Monumentalne kino minionej epoki zostało wskrzeszone przez Brady’ego Corbeta w postaci Brutalisty prezentując blaski i cienie powojennej imigracji do Stanów Zjednoczonych i amerykańskiego snu, łącząc to zarazem z artystycznym ujęciem współczesnej myśli architektonicznej. Czy oscarowych faworyt jest tak dobry, jak o nim mówią?
Reżyserem filmu jest Brady Corbet, który dał się poznać publice jako twórca Vox Lux z Natalie Portman, a karierę filmową zaczynał od aktorstwa, występując między innymi w 24 godziny, Simon Zabójca, Turysta, Eden czy Fru! Jest także współautorem scenariusza, przy którym pracowała również Mona Fastvold, kolaborująca wcześniej z Corbetem przy The Sleepwalker, Dzieciństwo wodza i Vox Lux.
Za muzykę odpowiadał Daniel Blumberg, kompozytor niezbyt doświadczony, mający na koncie w zasadzie tylko jeden film pełnometrażowy, czyli Świat, który nadejdzie autorstwa Mony Fastvold. Autorem zdjęć do filmu był Lol Crawley, angielski operator znany z takich produkcji jak Biały szum, Ludzie, Diabeł wcielony, Vox Lux, Dzieciństw wodza, Mandela: Droga do wolności, Weekend z królem czy seriale Utopia oraz The OA.
Film
opowiada o losach fikcyjnego architekta żydowsko-węgierskiego pochodzenia László
Tótha, który w wyniku II wojny światowej zostaje rozdzielony ze swoją żoną i po
doświadczeniu życia w obozie koncentracyjnym udaje mu się dostać do Ameryki,
gdzie próbuje ułożyć sobie życie na nowo oraz sprowadzić do Stanów
Zjednoczonych ocalałą z holocaustu żonę. Osadzony głównie w latach 50. i 60. XX
wieku film pokazuje odbrązowioną wersję powojennej emigracji ocalałych z
Europy, którzy musieli mierzyć się z najcięższymi pracami i społecznym
ostracyzmem.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Laszlo
Toth (Adrien Brody, najbardziej znany z nagrodzonej Oscarem roli Władysława
Szpilmana w Pianiście, ale także Grand Budapest Hotel, Asteroid City, O północy w Paryżu, King Kong,
Cienka czerwona linia czy epizodyczne role Poker Face, Peaky Blinders, Sukcesji)
ocalały z obozu w Buchenwaldzie, trafia w końcu do Ameryki, gdzie zostaje
przyjęty przez swego kuzyna Attilę (Alessandro Nivola, ostatnio choćby Kraven
Łowca, W pokoju obok czy Amsterdam), który wraz z katolicką żoną prowadzi w
Pensylwanii małe studio meblowe. Attila przyjmuje Laszlo i daje mu pracę, gdy
zgłasza się do nich Harry Lee van Buren (Joe Alwyn, Faworyta, Harriet, Rodzaje
życzliwości), syn niezwykle bogatego przedsiębiorcy, który chce wyremontować
bibliotekę ojca w ich rezydencji. Daje to szansę Laszlo znowu wykazać się jako
architekt i projektant, w rodzinnych Węgrzech był bowiem cenionym twórcą.
Zaskoczony
niespodzianką Harrison Lee van Buren Senior (Guy Pearce, Memento, Wehikuł
czasu, Hrabia Monte Christo, The Hurt Locker. W pułapce wojny, Jak zostać
królem, Prometeusz, Iron Man 3, Opowieść wigilijna) początkowo wygania ze swej
posiadłości pracujących na zlecenie syna robotników, co kończy również
współpracę Laszlo z kuzynem. Po jakimś czasie jednak van Buren docenia pracę
Totha i zaprasza go do siebie na przyjęcie, podczas którego oferuje mu wybudowanie
w lokalnym miasteczku wielkiego centrum kultury poświęconego pamięci matki van
Burena, a zaprzyjaźniony z nim prawnik obiecuje pomoc w ściągnięciu do Ameryki żony
Totha, Erzsébet (Felicity Jones, Inferno, Łotr 1, Teoria wszystkiego) oraz jego
siostrzenicy, Zsófii (Raffey Cassidy, Biały szum, Vox Lux, Zabicie świętego jelenia,
Kraina jutra).
Rozpoczyna
się nowy etap w życiu Totha, gdy dołącza do niego ukochana żona oraz przez
wiele lat stara się zrealizować ogromny projekt, gdy nie tylko los ale i
nieprzychylni mu ludzie wciąż rzucają kłody pod nogi, a jego relacja z
benefaktorem rozwija się w nieoczekiwanym kierunku…
Brutalista
stara się być filmem kompletnym i na ponad trzy i pół godzinnym metrażu
zmieścić w sobie całą paletę wątków i tematów ukazujących skomplikowane losy
zagubionego w Ameryce żydowskiego architekta z Węgier jako przykład szerszego
zjawiska. Ukazuje nam Totha w całej gamie sytuacji i emocji, nie oszczędzając
bohaterowi trudnych, tragicznych i traumatycznych scen. W tle zaś widzimy zaś,
jak uprzywilejowana warstwa z wyższością spogląda na przybywających do Ameryki,
którzy muszą parać się najcięższymi pracami, by przeżyć, marząc o otrzymaniu
szansy od losu.
Z
jednej strony widzimy perspektywę imigranta, z drugiej emocjonalne rozliczenie
z holocaustem. Skomplikowane relacje rodzinne w pewnym momencie biorą górę nad
obsesją tworzenia i poprawiania, jaką nosi w sobie główny bohater. Wszystko to
podszyte naturalizmem ludzkiej niedoli jak nałóg alkoholowy i narkotykowy,
choroba i wykorzystanie seksualne. Zadziwiająco skutecznie Corbet panuje nad
całym projektem, prowadząc narrację precyzyjnie i pokazując kompleksowo Totha
jako postać ze zwichrowanym życiorysem, pełnego przywar, który jednak fascynuje
widza swoim realizmem i pasją. Kibicujemy mu pomimo jego trudnego charakteru,
współczujemy jego żonie i chcemy, by w końcu udało im się wyjść na prosta mimo
przeciwności losu.
Ogromna
w tym zasługa świetnej kreacji aktorskiej w wykonaniu Adriena Brody’ego, który
tak jak w Pianiście czuł połączenie z rolą poprzez polsko-żydowskie korzenie ze
strony ojca, tak w Brutaliście te połączenie daje matka Węgierka pochodzenia
czesko-żydowskiego. Brody gra całym sobą, kreując postać kompletną, pełną emocji
i głębi. Świetnie również wypadają bohaterowie drugoplanowi, czyli Guy Pearce odgrywający
dynamiczną rolę amerykańskiego magnata o skomplikowanej relacji z Tothem
balansującej od przyjaźni do nienawiści oraz Felicity Jones, która choć pojawia
się dopiero w drugiej połowie filmu, szybko daje się poznać jako świetna
aktorka zdobywająca ekran swoją sceniczną charyzmą.
Film
stoi również na wysokim poziomie produkcyjnym, świetnie oddając wygląd i klimat
Ameryki sprzed ponad pół wieku. Bardzo dobre scenografie i rekwizyty nadają
immersyjności dziełu. Aż dziw, jak wiele udało się osiągnąć z tak ograniczonym
budżetem, wszak nie na wszystko odpowiedzią było wykorzystanie sztucznej
inteligencji. Na wysokim poziomie stały również zdjęcia Lola Crawleya, bardzo
precyzyjnie ukazujące tamten świat z jednej strony bardzo naturalistycznie, z
drugiej posługując się często symboliką (jak choćby odwrócona Statua Wolności). Nieco mniej natomiast w pamięć zapadła
mi muzyka Blumberga poza symfoniczno-industrialnym motywem głównym.
Nie mogę jednak powiedzieć, że film jest arcydziełem pomimo swej całej monumentalności i wrażenia, jakie tym robi. Na plus zasługuje intencjonalne podzielenie filmu przerwą stanowiącą integralną jego część, jednak sam film trwający ponad 3,5 godziny mógł być krótszy o choćby kwadrans. Ponadto momentami naturalizm mógł nieco męczyć widza i przytłaczać. Nie trafił również do mnie artystyczny przekaz starający się przedstawić widzowi sam brutalistyczny styl i design, ale wynikać to może tylko z mojego anty-modernistycznego podejścia do sztuki.
Podsumowując, Brutalista to wielkie kino, jakiego już się nie robi. Rozmach, z jakim Corbet stara się pokazać losy fikcyjnego Laszlo Totha, robi wrażenie. Świetny film pod względem realizacyjnym, dotykający całej gamy problemów i nie uciekający przed nieco mroczniejszymi tematami, choć może być aż za bardzo przytłaczający. Rekompensują to jednak kapitalne występy aktorskie. Brutalista otrzymuje ode mnie 8/10 i wchodzi do kanonu „amerykańskiej opowieści”, choć nie jest łatwy w odbiorze i wielu się może od niego odbić.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz