Pluribus zapowiadał się jako intrygujący serial łączący w sobie ciekawe science-fiction, angażującą emocjonalnie obyczajówkę i historię pełną tajemnic. Czy najnowszy hit AppleTV+ faktycznie jest tak dobry i spełnił pokładane w nim oczekiwania?
Twórcą serial jest uznany Vince
Gilligan, autor takich serialowych dzieł jak Breaking Bad i Better Call Saul. Na
swoim koncie ma również pracę przy Battle Creek, Hancocku czy Z archiwum X.
Reżyseraim odcinków, poza Gilliganem
(odcinki 1 i 2) byli Gordon Smith (wcześniej reżyserował tylko dwa odcinki Better
Call Saul, więcej doświadczenia producencko-scenopisarskiego), Adam Bernstein
(doświadczony reżyser aktywny od lat 80. XX wieku, m.in. Hoży doktorzy, Rockefeller Plaza
30, Shameless, Breaking Bad, Californication, Master of Sex, Rozwód, Billions,
Silos), Melissa Bernstein (podobnie jak Smith na koncie tylko dwa odcinki Better
Call Saul), Zetna Fuentes (Słodkie kłamstewka, Chirurdzy, Sposób na morderstwo,
Ray Donovan, Shameless, Bosch, Stary człowiek, Agencja), Gandja Monteiro (The
Chi, Wednesday, Wiedźmin, Agatha All Along, Paradise).
Przy scenariuszu, poza Gilliganem,
pracowali Vera Blasi (Kobieta na topie, Zupa z tortillą, Cesarz), Ariel Levine
(Bay State, Better Call Saul), Jonny Gomez (Tacy jesteśmy), Gordon Smith (Outsiders,
Breaking Bad, Better Call Saul), Alison Tatlock (Terapia, Betreyal, The Whispers,
Stranger Things, Better Call Saul), Jenn Caroll (Bay State).
Kompozytorem muzyki jest Dave Porter,
współpracujący z Gilliganem przy okazji Breaking Bad, Better Call Saul i El Camino,
ponadto Blacklist, Chasing Classic Cars, Kaznodzieja, Echo, Hightown, natomiast operatorami odpowiedzialnymi za zdjęcia byli Marshall Adams (Felicity, Detektyw
Monk, CSI: Kryminalne zagadki Nowego Yorku, Grimm, Przebudzony, Better Call
Saul, Servant) oraz Paul Donachie (Kochanice króla, Material Girl, Mandela:
Droga do wolności, Nocna zmiana, Bodyguard, Vera, Better Call Saul).
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Główną bohaterką serialu jest Carol
Sturka (Rhea Seehorn, za swoją rolę nagrodzona Złotym Globem, ponadto takie
produkcje jak Figurantka, Better Call Saul, Invincible, Bad Boys: Ride or Die),
autorka poczytnych powieści romantasy mieszkająca w Albuquerque w Nowym Meksyku
wraz ze swoją agentką i żoną Helen (Miriam Shor, Imprezowo, Układy, Żona
idealna, Jessica Jones, Zawód: Amerykanin, Younger, Amerykańska fikcja).
Wracając do domu z trasy promującej najnowszą książkę są świadkami końca świata,
gdy niemal cała ludzkość zostaje zainfekowana wirusem pozaziemskiego
pochodzenia z odległego układu gwiezdnego i tworzy Jednię – zbiorową świadomość
wszystkich ludzi, którym udało się przeżyć. Helen umiera, co dramatycznie
wpływa na zdezorientowaną Carol, która dowiaduje się, że poza nią jeszcze
kilkanaście osób na świecie pozostało sobą.
Jednia do opieki nad Carol
oddelegowuje Zosię (Karolina Wydra, polska aktorka z Opola robiąca karierę w Ameryce,
np. Doktor House, Justified: Bez przebaczenia, True blood, Miasto zła, Pete kombinator,
Quantico, Agents of S.H.I.E.L.D.), dzięki której Carol uczy się zachowania i
zwyczajów Jedni. Carol decyduje się spotkać z mówiącymi po angielsku ocalałymi,
czyli m.in. Laxmi (Menik Gooneratne), Kusimayu (Darinka Arones) czy
ekscentrycznym Panem Diabate (Samba Schutte).
