygód Benoita Blanca dorównuje pierwszej czy bliżej jej do tej drugiej?











Reżyserem i scenarzystą filmu jest Rian Johnson, znany między innymi z filmów Gwiezdne Wojny. Ostatni Jedi, Looper – Pętla czasu, Niesamowici Bracia Bloom oraz kilku odcinków Breaking Bad oraz napisanego przez siebie serialu Poker Face. Po bardzo ciepło przyjętym Knives out sprzedał prawa do stworzonej przez siebie franczyzy Netflixowi, dla którego zrealizował Glass Onion.



Muzykę skomponował kuzyn reżysera, Nathan Johnson, współpracujący z nim m.in. przy Knives out i Glass Onion oraz Poker Face i Looperze, ponadto Zaułek koszmarów, Don Jon czy Pan Corman. Autorem zdjęć był Steven Yedlin, również często współpracujący z Johnsonem m.in. przy Ostatnim Jedi, serii Knives out czy Poker Face.











RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

W filmie śledzimy losy młodego księdza, Juda (Josh O’Connor, w ostatnich latach m.in. Challengers, Lee. Na własne oczy, Emma czy The Crown), który przez biskupa Langstroma (Jeffrey Wright, w ostatnich latach m.in. The Last of Us, What if…?, Amerykańska fikcja czy świetna rola głosowa w tegorocznej grze Dispatch) zostaje wysłany do niewielkiej parafii, nad którą pieczę sprawuje niepodzielnie ekscentryczny i kontrowersyjny wielebny Jefferson Wicks (Josh Brolin, m.in. Thanos z MCU, ponadto seria Diuna, a także tegoroczne filmy Zniknięcia i Uciekinier).

Jud napotyka tam specyficzną społeczność zaangażowanej grupy wiernych znajdujących się pod wpływem kaznodziei, na którą składają się: parafialna sekretarka i gospodyni oraz organistka Martha (Glenn Close, której przedstawiać nie trzeba), miejscowy lekarz Nat (Jeremy Renner, m.in. Hawkeye z MCU), prawniczka Vera (Kerry Washington, m.in. Django, Ray, Skazany na wolność, Akademia Dobra i Zła) i jej przyrodni brat Cy (Daryl McCormack, m.in. Peaky Blinders, Powodzenia, Leo Grande, Twisters, Koło czasu), schorowana wiolonczelistka Simone (Cailee Spaeny, Priscilla, Obcy: Romulus, Civil War, Pierwsza dama, Devs) czy też próbujący odzyskać popularność pisarz science-fiction Lee (Andrew Scott, najbardziej znany z roli Jima Moriarty’ego w serialu Sherlock oraz Księdza we Fleabag, ponadto ostatnio choćby Ripley, Dobrzy nieznajomi, Mroczne materie).

Gdy podczas celebrowania mszy ginie wielebny Wicks, na miejscu zbrodni wraz z szeryf Geraldine Scott (Mila Kunis, m.in. Różowe Lata 70., Księga ocalenia, Czarny łabędź, Ted, Złe mamuśki czy Family Guy) pojawia się detektyw Benoit Blanc (Daniel Craig, poza rolą ostatniego Jamesa Bonda m.in. Lara Croft: Tomb Rider, Złoty kompas, Monachium, Dom snów, Dziewczyna z tatuażem), który wraz z księdzem Judem stara się rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa, winnego poszukując wśród najbliższych i najwierniejszych parafian zmarłego duchownego…











Z pewnością mocnym elementem filmu jest bardzo skrupulatnie i kompetentnie napisany scenariusz. Zagadka kryminalna wraz z jej czerwonymi śledziami, zwrotami akcji i fałszywymi poszlakami jest satysfakcjonująca, ale jeszcze lepsze jest poprowadzenie narracji, w której całą sprawę obserwujemy w znacznej mierze z perspektywy młodego księdza o trudnej przeszłości oraz konflikcie ze zmarłym, któremu w rozwikłaniu sprawy pomaga nieszablonowy detektyw. Żywy czy martwy to bardziej film Josha O’Connora niż Daniela Craiga, który pojawia się na ekranie dopiero w drugim akcie i pełni rolę niemal drugoplanową. Dla niektórych może to być co prawda wada filmu, ale pozwala to na inne rozłożenie akcentów filmu niż samo dociekanie „kto zabił?”.

