Hollywood przeżywa obecnie modę na aktorskie live-action remake’i animacji sprzed lat, w tym roku oferując widzom już wcześniej słabo przyjętą Śnieżkę oraz dobrze przyjęte Lilo i Stich autorstwa Disneya. Nie tylko jednak Myszka Miki chce ugrać coś na nostalgii wchodzących w dorosłość fanów, bowiem DreamWorks postanowiło zmonetyzować nie tak starą trylogię How to Train Your Dragon, której pierwszy film można było oglądać w kinach w 2010 roku.
Reżyserem
i scenarzystą filmu jest Dean DeBlois, który wraz z Chrisem Sandersem był autorem animowanych wersji Lilo i Stich oraz trylogii filmów Jak wytresować
smoka. Przy oryginalnym scenariuszu poza wskazaną dwójką pracował jeszcze
William Davies, natomiast franczyza oparta jest na książce brytyjskiej autorki
literatury dla dzieci, Cressidy Cowell.
Muzykę
skomponował ponownie John Powell, autor muzyki do m.in. Shreka, Kung Fu Pandy,
Jasona Bourne’a, Solo – Gwiezdne Wojny. Historie czy ostatnio Wicked. Za
zdjęcia odpowiadał doświadczony Bill Pope, który stał za kamerą przy produkcji
takich filmów jak trylogia Matrix, Spider-man 2 i Spider-man 3, Scott Pilgrim kontra
świat, Faceci w czerni 3, Baby driver,
Alita: Battle Angel, Shang-chi i legenda Dziesięciu Pierścieni oraz Ant-man i
Osa: Kwantomania.
Prywatnie
jestem fanem tego uniwersum, choć do wagonu załapałem się dopiero przy okazji trzeciej
części, na której byłem w kinie w 2019 roku, wcześniej zaś bardziej kojarzyłem
lecącą w telewizji wersję serialowych przygód. Na film czekałem, gdyż nie żywię
przesadnie negatywnych emocji względem obecnego trendu aktorskich remake’ów
animacji, o ile powstają z tego dobre filmy. Czy tak było w przypadku Jak
wytrenować smoka?
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film
w swym fundamencie pokrywa się w znaczącym stopniu z pierwszym filmem z 2010
roku stanowi niemalże adaptację jeden do jednego, poszerzając tylko kontekst sytuacji
w pierwszym akcie i dorzucając jeden drobny wątek drugoplanowej postaci. Śledzimy zatem losy młodego wikinga Czkawki (Mason Thames, Black
Phone, For All Mankind, Pierwszaki), syna wodza wioski Berk, Stoika (do roli
tej powraca Gerard Butler, którego można kojarzyć ponadto z takich filmów jak
Upiór w operze, Trzystu, cykl Olimp w ogniu, Beowulf, Prawo zemsty, Greenland,
Władcy ognia). Główną zmorą zróżnicowanych etnicznie wikingów są natomiast
smoki plądrujące ich ziemie i zagrażające ludzkości, samo Berk natomiast
powstało, by odnaleźć i zniszczyć leże smoków.
Czkawka,
nie reprezentujący sobą cech mężnego i walecznego wikinga, stanowi obiekt drwin
wśród społeczności i wstydu dla ojca, zamiast walczyć terminuje u lokalnego
kowala Gobbera (Nick Frost, wkrótce serialowy Hagrid, ostatnio rola droida w Gwiezdnych
Wojnach: Załodze rozbitków, wcześniej choćby Hot Fuzz czy Wysyp żywych trupów)
i rozwija swe pasje inżynierskie. Gdy ich wioskę ponownie nawiedzają smoki,
udaje mu się zranić najbardziej tajemniczego i niebezpiecznego z nich, Nocną
Furię. Czkawka jednak nie dobija rannego smoka, a zaprzyjaźnia się z nim,
nadając mu imię Szczerbatek.
Przyjaźń
ze Szczerbatkiem i oswojenie bestii pomaga chłopakowi zrozumieć naturę smoków,
co przyczynia się do tego, iż to Czkawka wygrywa trening na smokobójcę,
pozostawiając w pokonanym polu m.in. Astrid, w której się podkochuje (Nico
Parker, Dumbo, Reminiscencja, ostatnia Bridget Jones czy ekranowa córka Joela w
pierwszym sezonie The Last of Us), bliźniaków Tuffnut (Harry Trevaldwyn, Król,
Smothered, Moja Lady Jane, Gwiezdne Wojny: Akolita) oraz Ruffnut (Bronwyn James,
Rozpustnice, Zdrady, Milczący świadek, Kulawe konie, Władcy przestworzy,
Buntowniczka Nell a ostatnio także Wicked i Mickey 17), Fishlegsa (Julian
Dennison, najbardziej znany z roli dzieciaka Firefista w Deadpool 2) czy Snotlouta
(Gabriel Howell, Gdzie jest mój motor?, Ciała czy Nightsleeper). Ich relacja,
tak jak relacja Czkawki ze Stoikiem, będzie wystawiona na poważną próbę…
Film,
posiadając solidną bazę w postaci świetnie przyjętej przez publikę animacji,
starał się nie zepsuć wiele i nie odchodzić od uwielbianego materiału
źródłowego, w czym zapewne pomagał fakt, że za adaptację odpowiadał autor
oryginału. Dla niektórych może być jednak problemem fakt zbyt wiernego
odwzorowywania animacji i brak większych zmian fabularnych. Wśród największych
odstępstw od wersji animowanej można wymienić większą inkluzywność wikińskiej społeczności
i wytłumaczenie, skąd na wyspie wzięli się Afro-Wikingowie i Azjo-Wikingowie.
Początek
filmu, wypełniony ekspozycją i mozolnym budowaniem postaci i relacji, nie
wydaje się naturalny i organiczny, sytuacja jednak zmienia się, gdy relację nawiązuje
dwójka głównych bohaterów, czyli Czkawka i Szczerbatek i to oni będą trzymać
widza w fotelu do końca seansu. Na drugim planie dobrze wypada Gerard Butler
(jego relacja z synem jest drugim najmocniejszym elementem filmu), nieźle
również Nick Frost jako Gobber i Nico Parker jako Astrid, wobec której były
pewne wątpliwości. Niestety słabiej, bez wyrazu i głębi, wypadają pozostali
kompani Czkawki, którym w mojej opinii brakuje naturalności i sympatyczności.
Na pochwałę zasługuje również warstwa wizualna. Twórcom udało się pożenić kreskówkowy i momentami karykaturalny design smoków z pewną dozą realizmu i uprawdopodobnienia stworów, nadając im wyjątkowy charakter. Jakość efektów specjalnych stała na całkiem solidnym poziomie, w pojedynczych momentach tylko wybijając widza z immersji.
Czy można było oczekiwać czegoś więcej? Z pewnością tak. Czy mogło wyjść gorzej? No jasne. Dean DeBlois z tego projektu wychodzi z tarczą i przy produkcji drugiej części będzie mógł poprawić te elementy, które szwankowały.
Podsumowując, pomimo średniego początku filmu i pomniejszych niedociągnięć, Jak wytresować smoka to udana aktorska adaptacja animacji nie odchodząca scenariuszem zbyt daleko od swego pierwowzoru. Film z czasem rozkręca się coraz bardziej, oferując fanom emocjonalną przejażdżkę wraz z bohaterami, dlatego finalnie oceniam aktorskie Jak wytresować smoka na 7,0/10 i czekam na kolejną odsłonę przygód smoczych jeźdźców.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz