Polskie
kino nie przeżywa ostatnio dobrego momentu, zalewane paździerzami i nikomu
niepotrzebnymi nieśmiesznymi komediami nieromantycznymi wciąż z tymi samy
aktorami. Niezwykle ożywczym powiewem świeżości jest zatem klasyczny i prosty
romans pełny naturalności, szczerości oraz ludzkich, prawdziwych uczuć
opowiadający nieoczywistą historię relacji głęboko osadzonej w trudach życia,
ale nie epatującej tragedią.
Reżyserem
filmu jest Tadeusz Śliwa, który nie może poszczycić się rozbudowaną
filmografią, bo choć zaczynał od krótkiego metrażu Rzeźnik na czasie z 2003
roku oraz Wszystko zgodnie z planem z 2005, wrócił do reżyserii dopiero w 2017
roku przy okazji satyrycznego Ucha prezesa. W ostatnich latach zaś pracował nad
polską wersją włoskiego Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie czyli Nieznajomi
oraz Gangiem zielonej rękawiczki. Scenariusz napisali natomiast Tomasz Klimala,
który po pracy przy Pierwszej miłości, Na sygnale, W rytmie serca czy 365 dni
przerzucił się na nieco ambitniejsze projekty takie jak Furioza i Lokatorka
oraz Hanna Węsierska mająca na koncie dużo większe doświadczenie (choć z
jakością produkcji bywało różnie…), w ostatnich latach Gang zielonej
rękawiczki, Skazana, Ślub doskonały, Poskromienie złośnicy, Mayday, Wojenne
dziewczyny, Diagnoza, Szkoła, Przyjaciółki.
Za
muzykę odpowiadali polscy muzycy niespecjalizujący się w komponowaniu ścieżek
dźwiękowych do filmów, mianowicie Kasia Sochacka, Kortez oraz współpracujący z
nimi Aleksander Świerkot. Autorem zdjęć do filmu był natomiast romansujący z
kinem zagranicznym doświadczony i uznany Michał Englert (Infinite Storm,
Teściowie, Śniegu już nigdy nie będzie, Córka boga, Ślepnąc od świateł, Maria
Skłodowska-Curie, Prawdziwe zbrodnie, Anatomia zła, Sponsoring).
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film rozpoczynamy od poznania Roberta (Ignacy Liss, ostatnio można go było widzieć w Znachorze, Idź pod prąd, Fanfik, Marzec ’68), który przeprowadza się do apartamentu w Warszawie, gdzie pracuje jako wzięty fotograf dla dużego studia marketingowego. Jest jednak wycofany i nie potrafi nawiązać głębszych relacji, co wynika z rodzinnej traumy. Podczas jednej z sesji fotograficznych jego uwagę zwraca Agata (Matylda Giegżno, Kos, Warszawianka, Klangor, Brokat), której postanawia zaoferować prywatną sesję zdjęciową. Agacie towarzyszy Igor (Bartłomiej Deklewa, Idź pod prąd, Rzeczy niezbędne, Ukyta sieć, Absolutni debiutanci), podkochujący się w niej chłopak pomagający jej w życiu codziennym. Agata bowiem, pracująca z młodzieżą z ośrodka poprawczego, jest osobą niewidzącą, co jednak nie odrzuca Roberta, który szybko angażuje się w coraz głębszą relację z dziewczyną. Stopniowo odkrywają się coraz bardziej przed drugą osobą, choć ścieżka ich miłości nie jest łatwa, gdy Robert dostaje szansę pracy w prestiżowym studiu fotograficznym w Berlinie, szukając w tamtejszej klinice okulistycznej możliwości leczenia dla pogodzonej ze swoim stanem Agaty.
Głównym
plusem filmu jest naturalność opowiadanej historii i jej zwyczajność poprzez
ukazanie szczerej relacji w jej intymnych zakamarkach emocjonalnych. Dostajemy
dwójkę ciekawie zarysowanych bohaterów, którzy nawiązują intrygującą chemię
ekranową i kibicujemy rozwojowi ich relacji. On, świadomy swego talentu, ale
wycofany i introwertyczny mimo nieustannej pracy z ludźmi, kryjący swe traumy
utraty bliskiej osoby w wirze pracy i niezobowiązujących znajomościach. Ona,
pozbawiona zmysłu wzroku, stara się korzystać z życia w miarę ograniczonych
możliwości, a dzięki wrodzonej i wypracowanej charyzmie skupia się na pomaganiu
trudnej młodzieży, nie wierząc jednocześnie w poprawę swego losu i związanie
się z kimś prawdziwym uczuciem. Film zestawia nam te postaci, kontrastujące ze sobą
charakterologicznie i uderza w nas emocjonalnym obuchem obserwowania rodzącego
się między nimi uczucia.
Z
niepełnosprawności Agaty film nie robi wątku głównego, w którym wszyscy użalają się nad nią. Agata jest świadomą swoich mocnych
stron oraz ograniczeń osobą o określonym stosunku do świata i bliskich jej ludzi, akceptująca
swoją odmienność i afirmująca życie według swoich zasad. Podobnie jak w filmie
Sound of metal, w którym główny bohater akceptuje utratę słuchu i godzi się ze
swoją nową rzeczywistością, Agata nie potrzebuje użalać się nad sobą, lecz
kogoś, z kim będzie mogła porozmawiać i otworzyć się emocjonalnie.
Niepełnosprawność Agaty staje się jedynie dodatkowym elementem opowiadanej
historii i tłem dla prowadzonej narracji, a sama bohaterka zachowuje
podmiotowość i sprawczość, nawet bardziej niż wycofany Robert, który dopiero
uczy się zachowywać w nowych okolicznościach życia.
Świetnie
w swoich rolach odnalazła się dwójka głównych bohaterów – od początku spodobała
mi się naturalna kreacja Ignacego Lissa, natomiast Matylda Giegżno na starcie
nie zyskała mojej sympatii, ale w trakcie seansu całkowicie zdobyła moje
widzowskie serce. Na drugim planie poprawnie wypadli też Bartłomiej Deklewa czy
Aleksandra Pisula w roli siostry Roberta. Swoistego kolorytu dodali również
podopieczni Agaty z poprawczaka, stanowiąc tematyczną przeciwwagę dla romansu.
Na uwagę zasługuje również świetna warstwa audiowizualna filmu. Bardzo dobre zdjęcia Englerta utrzymujące widza w intymnej relacji z bohaterami i ich emocjami, sprawiające niekiedy wrażenie snu na jawie. Bardzo przyjemnie dopełnia obrazu muzyka prowadząca widza wraz z bohaterami, lawirująca między współczesnym wielkomiejskim brzmieniem tętniącego życiem miasta a subtelną klasyką. Co mogło wypaść lepiej? Liczyłem na ciekawszy montaż oparty na fotograficznej tematyce, który pojawił się na początku i później trochę zaginął, brakowało mi też trochę bardziej wyrazistych bohaterów drugoplanowych, którzy odegraliby większą rolę, z drugiej strony doceniam jednak, że film starał się unikać klisz czy to w pokazywaniu bohaterów czy sztucznym tworzeniu konfliktów.
Podsumowując, Światłoczuła to świetny powrót do korzeni gatunku, skręcający w swoim własnym kierunku, potrafiący zaangażować widza opowiadaną historią i losami bohaterów. Sympatyczne kreacje aktorskie podszyte zapadającą w pamięć realizacją. Dobrze zagrany, dobrze opowiedziany i dobrze wyglądający film, dlatego Światłoczuła dostaje ode mnie 7,5/10 i polecam ją z całym przekonaniem.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz