niedziela, 29 czerwca 2025

THE LAST OF US Sezon 2 (2025) - RECENZJA SERIALU

 

Drugi sezon świetnie przyjętego przez krytyków i widzów serialu, który w znaczącym stopniu przyczynił się popularności adaptowania gier komputerowych na małym ekranie, opartego na niezwykle wysoko cenionej grze o przetrwaniu w post-apokaliptycznym świecie pełnym zombi-grzybów. Jak wypadła kontynuacja jednego z największych hitów ostatnich lat na platformie HBO MAX?











Showrunnerami serialu są Craig Mazin, który zaczynał od projektów niższych lotów jak Straszny film 3 oraz Straszny film 4 i Superhero (które również wyreżyserował), później przechodząc do Kac Vegas w Bangkoku i Kac Vegas 3 oraz Łowca i Królowa Lodu, by odmienić swoją karierę wybitnym i docenionym serialem Czarnobyl, a także Neil Druckmann, czyli obecny szef studia gamingowego Naughty Dog, który pracował przy takich seriach jak Uncharted oraz przede wszystkim The Last of Us, które oparł na bazie komiksu, który stworzył w czasie studiów. Poza Mazinem i Druckmannem, nad scenariuszem drugiego sezonu pracowała również Halley Wegryn Gross, która poza pisaniem The Last of Us: Part II pracowała nad scenariuszami do seriali Westworld, Banshee czy ostatnio animowanego Batman: Caped Crusader.

Za reżyserię odcinków drugiego sezonu odpowiadali kolejno: Craig Mazin, Mark Mylod (weteran Sukcesji, Gry o tron, Shameless czy świetnego w mojej opinii filmu The Menu), Peter Hoar (Demony Da Vinci, Daredevil, Defenders, Upadek królestwa, Altered Carbon, Umbrella Academy, Bo to grzech), Kate Herron (cały pierwszy sezon Lokiego, ponadto choćby Sex Education czy Five by Five), Stephen Williams (bardzo doświadczony reżyser, weteran Zagubionych, ponadto m.in. Impersonalni, Ray Donovan, Westworld, Watchmen), Neil Druckmann (debiut reżyserski), Nina Lopez-Corrado (zaczynała od Mentalisty, którego była producentką, później pojedyncze odcinki wielu seriali w ostatniej dekadzie, większy wkład miała m.in. w Supernatural, Agents of SHIELD, A milion liitle things, Perry Mason, Mayor of Kingstown czy Nocnego agenta, wyreżyseruje ponadto dwa odcinki w trzecim sezonie Rodu Smoka).











Autorami muzyki byli David Fleming, który w pierwszym sezonie komponował tylko do dwóch odcinków (a ponadto komponował muzykę do Elegii dla bidoków, Americana, serialu Pan i Pani Smith i filmów Dama oraz The Alto Knight, choć pracował też w mniejszym stopniu przy obu częściach Diuny, Królu Lwie, Top Gun: Maverick, X-men: Mroczna Phoenix, Wonder Woman 1984, dwóch filmach z serii Transformers czy grze Assassin’s Creed III), a także argentyński muzyk Gustavo Santaolalla, czyli autor oryginalnej ścieżki dźwiękowej do gry, nagrodzony dwukrotnie z rzędu Oscarem za muzykę do Tajemnicy Broadback Mountain oraz Babel, na koncie m.in. także muzyka do Narcos: Meksyk). Za zdjęcia odpowiadały natomiast Rosjanka Ksenia Sereda (nagradzana za film Wysoka dziewczyna, w ostatnich latach dała się poznać w zachodnim kinie dzięki serialom W tłumie czy filmowi Rob Peace) oraz Amerykanka Catherine Goldschmidt (Ród Smoka, Buntowniczka Nell, Doktor Who, Dummy, Księga czarownic).

Pierwszy sezon zrobił na mnie wrażenie, choć nie wyrwał mnie z kapci, jak uczynił to z większością widzów, którzy bardzo sobie The Last of Us cenili. Ja doceniałem poszczególne wątki, grę aktorską, klimat oraz wysoką jakość produkcyjną, ale zdarzały się momenty, że czegoś mi w tym serialu brakowało, dlatego ostatecznie oceniłem go na 8/10. Czy drugiemu sezonowi udało się utrzymać poziom?

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Akcja drugiego sezonu rozgrywa się pięć lat po wydarzeniach finału sezonu pierwszego, w którym Joel Miller (Pedro Pascal, którego przedstawiać nie trzeba, bo wszędzie go teraz pełno) uratował przed organizacją Świetlików dziewczynę Ellie (Bella Ramsay, Gra o tron, Fatalna czarownica, Mroczne materie, Hilda) i osiedlili się w miasteczku Jackson w stanie Wyoming, gdzie wiodącą rolę odgrywa brat Joela, Tommy (Gabriel Luna, Matador, Miasto zła, Agents of SHIELD, Fubar, Terminator: Mroczne przeznaczenie).

Relacje między Joelem a Ellie z czasem ulegają znacznemu pogorszeniu, zwłaszcza po śmierci męża Gail (Catherine O’Hara, w ostatnich latach m.in. Studio, Dziki robot, Beetlejuice Beetlejuice, Argylle – Tajny szpieg). Joel, pragnący otoczyć ojcowską opieką swoją przybraną córkę, zostaje odtrącony przez krnąbrną dziewczynę, która poszukuje własnej drogi. Oboje nie zdają sobie jednak sprawy, że ich śladem podąża grupa przewodzona przez Abby (Kaitlyn Dever, Przechowalnia nr 12, Justified: Bez przebaczenia, Szkoła melanżu, Niewiarygodne, Dopesick, Pierwszy gol, Ostatni prawdziwy mężczyzna, Ocet jabłkowy), która pragnie wywrzeć zemstę na Joelu. Późniejsza eskalacja konfliktu sprawi, że na drugi plan zejdą problemy z terroryzującymi świat zarażonymi kordycepsem istotami, a Ellie w pogoni za Abby podąży do Seatlle, w czym pomoże jej Dina (Isabela Merced, poza karierą muzyczną ma na koncie również role głosowe i aktorskie w m.in. Dora i Miasto Złota, Sicario 2: Soldado, Transformers: Ostatni rycerz, Wyfrunięci, Madame Web, Obcy: Romulus czy nadchodzący Superman i  drugi sezon Peacemakera), rozdarta uczuciowo między Ellie a dotychczasowym chłopakiem, Jessem (Young Mazino, najbardziej znany z roli w serialu Awantura).











Serial nadal stoi na bardzo wysokim poziomie produkcyjnym, czy to w zakresie naturalnych scenografii wspieranych solidnymi efektami specjalnymi, czy charakteryzacji i rekwizytów ubogacających ten zrujnowany apokalipsą świat. Realizacyjnie świetna produkcja zmaga się jednak z poważnymi problemami w zakresie nierównego scenariusza i przedstawienia bohaterów.

Nie da się zaprzeczyć, że Pedro Pascal jest najjaśniejszą gwiazdą projektu i fakt jego nierównomiernej obecności ekranowej w drugim sezonie jest tym bardziej zauważalny, bo gdy go nie ma i całość spoczywa na barkach Belli Ramsey, gubi się zaangażowanie emocjonalne widza. Bella najlepiej też wypada „grając na” Pedro i wykorzystując rozwiniętą między nimi dynamikę z pierwszego sezonu, wobec innych aktorów prezentując się słabiej.

Aktorsko dobrze wypadli w zasadzie wszyscy poza główną bohaterką, która z powodu ograniczeń własnych albo narzuconych przez scenarzystów i reżyserów kreuje postać antypatyczną i irytującą. Ogromny ciężar emocjonalny budujący postać sprowadzany jest do wąskiej palety kilku min, z którymi musimy zmagać się przez cały sezon. Nie mam nic do aktorki, którą wcześniej darzyłem sympatią choćby za rolę Lady Mormont w ostatnich sezonach Gry o tron, w moim odczuciu po prostu nie potrafiła udźwignąć tej roli, gdy to ona wyszła na pierwszy plan lub też scenariusz nie podołał zadaniu sprawienia, że widz, widząc wszystkie jej przywary i zachowania, nadal kibicuje jej w jej misji. Ja z pewnością kibicowałem Abby…











Kaitlyn Dever swoje zadanie wykonała dobrze, choć nie było jej wcale zbyt wiele, ale wynika to zapewne z decyzji showrunnerów, którzy tak podzielili historię, którą chcą opowiedzieć, że perspektywa Abby na wydarzenia będzie ukazana w sezonie trzecim. Jakkolwiek nie grałem w gry od studia Naughty Dog i nie znam zbyt dobrze materiału źródłowego, to pasowałaby mi do roli Ellie nawet bardziej…

Na drugim planie całkiem sympatycznie zaprezentowała się Isabela Merced, której postać dało się szybko polubić, tak samo jak nieco sztywniejszego i bardziej świętoszkowatego Younga Mazino. Dużym rozczarowaniem dla mnie był występ Jeffreya Wrighta, ale nie ze względu na jego prezencję, bo ta była świetna jak zawsze, ale ze względu na tak malutką rolę, która (zwłaszcza w odcinku wprowadzającym postać) zrobiła spore wrażenie i pozostawiła widzów z ogromnym niedosytem. Liczę, że w sezonie trzecim zobaczymy go znacznie więcej.

Duży kontrast zauważalny jest w jakości odcinków, przeplatając te udane (jak choćby świetne odcinki drugi i szósty) z miernymi (jak choćby czwarty czy finałowy siódmy). Mimo to twórcom nadal udaje się w sprawny sposób budować klimat, napięcie i poczucie zagrożenia, zwłaszcza gdy bohaterowie mierzyć się muszą z zagrożeniem ze strony Zarażonych, którzy są satysfakcjonująco przerażający. Serial gubił mnie jednak w drugiej połowie w melodramatycznych rozterkach bohaterów oraz nie przekonywał w tym, jak nikt nie potrafił poradzić sobie z „chodzącą maszyną do zabijania z Temu”, jaką jest Ellie…

Jako że nie grałem w gry, nie potrafię ocenić wierności adaptacyjnej serialu względem materiału źródłowego. Znałem jednak od dawna główny twist historii i z satysfakcją obserwowałem rozwój wypadków. Sprawa ta wiązała się wcześniej z bardzo żywą reakcją oburzonych graczy wysyłających pogróżki do Bogu ducha winnej aktorki, na szczęście tym razem chyba udało się uniknąć powtórki z wątpliwej rozrywki (pomijając mniej znaczące incydenty przy ogłoszeniu obsady), a tym razem to chyba Ellie straciła w oczach widzów na rzecz Abby…











Ta odsłona serialu mierzy się z dość mieszanym przyjęciem widzów – część wynika po prostu z ogólnie średniej jakości produkcji, część nadal nie potrafi poradzić sobie z traumą początku drugiej części gry vel odcinka drugiego, część jest niezadowolona ze sportretowania głównej bohaterki w konkretny sposób. Ja aż tak drastyczny w ocenach jak głośna i wokalna publiczność nie jestem, ale daleko mi do zachwytów ze strony recenzentów i jako klasyczny centrysta stoję mniej więcej po środku.

Podsumowując, drugi sezon The Last of Us przyniósł spore rozczarowanie pod względem fabularnym i prowadzenia bohaterów. Nadal świetny produkcyjnie, zagubił uwagę moją i wielu podobnych mi widzów rozwleczeniem historii wypełnionej mało angażującymi treściami i relacjami. Przede wszystkim jednak obarczył ciężarem fabularno-emocjonalnym bohaterkę, która tego nie udźwignęła i dlatego oceniam drugi sezon The Last of Us na 6,25/10, choć nie skreślam kolejnych sezonów i chętnie wrócę do tej historii, jeśli twórcy postarają się nieco bardziej.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...