Rozczarowana spotkaniem Carol
postanawia powrócić do domu i samodzielnie przepracować żałobę, traumę końca
świata oraz spróbować znaleźć sposób na odwrócenie sytuacji, a także poradzić
sobie z emocjami, jakimi zaczyna darzyć Zosię. Nie zdaje sobie sprawy, że
mieszkający w Peru Manousos Oviedo (Carlos-Manuel Vesga) odmawiający kontaktu z
Innymi, również stara się przywrócić dawny porządek rzeczy…
Serial napisany przez Gilligana
obiecywał dużo po pierwszych dwóch-trzech odcinkach, ustanawiając niezwykle interesującą
sytuację fabularną oraz tło dla poczynań głównej bohaterki, później jednak
poprowadził narrację w innym kierunku, skupiając się w głównej mierze na emocjach
targających bohaterką, tytułową Jedyną. Dostajemy rozbudowany rys
charakterologiczny stosunkowo prostej i mało angażującej postaci, której
poświęcamy bardzo dużo czasu ekranowego, nie posuwając fabuły do przodu.
Angażująca uwagę i ciekawość widza intryga stopniowo rozmywa się, a pierwsze
skrzypce przejmuje bohaterka, na której emocjach wszystko jest oparte. Carol
jest charakterną, wyrazistą, nieustępliwą kobieta, jednak pod tą warstwą
powierzchowności skrywa się zaskakująco mało wyróżniająca głębia.
Na plus serialu należy zauważyć fakt, że twórcy dość skrupulatnie i realistycznie podeszli do tematów naukowych, starając się uwzględnić w swej opowieści wiele trudnych szczegółów i odpowiedzieć fanom na wiele pojawiających się w trakcie historii wątpliwości i pytań. Realizacyjnie również serial stał na wysokim poziomie, łącząc w sobie kameralność i niemal klaustrofobiczność historii z większą skalą produkcji w kilku przemyślanych momentach. Pozwalało to zachować serialowi wiarygodność i zwiększało immersję. Trochę rozczarowująca była warstwa muzyczna.
Dodatkowym smaczkiem był nieoczywisty humor przełamujący depresyjne tło całości, skupionej na rozgrywającej się na oczach bohaterki osobliwej apokalipsie i całkowitej zmianie, jaka zaszła w ludzkości. Twórcy sięgają w serialu po interesujące i głębokie rozważania społeczno-filozoficzne dotyczące indywidualizmu, idealizmu i egoizmu oraz moralności w małej i wielkiej skali, dostarczając widzowi tematu do przemyśleń i rozważań o własne poglądy w omawianych sprawach.
Aktorsko w serialu w większych
rolach występują w zasadzie trzy osoby, z czego najbardziej prominentną jest
rzecz jasna bohaterka Rhei Seehorn, która dźwiga opowieść na własnych barkach i
nawet jeśli mi osobiście odgrywana przez nią postać nie przypadła do gustu, to
doceniam ją w tej roli i dostrzegam intencjonalność w takim właśnie balansującym
na granicy antypatyczności podejściu. Nie utożsamiam się z wyborem komitetu
Złotych Globów, jednak rozumiem, iż końcem roku serial i rola Seehorn zrobiły,
zwłaszcza w Ameryce, furorę.
Na uwagę zasługuje znacząca rola polskiej
aktorki, Karoliny Wydry, która pokazała się z bardzo dobrej strony szerszej
publice po kilku latach nieobecności (ostatnia większa rola to 2019 r. i udział
w szóstym sezonie marvelowskich Agents of S.H.I.E.L.D.) i bez wątpienia zaskarbiła
sobie sympatię publiki. Mi osobiście do gustu przypadł również odgrywający rolę
bezkompromisowego Paragwajczyka Carlos-Manuel Vesga oraz sympatycznego Samba
Schutte w roli hedonistycznego lowelasa korzystającego z nadarzającej się
okazji.
Podstawowym problemem serialu, poza niewykorzystaniem pewnego zasygnalizowanego na początku potencjału, było tempo narracji, które wyraźnie wyhamowało po 3 odcinku i ślimaczyło się do samego końca, sprawiając, że w odcinkach fabularnie działo się bardzo mało. Z jednej strony doceniam odwagę twórców w tym podejściu wychodzącym na przekór teledyskowej dynamice współczesnych produkcji dostosowujących się do coraz krótszego attention spanu widzów. Z drugiej jednak oczekiwałbym więcej treści i szybszego tempa historii, bo fundament jest całkiem solidny i pozwala odbiorcy zaangażować się w tę opowieść. Po reakcjach widzów widać jednak, że krytykom serial spodobał się znacznie bardziej.
Podsumowując, w mojej opinii Pluribus to niewykorzystany potencjał, który zwiódł obietnicą czegoś bezapelacyjnie wyjątkowego, a okazał się tylko solidnym produktem. Mieszane uczucia względem głównej bohaterki rekompensowała okrojona drugoplanowa obsada. Mam nadzieję, że kolejne sezony dostarczą więcej interesującej treści, dlatego nie skreślam Pluribusa i oceniam go na 6,75/10.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz