wtorek, 2 września 2025

ZŁODZIEJ Z PRZYPADKU (2025) - RECENZJA FILMU

 
Wypełniony zwrotami akcji miks gatunków lawirujący między dramatem, komedią, kryminałem i dramatem psychologicznym, który w zamyśle twórców miał romansować ze stylem Guya Ritchiego i Quentina Tarantino, ale również braci Cohen i braci Safdie. Czy udała się ta wystrzałowa próba, czy jednak wyszedł z tego kapiszon?


Reżyserem filmu jest Darren Aronofsky, uznany twórca takich dzieł jak Wieloryb, Mother!, Noe: Wybrany przez Boga, Czarny łabędź, Źródło czy Requiem dla snu. Autorem scenariusza jest natomiast Charlie Huston, który podjął się adaptacji własnej powieści z 2004 roku, ponadto był showrunnerem serialu Powers oraz pisał scenariusze do Gotham.



Muzykę skomponował Rob Simonsen, autor ścieżek dźwiękowych do takich filmów jak Elio, Deadpool i Wolverine, Wieloryb, Projekt Adam, Pogromcy duchów. Dziedzictwo, Tully, Obdarowani, Wiek Adeline. Za zdjęcia odpowiadał Matthew Libatique, współpracujący z Aronofskym przy większości jego filmów, ponadto w filmografii posiadający takie produkcje jak Iron Man i Iron Man 2, Numer 23, Wszystko jest iluminacją, Zakładnik z Wall Street, Narodziny gwiazdy, Venom, Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn), Maestro.











RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Film opowiada nam losy Hanka Thomsona (Austin Butler, w ostatnich latach m.in. Elvis, Diuna: Część 2, Motocykliści, Eddington, Pewnego razu w… Hollywood), pracującego w nowojorskim barze młodego mężczyzny, który opuścił rodzinną Kalifornię po tragicznym wypadku, który zaprzepaścił jego sportową karierę i marzenia o dołączeniu do baseballowej drużyny San Francisco Giants. Hank umawia się z ratowniczką medyczną Yvonne (Zoë Kravitz, w ostatnich latach między innymi The Batman, Studio, Wielkie kłamstewka i Mrugnij dwa razy), a ich relacja ma szanse przerodzić się w prawdziwy związek.

Życie Hanka przybiera nieoczekiwany obrót, gdy mieszkający obok punk Russ (Matt Smith, znany m.in. z ról w The Crown, Rodzie Smoka, Doktorze Who, a także Morbiusie i Last Night in Soho) wyjeżdża pilnie do rodzinnej Anglii, zostawiając mu pod opieką dom i kota Budy’ego (kot Tonic, poza Caught Stealing wystąpił również w Smętarzu dla zwierzaków i ma swój profil na IMDB). Tym sposobem Hank zostaje wplątany w szemrane interesy Russa, dilera narkotyków, który zadarł z kilkoma nowojorskimi mafiozami. Niepokornego Brytyjczyka szukają bowiem Rosjanie Aleksei (Yuri Kolokolnikov, Biały lotos, Kraven Łowca, Tenet, Zawód: Amerykanin) oraz Pavel „Mikrob” (Nikita Kukushkin) wraz z latynoskim gangsterem Colorado (Benito Martínez Ocasio znany też jako raper Bad Bunny, Bullet Train, Narcos: Meksyk, Szybcy i wściekli 9, Farciarz Gilmore 2), a także przedstawiciele żydowskiego półświatka, bracia Lipa (Liev Schreiber, najbardziej znany z Ray Donovan i X-men Origins: Wolverine, a także serii Krzyk, Huragan, Pionek, Spider-man: Uniwersum) oraz Szmul (Vincent D’Onofrio, jebany Wilson „Kingpin” Fisk z Daredevila i innych marvelowskich seriali, ponadto Men in Black, Full Metal Jacket, Oczy Tammy Faye, Emerald City, Sędzia, Jurassic World). Pomocną dłoń stara się natomiast wyciągnąć detektyw Roman (Regina King, nagrodzona Oscarem za Gdyby ulica Beale umiała mówić, ponadto seriale Watchmen, American Crime, Seven Seconds, 24 godziny oraz filmy Ray, Legalna blondynka 2, Wróg publiczny). Rozpoczyna się szaleńcza pogoń za Hankiem, przed którym wyrastają coraz to nowe i poważniejsze problemy…











Aronofsky serwuje nam ciekawe jak na siebie danie, nie wybiegające zbyt głęboko w psychologię, filozofię i przesłania, za to wzbogacone o nieczęsty u niego humor. Z jednej strony fabuła jest poważna, a losy głównego bohatera dramatyczne, opakowane to jest jednak paletą absurdalnych sytuacji i wyrazistych, przejaskrawionych postaci drugoplanowych, tworząc niecodzienną kompozycję, która powinna przypaść w gusta widzów.

Austin Butler, wschodząca gwiazda kina, ma tu za zadanie zagrać zwykłego gościa, niczym się niewyróżniającego w nowojorskiej masie ludzi, choć postać ta ma swoją traumatyczną przeszłość, którą nadal musi przepracować. Stosunkowo nijaki bohater Hank Thomson z czasem nabiera nieco charakteru, ale na tle jego nijakiej everyman’owości wybrzmiewają tym bardziej barwni bohaterowie drugiego planu, zwłaszcza ekstrawagancki Matt Smith oraz duet grający żydowskich stereotypowych gangsterów, czyli Liev Schreiber i Vincent D’Onofrio (ciekawostka – pierwszy grał Kingpina w animowanym Spider-manie, drugi powrócił do grania Kingpina w MCU).

Pewnym zarzutem może być chaotycznie poprowadzona narracja, w której sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, a główny bohater wpada z deszczu pod rynnę, nie wiedząc komu zaufać i do kogo zwrócić się o pomoc. W mojej opinii jednak ten twórczy chaos był jeśli nie zamierzony, to poprowadzony z dużą dozą świadomości i w ramach przyjętej konwencji komediodramatu pomyłek, a krytycy powinni wyjąć kij z ich recenzenckiej dupy.











Emocjonalny ciężar filmu spoczywa na traumie postaci Hanka, który zmaga się wciąż z nierozliczoną przeszłością, która odebrała mu wymarzoną przyszłość. Nihilistyczne podejście do świata głównego bohatera przerywane jest tylko krótkimi momentami prawdziwych emocji, gdy rozmawia ze swoją matką o baseballu i wynikach ich ukochanej drużyny. W pewnym momencie jednak eskalująca pogoń gangsterów za nim i Russem sprawia, że Hank przestaje być reaktywny i dokonuje wyborów, które mają wyciągnąć go ze spirali spierdolenia, w jakie niechcący popadł.

Nihilizm i powaga balansowane są przez nienachalny komizm zakorzeniony w otaczających Hanka przerysowanych postaciach. Matt Smith kradnie film, choć ma dość ograniczony czas ekranowy i znika na pół seansu. Świetnie uzupełniają się też grający braci Liev Schreiber i Vincent D’Onofrio (a jako że Aronofsky jest z pochodzenia Żydem, można mu wybaczyć stereotypowo komiczne podejście do Narodu Wybranego Niepokalanie Poczętego, Który Nie Dopuszcza Się Żadnych Zbrodni W Strefie Gazy, A Poza Tym Należało Im Się). Film spotyka się z krytyką zatrudnienia do roli Rosjan prawdziwych Rosjan, wszak tylu Afroamerykanów jest bez pracy w Holiłudzie i mogłoby zająć ich miejsce (w Nobody udało się to całkiem zgrabnie), nie mam z tym jednak problemu i dodają oni swoistego kolorytu historii, zwłaszcza aktor grany przez Kukushkina. Solidnie wypadł w małej roli również Bad Bunny, z kolei Regina King w roli bardziej prominentnej nie porwała mnie i odbiegała od barwnych towarzyszy. Dobrze wypadła Zoe Kravitz i pokazała, co miała najlepszego w krótkim czasie…

Ważnym elementem historii było też pokazanie brudnego, ale posiadającego swoją duszę Nowego Jorku, który Aronofsky doskonale zna, bowiem jako potomek Żydów polskiego pochodzenia wychował się na Brooklynie i widział wiele szarości Wielkiego Jabłka. Uroku osadzenia akcji w końcówce ubiegłego stulecia dodawała warstwa audiowizualna – pasująca do filmu muzyka i „gruboziarniste” zdjęcia. Więcej można było wycisnąć z montażu, któremu brakowało polotu Ritchiego czy Tarantino. Nie da się też nie wspomnieć o tym, że prominentną rolę w Caught stealing grał kot Tonic, pięknie prezentujący się na ekranie i stanowiący "MacGuffin" nie mniejszy od tajemniczego kluczyka do skrytki Russa…











Podsumowując, Złodziej z przypadku to ciekawy film oferujący widzowi całą paletę gatunkowych doznań. Czasami pewne konwencje mogły ze sobą zazgrzytać, ale finalnie w mojej opinii dobrze uzupełniały się, podbudowane świetnymi bohaterami i dynamiczną, wartką akcją. W mojej opinii film wart obejrzenia i wyrobienia sobie własnego zdania, ja natomiast oceniam Złodzieja z przypadku na 7,5/10 i chętnie wróciłbym do tego uniwersum. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...