poniedziałek, 7 lipca 2025

F1 (2025) - RECENZJA FILMU


Wysokooktanowy letni blockbuster na pełnej wjeżdżający w zakręty adrenaliny zagościł na ekranach kin, dostarczając fanom wyścigów Formuły 1 kolejnej produkcji godnej uwagi od czasów Rush z 2013 roku. Czy przesiadka z wojskowego myśliwca na wyścigowy bolid udała się producentowi Jerry’emu Bruckheimerowi?











Reżyserem filmu jest Joseph Kosinski, amerykański twórca polskiego pochodzenia, który na wielkim ekranie debiutował w 2010 roku filmem Tron: Legacy, później reżyserując Niepamięć i Tylko dla odważnych, by wreszcie odnieść wielki sukces jakim był Top Gun: Maverick z 2022 roku (w tym czasie na Netflixie ukazała się również jego Pajęcza głowa). W pisaniu scenariusza pomagał mu Ehren Kruger, który pracował również nad Top Gun: Maverick, a wcześniej miał na koncie m.in. Dumbo, Ghost in the Shell, trzy filmy z serii Transformers, The Ring i The Ring 2 czy Krzyk 3.



Muzykę do filmu stworzył niemiecki kompozytor Jaś Pokój, który zasłynął w latach 80. i 90. muzyką do takich filmów jak choćby Słomiane wakacje, Twister, Reggae na lodzie, Thelma i Louise, Dziewczyna z kalendarza czy Tajna broń, a późniejsza kariera również poszła całkiem nieźle... Autorem zdjęć do filmu był Chilijczyk Claudio Miranda, który kręcił wszystkie filmy reżyserowane przez Kosinskiego, a poza tym również Nyad, Kraina jutra, Życie Pi, Ciekawy przypadek Benjamina Buttona.











RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Głównym bohaterem filmu jest zawodowy kierowca wyścigowy Sonny Hayes (Brad Pitt, w ostatnich latach Samotne wilki, Babilon, Bullet Train, Zaginione miasto, Ad Astra czy Pewnego razu… w Hollywood), doświadczony rajdowiec, który mimo wieku nie potrafi zakończyć niespełnionej kariery. Po zwycięstwie w 24-godzinnym rajdzie Daytona zgłasza się do niego dawny przyjaciel i rywal, Ruben Cervantes (Javier Bardem, w ostatnich latach seria Diuna, Mała syrenka, Szef roku), który jest właścicielem zespołu Formuły 1 Apex GP. Team Rubena, pogrążony w chaosie i przeciętności, nie potrafi osiągnąć sukcesu i jeśli nie wygrają przynajmniej jednego wyścigu w tym sezonie, zarząd jego konsorcjum zmusi go do sprzedaży Apex GP.

Sonny, który niegdyś ścigał się z Formule 1 wraz z Rubenem, lecz uległ ciężkiemu wypadkowi, który zniweczył jego karierę, pragnie jeszcze raz stanąć przed wyzwaniem i wkracza do zespołu, a jego nieustępliwy, wojowniczy charakter pełen pewności siebie i arogancji konfrontuje się z drużyną kierowaną przez dyrektora Kaspara Smolinskiego (Kim Bodnia, Duńczyk najbardziej jest znany z roli Vesemira oraz Konstantina w netflixowych Wiedźminie i Obsesji Eve), główną inżynier Kate McKennę (Kerry Condon, ostatnio nominowana do Oscara za rolę w Duchach Inisherin, ponadto Gwiezdne Wojny: Załoga rozbitków, Better Call Saul, Ray Donovan, Trzy billboardy za Ebbing, Missouri oraz głos sztucznej inteligencji Tony’ego Starka imieniem Friday w filmach MCU) oraz głównego kierowcę – zdolnego, ale wciąż młodego i niedoświadczonego Joshuę Pearce’a (Damson Idris, serial Snowfall, film W strefie wojny oraz pojedyncze odcinki Czarnego lustra, Roju, The Twilight Zone).











Początki ich współpracy są trudne, a Sonny ma problemy choćby z ukończeniem wyścigu, jednak z czasem ich zespół zacieśnia więzi i włącza się do rywalizacji z najlepszymi współczesnymi kierowcami startującymi w Grand Prix Formuły 1 takimi jak Lewis Hamilton, Max Verstappen, Carlos Sainz, Charles Leclerc, Norris Lando czy Oscar Piastri. Widz obserwuje pasjonującą rywalizację zarówno na wyścigowych torach rozsianych po całym świecie jak i zmagania inżynierów i techników, by dopracować bolid, od którego jakości zależy, jakie szanse będzie miał w wyścigu kierowca.

F1 The Movie to produkcja, której scenariusz nie jest najmocniejszą stroną, ale też nikt po nim chyba zbyt wiele nie oczekiwał. Jest osadzony mocno w wyścigowym ekosystemie i dla laików nie mających zielonego pojęcia o wyścigach Formuły 1 zasady świata mogą być nieco chaotyczne i mało przejrzyste, bo film nie stara się nachalnie tłumaczyć widzowi wszystkich zawiłości regulaminu i robi to tylko wówczas, gdy jest to konieczne. Sama zaś historia opowiadana w filmie jest klasycznym „stary człowiek, a może” i pokazaniem światu, że stary wyjadacz spisywany na straty ma w sobie jeszcze tę iskrę, ale również na drugim planie wielu bohaterów musi coś udowodnić.

Mocnym elementem filmu są dobrze zarysowani, choć napisani w prosty sposób, wyraziści bohaterowie, wobec których szybko widz pała sympatią. Kibicujemy Sonny’emu, bo to jego „ostatni taniec”, a jego bucowatość ma swój urok; kibicujemy Rubenowi, bo nie można nie kibicować przystojnemu Javierowi Bardemowi; kibicujemy Kate, bo jest kompetentną  spoko babką; kibicujemy Joshui, bo pod twarzą młokosa skrywa się ambitny chłopak pełen pasji. Ich wzajemne relacje budują zaangażowanie widza w film o  ich zmaganiach z rywalami, z systemem i z własnymi ograniczeniami.

Na uwagę zasługuje również praca kamery i dynamiczne zdjęcia Claudio Mirandy, który chciał powtórzyć to, co udało mu się z Kosinskim przy okazji filmu Top Gun: Maverick, ładując kamery do bolidów F1 i oferując widzowi zapierający dech w piersiach spektakl. Być może jednak miałem zbyt duże wymagania względem tego aspektu filmu, bo nie zrobiło to na mnie zamierzonego efektu i nie wywarło oczekiwanego wrażenia. Trudno mi jednak tu cokolwiek zarzucić, po prostu liczyłem na więcej… Bardzo przyjemnie prezentuje się w tym filmie muzyka, zarówno oryginalna ścieżka Hansa Zimmera jak i wykorzystanie kilku piosenek udanie wplatających się w vibe filmu.












Brad Pitt, którego postać nie potrafi nic innego niż ściganie się jakimikolwiek pojazdami i tylko to daje mu w życiu radość, daje radę jako główny bohater, ale dla mnie film skrada ubrany w szykowny garnitur i obdarzony seksownym zarostem Javier Bardem, który roztacza niezwykły urok ekranowy. Na drugim planie szczególną uwagę zwracali natomiast charakterna, ale i wrażliwa Kerry Condon oraz sympatyczny nawet, gdy się złości, Kim Bodnia. Początkowo niezbyt przychylnie w moich oczach wypadał Damson Idris, ale z czasem i on zyskał w oczach w drugiej połowie filmu. Na uznanie zasługuje również reżyser filmu, czyli Józef Kosiński, który mimo niezbyt wielkiego filmowego doświadczenia po raz kolejny pokazał, że potrafi udźwignąć wielki, emocjonujący blockbuster pełen dużych aktorskich nazwisk i nie pogrzebać go pod toną wybuchów, drętwych ekspozycyjnych dialogów i marnych efektów specjalnych, nawet jeśli scenariusze jego filmów są nieskomplikowane i mało oryginalne. Drobnym zarzutem może być nieco zbyt długi metraż filmu, z którego spokojnie można było wyciąć przynajmniej kwadrans.

Podsumowując, F1 to sprawiający sporo frajdy prosty film akcji z sympatycznymi bohaterami, którzy muszą pokonać przeciwności losu. Historia underdogów walczących o spełnienie marzeń to klisza, ale zrealizowana dobrze potrafi przynieść widzowi dużo satysfakcji. F1 oceniam na solidne 7,25/10 z serduszkiem, akceptując go z całą gamą mniejszych lub większych niedoskonałości.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...