środa, 24 kwietnia 2024

FALLOUT (2024) - RECENCJA SERIALU

 

Serial Fallout już po materiałach promocyjnych zapowiadał się jak ostra jazda bez trzymanki w bezwzględnym, groteskowym świecie post-apo, w którym absurd goni absurd w walce o przeżycie. Amazon udowodnił niejednokrotnie, że potrafi stworzyć dzieło wykraczające poza standardowe ramy utartych schematów. Miałem jednak wątpliwości, czy pod względem fabularnym dowiozą tym razem i czy nie będzie to przerost formy nad treścią. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, w Falloucie wszystko świetnie się spięło w całość.


Amazon w ostatnich latach przystąpił do solidnej serialowej ofensywy i wypuszcza rocznie kilka wysokobudżetowych produkcji przykuwających widza czy to znanym uniwersum, czy to ciekawą oprawą. W tym przypadku zagrały te obie nuty, bowiem otrzymaliśmy serial osadzony w post-apokaliptycznym świecie znanym z serii gier komputerowych Fallout (w żadną nie grałem i serial będę oceniał samodzielnie). Showrunnerami serialu był duet Geneva Robertson-Dworet (pracująca wcześniej jedynie nad scenariuszami do Tomb Raidera z 2018 oraz Captain Marvel z 2019 roku) oraz Graham Wagner (znany z pracy nad amerykańskim The Office, Portlandią czy Doliną Krzemową), choć dużą rolę odgrywał jeszcze Jonathan Nolan (brat Christophera Nolana, współautor scenariuszy do jego filmów takich jak trylogia Mrocznego Rycerza, Interstellar, Prestiż czy Memento oraz twórca seriali Person of Interest oraz Westworld).

Serial osadzony jest pod koniec XXIII wieku w realiach post-apokaliptycznych. Dwieście lat przed akcją Fallouta w wyniku wojny atomowej większość ludzkości zginęła. Niedobitki zamieszkujące powierzchnię planety musiały zmagać się z niesprzyjającymi warunkami egzystencji oraz zmutowaną fauną, a przede wszystkim rywalizować o przetrwanie z innymi przedstawicielami własnego gatunku homo sapiens. Niewielu było szczęściarzy, którzy w momencie atomowych bombardowań schronili się w kryptach firmy Vault-Tech.


W serialu obserwujemy pięć zasadniczych wątków z perspektywy czwórki bohaterów. Żyjąca od urodzenia pod bezpiecznym kloszem Krypty nr 33 chroniącej ją przed niebezpieczeństwami powierzchni Lucy MacLean (Ella Purnell, znana wcześniej głównie z seriali Arcane, Star Trek: Prodigy oraz Yellowjackets) decyduje się opuścić schron i ruszyć na poszukiwanie porwanego ojca, nadzorcę Krypty 33 Hanka MacLeana (Kyle MacLachlan, znany z Diuny z 1984 roku, Miasteczka Twin Peaks i Twin Peaks oraz Gotowych na wszystko). Na swej drodze spotyka naukowca Wilziga (Michael Emerson, kojarzony przede wszystkim z seriali Zagubieni, Person of Interest, Imię róży, Evil), który wraz z psem przemierza Pustkowia z misją dostarczenia rewolucyjnej technologii do kobiety, która porwała ojca Lucy.

Naukowca Wilziga poszukuje również Bractwo Stali, militarno-fanatyczna organizacja dążąca do dominacji nad Pustkowiami w myśl idei rządów silnej ręki, która gromadzi artefakty starego świata i upadłej cywilizacji. Wysyłają jego tropem grupę rycerzy wyposażonych w ikoniczne pancerze wspomagane zapewniające im wielką siłę, wytrzymałość oraz zdolność latania. W misji tej udział bierze giermek Maximus (Aaron Moten, dla którego jest to pierwsza większa rola w dużej produkcji), towarzyszący rycerzowi Titusowi. Maximus, który przez innych rekrutów oraz członków Bractwa Stali był szykanowany i dręczony, otrzymuje szansę drastycznej odmiany swego losu, gdy przejmuje pancerz swego rycerza i chce samodzielnie wypełnić misję.

Na tropie szmuglującego technologię naukowca jest również Ghul (Walton Goggins, mający na koncie bogatą karierę i szereg charakterystycznych ról drugoplanowych w takich filmach jak Django, Tomb Raider, Nienawistna Ósemka, Ant-man and the Wasp, Predators, czy serialach jak Invincible, Justified, The Unicorn, Vice Principals, Świat Gliniarzy) – przemieniony przez promieniowanie nieumarły kowboj, jeden z najlepszych łowców nagród na Pustkowiach. Pozbawiony empatii przez 200 lat ciężkiego, brutalnego nie-życia w zniszczonym świecie Ghul jako wytrawny rewolwerowiec potrafi w pojedynkę zmasakrować całe miasteczko, gdy ktoś stanie mu na drodze do celu.

Tym ciekawsza jest to postać, gdy regularnie otrzymujemy jego retrospekcje z czasów przed wybuchem wojny atomowej, kiedy był aktorem Cooperem Howardem. To właśnie jego oczami obserwujemy, jak superkorporacja Vault-Tech – której amerykański rząd oddał zadanie przygotowania społeczeństwa do atomowej zagłady – tworzy system krypt i monetyzuje apokalipsę. Cooper bowiem, którego żona piastowała prestiżowe stanowisko w kadrze zarządzającej Vaul-Tech, zaangażowany był w marketing prowadzony przez korporację.

Ostatnim z wątków poruszanych w serialu jest śledztwo prowadzone przez Norma (Moises Arias), młodszego brata Lucy, który po tym, jak ich krypta została zaatakowana i ojciec uprowadzony odkrywa, że całe ich skryte pod ziemią społeczeństwo osnute jest tajemnicą i pod warstwą szlachetnych ideałów czai się mrok, a w nim wielka konspiracja.



Główna oś fabularna Fallouta polegająca na poszukiwaniu macguffina oraz przypadkowym wpadaniu na siebie głównych bohaterów nie jest najmocniejszym elementem serialu, a jej przewidywalność i pretekstowość mogłaby znużyć widza, jednak działa ona zaskakująco dobrze w tym absurdalnym, barwnym świecie. To kreacja świata przedstawionego oraz budowanie jego historii w tym szerokim, ale również wąskim kontekście lokalnych społeczności oraz bohaterów drugo i trzecioplanowych sprawia, że wierzymy w to, co dzieje się na ekranie. A dzieje się dużo dziwnych, popierdolonych akcji w stylu najlepszej rozwałki, jaką Amazon karmi nas w ostatnich latach serialami takimi jak The Boys czy Invincible.

Bohaterowie są stosunkowo prości, ale sympatyczni i kibicujemy im nawet jeśli popełniają głupstwa, a ich zachowaniu brakuje logiki. Bo świat, w którym żyją lub do którego trafiają nie jest logiczny i charakteryzuje się nieprzewidywalnością i bezwzględnością. Naiwna Lucy, przesadnie optymistyczna i szlachetna, musi zmierzyć się z brutalnym światem na powierzchni, gdzie wszyscy tylko czekają, aż popełnisz błąd i dasz się wykorzystać. Poszukujący prawdziwego domu Maximus, który chce wierzyć w ideały swojej organizacji, ale zmuszony jest udawać kogoś, kim nie jest, by osiągnąć swój cel i wywalczyć pozycję, która pozwoli mu wyrwać się ze stanu wiecznego poniżenia. Sceptyczny Norm, który bez typowego dla innych krypciarzy optymizmu i entuzjazmu podchodzi do życia, starający się dociec prawdy stojącej za fasadowością idei krypt i rozwikłać mroczną tajemnicę. Zdecydowanie najbardziej angażującą postacią był Ghul vel Cooper Howard, który w podwójnej roli miał najwięcej do zaprezentowania na ekranie. Dualizm charakteru Coopera, złamanego przez wojnę, utratę bliskich i swą odmienność wyrzutka, który wcześniej był gwiazdą Hollywood przebywającą na salonach show-biznesu w najciekawszy sposób pokazuje dynamizm narracji przyjętej w serialu.


Scenariusz mógł być lepszy i w mniejszym stopniu oparty o wygodne przypadki oraz imperatywy narracyjne zmuszające bohaterów do konkretnych głupich zachowań lub chroniące bohaterów przed tychże konsekwencjami. Finał można było poprowadzić nieco mniej pospiesznie i melodramatycznie, dając widzowi lepiej wchłonąć nagromadzenie akcji i zwrotów fabularnych, a całość podeprzeć nieco lepszym aktorstwem nadającym bohaterom więcej głębi. Muzyka Ramina Djawadiego mogła być lepsza, bo ten kapitalny twórca przyzwyczaił nas do świetnych kompozycji i pamiętnych soundtracków, a już drugi raz w tym roku po Problemie trzech ciał rozczarowuje. Są to jednak pomniejsze uwagi niknące w świetnie zrealizowanej całości serialu, który od początku chwyta widza w swój żelazny uścisk pancerza wspomaganego i zmusza go od obejrzenia możliwie jak najszybciej.

Fallout zaskoczył mnie swoją jakością. Spodziewałem się dobrej zabawy, ale serial przerósł moje oczekiwania. Serial oceniam na 8/10 i czekam na zapowiedziany już kolejny sezon.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...