Film adaptujący popularną grę komputerową przechodził przez produkcyjne piekło i pomimo zaangażowania do projektu całkiem solidnej obsady, nie udało mu się osiągnąć finansowego sukcesu. Czy Borderlands jest tak zły jak sugeruje miażdżąca krytyka recenzentów oraz bardzo chłodne przyjęcie przez widzów?
Borderlands
nakręcił w znacznej mierze Eli Roth (aktor i reżyser specjalizujący się w ostrych
filmach eksploatacji takich jak Hostel, Knock knock, Green Inferno, a w
ostatnich latach Zegar czarnoksiężnika, Życzenie śmierci oraz Noc
Dziękczynienia, kojarzony głównie z roli w Bękartach wojny). Ze względu jednak
na znaczące ingerencje studia Lionsgate w produkcję filmu oraz fakt, że dokrętki
nadzorował już Tim Miller (pierwszy Deadpool, Terminator: Mroczne przeznaczenie
oraz netflixowa antologia Love, Death and Robots), trudno jest powiedzieć, że
Borderlands to film Eli Rotha. W wyniku produkcyjnego bałaganu z projektu odszedł m.in.
Craig Mazin (m.in. Czarnobyl i The Last of Us), który zażądał wycofania jego
nazwiska z napisów. Finalnie też, wbrew chęciom Rotha, film otrzymał kategorię
wiekową PG-13 zamiast R.
Za
scenariusz odpowiadał duet Eli Roth oraz Joe Abercrombie. Ten drugi na koncie w
swojej filmografii ma skrypt do jednego odcinka Miłości, śmierci i robotów, ale w
rzeczywistości jest to bardzo uznany brytyjski pisarz fantasy, autor cykli Pierwsze
prawo, Epoka obłędu czy Morze Drzazg. Muzykę skomponował Steve Jablonsky, autor
ścieżki dźwiękowej do filmów Wyspa, wielu części serii Transformers, Gry Endera,
serialu Gotowe na wszystko, a ostatnio Blodshot, Red Note czy DC League of
Super-pets. Za zdjęcia odpowiadał Rogier Stoffers mający w filmografii takie
tytuły jak Zatrute pióro, John Q., Szkoła rocka, Sekretne życie pszczół, Zgon
na pogrzebie, Wendeta, Życzenie śmierci i Zegar czarnoksiężnika.
Borderlands
to „Strażnicy Galaktyki w domu” – fabuła śledzi grupę niepasujących do siebie
ekscentrycznych indywiduów, które łączy misja odnalezienia artefaktu, nim ten
wpadnie w ręce szefa złej organizacji chcącego zapanować nad światem. Już na
samym starcie ekspozycja zarzuca nas historią Wszechświata, w którym starożytna
i bardzo zaawansowana cywilizacja Eridian pozostawiła na opustoszałej planecie
Pandora (dziwnie popularna nazwa planety będącej miejscem akcji filmów science-fiction)
skarbiec ze swoją technologią i wiedzą. Skarbca tego poszukują szumowiny całej galaktyki,
przemierzając pustkowia Pandory i walcząc z licznymi gangami terroryzującymi
ludność planety. Kluczem do skarbca ma być według przepowiedni potomkini
antycznej rasy, która wyginęła tysiąclecia wcześniej.
Przygodę zaczynamy od uprowadzenia (lub uwolnienia) przez Rolanda (Kevin Hart, komik i aktor znany ostatnio z Człowieka z Toronto oraz Jumanji: Przygoda w dżungli i Jumanji: Następny poziom) przetrzymywanej w ośrodku badawczym dziewczynki imieniem Tiny Tina (Ariana Greenblatt, którą można kojarzyć jako młodą Gamorę z Avengers: Infinity War, młodą Ahsokę Tano z serialu Ahsoka oraz filmów Barbie, 65, Miłość i potwory). Roland był ochroniarzem ojca Tiny, Atlasa (Edgar Ramirez, seriale Dr. Death, Facet z Florydy, Od nowa, American Crime Story oraz filmy Wyprawa do dżungli, 355, Emilia Perez), który jest szefem kosmicznej korporacji Atlas twierdzącym, że Tina ma w sobie krew antycznych Eridian mogącą otworzyć skarbiec. Atlas wynajął więc jedną z najlepszych łowczyń nagród, Lilith (Cate Blanchett, której filmografii przedstawiać nie trzeba), aby ta odnalazła zaginioną córkę. Lilith, bezkompromisowa i zabójczo skuteczna, trafia więc na swoją ojczystą planetę, z której za wszelką cenę starała się uciec, po drodze spotykając niemal niezniszczalnego robota Claptrapa (Jack Black, m.in. Szkoła rocka, King Kong, Kung Fu Panda, Jaja w Tropikach, Podróże Guliwera, Jumanji: Przygoda w dżungli i Jumanji: Następny poziom). Odnalazłszy Tinę, która ma bardzo wystrzałowy charakter, Lilith zawiązuje sojusz z dziewczynką i chroniącymi ją Rolandem oraz barbarzyńcą Kriegiem (Florian Muntenau, Najemnik, Creed II i Creed III, Wikingowie: Walhalla i Shang-chi i legenda dziesięciu pierścieni), gdy na ich trop wpadają zbiry Atlasa z kapitan Knoxx na czele (Janina Gavankar, Czysta krew, Pamiętniki wampirów, Arrow, Jeździec bez głowy, Big Sky czy The Morning Show oraz wiele ról głosowych w serialach i grach komputerowych, przede wszystkim Iden Verso w Star Wars. Battlefront II). Na poszukiwania skarbca wybierają się z ekscentryczną ekspertką od technologii, Tannis (Jamie Lee Curtis, której filmografii przedstawiać nie trzeba), a na szali staje los całej planety i kosmosu...
Borderlands
to scenariuszowy burdel na kółkach, napisany w sposób prostacki, nudny i przewidywalny.
Bohaterowie są niesympatyczni i nieciekawi, fabuła jest mizerna, akcja jest
mało ekscytująca, a efekty specjalne są momentami bardzo tandetne. Do tego
jeszcze płaski i nudny złoczyńca, który pojawia się tylko na początku i na
samym końcu filmu. Obsada zapowiadała się całkiem ciekawie i większość z tych
aktorów lubię, ale jeśli Kevin Hart - którego z nich wszystkich lubię najmniej,
żeby nie powiedzieć, że nie przepadam wcale – był najmniej irytującą postacią
ekranową, to coś poszło bardzo nie tak w kreacji bohaterów. Na siłę udziwnione,
przerysowane postacie może i pasują do campowego stylu Borderlands (w które nie
grałem wcale i mam znikome wyobrażenie o tym, jak wyglądają te gry), ale na
dłuższą ekranową metę po prostu męczą i nudzą. Kilka mniej lub bardziej udanych
żartów (głównie serwowanych przez Jacka Blacka) nie mogło podnieść oceny tego
seansu, a ciągnął go w dół fatalny dubbing.
Podsumowując,
Borderlands to nieudany projekt, który na siłę starał się skopiować Strażników
Galaktyki i Legion samobójców w mocno komediowo-brutalnym sosie, ale rozminął
się z oczekiwaniami widzów i akceptowalną estetyką. Na papierze film mógł stać
się letnim hitem, ale słabe wykonanie pogrążyło te szanse. Choć nie był to fatalny,
katastrofalny film, znajdzie się w wielu rankingach najgorszych produkcji 2024
roku. Ode mnie Borderlands dostaje 5/10 i nigdy do niego nie wrócę.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz