Wysokooktanowy letni blockbuster na pełnej wjeżdżający w zakręty adrenaliny zagościł na ekranach kin, dostarczając fanom wyścigów Formuły 1 kolejnej produkcji godnej uwagi od czasów Rush z 2013 roku. Czy przesiadka z wojskowego myśliwca na wyścigowy bolid udała się producentowi Jerry’emu Bruckheimerowi?
Reżyserem
filmu jest Joseph Kosinski, amerykański twórca polskiego pochodzenia, który na
wielkim ekranie debiutował w 2010 roku filmem Tron: Legacy, później reżyserując
Niepamięć i Tylko dla odważnych, by wreszcie odnieść wielki sukces jakim był
Top Gun: Maverick z 2022 roku (w tym czasie na Netflixie ukazała się również jego
Pajęcza głowa). W pisaniu scenariusza pomagał mu Ehren Kruger, który pracował
również nad Top Gun: Maverick, a wcześniej miał na koncie m.in. Dumbo, Ghost in
the Shell, trzy filmy z serii Transformers, The Ring i The Ring 2 czy Krzyk 3.
Muzykę
do filmu stworzył niemiecki kompozytor Jaś Pokój, który zasłynął w latach 80. i
90. muzyką do takich filmów jak choćby Słomiane wakacje, Twister, Reggae na
lodzie, Thelma i Louise, Dziewczyna z kalendarza czy Tajna broń, a późniejsza
kariera również poszła całkiem nieźle... Autorem zdjęć do filmu był Chilijczyk Claudio
Miranda, który kręcił wszystkie filmy reżyserowane przez Kosinskiego, a poza
tym również Nyad, Kraina jutra, Życie Pi, Ciekawy przypadek Benjamina Buttona.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Głównym
bohaterem filmu jest zawodowy kierowca wyścigowy Sonny Hayes (Brad Pitt, w
ostatnich latach Samotne wilki, Babilon, Bullet Train, Zaginione miasto, Ad
Astra czy Pewnego razu… w Hollywood), doświadczony rajdowiec, który mimo wieku nie
potrafi zakończyć niespełnionej kariery. Po zwycięstwie w 24-godzinnym rajdzie
Daytona zgłasza się do niego dawny przyjaciel i rywal, Ruben Cervantes (Javier
Bardem, w ostatnich latach seria Diuna, Mała syrenka, Szef roku), który jest właścicielem
zespołu Formuły 1 Apex GP. Team Rubena, pogrążony w chaosie i przeciętności,
nie potrafi osiągnąć sukcesu i jeśli nie wygrają przynajmniej jednego wyścigu w
tym sezonie, zarząd jego konsorcjum zmusi go do sprzedaży Apex GP.
Sonny,
który niegdyś ścigał się z Formule 1 wraz z Rubenem, lecz uległ ciężkiemu
wypadkowi, który zniweczył jego karierę, pragnie jeszcze raz stanąć przed
wyzwaniem i wkracza do zespołu, a jego nieustępliwy, wojowniczy charakter pełen
pewności siebie i arogancji konfrontuje się z drużyną kierowaną przez dyrektora
Kaspara Smolinskiego (Kim Bodnia, Duńczyk najbardziej jest znany z roli
Vesemira oraz Konstantina w netflixowych Wiedźminie i Obsesji Eve), główną
inżynier Kate McKennę (Kerry Condon, ostatnio nominowana do Oscara za rolę w
Duchach Inisherin, ponadto Gwiezdne Wojny: Załoga rozbitków, Better Call Saul,
Ray Donovan, Trzy billboardy za Ebbing, Missouri oraz głos sztucznej inteligencji
Tony’ego Starka imieniem Friday w filmach MCU) oraz głównego kierowcę – zdolnego,
ale wciąż młodego i niedoświadczonego Joshuę Pearce’a (Damson Idris, serial
Snowfall, film W strefie wojny oraz pojedyncze odcinki Czarnego lustra, Roju,
The Twilight Zone).
