Trzecia część przygód nieśmiertelnego Pyskatego Najemnika, który w końcu po wielu latach trafia do CUM (Cinematic Universe of Marvel, błędnie skracane do MCU z niewiadomych mi powodów...). Przejęcie 20th Century FOX przez Disneya umożliwiło nam wyczekiwany team-up Deadpoola i Wolverina oraz powrót X-men do szerokiego uniwersum Marvela. Czy Deadpool okazał się być Zbawicielem Marvela i wyciągnie z dołka największy filmowy projekt w historii kina?
W
2016 roku widzowie otrzymali film Deadpool – stosunkowo niskobudżetową
produkcję, na którą zgodę wyrazili producenci FOX Studios pod wpływem
entuzjazmu fanów. Dwa lata później zobaczyliśmy drugą część, która nieco
szerzej eksplorowała świat mutantów i jeszcze bardziej wyśmiewała w niewybredny
sposób kino superbohaterskie i popkulturę. Wówczas jednak, mimo sympatii
zdobytej wśród fanów i dobrych wyników finansowych, trzecia część stanęła pod
znakiem zapytania w wyniku gigantycznej operacji jakim było wykupienie przez
Walt Disney Company studia filmowego należącego do FOX. Fani zastanawiali się
ponadto, czy jeśli Deadpool 3 dojdzie do skutku, to nie zostanie wykastrowany
przez politykę family friendly preferowaną przez Disneya, który długo starał
się unikać treści z wyższą kategorią wiekową. Na całe szczęście twórcy dostali
wolne światło od Disneya i błogosławieństwo Kevina Feige (szef Marvel Studios),
aby zrobić film zgodny ze standardami franczyzy, który zadowoli fanów.
Za
reżyserię odpowiadał Shawn Levy, który w swej filmografii zapisać może wiele
komedii m.in. serię Noc w muzeum, Różowa Pantera, Fałszywa dwunastka, Kłamstwo
ma krótkie nogi, Stażyści, ale także Giganci ze stali, Free Guy, Projekt: Adam
czy odcinki serialu Stranger Things. Był on również jednym ze scenarzystów
filmu. Wśród nich wymienić trzeba rzecz jasna Ryana Reynoldsa, dla którego
Deadpool jest projektem życia, a także duet Rhett Reese i Paul Wernick
(pracujący razem nad wieloma projektami, w tym Deadpool i Deadpool 2,
Zombieland, a ostatnio m.in. Spiderhead, 6 Underground, Ghosted czy serial
Twisted Metal. Z ramienia Marvel Studios pomagał Zebb Wells, który pracował
wcześniej przy Thor 5 oraz Mecenas She-Hulk, a także przy uniwersum Robot
Chicken i serialu Super Mansion.
Muzykę
skomponował Rob Simonsen, w ostatnim czasie znany z It ends with us, Wieloryb,
Projekt: Adam, Pogromcy duchów: Dziedzictwo, Tully, Gifted, Wiek Adaline, Twój
Simon czy serialu Scenki z życia. Za zdjęcia odpowiadał George Richmond, w
ostatnich latach mający na koncie m.in. Argylle – Tajny szpieg, Free Guy,
Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a, Rocketman, Tomb Raider czy dwie
części Kingsmanów.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film
ukazuje nam Wade’a Wilsona (Ryan Reynolds, którego chyba nie trzeba
przedstawiać), który zarzucił bycie Deadpoolem i ponownie mieszka ze Ślepą Al
(Leslie Uggams, ostatnio m.in. Fallout, Amerykańska fikcja, Imperium, Szpital
New Amsterdam). Został sprzedawcą samochodów razem z kolegą, Peterem (Rob
Delaney, można go było widzieć lub słyszeć w Invincible, Argylle – Tajny
szpieg, Big Nate, Mission Impossible: Dead Reckoning Part One, Jeden gniewny
człowiek, Gorący temat, Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw) po tym, jak odeszła od
niego dziewczyna, Vanessa (Morena Baccarin, występowała m.in. w serialach The
Endgame, Firefly, Goście, Homeland, Mentalista, Stargate czy Gotham oraz
Flash). Deadpool, poszukujący dla siebie miejsca w świecie i chcący w końcu coś
znaczyć, staje się obiektem zainteresowania organizacji TVA (pol. AOC, czyli Agencja
Ochrony Chronostruktury). Uniwersum Deadpoola w wyniku śmierci Istoty Prymarnej
ulega nieuchronnemu rozkładowi, a nadzorujący to z ramienia TVA Mister Paradox
(Matthew Macfadyen, znany przede wszystkim z Sukcesji, Dumy i uprzedzenia, a
także Trzech muszkieterów, Zgonu na pogrzebie, Wojny o prąd, Robin Hooda,
seriali Tajniacy, Filary ziemi oraz Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza)
oferuje Deadpoolowi dołączenie do głównej linii czasu MCU. Deadpool postanawia
jednak odszukać Istotę Prymarną, którą jest Logan znany jako Wolverine (Hugh
Jackman, ostatnio poza rolą w uniwersum X-men widziany w filmach Syn,
Reminiscencja, Król rozrywki, Eddie zwany Orłem, Nędznicy, Giganci ze stali).
Odnalezienie wariantu Logana w Multiwersum okazuje się połowicznym sukcesem, a obaj
mutanci trafiają do Void – wymiaru traktowanego jako śmietnik historii przez
TVA. Tam w czasie swej tułaczki spotykają wielu wrogów i kilku nieoczekiwanych
sojuszników, a na ich drodze do powrotu do rzeczywistości i uratowania świata
Deadpoola stoi potężna mutantka Cassandra Nova (Emma Corrin, Morderstwo na
końcu świata, Mój policjant, Pennyworth czy przede wszystkim czwarty sezon The
Crown).
Deadpool
i Wolverine można rozpatrywać w kilku kontekstach: filmu superbohaterskiego,
buddy-cop comedy, parodii i pastiszu, przede wszystkim jednak jest to jeden
wielki kinowy rozpierdol w stylu Deadpoola, z toną niewybrednych, wulgarnych i
obscenicznych żartów oraz krwawą jatką jakiej Marvel i Disney jeszcze u siebie
nie widzieli, a także list miłosny do marvelowskich filmów studia FOX, które
przez blisko dwie dekady oferowało widzom lepszą lub gorszą komiksową rozrywkę.
A Ryan Reynolds jako Deadpool, łamiący czwartą ścianę i komentujący wszystko z
typowym dla siebie wulgarnym sarkazmem, miał tu używanie i mógł puścić wodze
wyobraźni nie tylko w kwestii filmowych odniesień do obecnego MCU jak i dawnego
FOX-versum, ale również branżowych, zakulisowych zaszłości i problemów całego
superbohaterskiego poletka, nie wyłączając samego Marvel Studios.
Widzowie
otrzymali prawdziwy nerdgazm wypełniony dużą ilością nawiązań, mrugnięć okiem,
odwołań oraz wspomnień z przepastnej historii filmów Marvela i dla
niewprawionego w fanowskie zawiłości odbiorcy może być tego zbyt dużo. Dla
osoby śledzącej jednak nie tylko filmy ale i całą fandomową otoczkę była to
niezwykła uczta, w której twórcy w odpowiedni sposób połączyli składniki i nie
przesadzili z przyprawami. Pojawienie się na ekranie kilku postaci w mym
fanowskim sercu wywoływało szybsze bicie, gdy znowu czułem się jak nastolatek
oglądający filmy o superbohaterach z początku tego stulecia. Część z nich była
zwykłymi cameo, ale kilka zdecydowanie bardziej wpisało się w strukturę filmu i
jego fabułę, na szczególną uwagę zasługują tu bowiem Blade, Gambit, Johny Storm
i X-23.
