wtorek, 10 czerwca 2025

STUDIO (2025) - RECENZJA SERIALU

 

Ostra satyra na współczesną branżę filmowo-rozrywkową i samoświadoma kpina z Hollywood napisana ze swadą, nie stroniąca od cięższych żartów naginających mocno poprawność polityczną i bardzo aktualna względem wielu bolączek, z jakimi spotykają się filmowcy, którzy chcieliby tworzyć sztukę, ale księgowi im nie pozwalają…


Showrunnerami i reżyserami serialu są współpracujący od wielu lat Evan Goldberg i Seth Rogen (wspólnie tworzyli m.in. Supersamca, Sausage Party, Wywiad ze słońcem narodu, Straż sąsiedzką, Sąsiadów, Kaznodzieję czy Gen V). Przy scenariuszach odcinków pracowali ponadto: duet Peter Huyck i Alex Gregory (Hydraulicy z Białego Domu, Figurantka, Frasier oraz The Late Show with David Letterman) oraz mniej doświadczona Frida Perez (wcześniej napisała trzy krótkie metraże i była asystentką Rogena przy produkcji Mufasa: Król Lew).

Za zdjęcia odpowiadał Adam Newport-Berra, który pracował przy Mrugnij dwa razy, The Bear, Euforii, Peryferiach oraz teledyskach Kendricka Lamara, Adele, Shawna Mendesa. Muzykę skomponował Antonio Sanchez (Anarchiści, Dorwać Małego, Birdman).


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Głównym bohaterem serialu Studio jest Matt Remick (Seth Rogen, aktorsko znany z wielu ról w komediach i filmach animowanych takich jak Kung Fu Panda, Król Lew, Sąsiedzi, Sausage Party, Wywiad ze słońcem narodu, Supersamiec, Invincible, Zack i Miri kręcą porno, a w ostatnich latach choćby Fabelmanowie, Pam i Tommy czy Inwestorzy amatorzy), filmowy producent pracujący w uznanym studiu Continental. Właścicielem studia jest Griffin Mill (Bryan Cranston, niezrównany Hal Wilkerson ze Zwariowanego Świata Malcolma, ponadto można go kojarzyć również z roli Waltera White’a w uniwersum Breaking Bad), ekscentryczny milioner bez większego filmowego gustu, który na miejsce dotychczasowej CEO studia Patty Leigh (Catherine O’Hara, którą w ostatnich latach można było widzieć lub słyszeć w The Last of Us, Dzikim Robocie, Beetlejuice Beetlejuice, Między nami żywiołami czy cenionej komedii Schitt's Creek) mianuje właśnie Matta.

W skład producenckiego zespołu Matta wchodzą m.in. jego wieloletni przyjaciel Sal Saperstein (Ike Barinholtz, Sąsiedzi, Legion samobójców, MADtv, Świat według Mindy, Nieznośny ciężar wielkiego talentu), który próbuje wybić się na plecach kolegi; ekspertka od marketingu i social mediów Maya Mason (Kathryn Hahn, w Marvelu choćby Agatha Harkness, w animacjach Sony o Spider-manie Doc Ock, ponadto choćby takie produkcje jak Transparent, Ms. Fletcher, To wiem na pewno czy Glass Onion), którą interesuje tylko opinia publiczna i reakcje w sieci; młoda i niedoświadczona, ale ambitna Quinn Hackett (Chase Sui Wonders, City on fire, Generations, Bodies Bodies Bodies, Na lodzie).


Zmagają się oni z rolą producentów filmowych, nadzorując powstawanie tych bardziej i mniej artystycznych projektów, lawirując między dochodowością i potencjałem franczyzowym, społeczną percepcją filmów i studia czy przede wszystkim zadowoleniem aktorów i reżyserów, mających swoje humory i temperamenty. Problemem jest to zwłaszcza dla Matta, który odbiera najmniejsze pochwały za sukcesy, a ponosi największą odpowiedzialność za porażki, usilnie chce zaś zachować wizerunek „równego gościa” i być lubiany przez wszystkich…

W przeciwieństwie do serialu Franczyza, który również wyśmiewał współczesny przemysł filmowo-rozrywkowy, skupiając się na jednym filmie i gatunku, nie posiadając jednak wyraźnej fabuły i rozwoju bohaterów, Studio pokazuje dużo bardziej przekrojowe i kompleksowe spojrzenie na branżę. Tam, gdzie Franczyza wydawała się dość teatralna i przestylizowana, Studio wygląda jak film dokumentalny pokazujący prawdziwe wydarzenia (wszak Rogen nie ukrywa, że inspirowały go zasłyszane opowieści czy własne doświadczenia). 10-odcinkowy serial wypełniony jest miniaturkami poświęconymi różnym zagadnieniom z życia producentów filmowych, a narracyjnym kręgosłupem wybrzmiewającym w tle jest produkcja tandetnego filmu opartego na znanym produkcie sprzed lat. Ma on zapewnić studiu niebywałe dochody, pozbawiony jest jednak pierwiastka artyzmu i ocieka tanią nostalgią oraz brakiem oryginalności.

W serialu przewija się cała plejada hollywoodzkich gwiazd odgrywająca siebie samych. Dostajemy m.in. Martina Scorsese, Charlize Therone i Steve’a Buscemiego, Rona Howarda i Anthony’ego Mackie, Olivię Wilde i Zaca Efrona, Ice Cube’a, Zoe Kravitz, Adama Scotta i Dave’a Franco, których filmów bardzo długo by wymieniać, choć mnie najbardziej zaskoczył gościnny występ Teda Sarandosa, CEO Netflixa, który kapitalnie puentuje rozterki Matta Remicka w kwestii otrzymania podziękowań od aktorów przy odbieraniu nagród.

Realizmu pokazywanych scen nie zaciera nawet absurdalność wydarzeń, która podkręca humor serialu stanowiący jego najmocniejszy element. W świecie, gdzie trudno jest zażartować z czegokolwiek, by nikogo nie urazić, Studio to momentami komediowy rollercoaster bez trzymanki. W stosunkowo krótkich, dynamicznych odcinkach dostajemy mnóstwo ciętych dialogów, niepoprawnych politycznie myśli, slapstickowych gagów, żartów z samych siebie i tego, jak wygląda życie filmowej elity, a wszystko to podszyte jest pewną tęsknotą za czasami, kiedy na pierwszym miejscu nie stały tabelki w excelu księgowych, a ludzie chcieli robić po prostu dobre filmy.


Nie wszystkie odcinki były równe, choć nawet te najsłabsze trzymały solidny poziom i ani przez moment widz nie czuje się zniechęcony do oglądania. Kibicujemy tym bohaterom, widząc ich jednoczesną depresję i ekscytację wynikającą z pracy i przeżywamy „zakłopotanie z drugiej ręki”, gdy widzimy kłopoty i kuriozalne sytuacje, w jakie często sami się wpakowali. Pod względem realizacyjnym na szczególną uwagę zasługują m.in. odcinek drugi nagrany na jednym ujęciu i dotyczący narracyjnie właśnie produkcji mastershota, czy też odcinek czwarty, który przeradza się kryminał noir. Sam dwuodcinkowy finał to dzika eskapada, która nie każdemu może przypaść do gustu, bawiłem się jednak jak prosię. Nie da się jednak nie odnieść wrażenia, że serial, ze względu na specyfikę podejmowanego tematu, może mieć nieco większy próg wejścia i pełnię satysfakcji dostarczy tym widzom, którzy coś o współczesnym Hollywood wiedzą.

Podsumowując, Studio to brawurowa komedia pomyłek i satyra na przemysł filmowy, która osadzona jest jednoczenie bardzo głęboko we współczesnych bolączkach Hollywood, a z drugiej strony nie boi się pójść momentami po bandzie. Uśmiałem się srogo, choć momentami musiałem rozchodzić zażenowanie, z niecierpliwością jednak czekam na drugi sezon, a Studio otrzymuje ode mnie 8/10, bo jest to prawdziwa gratka dla ludzi zainteresowanych branżą filmową.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...