Pierwsza Moana czyli Vaiana: Skarb oceanu spotkała się z ciepłym przyjęciem widzów, ale kontynuacją jej przygód miał być serial na Disney+. Ktoś inteligentny w biurach Disneya stwierdził jednak, że lepiej jest mieć miliard dolców niż nie mieć i serial przerobiono na film kinowy. Czy ta tranzycja odbyła się bezboleśnie i czy za sukcesem finansowym poszła również jakość produkcji?
Za
reżyserię filmu odpowiadała trójka debiutujących w tej roli osób: David G.
Derrick Jr. (wcześniej pracował nad Vaianą, Encanto, Rayą i ostatnim smokiem, Królem
Lwem, Jak wytresować smoka), Jason Hand (na koncie prace przy Big Six, Vaiana,
Zwierzogród, Ralf Demolka w internecie, Encanto) oraz Dana Ledoux Miller
(Newsroom, Narcos, Blood and Oil, Chrzanić Kevina). Za scenariusz odpowiadali
Jared Bush (Zwierzogród, Encanto, Vaiana) oraz Dana Ledoux Miller.
Muzykę ponownie skomponował Mark Mancina, który w swej karierze pracował (w różnym zakresie) nad muzyką przy takich produkcjach jak serie Bad Boys, Speed, Mój brat niedźwiedź, a także Twister, Terminator 3, Podziemny krąg, serial Zabójcze umysły, a w ostatnim czasie Przysięgły numer 2 oraz Mufasa: Król lew. Przy kontynuacji tym razem nie wziął udziału Lin Manuel Miranda, który pisał piosenki do części pierwszej, a zastąpił go duet Abigail Barlow i Emily Bear.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Vaiana
(Auli'i Cravalho, która poza rolą Vaiany występowała również w serialu Siła,
Hailey w akcji czy filmie Mean Girls) zwana po drugiej stronie Atlantyku Moaną,
po uratowaniu wyspy Motunui w pierwszej części, w czym pomógł jej pół-bóg Maui
(Dwayne Johnson, którego nie trzeba przedstawiać), postanawia wyruszyć na
poszukiwanie innych polinezyjskich plemion rozsianych po oceanie. Do tej misji nakłaniają
ją również przodkowie, a żeby to osiągnąć, musi zdjąć klątwę rzuconą na wyspę
Motufetu, która niegdyś stanowiła drogowskaz łączący szlaki morskie.
Tym razem na wyprawę Vaiana decyduje się zabrać kilkoro członków z jej plemienia: sędziwego i zrzędliwego rolnika Kele (David Fane), ekstrawagancką szkutniczkę Loto (Rose Matafeo) oraz silnego Moniego (Hualalai Chung), który poza byciem fanem Mauiego zna wiele legend i historii. Niezbyt zgrana paczka wyrusza na przygodę, w czasie której Vaiana ponownie natyka się na Maui’ego, pojmanego przez półboginię Matangi (Awhimai Fraser) służącą złemu bogu burzy, Nalo. Do drużyny nieoczekiwanie dołącza również Kotu, kokosowy przedstawiciel ludu Kakamora.
Wizualnie
film wyglądał nieźle, a narracja była poprowadzona na tyle sprawnie, że nie odczuwało
się zbytnio pierwotnej serialowości tego dzieła. Film cierpiał jednak na tym,
że przez połowę seansu Vaiana i Maui nie mieli kontaktu, a ich relacja była
najmocniejszym elementem pierwszego filmu. Tę pustkę twórcy starali się
wypełnić załogą Vaiany, jednak poszczególne postaci zostały wrzucone trochę
zbyt szybko do fabuły i nie posiadały zbyt wiele charakteru poza pojedynczą
cechą definiującą.
Fabuła
nie była szczególnie odkrywcza, a samemu filmowi brakowało nieco tego ekscytującego
elementu, jaki zawierała pierwsza Vaiana, wnosząca nieco świeżości do disneyowskiego
zamku. Czy film cierpi na częstą w obecnym kinie „sequelozę”, co zarzuca wielu
recenzentów i komentatorów? Może. Czy mi to przeszkadzało podczas seansu?
Niespecjlnie, zwłaszcza w drugiej połowie filmu, kiedy tempo wzrosło i wrócił
banter między głównymi postaciami. Zwłaszcza jeden żart wziął mnie mocno z
zaskoczenia i już samo to wystarczyło mi na pozytywną ocenę.
Piosenki nie robiły tak dużego wrażenia jak w pierwszej części, choć może to wynikać z faktu, że dostępne były tylko seanse z dubbingim i nie dane było polskiemu widzowi doświadczyć oryginalnego brzmienia utworów. Nie da się jednak ukryć, że brak na pokładzie Mirandy był odczuwalny.
Podsumowując, Vaiana 2 to wpadający nieco w typowość sequel, który stara się zainteresować widza, oferując mu drugi raz to samo danie, zmieniając tym razem przyprawy. Danie nadal wychodzi zjadliwe i nie jest to odgrzewany kotlet, ale nie zaskoczył niczym na tyle, by kłaniać się w pas kucharzowi. Niezła animacja ukierunkowana do nieco innej grupy demograficznej, pozostawiła nas jednak finalnie z na tyle ciekawą sytuacją i światem, że chętnie wybiorę się na trzecią część, a tymczasem Vaiana 2 otrzymuje ode mnie solidne 6/10, bo zabrakło tego efektu „łał” i emocjonalnie nie zostałem złapany na hak Mauiego, będę jednak kibicował im w kolejnym filmie.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz