niedziela, 14 grudnia 2025

PREDATOR: BADLANDS (2025) - RECENZJA FILMU.

 

Najnowszy film ze współdzielonego uniwersum Predatora i Obcego, w którym tym razem to kosmiczny łowca jest głównym bohaterem, spotkał się z pozytywnym przyjęciem, ale średnim wynikiem finansowym. Jaki jest nowy Predator?











Reżyserem filmu jest Dan Trachtenberg, który zaczynał poważną karierę w 2016 roku od Cloverfield Lane 10 oraz odcinka Czarnego lustra, później zaś m.in. zanotował po pierwszym odcinku pierwszego sezonu The Boys oraz The Lost Symbol, by zwrócić uwagę publiki w 2022 roku filmem Predator: Prey. Poprzednim jego projektem był animowany Predator: Killer of killers. Przy scenariuszu poza Trachtenbergiem pracował ponadto Patrick Aison (odcinki Miasteczka Wayward Pines, Kingdom, Jacka Ryana, Treadstone, Last Light oraz film Predator: Prey).











Autorem zdjęć do filmu był Jeff Cutter dość regularnie współpracujący z Trachtenbergiem, ponadto kręcił m.in. odcinek Severance czy filmy Eli, W śnieżną noc, Po prostu żyj. Muzykę skomponował duet Sarah Schachner (znana m.in. z gier Assasssin’s Creed: Origins oraz Valhalla, Anthem, nowych części Call of Duty: Modern Warfare i Prey) oraz Benjamin Wallfisch (w ostatnich latach m.in. Predator: Killer of killers, Until Dawn, Wolf Man, Kraven: Łowca, Obcy: Romulus, Twisters, Flash czy It: Welcome do Derry)











RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

W filmie śledzimy losy Deka (Dimitrius Schuster-Koloamatangi, seriale Jonah, The Panthers, Far North), przedstawiciela rasy Yautja (powszechnie znanych jako Predatorzy), który jest wyrzutkiem we własnym klanie, traktowanym jako ten gorszy ze względu na słabsze warunki fizyczne. Jedynym wsparciem dla Deka jest jego starszy brat, Kwei (ciało Michaela Homika, głos Stefana Grube). Gdy ich ojciec Njohrr (ciało Reuben de Jong, głos Dimitrius Schuster-Kolomatangi) rozkazuje, by Kwei zabił Deka, ten sprzeciwia się ojcu, a Dek wysłany zostaje na zabójczą planetę Genna, gdzie zapolować ma na niezwykle niebezpiecznego stwora, Kaliska.

Deka spotyka twarde lądowanie i natychmiast zapoznaje się z brutalnością tego świata, gdzie wszystko jest śmiertelnym zagrożeniem. Młody łowca musi nauczyć się improwizować i radzić sobie dzięki swej zaradności i determinacji. Na swej drodze spotyka nieoczekiwanego sojusznika, uszkodzonego syntetyka korporacji Weyland-Yutani, rozgadaną Thię (Elle Fanning, ostatnio m.in. Wartość sentymentalna, Kompletnie nieznany, serial Wielka czy gra Death Stranding 2: On the Beach), której zadaniem miało być badanie fauny niegościnnego świata. Pozbawiona w ataku Kaliska dolnej części sztucznego ciała Thia staje się użytecznym narzędziem dla Deka, który nosi ją niczym plecak, a do kompanii trafia również uratowany małpowaty stworek Bud (Ravi Narayan). Nie wszystko jest jednak takie, jak opowiada Thia, a ich śladem rusza jej bliźniacza syntetyczna siostra, Tessa, obdarzona mniej pacyfistycznym oprogramowaniem…

Dek będzie musiał zapolować nie tylko na najgroźniejszą znaną bestię, ale zmierzyć się również z syntetyczną armią Weyland-Yutani, po drodze tworząc patchworkową rodzinę lub inaczej mówiąc swój własny klan.


Scenariusz filmu opiera się na dość prostych założeniach i przewidywalnych twistach, nie stanowi to jednak znaczącego problemu, bo kreuje angażujący świat silny właśnie swą prostotą. Dek jest solidnym protagonistą, który mierzy się z ogranymi już problemami, ale nie w kontekście serii Predator, gdzie takiego bohatera jeszcze nie mieliśmy. Mnie postać odgrywana przez Nowozelandczyka Dimitriusa Schustera-Koloamatangi kupiła cechami, o które zazwyczaj nie podejrzewamy przedstawicieli jego rasy. Był to zatem powiem świeżości w cierpiącej na kreatywny zastój marce.

W moim odczuciu dobrze uzupełniała go również ekstrawertyczna Elle Fanning, która przełamywała mrukliwość i zdystansowanie emocjonalne głównego bohatera. Rozumiem jednak, że niektórym ten dysonans mógł nie przypaść do gustu, choć trudno mieć tu zarzuty do samej Fanning, która odgrywała podwójną, zróżnicowaną charakterologicznie rolę. Przy okazji tej postaci pojawia się również element disneyowatości, czyli zwierzęcy kompan, który według niektórych nie pasuje do tego filmu, dostarczając niepotrzebnego komizmu – mi osobiście nie przeszkadzało to jakoś szczególnie, choć nie był to mój ulubiony element filmu.

Z pewnością produkcja broniła się fajnym klimatem groźnej planety, dobrymi zdjęciami (zwłaszcza krajobrazy i dalekie plany wyglądały imponująco zważywszy na stosunkowo mniejszy budżet), niezłą, wpadającą w ucho muzyką i solidnymi efektami specjalnymi (choć momentami widać było pewne niedociągnięcia, zwłaszcza w tych najbardziej bombastycznych momentach). Film był też dość brutalny, a z braku ludzkich bohaterów twórcy mogli się pokusić o wymyślne sekwencje pełne widowiskowej (nawet zbyt przegiętej w trzecim akcie) akcji.

Największy problem filmu mam właśnie z trzecim aktem, zbyt szybko przeskakującym fabularnie i prowadzonym pospieszną narracją, stawiającym na widowiskowość bardziej niż na dobre pisanie bohaterów. Więcej emocjonalnego zaangażowania wyciągnąłem na pewno z pierwszej połowy filmu, w drugiej nie czerpałem już takiej przyjemności z seansu.











Podsumowując, Predator: Badlands nie każdemu przypadnie do gustu, a choć ogólnej publice się podobał, to hardkorowych fanów uniwersum może odrzucić pewnymi rozwiązaniami fabularnymi. Ja bawiłem się całkiem dobrze, choć rozrywka to była dość prosta i raczej niezbyt wysokich lotów. Z miłą chęcią jednak powrócę do tej serii przy kolejnej okazji, a Predator: Badlands oceniam na solidne 6,75/10 i zachęcam, by dać mu szansę, gdy wpadnie na streaming.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...