Jeśli
ktoś oczekuje od Deadpoola 3 świetnie napisanej fabuły i głębokich postaci,
może się zawieść, ale na własne życzenie, bo widziały gały co brały. Film
cierpi na swoje bolączki i wiele z nich jest scenariuszowej proweniencji. Brak
spójnej fabuły i nierówne wątki tytułowych bohaterów mogłyby znacząco razić,
gdyby nie fakt, że praktycznie wszystko to, co dostawaliśmy na ekranie,
sprawiało wielką frajdę (nawet gdy poszczególne elementy nie do końca do siebie
pasowały).
Wśród
głównych moich zarzutów wobec filmu, zwłaszcza przy pierwszym seansie, było zbyt
duże, teledyskowe tempo akcji i strzelanie żartami jak z karabinu. Przytłoczony
tym wszystkim, nie byłem w stanie w pełni cieszyć się tym, co widziałem na
ekranie. Przy drugim seansie ten problem był dużo mniejszy i bawiłem się nawet
lepiej. Niestety, nieco pretekstowy i leniwie napisany scenariusz nie poprawił
się za drugim razem i nadal miałem pewien niedosyt pod tym względem. Pierwszy i
drugi Deadpool, poza rozbuchaną akcją i nawijką Reynoldsa, miały bardziej
zwartą strukturę i skonkretyzowaną fabułę podbudowaną emocjonalnie. W tym
filmie czułem, że jest słabiej i nie czułem tym razem dramatu głównego
bohatera. W mojej opinii dużo lepiej wypadł oczywiście Hugh Jackman jako
zniszczony życiem i tragiczną przeszłością Wolverine. Na plus poczytuję również
występ antagonistki filmu, czyli Emmy Corrin, która w udany sposób
sportretowała złą bliźniaczkę Profesora X, niestety scenariusz nie pozwolił jej
w pełni rozwinąć skrzydeł. Na drugim planie zaś moje uznanie zdobył przede
wszystkim Channing Tatum, który w końcu spełnił swoje marzenie zagrania
Gambita.
Pod
względem zdjęć można było się wykazać większą kreatywnością, bo większość filmu
spędzamy w randomowym mieście oraz pustkowiach Voidu. Choreografie walk
natomiast były całkiem udane i nie przekraczały tej granicy, kiedy camp staje
się cringem, a efekty specjalne w większości przypadków były solidne i
nie rzucały się w oczy sztucznością (co niebyło regułą w ostatnich filmach
superbohaterskich). Dodatkowo, jak zawsze Deadpool oferuje nam bardzo fajny
miks piosenek podkręcających sceny akcji i Madonna chodzi za mną do dziś…
Osobną
kwestią pozostaje fakt, czy Deadpool okazał się Zbawicielem Marvela. Część
fanów liczyła prawdopodobnie na dużo większe powiązanie tego filmu z obecnym
MCU i wpisanie Deadpoola w marvelowską telenowelę Kevina Feige. Pod tym
względem ja osobiście nie czułem rozczarowania, bo dostaliśmy ekscytującą
przejażdżkę po dawnym uniwersum FOX, na którym się wychowałem. Z pewnością
jednak zobaczymy wkrótce Deadpoola w obecnym uniwersum, zapewne w okolicach nadchodzących
Avengersów…
Podsumowując,
film zdecydowanie nie jest pozbawiony wad. Scenariusz nie jest jego
najmocniejszą stroną i szybkie tempo oraz nagromadzenie fanserwisu może
przeszkadzać mniej zaprawionemu w bojach widzowi. Żarty w zdecydowanej
większości siadały, ale humor jest kwestią bardzo subiektywną i nie wszyscy
mogą go kupić. Nierówne wątki emocjonalne Deadpoola i Wolverina na dłuższą metę
jednak nie przeszkadzają tak bardzo, a wagon złota oferowanego przez ten film
przykrywa wszelkie niedostatki. Deadpool i Wolverine otrzymuje ode mnie 8/10,
bo pomimo niedoskonałości bawiłem się jak dzika świnia w kartoflach.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz