sobota, 27 kwietnia 2024

CIVIL WAR (2024) - RECENZJA FILMU

Studio A24 w ostatnich latach urosło do rangi jednego z najważniejszych producentów filmów artystycznych i zaangażowanych, jednocześnie oferujących widzom, poza przesłaniem i wartościami audio-wizualnymi, również solidną rozrywkę przy zachowaniu małych budżetów. Superprodukcja A24 (50 mln budżetu to ogromny wydatek jak na standardy studia) wzięła na tapet wewnętrzną sytuację polityczno-społeczną w dzisiejszej Ameryce poprzez pokazanie perspektywy korespondentów wojennych i była zapowiadana jako jeden z najważniejszych filmów roku.



Reżyserem i scenarzystą filmu Civil War jest Alex Garland, uznawany za bardzo interesującego twórcę dużego kina niezależnego, skręcającego często w kierunku science-fiction. Brytyjski autor takich filmów jak Ex Machina (2014), Anihilacja (2018), Men (2022) czy serialu Devs tym razem stworzył dzieło dotyczące hipotetycznej wojny domowej w Stanach Zjednoczonych, spoglądając na amerykańskie podwórko z perspektywy zza atlantyckiego płotu.

Film opowiada o pogrążonej w wojnie domowej Ameryce, w której część stanów ogłosiła secesję od federalnego rządu prezydenta i kraj podzielił się na cztery obozy: prezydenckich lojalistów oraz walczące z nimi Siły Zachodnie, Sojusz Florydzki oraz Sojusz Kalifornii i Teksasu. Tak skonstruowane przez Garlanda podziały (jak połączenie antagonistycznie nastawionych do siebie Kalifornii i Teksasu) miało na celu oderwanie interpretacji filmu od współczesnych podziałów i ideologii panujących na amerykańskiej scenie politycznej, a sam twórca chciał widocznie zdystansować się od popierania partii Demokratów i Republikanów. Przyczyna konfliktu również nie została klarownie wyjaśniona, przedstawiono jedynie tło wojny domowej i spotykające się z oporem i niezadowoleniem społeczeństwa decyzje prezydenta USA.



Civil War to kino drogi opowiadające o podróży czwórki dziennikarzy z Nowego Jorku do Waszyngtonu, do którego zbliżają się wojska secesjonistów. Korespondenci agencji prasowej Reuters: fotoreporterka Lee (Kirsten Dunst, znana z trylogii filmów Spider-Man, Melancholii, Zakochanego bez pamięci, Wywiadu z wampirem czy też ostatnio z Psich pazurów, za które otrzymała oscarową nominację) oraz dziennikarz Joel (Wagner Moura, znany najbardziej z roli Pablo Escobara w netflixowym serialu Narcos) wyruszają w podróż do stolicy USA, które niedługo będzie musiało stanąć w obliczu oblężenia ze strony zbuntowanych wojsk celem zrobienia wywiadu z prezydentem USA (Nick Offerman, najbardziej rozpoznawalny z roli Rona Swansona w sit-comie Park and Recreations, seriali Devs lub Fargo, a ostatnio z epizodycznej roli Franka w The Last of Us nagrodzonej Emmy za występ gościnny). Zabierają ze sobą starszego i doświadczonego dziennikarza Sammy’ego (Stephen McKinley Henderson, znany z pomniejszych ról filmowych w Manchester by the Sea, Lady Bird, Płoty, serialu Devs czy ostatnio z Bo się boi oraz Diuny), dla którego podróż na linię frontu w okolicach Charlottesville może być ostatnią zawodową okazją do relacjonowania działań wojennych. Do ich grupy dołącza nieoczekiwanie młoda i początkująca fotoreporterka Jessie (Cailee Spaeny, mająca na koncie role w Pacific Rim, Źle się dzieje w El Royale, Ze względu na płeć, Vice, Devs czy ostatnio w serialach Mare z Easttown i Pierwsza dama oraz grająca tytułową Priscillę z 2023 roku), która zapatrzona w swoją idolkę Lee zmierzyć musi się z własną naiwnością i niedoświadczeniem oraz horrorem wojny.


Film łączy w sobie zarówno zagłębienie się w tragizm wojny domowej, kiedy kraj rozdzierany jest wewnętrznym konfliktem i z każdej strony grozi Ci niebezpieczeństwo, bo nigdy nie wiesz, kto uzna Cię za wroga oraz ukazanie specyficznej perspektywy osobistej korespondentów wojennych, wypranych z emocji i empatii, których zadaniem jest relacjonowanie przebiegu wydarzeń i którzy zamiast w pierwszym odruchu pomagać, chwytają za aparaty fotograficzne. Garland nie mówi nic odkrywczego w temacie wojny domowej, ale dodanie do tego elementu tych właśnie konkretnych bohaterów nadaje seansowi nieco innej perspektywy i pozwala widzowi zobaczyć to i interpretować we własnym zakresie, niekoniecznie narzuconym przez optykę bohaterów.

Interesującym aspektem jest również zestawienie ze sobą bohaterek Lee i Jessie jako osi narracyjnej filmu. Lee, zimna suka i profesjonalistka w swoim fachu staje się dla młodej Jessie mentorką, choć sama wykazuje już oznaki nihilistycznego wypalenia zawodowego. Jej młodsza towarzyszka stopniowo doświadcza na własnej skórze dylematów i niebezpieczeństwa związanego z tą drogą kariery, a widz obserwuje, jak z roztrzęsionej, rozemocjonowanej dziewczyny zaczynającej karierę fotoreporterki staje się chłodną, pozbawioną wcześniejszych emocji kobietą realizującą swój cel, poprzez swoje zdjęcia biernie relacjonującą otaczającą ją rzeczywistość.

Z plusów filmu z pewnością należy wymienić obsadę aktorską, zwłaszcza w pełnej napięcia scenie z Jessem Plemonsem. Niezaprzeczalnym atutem filmu jest warstwa audio-wizualna oraz wykorzystanie dźwięku oraz jego braku, momentami dokumentalistyczne podejście w operowaniu obrazem i atmosfera obserwowania ważnych wydarzeń na ich pierwszym froncie.



Z minusów filmu można wymienić trochę zbyt szybko poprowadzony trzeci akt, w którym nagle wpadamy w sam środek bitwy i obserwujemy, jak nasi bohaterowie idą w pierwszym rzędzie tuż za plecami lub niemal bok w bok z prowadzącymi ofensywę żołnierzami. Ten właśnie element burzył nieco poczucie realizmu, który wcześniej film bardzo starał się zbudować i zmuszał widza do silnego zawieszenia niewiary dyktowanego przez imperatyw narracyjny pokazania na ekranie historycznego momentu. Po zastanowieniu zaakceptowałem pomysł bardzo oględnego zarysowania konfliktu pokazywanego na ekranie, które początkowo nastręcza dużo pytań i wątpliwości. W czasie seansu jednak wielokrotnie wracają podświadome myśli, że „to by pewnie tak się nie potoczyło” i nie jest to duża wada, wszak jest to pewna artystyczna wizja autora, w której anty-wojenne przesłanie jest najważniejsze i niektórzy mogą mieć problem ze śledzeniem narracji bez zadawania sobie pytań „dlaczego?” i „jak?”.

Civil War jest filmem niepozbawionym wad, ale z pewnością wywołującym w odbiorcy szereg emocji i przemyśleń oraz stawiającym pytania bez jasnej odpowiedzi. Widowisko robi na widzu wrażenie, czasami poświęcając realizm dla stojącej za nim idei, ale trzyma w napięciu do końca, zwłaszcza jeśli poczujemy sympatię do bohaterów, których drogę obserwowaliśmy. Ważny film, który warto zobaczyć na dużym ekranie, ale nie tak rewolucyjny, jak można było oczekiwać przed premierą. Z pewnością będzie jednym z oscarowych kandydatów i zajmie wysokie miejsce w tegorocznych rankingach. Oceniam Civil War na 8/10 i zainteresowanych nieco ambitniejszym kinem korespondującym z napiętą sytuacją za Atlantykiem zachęcam do obejrzenia. Przede wszystkim jednak odpowiedzcie sobie na pytanie, jakie mógłby Wam zadać bohater grany przez Jessego Plemonsa: „Jakiego rodzaju Polakiem jesteś?”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...