Rian Johnson, który świetnie odnajduje się w gatunku „who done it?” i samodzielnie przywrócił ten rodzaj filmów współczesnemu kinu (przepraszam, Panie Branagh, takie są fakty), w pierwszym Knives out znacząco odświeżył skostniały gatunek, w drugim natomiast, czyli Glass Onion, dokonał ulubionej przez siebie dekonstrukcji (wielu fanów Gwiezdnych Wojen do tej pory nie może pozbierać się po Ostatnim Jedi), w trzeciej części wrócił zaś do bardziej klasycznej wersji, opierając swój film o narrację i bohaterów, wtykając do filmu w wielu momentach meta-narrację odnoszącą się do snucia opowieści, m.in. w kontekście religii.

Johnson zderza w tym filmie bohatera wierzącego, ale mającego swoje wątpliwości w postaci księdza Juda oraz ateistę mocno zakorzenionego w racjonalizmie, ale odnajdującego wartość zakorzenioną w samej istocie wiary, czyli detektywa Benoita Blanca, a ich niepozorne rozmowy o wierze, wyrzeczeniu i ideach stanowią interesujący dialog polegający na wzajemnej próbie zrozumienia, a nie przekrzykiwania się. Spina się to w interesującym wydźwięku filozoficzno-religijnym i przedstawia interesujący obraz duchowy.

Jak zwykle w filmach z tej serii udało się zebrać bardzo ciekawą obsadę wypełnioną gwiazdami wspieranymi interesującymi aktorami. Na pierwszy plan aktorskich ról z pewnością wybijają się Josh O’Connor, który emocjonalnie niesie cały film i w nim oraz jego udręczonym spojrzeniu zawiera się cały dramat. Dobrze partneruje mu aktorsko kontrastujący z nim Josh Brolin, którego charyzmatyczny kaznodzieja wykorzystujący słabość swych wiernych do własnych celów wybija się wyrazistością. Ciekawą kreację zaproponowała również Glenn Close, podkręcając dewocję swej bohaterki pałającej ogniem wiary i poczuciem misji. Nieco słabiej ze względu na ograniczoną rolę i czas ekranowy wypadli choćby Jeremy Renner czy przede wszystkim niewykorzystany według mnie Andrew Scott, a także stojący nieco z boku historii Daniel Craig, który w mojej opinii nie błyszczał tak, jak przyzwyczaił w poprzednich częściach.

Film broni się również warstwą audiowizualną, często operując grą cieni i światła podszytych przyjemną warstwą muzyczną. Kameralna sceneria wcale nie przeszkadza, a pomaga twórcom na małej przestrzeni skumulować bardzo wiele. Na plus nienachalny humor, na minus długi metraż, z którego można było pozbyć się kwadransa bez wielkiej straty fabularnej.











Podsumowując, Żywy czy martwy, film z serii Na noże, to zdecydowanie udana produkcja w dorobku jednego z moich ulubionych reżyserów oferującego wyraziste kino igrające często z widzem. Mocny scenariusz, ciekawa narracja i interesujący bohaterowie sprawiają, że film ogląda się z przyjemnością i jest on tylko nieznacznie gorszy w mojej opinii od pierwszej części serii. Żywego czy martwego oceniam na 7,25/10 i śmiało mogę polecić do obejrzenia, sam zaś czekam na kolejne części serii.



poniedziałek, 29 grudnia 2025

MINISTRANCI (2025) - RECENZJA FILMU

 
Zdobywca głównej nagrody na Festiwalu Filmowym w Gdyni zyskał uznanie krytyków i publiczności, prezentując świeże podejście do tematu wiary wśród młodzieży. Jak wypadli Ministranci w oczach emerytowanego ministranta i lektora odznaczonego Orderem Złotego Trybularza?











Reżyserem i scenarzystą jest Piotr Domalewski, twórca młodszej fali polskich filmowców, mający na swoim koncie m.in. seriale Wzgórze psów i Sexify oraz filmy Hiacynt, Cicha noc, Jak najdalej stąd.











Autorem muzyki jest Wojciech Urbański (seriale Aniela, Porządny człowiek, Będziemy mieszkać razem, Infamia, Układ oraz Ultraviolet czy Hiacynt). Za zdjęcia odpowiadał Piotr Sobociński Junior, należący do niezwykle zasłużonej dla polskiej kinematografii rodziny (brat Michał kręcił ostatnio Chopin, Chopin!), syn Piotra, wnuk Witolda, mający na koncie m.in. takie filmy jak Kos, Hiacynt, nowe Wesele, Boże ciało, Wołyń, Bogowie, a wkrótce również nadchodzącą ekranizację Lalki.











RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film opowiada nam historię młodego Filipa (Tobiasz Wajda), który wraz z trójką przyjaciół ze szkoły: Guccim (Bruno Błach-Baar), Kurczakiem (Mikołaj Juszczyk) i jego młodszym bratem, Małym Kurczakiem (Filip Juszczyk) wspólnie w ich parafii służą do mszy. Dzieciaki poważnie podchodzą do swoich obowiązków, obserwując jednocześnie niesprawiedliwość otaczającego ich świata oraz niedoskonałość Kościoła. Gdy są świadkami, gdy ich proboszcz (Sławomir Orzechowski) oddaje wizytatorowi z kurii biskupiej i rekolekcjoniście (Tomasz Schuchardt) fundusze ze zbiórki na potrzeby ubogich parafian, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce.

Montują przy konfesjonale kamerkę i nagrywają spowiedzi członków ze wspólnoty, by wyselekcjonować tych, którym pomoc jest najbardziej potrzebna. Okazuje się jednak z czasem, że nie tak łatwo odstąpić od tego procederu, a młodzieńcy coraz bardziej angażują się w problemy lokalnej społeczności, nie tylko niosąc pomoc, ale wymierzając również karę tym, którzy na to zasługują. Filip stara się przede wszystkim pomóc koleżance z klasy, Dominice (Daria Kalinchuk), sam jednak nie ma łatwo z pogrążoną w depresji i alkoholizmie matką (Kamila Urzędowska).



Ministranci w swej istocie starają się uchwycić prawdziwą małomiasteczkową Polskę z prawdziwymi ludźmi i ich problemami, a pokazują nam to wszystko oczami nastoletnich dzieci. Film nie stara się przytłoczyć widza szarością życia w Polsce, ale próbuje zarazić optymizmem chęci czynienia dobra nawet jeśli generuje to wiele problemów i metody nie są najodpowiedniejsze. Przeniesienie perspektywy widza na dzieci jest jednym z mocniejszych elementów narracji, pozwalający na nieco więcej naiwności scenariuszowej niż zazwyczaj, a jednocześnie dostarczający ciekawego impulsu do refleksji nad naszym światem i społeczeństwem. Z drugiej strony to w scenariuszu, momentami naciąganym i opierającym się na uproszczeniach oraz kliszach, można upatrywać słabszego elementu tej produkcji.

Bezapelacyjnie film poległby, gdyby obsadzone w prominentnych rolach dzieci nie udźwignęły ciężaru ról, zwłaszcza główny bohater. Warto zauważyć, że cała czwórka to filmowi debiutanci, a jedynie Bruno Błach-Baar jako syn Kamili miał doświadczenie przed kamerą, grając pomniejszą rolę w serialu Projekt UFO. Nawet jeśli czasem w ich grę aktorską wkradała się nuta fałszu i teatralności, to były to incydentalne przypadku, a w perspektywie całości filmu wypadali bardzo naturalnie. Pochwalić tu należy również scenarzystów za umiejętne pisanie ról dziecięcych i realistyczne przedstawienie scen m.in. w szkole oraz posiłkowanie się adekwatnym językiem.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Tobiasz Wajda (nic mi nie wiadomo, aby był z tych Wajdów), który skupia na sobie aspekt dramatyczny filmu i swoim występem sprzedaje tragizm młodego człowieka zmuszonego do szybkiego dojrzewania, zmagającego się z rozczarowaniem dorosłymi i ich autorytetem i polegającego na swojej wierze.

Warto też odnotować, że sam film nie sili się na demonizowanie religii i Kościoła jako takiego, a pokazuje raczej ułomność ludzi i niedoskonałość instytucji bez epatowania utartymi łatkami przypinanymi do księży. Zauważa pewne problemy i w roli osądzających nas jako społeczeństwo stawia dzieci pozbawione cynizmu i nienawiści.











Podsumowując, Ministranci to szczery, urzekający prostotą film, który nawet jeśli potyka się momentami i cierpi na niedostatki scenariusza, to czyni to z naturalnością i sympatią. Wczuwamy się w stan emocjonalny tych dzieciaków i kibicujemy im w ich walce z niesprawiedliwością. Film, często zestawiony na kontrastach, dostarcza widzowi zarówno dramatyzmu jak i komedii, dlatego Ministrantów oceniam na solidne 7/10 i polecam obejrzeć oraz ocenić samemu. Amen.



czwartek, 25 grudnia 2025

ZAPOWIEDŹ FILMÓW I SERIALI - ROK 2026

 

W 2026 roku fanów popkultury czeka wiele ciekawych produkcji, dlatego postanowiłem przygotować swoje zestawienie najbardziej oczekiwanych filmów i seriali, kolejność zazwyczaj przypadkowa.



Wśród filmów z gatunku superbohaterskiego czeka nas kilka głośnych produkcji, przede wszystkim Avengers: Doomsday, Supergirl: Woman of Tomorrow oraz Spider-man: Brand New Day. Najbliżsi mojemu sercu są oczywiście marvelowscy Mściciele, ale obawiam się trochę o ten projekt. MCU w ostatnich latach nie napawał przesadnym optymizmem, choć moja opinia w tym temacie i tak była łagodniejsza od "internetowego konsensusu". Mam nadzieję, że Bracia Russo mają konkretny plan, a nie są tylko strażakami na ratowanie wyniku, nie pomaga jednak brak szerszej podbudowy w uniwersum pod ten film. Po cichu liczę, że z Supergirl zaprzyjaźnię się bardziej niż z Supermanem, wydaje się bowiem, że przygody Kary Zor-El będą miały nieco więcej charakteru niż to, co zaserwował nam James Gunn. Najbardziej spokojny jestem o Spider-mana, ale też przyznaję, że nie grzeje mnie on tak bardzo emocjonalnie póki co...




Jeśli chodzi o przygody w kosmosie to najciekawiej zapowiada się intrygujący Project Hail Mary z Ryanem Goslingiem i liczę, że nie okaże się takim niewypałem, jakim był tegoroczny Mickey 17. Film obiecuje dostarczyć całej palety emocjonalnych i wizualnych doznań. Mam nadzieję, że uda się również duetowi Favreau-Filoni dowieźć projekt Mandalorian i Grogu, bo po trzecim sezonie entuzjazm fandomu mocno podupadł. Dobrze by było, żeby Star Warsy znowu rozgościły się w kalendarzu kinowym i odbudowywały stojącą na rozdrożu markę...


Z kina blockbusterowego o nieco większych artystycznych ambicjach na moim radarze znajdują się m.in. nowy film Stevena Spielberga pt. Disclosure Day z Emily Blunt, intrygująca The Bride! w reżyserii Maggie Gyllenhaal, imponująca Odyseja Christophera Nolana oraz przede wszystkim ukochana Diuna: Część 3 od Denisa Villenueva. Ta ostatnia nadal utrzymuje dzień premiery dzielony z Avengersami, więc szykuje nam się Dunesday!

 





Polskim rodzynkiem w tym serniku będzie dla mnie ekranizacja Lalki w doborowej obsadzie.



Na liście rezerwowej wśród honorowych wyróżnień znajdują się natomiast takie filmy jak: Werewulf od Roberta Eggersa, nowa Narnia od Grety Gerwig, a także nieco bardziej popcornowe produkcje jak Mortal Kombat 2, Masters of the Universe i Street Fighter. Czekam również na Toy Story 5, sequel do Zabawy w pochowanegoMichaela czyli biografię króla popu, enigmatyczny Digger z Tomem Cruisem czy Przygody Cliffa Bootha od Quentina Tarantino. Interesują mnie ponadto artystyczne Hamnet od Chloe Zhao (zdjęcia Łukasza Żala) oraz Wartość sentymentalna od Joachima Triera (muzyka mojej ulubionej Hanny Raniszewskiej).


Dużo trudniej przewidywać w kwestii seriali, bo okres promocyjny w tej gałęzi przemysłu jest znacząco skrócony względem kina i wobec większości tych produkcji nie mieliśmy jeszcze zwiastunów czy plakatów lub nawet orientacyjnych dat premier. Jest tu jednak kilka głośnych powrotów uniwersów, na które bardzo liczę.

HBO MAX jak zwykle szykuje kilka potężnych bangerów: w uniwersum Gry o Tron dostaniemy Rycerza Siedmiu Królestw oraz trzeci sezon Rodu Smoka, powracają też nasi milusińscy z Euforii. W DC najgłośniejszym serialem ma być kryminał Lanterns, powinniśmy otrzymać również drugi sezon przyjętego z mieszanymi odczuciami Diuna: Proroctwo




Netflix zasypie widzów pierdyliardem seriali, z których większość jest dla mnie ciężkostrawna. Jest tu jednak kilka perełek, na które czekam, a także kilka guilty-pleasure, które dają mi fun. Do tych pierwszych należy bez wątpienia Niebieskooki samuraj, top animacji Netflixa obok Arcane, a od drugiego sezonu nie oczekuję niczego mniej. Czekam również na powrót serialowego uniwersum Dżentelmenów. Pewną trudną do zrozumienia sympatię żywię zaś do absurdalnego One Piece, w przeciwieństwie do drugiego sezonu Avatar: Airbender, który również nadchodzi. Mówi się również, że piąty, ostatni sezon Wiedźmina może pojawić się pod koniec 2026 roku… Z innych wartych uwagi produkcji można zwrócić uwagę na drugi sezon The Beef, a także East of Eden czy His and Hers.

 




Na Disney+ szykuje się o oczywiście kilka produkcji Marvela, przede wszystkim powracający z drugim sezonem Daredevil: Born Again oraz nowe seriale takie jak Wonder Man i Vision Quest. Bardzo czekam również na drugi sezon Paradise, a z Odległej Galaktyki mamy otrzymać animowany serial o Darth Maulu pt. Shadow Lord. Powrócą też prawdopodobnie z kolejnymi sezonami takie produkcje jak The Bear, Zbrodnie po sąsiedzku czy A Thousand Blows.

 





Amazon Prime Video szykuje solidne uderzenie, m.in. czwarte sezony Invincible i Legendy Vox Machiny, a także piąty, ostatni sezon The Boys. Ponadto Spider-Noir, drugi sezon Nocnego recepcjonisty oraz nieco bardziej enigmatyczne nadchodzące produkcje jak Carrie czy Blade Runner 2099.

 



Na mojej krótkiej liście nie znalazło się nic ze SkyShowtime a także AppleTV+, Ci drudzy jednak dostarczą niewątpliwie spore grono wartych uwagi seriali, m.in. Lucky z Anyą Taylor-Joy, Margo's Got Money Troubles z Elle Fanning, czwarty sezon Teda Lasso, drugi sezon Monarch: Legacy of Monsters, a także prawdopodobnie kontynuacje Slow Horses, Silosu, For All Mankind czy Sugar, żadnego jednak z tych seriali nie oglądałem…

 


niedziela, 14 grudnia 2025

PREDATOR: BADLANDS (2025) - RECENZJA FILMU.

 

Najnowszy film ze współdzielonego uniwersum Predatora i Obcego, w którym tym razem to kosmiczny łowca jest głównym bohaterem, spotkał się z pozytywnym przyjęciem, ale średnim wynikiem finansowym. Jaki jest nowy Predator?











Reżyserem filmu jest Dan Trachtenberg, który zaczynał poważną karierę w 2016 roku od Cloverfield Lane 10 oraz odcinka Czarnego lustra, później zaś m.in. zanotował po pierwszym odcinku pierwszego sezonu The Boys oraz The Lost Symbol, by zwrócić uwagę publiki w 2022 roku filmem Predator: Prey. Poprzednim jego projektem był animowany Predator: Killer of killers. Przy scenariuszu poza Trachtenbergiem pracował ponadto Patrick Aison (odcinki Miasteczka Wayward Pines, Kingdom, Jacka Ryana, Treadstone, Last Light oraz film Predator: Prey).











Autorem zdjęć do filmu był Jeff Cutter dość regularnie współpracujący z Trachtenbergiem, ponadto kręcił m.in. odcinek Severance czy filmy Eli, W śnieżną noc, Po prostu żyj. Muzykę skomponował duet Sarah Schachner (znana m.in. z gier Assasssin’s Creed: Origins oraz Valhalla, Anthem, nowych części Call of Duty: Modern Warfare i Prey) oraz Benjamin Wallfisch (w ostatnich latach m.in. Predator: Killer of killers, Until Dawn, Wolf Man, Kraven: Łowca, Obcy: Romulus, Twisters, Flash czy It: Welcome do Derry)











RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

W filmie śledzimy losy Deka (Dimitrius Schuster-Koloamatangi, seriale Jonah, The Panthers, Far North), przedstawiciela rasy Yautja (powszechnie znanych jako Predatorzy), który jest wyrzutkiem we własnym klanie, traktowanym jako ten gorszy ze względu na słabsze warunki fizyczne. Jedynym wsparciem dla Deka jest jego starszy brat, Kwei (ciało Michaela Homika, głos Stefana Grube). Gdy ich ojciec Njohrr (ciało Reuben de Jong, głos Dimitrius Schuster-Kolomatangi) rozkazuje, by Kwei zabił Deka, ten sprzeciwia się ojcu, a Dek wysłany zostaje na zabójczą planetę Genna, gdzie zapolować ma na niezwykle niebezpiecznego stwora, Kaliska.

Deka spotyka twarde lądowanie i natychmiast zapoznaje się z brutalnością tego świata, gdzie wszystko jest śmiertelnym zagrożeniem. Młody łowca musi nauczyć się improwizować i radzić sobie dzięki swej zaradności i determinacji. Na swej drodze spotyka nieoczekiwanego sojusznika, uszkodzonego syntetyka korporacji Weyland-Yutani, rozgadaną Thię (Elle Fanning, ostatnio m.in. Wartość sentymentalna, Kompletnie nieznany, serial Wielka czy gra Death Stranding 2: On the Beach), której zadaniem miało być badanie fauny niegościnnego świata. Pozbawiona w ataku Kaliska dolnej części sztucznego ciała Thia staje się użytecznym narzędziem dla Deka, który nosi ją niczym plecak, a do kompanii trafia również uratowany małpowaty stworek Bud (Ravi Narayan). Nie wszystko jest jednak takie, jak opowiada Thia, a ich śladem rusza jej bliźniacza syntetyczna siostra, Tessa, obdarzona mniej pacyfistycznym oprogramowaniem…

Dek będzie musiał zapolować nie tylko na najgroźniejszą znaną bestię, ale zmierzyć się również z syntetyczną armią Weyland-Yutani, po drodze tworząc patchworkową rodzinę lub inaczej mówiąc swój własny klan.


Scenariusz filmu opiera się na dość prostych założeniach i przewidywalnych twistach, nie stanowi to jednak znaczącego problemu, bo kreuje angażujący świat silny właśnie swą prostotą. Dek jest solidnym protagonistą, który mierzy się z ogranymi już problemami, ale nie w kontekście serii Predator, gdzie takiego bohatera jeszcze nie mieliśmy. Mnie postać odgrywana przez Nowozelandczyka Dimitriusa Schustera-Koloamatangi kupiła cechami, o które zazwyczaj nie podejrzewamy przedstawicieli jego rasy. Był to zatem powiem świeżości w cierpiącej na kreatywny zastój marce.

W moim odczuciu dobrze uzupełniała go również ekstrawertyczna Elle Fanning, która przełamywała mrukliwość i zdystansowanie emocjonalne głównego bohatera. Rozumiem jednak, że niektórym ten dysonans mógł nie przypaść do gustu, choć trudno mieć tu zarzuty do samej Fanning, która odgrywała podwójną, zróżnicowaną charakterologicznie rolę. Przy okazji tej postaci pojawia się również element disneyowatości, czyli zwierzęcy kompan, który według niektórych nie pasuje do tego filmu, dostarczając niepotrzebnego komizmu – mi osobiście nie przeszkadzało to jakoś szczególnie, choć nie był to mój ulubiony element filmu.

Z pewnością produkcja broniła się fajnym klimatem groźnej planety, dobrymi zdjęciami (zwłaszcza krajobrazy i dalekie plany wyglądały imponująco zważywszy na stosunkowo mniejszy budżet), niezłą, wpadającą w ucho muzyką i solidnymi efektami specjalnymi (choć momentami widać było pewne niedociągnięcia, zwłaszcza w tych najbardziej bombastycznych momentach). Film był też dość brutalny, a z braku ludzkich bohaterów twórcy mogli się pokusić o wymyślne sekwencje pełne widowiskowej (nawet zbyt przegiętej w trzecim akcie) akcji.

Największy problem filmu mam właśnie z trzecim aktem, zbyt szybko przeskakującym fabularnie i prowadzonym pospieszną narracją, stawiającym na widowiskowość bardziej niż na dobre pisanie bohaterów. Więcej emocjonalnego zaangażowania wyciągnąłem na pewno z pierwszej połowy filmu, w drugiej nie czerpałem już takiej przyjemności z seansu.











Podsumowując, Predator: Badlands nie każdemu przypadnie do gustu, a choć ogólnej publice się podobał, to hardkorowych fanów uniwersum może odrzucić pewnymi rozwiązaniami fabularnymi. Ja bawiłem się całkiem dobrze, choć rozrywka to była dość prosta i raczej niezbyt wysokich lotów. Z miłą chęcią jednak powrócę do tej serii przy kolejnej okazji, a Predator: Badlands oceniam na solidne 6,75/10 i zachęcam, by dać mu szansę, gdy wpadnie na streaming.



FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...