Wypełniony
zwrotami akcji miks gatunków lawirujący między dramatem, komedią, kryminałem i
dramatem psychologicznym, który w zamyśle twórców miał romansować ze stylem
Guya Ritchiego i Quentina Tarantino, ale również braci Cohen i braci Safdie.
Czy udała się ta wystrzałowa próba, czy jednak wyszedł z tego kapiszon?
Reżyserem
filmu jest Darren Aronofsky, uznany twórca takich dzieł jak Wieloryb, Mother!,
Noe: Wybrany przez Boga, Czarny łabędź, Źródło czy Requiem dla snu. Autorem
scenariusza jest natomiast Charlie Huston, który podjął się adaptacji własnej
powieści z 2004 roku, ponadto był showrunnerem serialu Powers oraz pisał
scenariusze do Gotham.
Muzykę
skomponował Rob Simonsen, autor ścieżek dźwiękowych do takich filmów jak Elio,
Deadpool i Wolverine, Wieloryb, Projekt Adam, Pogromcy duchów. Dziedzictwo,
Tully, Obdarowani, Wiek Adeline. Za zdjęcia odpowiadał Matthew Libatique,
współpracujący z Aronofskym przy większości jego filmów, ponadto w filmografii
posiadający takie produkcje jak Iron Man i Iron Man 2, Numer 23, Wszystko jest
iluminacją, Zakładnik z Wall Street, Narodziny gwiazdy, Venom, Ptaki nocy (i
fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn), Maestro.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film opowiada nam losy Hanka Thomsona
(Austin Butler, w ostatnich latach m.in. Elvis, Diuna: Część 2, Motocykliści,
Eddington, Pewnego razu w… Hollywood), pracującego w nowojorskim barze młodego
mężczyzny, który opuścił rodzinną Kalifornię po tragicznym wypadku, który
zaprzepaścił jego sportową karierę i marzenia o dołączeniu do baseballowej
drużyny San Francisco Giants. Hank umawia się z ratowniczką medyczną Yvonne (Zoë
Kravitz, w ostatnich latach między innymi The Batman, Studio, Wielkie kłamstewka
i Mrugnij dwa razy), a ich relacja ma szanse przerodzić się w prawdziwy
związek.
Życie
Hanka przybiera nieoczekiwany obrót, gdy mieszkający obok punk Russ (Matt
Smith, znany m.in. z ról w The Crown, Rodzie Smoka, Doktorze Who, a także
Morbiusie i Last Night in Soho) wyjeżdża pilnie do rodzinnej Anglii,
zostawiając mu pod opieką dom i kota Budy’ego (kot Tonic, poza Caught Stealing wystąpił
również w Smętarzu dla zwierzaków i ma swój profil na IMDB). Tym sposobem Hank zostaje wplątany w
szemrane interesy Russa, dilera narkotyków, który zadarł z kilkoma nowojorskimi
mafiozami. Niepokornego Brytyjczyka szukają bowiem Rosjanie Aleksei (Yuri
Kolokolnikov, Biały lotos, Kraven Łowca, Tenet, Zawód: Amerykanin) oraz Pavel „Mikrob”
(Nikita Kukushkin) wraz z latynoskim gangsterem Colorado (Benito Martínez
Ocasio znany też jako raper Bad Bunny, Bullet Train, Narcos: Meksyk, Szybcy i
wściekli 9, Farciarz Gilmore 2), a także przedstawiciele żydowskiego
półświatka, bracia Lipa (Liev Schreiber, najbardziej znany z Ray Donovan i
X-men Origins: Wolverine, a także serii Krzyk, Huragan, Pionek, Spider-man:
Uniwersum) oraz Szmul (Vincent D’Onofrio, jebany Wilson „Kingpin” Fisk z
Daredevila i innych marvelowskich seriali, ponadto Men in Black, Full Metal
Jacket, Oczy Tammy Faye, Emerald City, Sędzia, Jurassic World). Pomocną dłoń
stara się natomiast wyciągnąć detektyw Roman (Regina King, nagrodzona Oscarem
za Gdyby ulica Beale umiała mówić, ponadto seriale Watchmen, American Crime,
Seven Seconds, 24 godziny oraz filmy Ray, Legalna blondynka 2, Wróg publiczny).
Rozpoczyna się szaleńcza pogoń za Hankiem, przed którym wyrastają coraz to nowe
i poważniejsze problemy…
Aronofsky
serwuje nam ciekawe jak na siebie danie, nie wybiegające zbyt głęboko w
psychologię, filozofię i przesłania, za to wzbogacone o nieczęsty u niego
humor. Z jednej strony fabuła jest poważna, a losy głównego bohatera
dramatyczne, opakowane to jest jednak paletą absurdalnych sytuacji i
wyrazistych, przejaskrawionych postaci drugoplanowych, tworząc niecodzienną
kompozycję, która powinna przypaść w gusta widzów.
Austin
Butler, wschodząca gwiazda kina, ma tu za zadanie zagrać zwykłego gościa,
niczym się niewyróżniającego w nowojorskiej masie ludzi, choć postać ta ma
swoją traumatyczną przeszłość, którą nadal musi przepracować. Stosunkowo nijaki
bohater Hank Thomson z czasem nabiera nieco charakteru, ale na tle jego nijakiej
everyman’owości wybrzmiewają tym bardziej barwni bohaterowie drugiego planu,
zwłaszcza ekstrawagancki Matt Smith oraz duet grający żydowskich stereotypowych
gangsterów, czyli Liev Schreiber i Vincent D’Onofrio (ciekawostka – pierwszy grał
Kingpina w animowanym Spider-manie, drugi powrócił do grania Kingpina w MCU).
Pewnym
zarzutem może być chaotycznie poprowadzona narracja, w której sytuacja zmienia
się jak w kalejdoskopie, a główny bohater wpada z deszczu pod rynnę, nie
wiedząc komu zaufać i do kogo zwrócić się o pomoc. W mojej opinii jednak ten
twórczy chaos był jeśli nie zamierzony, to poprowadzony z dużą dozą świadomości
i w ramach przyjętej konwencji komediodramatu pomyłek, a krytycy powinni wyjąć kij
z ich recenzenckiej dupy.
Emocjonalny
ciężar filmu spoczywa na traumie postaci Hanka, który zmaga się wciąż z
nierozliczoną przeszłością, która odebrała mu wymarzoną przyszłość. Nihilistyczne
podejście do świata głównego bohatera przerywane jest tylko krótkimi momentami
prawdziwych emocji, gdy rozmawia ze swoją matką o baseballu i wynikach ich
ukochanej drużyny. W pewnym momencie jednak eskalująca pogoń gangsterów za nim
i Russem sprawia, że Hank przestaje być reaktywny i dokonuje wyborów, które
mają wyciągnąć go ze spirali spierdolenia, w jakie niechcący popadł.
Nihilizm
i powaga balansowane są przez nienachalny komizm zakorzeniony w otaczających Hanka
przerysowanych postaciach. Matt Smith kradnie film, choć ma dość ograniczony
czas ekranowy i znika na pół seansu. Świetnie uzupełniają się też grający braci
Liev Schreiber i Vincent D’Onofrio (a jako że Aronofsky jest z pochodzenia Żydem,
można mu wybaczyć stereotypowo komiczne podejście do Narodu Wybranego
Niepokalanie Poczętego, Który Nie Dopuszcza Się Żadnych Zbrodni W Strefie Gazy,
A Poza Tym Należało Im Się). Film spotyka się z krytyką zatrudnienia do roli
Rosjan prawdziwych Rosjan, wszak tylu Afroamerykanów jest bez pracy w Holiłudzie
i mogłoby zająć ich miejsce (w Nobody udało się to całkiem zgrabnie), nie mam z
tym jednak problemu i dodają oni swoistego kolorytu historii, zwłaszcza aktor
grany przez Kukushkina. Solidnie wypadł w małej roli również Bad Bunny, z kolei
Regina King w roli bardziej prominentnej nie porwała mnie i odbiegała od barwnych
towarzyszy. Dobrze wypadła Zoe Kravitz i pokazała, co miała najlepszego w
krótkim czasie…
Ważnym elementem historii było też pokazanie brudnego, ale posiadającego swoją duszę Nowego Jorku, który Aronofsky doskonale zna, bowiem jako potomek Żydów polskiego pochodzenia wychował się na Brooklynie i widział wiele szarości Wielkiego Jabłka. Uroku osadzenia akcji w końcówce ubiegłego stulecia dodawała warstwa audiowizualna – pasująca do filmu muzyka i „gruboziarniste” zdjęcia. Więcej można było wycisnąć z montażu, któremu brakowało polotu Ritchiego czy Tarantino. Nie da się też nie wspomnieć o tym, że prominentną rolę w Caught stealing grał kot Tonic, pięknie prezentujący się na ekranie i stanowiący "MacGuffin" nie mniejszy od tajemniczego kluczyka do skrytki Russa…
Podsumowując,
Złodziej z przypadku to ciekawy film oferujący widzowi całą paletę gatunkowych
doznań. Czasami pewne konwencje mogły ze sobą zazgrzytać, ale finalnie w mojej opinii dobrze uzupełniały się, podbudowane świetnymi bohaterami i dynamiczną, wartką akcją. W
mojej opinii film wart obejrzenia i wyrobienia sobie własnego zdania, ja
natomiast oceniam Złodzieja z przypadku na 7,5/10 i chętnie wróciłbym do tego
uniwersum.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz