Najnowszy film ze współdzielonego uniwersum Predatora i Obcego, w którym tym razem to kosmiczny łowca jest głównym bohaterem, spotkał się z pozytywnym przyjęciem, ale średnim wynikiem finansowym. Jaki jest nowy Predator?
Reżyserem filmu jest Dan
Trachtenberg, który zaczynał poważną karierę w 2016 roku od Cloverfield Lane 10
oraz odcinka Czarnego lustra, później zaś m.in. zanotował po pierwszym odcinku
pierwszego sezonu The Boys oraz The Lost Symbol, by zwrócić uwagę publiki w
2022 roku filmem Predator: Prey. Poprzednim jego projektem był animowany
Predator: Killer of killers. Przy scenariuszu poza Trachtenbergiem pracował
ponadto Patrick Aison (odcinki Miasteczka Wayward Pines, Kingdom, Jacka Ryana,
Treadstone, Last Light oraz film Predator: Prey).
Autorem zdjęć do filmu był Jeff
Cutter dość regularnie współpracujący z Trachtenbergiem, ponadto kręcił m.in.
odcinek Severance czy filmy Eli, W śnieżną noc, Po prostu żyj. Muzykę
skomponował duet Sarah Schachner (znana m.in. z gier Assasssin’s Creed: Origins
oraz Valhalla, Anthem, nowych części Call of Duty: Modern Warfare i Prey) oraz
Benjamin Wallfisch (w ostatnich latach m.in. Predator: Killer of killers, Until
Dawn, Wolf Man, Kraven: Łowca, Obcy: Romulus, Twisters, Flash czy It: Welcome
do Derry)
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
W filmie śledzimy losy Deka (Dimitrius
Schuster-Koloamatangi, seriale Jonah, The Panthers, Far North), przedstawiciela
rasy Yautja (powszechnie znanych jako Predatorzy), który jest wyrzutkiem we
własnym klanie, traktowanym jako ten gorszy ze względu na słabsze warunki
fizyczne. Jedynym wsparciem dla Deka jest jego starszy brat, Kwei (ciało
Michaela Homika, głos Stefana Grube). Gdy ich ojciec Njohrr (ciało Reuben de Jong,
głos Dimitrius Schuster-Kolomatangi) rozkazuje, by Kwei zabił Deka, ten
sprzeciwia się ojcu, a Dek wysłany zostaje na zabójczą planetę Genna, gdzie
zapolować ma na niezwykle niebezpiecznego stwora, Kaliska.
Deka spotyka twarde lądowanie i
natychmiast zapoznaje się z brutalnością tego świata, gdzie wszystko jest
śmiertelnym zagrożeniem. Młody łowca musi nauczyć się improwizować i radzić
sobie dzięki swej zaradności i determinacji. Na swej drodze spotyka nieoczekiwanego
sojusznika, uszkodzonego syntetyka korporacji Weyland-Yutani, rozgadaną Thię
(Elle Fanning, ostatnio m.in. Wartość sentymentalna, Kompletnie nieznany,
serial Wielka czy gra Death Stranding 2: On the Beach), której zadaniem miało
być badanie fauny niegościnnego świata. Pozbawiona w ataku Kaliska dolnej
części sztucznego ciała Thia staje się użytecznym narzędziem dla Deka, który
nosi ją niczym plecak, a do kompanii trafia również uratowany małpowaty stworek
Bud (Ravi Narayan). Nie wszystko jest jednak takie, jak opowiada Thia, a ich
śladem rusza jej bliźniacza syntetyczna siostra, Tessa, obdarzona mniej
pacyfistycznym oprogramowaniem…
Dek będzie musiał zapolować nie
tylko na najgroźniejszą znaną bestię, ale zmierzyć się również z syntetyczną
armią Weyland-Yutani, po drodze tworząc patchworkową rodzinę lub inaczej mówiąc
swój własny klan.
Scenariusz filmu opiera się na dość
prostych założeniach i przewidywalnych twistach, nie stanowi to jednak
znaczącego problemu, bo kreuje angażujący świat silny właśnie swą prostotą. Dek
jest solidnym protagonistą, który mierzy się z ogranymi już problemami, ale nie
w kontekście serii Predator, gdzie takiego bohatera jeszcze nie mieliśmy. Mnie
postać odgrywana przez Nowozelandczyka Dimitriusa Schustera-Koloamatangi kupiła
cechami, o które zazwyczaj nie podejrzewamy przedstawicieli jego rasy. Był to
zatem powiem świeżości w cierpiącej na kreatywny zastój marce.
W moim odczuciu dobrze uzupełniała
go również ekstrawertyczna Elle Fanning, która przełamywała mrukliwość i zdystansowanie
emocjonalne głównego bohatera. Rozumiem jednak, że niektórym ten dysonans mógł
nie przypaść do gustu, choć trudno mieć tu zarzuty do samej Fanning, która odgrywała
podwójną, zróżnicowaną charakterologicznie rolę. Przy okazji tej postaci pojawia
się również element disneyowatości, czyli zwierzęcy kompan, który według
niektórych nie pasuje do tego filmu, dostarczając niepotrzebnego komizmu – mi osobiście
nie przeszkadzało to jakoś szczególnie, choć nie był to mój ulubiony element
filmu.
Z pewnością produkcja broniła się
fajnym klimatem groźnej planety, dobrymi zdjęciami (zwłaszcza krajobrazy i
dalekie plany wyglądały imponująco zważywszy na stosunkowo mniejszy budżet), niezłą, wpadającą w ucho muzyką i solidnymi efektami specjalnymi (choć
momentami widać było pewne niedociągnięcia, zwłaszcza w tych najbardziej
bombastycznych momentach). Film był też dość brutalny, a z braku ludzkich
bohaterów twórcy mogli się pokusić o wymyślne sekwencje pełne widowiskowej
(nawet zbyt przegiętej w trzecim akcie) akcji.
Największy problem filmu mam właśnie z trzecim aktem, zbyt szybko przeskakującym fabularnie i prowadzonym pospieszną narracją, stawiającym na widowiskowość bardziej niż na dobre pisanie bohaterów. Więcej emocjonalnego zaangażowania wyciągnąłem na pewno z pierwszej połowy filmu, w drugiej nie czerpałem już takiej przyjemności z seansu.
Podsumowując, Predator: Badlands nie każdemu przypadnie do gustu, a choć ogólnej publice się podobał, to hardkorowych fanów uniwersum może odrzucić pewnymi rozwiązaniami fabularnymi. Ja bawiłem się całkiem dobrze, choć rozrywka to była dość prosta i raczej niezbyt wysokich lotów. Z miłą chęcią jednak powrócę do tej serii przy kolejnej okazji, a Predator: Badlands oceniam na solidne 6,75/10 i zachęcam, by dać mu szansę, gdy wpadnie na streaming.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz