Romantyczny horror science-fiction z Anyą Taylor-Joy i Millesem Tellerem w rolach głównych? Nie trzeba mnie dłużej namawiać! AppleTV+ zaserwował widzom ciekawie zapowiadającą się opcję na Walentynki, jednak czy film spełnił oczekiwania?
Reżyserem
filmu The Gorge (pol. Wąwóz) jest Scott Derrickson, autor takich filmów jak
Egzorcyzmy Emily Rose, Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia, Doktor Strange
czy ostatnio Czarny telefon. Scenariusz napisał natomiast Zach Dean, który nie
ma zbyt bogatego doświadczenia, a całą jego filmografię stanowią: Deadfall, 24
godziny po śmierci, Wojna o jutro oraz Szybcy i wściekli 10.
Za muzykę odpowiadał uznany duet Atticus Ross i Trent Reznor, których dokonania muzyczne przedstawiałem przy okazji ubiegłorocznych Challengers czy serialu Shogun. Operatorem był Duńczyk Dan Laustsen, który jest autorem zdjęć do takich filmów jak Braterstwo wilków, Liga Niezwykłych Dżentelmenów, Silent Hill, druga, trzecia i czwarta część Johna Wicka oraz nominowanych do Oscara Kształtu wody i Zaułku koszmarów.
Film
opowiada o dwójce snajperów rozlokowanych w wieżach strażniczych po dwóch
stronach tajemniczego wąwozu, którzy bez nawiązywania kontaktu ze sobą oraz
światem zewnętrznym bronić muszą świata przed tym, co z wąwozu chce wyjść.
Rodzi się między nimi nie tylko uczucie, ale również ciekawość, jaka tajemnica
skrywa się w osnutej mgłą dolinie pod nimi…
Głównym
bohaterem filmu jest Levi (Milles Teller, najbardziej znany z filmów Whiplash,
Fantastyczna Czwórka, Rekiny wojny, Tylko dla odważnych, Top Gun: Maverick),
elitarny snajper, który odszedł z amerykańskiego wojska i prowadzi życie
„wolnego strzelca”, jednak coraz trudniej mu znieść stres związany z
wykonywanym zawodem. Zostaje zwerbowany przez Bartholomew (Sigourney Weaver,
której przedstawiać nie trzeba) do mającej trwać przez rok tajnej misji.
Równocześnie poznajemy Drasę (Anya Taylor-Joy, ostatnio m.in. Furiosa, Wiking,
Gambit królowej, The Menu czy Ostatniej nocy w Soho), litewską zabójczynię na
zlecenie Kremla, córkę byłego członka KGB Erikasa (William Houston, Wednesday,
Ostatni pojedynek, Starcie Tytanów, Sherlock Holmes), która również zostaje zwerbowana do tajemniczej misji.
Od
swojego poprzednika, J.D. (Sope Dirisu, Kulawe konie, Gangi Londynu, Mroczne
materie, Humans), Levi dowiaduje się, że jego zadaniem jest pilnowanie z zachodniej
wieży strażniczej za pomocą rozbudowanego systemu zabezpieczeń, by nic nie
wydostało się z wąwozu. Walka ta trwa ponoć od zakończenia II wojny światowej,
kiedy to ponad politycznym podziałem niegdysiejsi sojusznicy z Zachodu i
Wschodu, pomimo Zimnej Wojny, w milczeniu współpracowali, by zapewnić ludzkości
bezpieczeństwo przed czyhającym na dnie wąwozu zagrożeniem. Nie tylko kontakt
ze światem zewnętrznym jest ograniczony, ale również „sąsiadom” z dwóch wież
nie wolno się kontaktować. Drasa jednak, pozbawiona wojskowej dyscypliny, źle
znosi tego typu zakazy i nawiązuje relację z Levim, która stopniowo przeradza
się w uczucie, gdy dwójka zagubionych na odludziu snajperów znajduje wspólny
język, spędzając czas na patrolowaniu, randkowaniu mimo dzielącego ich dystansu
i zabijaniu stwórów próbujących wspiąć się po stromych skałach na powierzchnię…
Wąwóz
najlepszy był dla mnie na etapie budowania relacji między bohaterami –
wycofanym i stoickim, nieco melancholijnym ex-marine, który próbuje stłumić w
sobie prześladujące go demony związane z zabijaniem ludzi oraz czarującą,
bardziej emocjonalną i żywą post-sowiecką snajperką, która wyrusza na misję
mając świadomość, kiedy jej chory na raka ojciec odbierze sobie życie. Różne
charaktery, ten sam zawód i chemia między postaciami, pozwalająca naturalnie rozwijać
się ich specyficznej relacji. Bratnie dusze, które po latach pracy i setkach
zabitych osób dopadają wyrzuty sumienia. No i sympatycznie patrzyło się na
dwójkę głównych aktorów w tych rolach, gdy Drasa uczyła Levi’ego grać w szachy,
a Levi rewanżował się tym w kontekście gry na perkusji. Ten element znajdował
się w scenariuszu, zanim do filmu zaangażowano Taylor-Joy oraz Tellera i oboje
starali się wpłynąć na reżysera, by pozbyć się tej sceny, jednak Derricksona
niezwykle bawiło to przypadkowe nawiązanie do ich przełomowych ról, czyli Beth
Harmon w Gambicie królowej oraz Andrew Neimana w Whiplashu.
Niestety
film gubił mnie w trzecim akcie, gdy dwójka naszych bohaterów zmuszona jest do
zejścia na dno wąwozu oraz stoczenia walki na śmierć i życie z przebywającymi
tam istotami. Odkrywają oni sekret kryjący się za tym miejscem i czar tajemnicy
pryska, a finał filmu wpada w przewidywalne koleiny wypełnione bezmyślną,
średnio zrealizowaną akcją. Oczekiwałem czegoś więcej po tej historii i
zapowiadała się bardzo obiecująco, od pewnego momentu jednak zaangażowanie w tę
opowieść zaczęło spadać – więcej można było wymagać od scenariusza, zabrakło
też w filmie innych postaci, z którymi nasi bohaterowie mogliby wchodzić w
interakcje.
Z drugiej strony film obfitował w przyjemną muzykę, czy to melancholijną kompozycję oryginalną Reznora i Rossa, czy wykorzystując kilka świetnie pasujących utworów jak Spitting Off the Edge of the World zespołu Yeah, Yeah, Yeahs, Blitzkrieg Bop od The Ramones, All Along The Watchtower w wykonaniu Devlina (czyli cover piosenki nikogo innego jak Boba Dylana) oraz I Feel Love (Every Million Miles) autorstwa The Dead Weather. Do tego Dan Laustsen zapewnił całkiem ładne i klimatyczne zdjęcia (większość filmu kręcono w urokliwej Norwegii), na uwagę zaś zasługuje tranzycja wizualna między „powierzchnią” a tym, jak wyglądało dno wąwozu utrzymane w oniryczno-horrorowym klimacie. Chciałoby się po prostu filmu z lepszym scenariuszem, z ciekawszym montażem, z większą ilością „mięsa” w scenach akcji, z jakimkolwiek interesującym drugim planem aktorskim, z lepiej zarysowanym złoczyńcą.
Podsumowując, Wąwóz to proste i niezobowiązujące kino zgrabnie łączące kilka gatunków i starające się zabawić widza, choć im dalej w las tym robi się ciemniej. Charyzmatyczni bohaterowie starają się jak mogą wyciągnąć z historii coś więcej, bowiem potencjał filmu nieco niweczy średni scenariusz. Piękni ludzie i ładne widoczki oraz przyjemna muzyka sprawiają jednak, że można przymknąć oko na kilka głębszych dziur logicznych i mało satysfakcjonujący finał. The Gorge dostanie ode mnie ocenę 6,5/10, bawiłem się całkiem nieźle ale też oczekiwania były ciut większe. Publiczność jest jednak w miarę zadowolona, a Wąwóz stał się największą premierą filmu oryginalnego w historii platformy streamingowej AppleTV+.








































