Pierwszy sezon Rodu Smoka był fantastycznym doświadczeniem i bardzo udaną ekranizacją części powieści Geroge’a R.R. Martina pt. Ogień i krew opowiadającej o początku rządów dynastii Targaryenów w Westeros. Prequel do Gry o tron miał w sobie odpowiedni poziom intryg, brutalności i moralnej szarości okraszony dodatkowo rodzinnym dramatem i bardziej kameralną, osobistą historią. Zapowiadał też wielką wojnę domową, która wstrząśnie królestwem i rozpali emocje wśród widzów. Czy drugi sezon spełnia wysoko postawione oczekiwania?
Showrunnerem
drugiego sezonu był Ryan Condal (mający wcześniej na koncie tylko scenariusze
do Herkulesa z 2014 roku i Rampage: Dzika furia z The Rockiem oraz serialu
Colony oraz rzecz jasna pierwszego sezonu Rodu Smoka). Z projektu odszedł po
pierwszym sezonie weteran Gry o tron, Miguel Sapochnik. George R.R. Martin
widnieje jako współtwórca serialu obok Condala, ale wszyscy wiemy, że jest to czysto
kurtuazyjny tytuł, bo GRRubas nie robi nic. Wśród scenarzystów drugiego sezonu
należy wskazać ponadto Davida Hancocka (The Crown) oraz kobiety Ti Mkkel (Gra o
tron), Sarę Hess (Orange is the new Black, Dr. House), Eileen Shim (Gwiezdne
Wojny: Akolita, Light as the Feather).
W
Rodzie Smoka obserwujemy konflikt o sukcesję w dynastii Targaryenów, gdy po
śmierci króla Viserysa I na tronie zasiada jego syn Aegon II, pomimo iż namaszczoną
przez ojca następczynią i dziedziczką była Rheanyra Targaryen. Królestwo dzieli
się na dwa przeciwstawne obozy – Czarnych popierających królową oraz Zielonych
popierających króla. Obie strony, posiadające pod swoją komendą smoki, nie są
skłonne do ustępstw i nic nie powstrzyma wojny, a ceną ich konfliktu będzie
życie i dostatek zwykłych mieszkańców.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Pierwszy
sezon położył podwaliny pod wojnę domową, budując w świetny sposób
skomplikowanych i niejednoznacznych bohaterów, skupiających wokół siebie grono
popleczników. Po jednej stronie widzimy stronnictwo Zielonych – królowa-wdowa
Alicent Hightower (Olivia Cooke, w ostatnich latach Bates Motel, Ready Player
One, Targowisko próżności, Dźwięk metalu, Soft Voice, Kulawe konie) podstępem i
intrygą wraz ze swoim ojcem, królewskim namiestnikiem Otto Hightowerem (Rhys
Ifans, znany z Niesamowitego Spider-mana, Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci
1, Elementary, Snowdena, Stacji Berlin, King’s Man: Pierwszej misji, Nyad),
doprowadza do posadzenia na tronie swego syna, Aegona II (Tom
Glynn-Carney, Ostatni posterunek, Tolkien, Dunkierka, Król, Oddział dla zuchwałych).
Po ich stronie stoją ponadto m.in: młodszy brat Aegona, książę Aemond (Ewan
Mitchell, Upadek królestwa, Świat w ogniu: Początki, Saltburn), który dosiada
największego smoka świata; siostra i żona Aegona Helaena (Phia Saban, Upadek
królestwa); porywczy lord dowódca Gwardii Królewskiej ser Criston Cole (Fabien
Frankel, Last Christmas, Wąż, Venice at Dawn) czy przebiegły Starszy nad
szeptaczami lord Larys Strong (Matthew Needham, Na sygnale, Sherlock, Doktor Who,
Wielkie nadzieje, Napoleon).
Po
drugiej stronie stoi stronnictwo Czarnych – okradziona z Żelaznego Tronu
królowa Rhaenyra (Emma D’Arcy, Wunderlust, Poszukiwacze prawdy), która swą
władzę sprawuje z rodowej siedziby Targaryenów na Smoczej Skale wraz z mężem-stryjem,
księciem Daemonem (Matt Smith, Doktor Who, The Crown, Terminator: Genisys,
Ostatniej nocy w Soho, Morbius). W skład ich rodziny wchodzą ponadto m.in. jej
syn Jacaerys Velaryon (Harry Collett, pomniejsze role w Galavant, Dunkierka,
Doktor Dolittle czy Na sygnale); córki Daemona Baela (Bethany Antonia, Odwet,
Zostań przy mnie) i Rhaena (Phoebe Campbell). Popierają ich również Niedoszła
Królowa, Rhaenys Targaryen (Eve Best, Jak zostać królem, Siostra Jackie, Stan
Lee's Lucky Man, Przeznaczenie: Saga Winx, The Crown) oraz jej mąż,
najpotężniejszy lord w Westeros Corlys Velaryon (Steve Toussaint, The Knock, The
Bill, Lekarze, Książę Persji: Piaski czasu, Good Omens, Lewis, Stacja Berlin,
Before We Die).
Początkowo
żadna ze stron nie chce zaatakować pierwsza i czeka na ruch drugiej strony,
jednak gdy w zamachu ginie syn i następca Aegona, machina wojenna wchodzi w
ruch. Czarni przystępują do morskiej blokady Królewskiej Przystani, ale poza
flotą nie dysponują silną armią ani przewagą w smokach. Zieloni wzywają swoich
chorążych z odległych końców Westeros, jednak ich armie poruszają się powoli.
Czarni tymczasem zawiązują sojusze z wiernymi im rodami Starków władających
Północą oraz Arrynów władających Doliną. Dodatkowo, nim pierwsze ekranowe
skrzypce przejmą zmagania wojenne, w obu obozach zawiązują się spory i intrygi –
Daemon wyrusza do Harrenhal w Dorzeczu celem zebrania wojska, jednak pragnie to
zrobić dla siebie, a słabe rządy Aegona i jego plan działania zostaje podważony
przez pewnego własnej potęgi Aemonda. Powściągliwa Rheanyra nie kwapi się do
przypuszczenia ataku i stara się zażegnać konflikt polubownie, jednak Alicent, tracąca
wpływy na działania swoich synów prących do bezpośredniego starcia i gardzących
dyplomacją, nie ma ani ochoty ani władzy, by coś w tym konflikcie zmienić. Na
planszy natomiast pojawia się grono nowych pionków i postaci takich jak
przedstawiciele plebsu Hugh Młot (Kieran Bew) czy Ulf Biały (Tom
Bennet) oraz bracia Alyn (Abubakar Salim) i Addam z Hull (Clinton Liberty),
bękarci synowie lorda Corlysa.
Bitwa
pod Gawronim Gniazdem, pierwsze duże starcie tej wojny z użyciem smoków,
zakończyło się połowicznym sukcesem Zielonych – Czarni tracą Rhaenys i jej
smoczycę Melys, ale Zieloni też nie unikają strat w postaci smoka Sunfyre,
natomiast Aegon II popada w kalectwo i nie jest zdolny do sprawowania władzy.
Regentem zostaje dosiadający Vhagar książę Aemond, który doprowadził do upadku swego brata i
rozpoczyna rządy żelaznej ręki w stolicy, co jeszcze bardziej wzburzy głodujący
lud miasta. Wykorzystać to będzie chciała Rhaenyra, której pod nieobecność
Daemona doradza Biały Robak, czyli Lady Mysaria (Sonoya Mizuno, Ex Machina, La
La Land, Anihilacja, Bajecznie bogaci Azjaci, Civil War, seriale Devs i Maniac),
która skłoni królową również do szalonego pomysłu ujarzmienia pozostających bez
jeźdźców smoków Vermithora i Srebrnoskrzydłą oraz Morski Dym przez osoby spoza
rodu Targaryenów i Velaryonów…
Drugi
sezon w zamyśle miał zebrać plon zasiany w sezonie pierwszym, który wielu
traktowało jako „sezon zero” i rozbieg przed właściwym rozpoczęciem historii.
Obszerny set-up i rozstawianie pionków na planszy, budowanie relacji między bohaterami
i tkanie sieci intryg miało zaowocować epickim konfliktem, który wynagrodzi
rozmachem nieco mniej akcji a zdecydowanie dużo rozmów sezonu pierwszego. Ja do malkontentów nie
należałem, również jednak liczyłem, że teraz to się naprawdę zacznie. No niestety nadal
się nie zaczęło i nadal czekamy, aż wojna rozgorzeje na dobre. W drugim sezonie
dostaliśmy na ekranie zaledwie jedną bitwę i choć była ona epicka, to w
perspektywie całości pachnie biedą i obecnie wcale nie dziwią mnie głosy,
że Warner wymusił na twórcach, aby drugi sezon miał tylko 8 odcinków ze
względów budżetowych.
Dałoby
się to jeszcze przeboleć, gdyby czuć było, że fabuła posuwa się do przodu i że
na ekranie dzieją się rzeczy. O ile jeszcze sam początek całkiem dobrze budował
napięcie i eskalację konfliktu z lokalnego starcia do znaczącej bitwy, to
później wszystko znowu zatrzymało się w miejscu i nie oferowało widzowi nic
szczególnie interesującego. Co więcej, część postaci została wykastrowana z
charakteru, jaki prezentowały w książkach i spłycono je do nudnych gadających
głów. W mojej opinii słabo poprowadzono wątki Daemona, Rhaenyry i Alicent i to,
co działo się w ciągu 8 odcinków można było skompresować spokojnie do 4 czy 5 i
w finale podkręcić znacząco tempo. Daemon snujący się cały sezon po nawiedzonym
zamczysku i doznający sennych wizji nudził okrutnie i marnowanie potencjału tak
postaci jak i aktora to splunięcie w twarz widzom. Dylematy Rhaenyry i Alicent
miotających się w swej bezsilności, szukających desperacko możliwości pokojowego
rozwiązania konfliktu również trącą śmiesznością, zważywszy na ich wcześniejsze
charaktery. A motyw dobrodusznych i miłosiernych kobiet stroniących w swej
roztropności od rozlewu krwi (w konflikcie, do którego same doprowadziły), do
którego dążą oczywiście mało rozgarnięci, głupiutcy i krwiożerczy mężczyźni,
trąci jako żywo współczesną walką światopoglądową i ugrzecznieniem kobiecych
postaci, które nie mogą się dopuścić niczego złego i swą postawą muszą dawać
światły przykład.
W
pierwszym sezonie poczyniono kilka pomniejszych odstępstw od materiału źródłowego,
ale wyszło to serialowi na plus, a i specyfika rozłożonej w czasie historii
wymagała pewnych ingerencji w fabułę. W przypadku drugiego sezonu jestem daleki
od krytykowania twórców za podejmowanie odważnych decyzji autorskich względem
prozy Martina, problem polega na tym, że często są to niczym nieumotywowane
zmiany na gorsze, z których nic kreatywnego i ciekawego nie wynika. Przykładem
może być tutaj m.in. finał pierwszego odcinka i zamach na potomstwo Aegona.
Żeby
jednak oddać serialowi co jego, nadal jakość produkcyjna stoi na bardzo wysokim
poziomie i widać, ile pracy włożono w to, żeby wszystko wyglądało w nim bardzo
dobrze począwszy na charakteryzacjach, przez rekwizyty, po scenografie i efekty
specjalne. Nadal też w serialu znajdziemy mnóstwo fantastycznych miniatur, w
których nasi bohaterowie toczą rozmowy, pertraktacje, potyczki i dyskusje. O
ile wątki starszych członków obsady rozczarowywały nudą, tak młodzież miała w
końcu więcej do pokazania i szczególnie wybijał się tu duet Evan Mitchell oraz
Tom Glynn-Carney oraz partnerująca im Phia Saban, a także w mniejszym nieco stopniu
Harry Collett. Chciałoby się widzieć ich więcej kosztem nudnych wątków głównych
bohaterów, na których ewidentnie nie miano ciekawego pomysłu.
Podsumowując, drugi sezon Rodu Smoka to spore rozczarowanie, ale i poprzeczka zawieszona przez pierwszy sezon była niezwykle wysoka. Pojawia się w nim trochę głupot i poziom rozpisania bohaterów spada, ale nadal jest to dość dobry serial, który większością odcinków prezentuje poziom produkcyjny rzadko osiągalny przez inne platformy streamingowe. Drugi sezon Rodu Smoka otrzymuje ode mnie 7,5/10, może trochę zbyt optymistycznie ale nie gniewałem się na niego tak bardzo, jak niektórzy i liczę, że trzeci sezon tym razem wejdzie na odpowiednie tempo i wciśnie nas w fotel. Znając bowiem książkowy pierwowzór, zostało w tej historii już samo gęste, które będą musieli upchnąć w dwa sezony. To jednak ostatni raz, kiedy jestem wyrozumiały względem tej serii i kolejny taki fillerowy sezon już nie przejdzie, Panie Condal.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz