wtorek, 23 kwietnia 2024

SHOGUN (2024) - RECENZJA SERIALU

 "Shogun" wyprodukowany przez stację FX dla platformy Disney+ przenosi nas do XVI-wiecznej Japonii, gdzie wątły pokój między klanami i potężnymi feudałami wisi na włosku, a z fascynującą japońską kulturą zderza się ta europejska. Intrygi, zdrady, honor, śmierć, miłość, wiara, poświęcenie, odmienność oferowane nam na pięknej wysublimowanej tacy, na której sztuka przeplata się z naturalizmem i brutalnością, a wyraziste postaci lawirują w labiryncie uczuć, ambicji i powinności.



Showrunnerami serialu była para Rachel Kondo i Justin Marks – dla tej pierwszej był to debiut, natomiast jej towarzysz pracował jako scenarzysta przy takich produkcjach jak Top Gun: Maverick (2022) czy Księga Dżungli (2016). Serial jest drugą adaptacją powieści amerykańskiego pisarza Jamesa Clavella z 1975 roku, bowiem w 1980 roku powstał ikoniczny dla starszego pokolenia mini-serial z Richardem Chamberlainem i Toshiro Mifune. Produkcję sprzed 44 lat pamiętam jak przez mgłę, a książki Clavella jeszcze nie czytałem, toteż nową wersję oceniam całkowicie jako dzieło stojące na własnych nogach.

Akcja serialu osadzona jest w 1600 roku i inspirowana jest luźno prawdziwymi losami angielskiego żeglarza Williama Adamsa, który jako pierwszy Anglik przybił do japońskiego brzegu na holenderskim galeonie Liefde i stał się doradcą na dworze szoguna Ieyasu Tokugawy. W serialu obserwujemy Japonię u schyłku okresu Azuchi-Momoyama, który nastał po okresie Sengoku (walczących prowincji), czyli trwającego trzy dekady procesu jednoczenia kraju po obaleniu szogunatu Ashikaga.


Realną władzę nad Japonią sprawuje wówczas Rada Regencyjna w imieniu małoletniego dziedzica zmarłego Taiko (w rzeczywistości Hideyoshi Toyotomi, drugi z trzech jednoczycieli Japonii), ale wśród pięciu regentów panują nastroje nieufności. Ambicje feudałów pchają ich do politycznych rozgrywek, tymczasowych sojuszy i zdrad w imię władzy, bogactwa, ale również religii. Japonia znajdowała się bowiem, zwłaszcza jej południowo-zachodnie prowincje, pod rosnącym wpływem katolicyzmu szerzonego przez zakon jezuitów oraz portugalskich kupców posiadających wówczas monopol na handel i kontakty polityczne w tym rejonie świata. Europa targana wówczas była religijnymi konfliktami. Protestanckie kraje Anglii i Holandii walczące z hiszpańsko-portugalskim podziałem świata dokonanym traktatami z Tordesillas i Saragossy dążyły do przełamania monopolu i otwarcia handlu z Dalekim Wschodem. 

W 1600 roku do wybrzeży Japonii przybija holenderski okręt Erasmus, jedyny z liczącej pięć statków ekspedycji. Garstce ocalałych żeglarzy przewodzi angielski nawigator John Blackthorne (Cosmo Jarvis, dla którego była to pierwsza większa rola w dużej produkcji), który pojmany zostaje przez japońskiego feudała Yabushige Kashigiego (Tadanobu Asano, znany z filmów o Thorze, Battleship: Bitwa o Ziemię czy nominowanego w 2009 roku do Oscara za film nieanglojęzyczny Czyngis-chana, w którym grał tytułową rolę). 

W pełniącej rolę stolicy Osace (formalnie nominalną stolicą ze względu na urzędującego tam cesarza było Kioto) dochodzi do rozłamu w Radzie Regencyjnej, której członkiem jest Yoshi Toranaga (Hiroyuki Sanada, obecnie najbardziej rozpoznawalny na Zachodzie japoński aktor, znany ostatnio z takich filmów jak John Wick 4, Bullet Train, Mortal Kombat, Avengers: Endgame, 47 Roninów, Ostatni samuraj czy seriali Zagubieni lub Westworld). Toranaga, potężny władca Kanto, wdaje się w konflikt z innymi regentami, przede wszystkim z posiadającym plebejskie pochodzenie Ishido Kazunarim (Takehiro Hira, znany choćby z serialu Monarch: Legacy of Monsters czy filmów Gran Turismo i Snake Eyes: Geneza G.I. Joe).

Z rozkazu Toranagi John Blackthorne trafia do Osaki, gdzie zostaje wplątany w intrygę mającą skłócić przeciwnych Toranadze regentów, z których dwóch jest katolikami i aby przypodobać się Kościołowi dąży do uwięzienia i egzekucji angielskiego protestanta. Na dworze Toranagi Blackthorne poznaje Mariko Todę (Anna Sawai, znana z Szybkich i wściekłych 9, Pachinko i Monarch: Legacy of Monsters), żonę jednego z wasali Toranagi, która zostaje tłumaczem Blackthorna i jego nauczycielką japońskich zwyczajów. Dzięki fortelowi i pomocy Blackthorna Toranadze udaje się uciec z Osaki, a angielski nawigator, jego tłumaczka i potężny feudał zostają połączeni przeznaczeniem, gdy Japonia po raz kolejny zmierza do wojny domowej, z której wyłoni się nowy szogun…


Mocnym punktem serialu są dobrze napisane, wyraziste postacie. Stoicki i przebiegły Yoshi Toranaga, który z kamienną twarzą zręcznie tka sieć wielopoziomowych intryg. Nieokrzesany i porywczy John Blackthorne, który niczym ryba wyrzucona na brzeg walczy o przetrwanie w zupełnie obcej kulturze. Mariko Toda, złamana przez życie i pogrążona w głęboko skrywanym smutku, skonfliktowana wewnętrznie między swoją chrześcijańską wiarą a służbą Toranadze. Charyzmatyczny Hiromatsu Toda (Tokuma Nishioka), najstarszy i najbardziej doświadczony sojusznik Toranagi. Brutalny, zabawny, zafascynowany śmiercią i lawirujący między stronnictwami Yabushige, starający się uzyskać z konfliktu wielkich panów jak najwięcej dla siebie. Szorstki i nieuprzejmy, ale honorowy i bohaterski mąż Mariko Hirokatsu Toda zwany Buntaro (Shinnosuke Abe). Tajemnicza i złowieszcza Ochiba  no kata (Fumi Nikaido), matka dziedzica Taiko starająca się pociągać za sznurki w Osace, którą łączy niejednoznaczna przeszłość z Mariko. Ojciec Alvito (Tommy Bastow), jezuicki ksiądz realizujący misję zleconą przez Kościół, lecz uczciwy i sprawiedliwy wobec Blackthorna pomimo religijnych różnic. Hiszpański żeglarz na służbie Portugalczyków Vasco Rodrigues (Nestor Carbonell), który choć na trzecim planie, idealnie swoim humorem i żywiołowością ekranową przebijał zbyt nadmuchany balon politycznych intryg i powagi.

Do niezaprzeczalnych plusów serialu należy warstwa kostiumowo-scenograficzna. Produkcja FX stoi na bardzo wysokim poziomie pod względem wizualnym, zarówno pejzaże jak i pomieszczenia wyglądają imponująco, tak jak wszelkie kostiumy i rekwizyty używane na planie i nadające realizmu. Twórcy dołożyli wszelkich starań (m.in. pełniący również funkcję producenta Hiroyuki Sanada), aby jak najwierniej odwzorować realia epoki, włącznie z archaiczną wersją języka japońskiego. Pod względem produkcyjnym trudno się do czegokolwiek przyczepić, a całość robi wielkie wrażenie jakością i tworzy wspaniały klimat feudalnej Japonii.

Kolejnym genialnym aspektem jest zderzenie cywilizacji obserwowane oczami Blackthorne’a, traktowanego przez Japończyków jak barbarzyńca, który choć przydatny, stanowi dla Japończyków również pewne kuriozum swoim zachowaniem i usposobieniem tak różnym od japońskich zwyczajów. Blackthorne obserwuje zupełnie inny świat, diametralnie różny do tego, co widział w Europie i zmuszony jest do podejmowania gry, której reguł nie zna. Stopniowo jednak obserwuje i uczy się nowej kultury, zaczyna rozumieć idee i koncepty kierujące życiem otaczającym go ludzi oraz znaczenie rozbudowanego systemu symboli. Do końca pozostaje jednak nieokrzesanym żeglarzem, a nie szlachetnym dyplomatą i to jest element, który może nieco przeszkadzać w odbiorze jego postaci. Blackthorne pokazuje momenty głębszego charakteru i wielowarstwowości jego postaci, ale cały czas pozostaje w kontraście do przybierających wiele masek Japończyków prosty i nieskomplikowany. Brak wyraźnego rozwoju postaci w drugiej połowie serialu może stanowić pewne rozczarowanie, choć dla mnie w pewien sposób nadrobił zaległości kilku odcinków w finale.

Na wyróżnienie w mojej opinii zasługuje większość japońskiej obsady, która świetnie zaprezentowała się na ekranie. Hiroyuki Sanada jako dostojny Toranaga swoją ekranową prezencją przykuwał pełnię uwagi widza, podobnie jak Anna Sawai swoją charakterologiczną złożonością i subtelnością połączoną z siłą. Ponadto ogromną sympatią pomimo mniejszych ról darzyłem Hiromatsu, Yabushige i Rodriguesa, którzy ożywiali każdą scenę, w której występowali. Szkoda, że trochę więcej przestrzeni do zagrania nie dostali antagoniści serialu, czyli Ishido oraz Ochiba no kata, ale to niemalże niezauważalne rysy na świetnej produkcji.


Jednym z głównych zarzutów, jakie mogę wysunąć w stronę serialu jest problem z tempem w drugiej połowie. Cały serial charakteryzuje się dość wolno prowadzoną akcją, w której bez pośpiechu rozgrywa się mnóstwo zakulisowych rozgrywek, a soczyste rozmowy wypełniają czas ekranowy. Precyzyjnie wymierzone momenty podbudowanej wcześniej rozmowami i konfrontacjami bohaterów akcji podbijały stawkę i tempo serialu w odpowiedni sposób. Z czasem jednak narracja znacząco zwolniła, gdy intryga gotowała się bardzo powoli, a widz z niecierpliwością czekał na rozwój wypadków i eskalację konfliktu. MINOR SPOILER ALERT. **Sam finał z kolei, w oczekiwaniu widzów zmierzający do wielkiej sceny batalistycznej rozładowującej w epicki sposób nagromadzone od wielu odcinków napięcie, wbrew domniemaniom był spokojny i wyciszony, a zapowiedziana bitwa jeszcze się nie wydarzyła i nadal obserwowaliśmy ciszę przed burzą. Mimo to finał bardzo mi się podobał ze względu na swój poetycki wydźwięk. Dla wielu może być jednak rozczarowaniem.**

Podsumowując, serial Shogun z 2024 roku jest kapitalnym widowiskiem przypominającym osadzoną w feudalnej Japonii Grę o tron, ale nie epatuje wulgarnością, nagość w tym serialu jest sporadyczna a brutalność nie jest wymierzona w szokowanie widza, lecz pokazuje w naturalistyczny sposób realia tamtych czasów i bezwzględność ludzkiej natury oraz odmienności kulturowej. Perspektywa trójki głównych bohaterów niezwykle bogato oddaje historię dyfuzji kultur, bowiem każde z nich skonstruowane jest w inny sposób – od stosunkowo prostego Blackthorne’a, poprzez złożoną charakterologicznie Mariko do wielowarstwowego i skomplikowanego Toranagi dążącego po trupach wrogów i przyjaciół do celu. Oceniam Shoguna na 8,5/10 i w mojej opinii będzie to z pewnością jeden z najlepszych seriali tego roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...