Początki
ich współpracy są trudne, a Sonny ma problemy choćby z ukończeniem wyścigu,
jednak z czasem ich zespół zacieśnia więzi i włącza się do rywalizacji z
najlepszymi współczesnymi kierowcami startującymi w Grand Prix Formuły 1 takimi
jak Lewis Hamilton, Max Verstappen, Carlos Sainz, Charles Leclerc, Norris Lando
czy Oscar Piastri. Widz obserwuje pasjonującą rywalizację zarówno na wyścigowych
torach rozsianych po całym świecie jak i zmagania inżynierów i techników, by
dopracować bolid, od którego jakości zależy, jakie szanse będzie miał w wyścigu
kierowca.
F1
The Movie to produkcja, której scenariusz nie jest najmocniejszą stroną, ale
też nikt po nim chyba zbyt wiele nie oczekiwał. Jest osadzony mocno w
wyścigowym ekosystemie i dla laików nie mających zielonego pojęcia o wyścigach
Formuły 1 zasady świata mogą być nieco chaotyczne i mało przejrzyste, bo film nie stara się nachalnie tłumaczyć widzowi wszystkich zawiłości regulaminu i
robi to tylko wówczas, gdy jest to konieczne. Sama zaś historia opowiadana w
filmie jest klasycznym „stary człowiek, a może” i pokazaniem światu, że stary
wyjadacz spisywany na straty ma w sobie jeszcze tę iskrę, ale również na drugim
planie wielu bohaterów musi coś udowodnić.
Mocnym elementem filmu są dobrze zarysowani, choć napisani w prosty sposób, wyraziści bohaterowie, wobec których szybko widz pała sympatią. Kibicujemy Sonny’emu, bo to jego „ostatni taniec”, a jego bucowatość ma swój urok; kibicujemy Rubenowi, bo nie można nie kibicować przystojnemu Javierowi Bardemowi; kibicujemy Kate, bo jest kompetentną spoko babką; kibicujemy Joshui, bo pod twarzą młokosa skrywa się ambitny chłopak pełen pasji. Ich wzajemne relacje budują zaangażowanie widza w film o ich zmaganiach z rywalami, z systemem i z własnymi ograniczeniami.
Na uwagę zasługuje również praca kamery i dynamiczne zdjęcia Claudio Mirandy, który chciał powtórzyć to, co udało mu się z Kosinskim przy okazji filmu Top Gun: Maverick, ładując kamery do bolidów F1 i oferując widzowi zapierający dech w piersiach spektakl. Być może jednak miałem zbyt duże wymagania względem tego aspektu filmu, bo nie zrobiło to na mnie zamierzonego efektu i nie wywarło oczekiwanego wrażenia. Trudno mi jednak tu cokolwiek zarzucić, po prostu liczyłem na więcej… Bardzo przyjemnie prezentuje się w tym filmie muzyka, zarówno oryginalna ścieżka Hansa Zimmera jak i wykorzystanie kilku piosenek udanie wplatających się w vibe filmu.
Brad Pitt, którego postać nie potrafi nic innego niż ściganie się jakimikolwiek pojazdami i tylko to daje mu w życiu radość, daje radę jako główny bohater, ale dla mnie film skrada ubrany w szykowny garnitur i obdarzony seksownym zarostem Javier Bardem, który roztacza niezwykły urok ekranowy. Na drugim planie szczególną uwagę zwracali natomiast charakterna, ale i wrażliwa Kerry Condon oraz sympatyczny nawet, gdy się złości, Kim Bodnia. Początkowo niezbyt przychylnie w moich oczach wypadał Damson Idris, ale z czasem i on zyskał w oczach w drugiej połowie filmu. Na uznanie zasługuje również reżyser filmu, czyli Józef Kosiński, który mimo niezbyt wielkiego filmowego doświadczenia po raz kolejny pokazał, że potrafi udźwignąć wielki, emocjonujący blockbuster pełen dużych aktorskich nazwisk i nie pogrzebać go pod toną wybuchów, drętwych ekspozycyjnych dialogów i marnych efektów specjalnych, nawet jeśli scenariusze jego filmów są nieskomplikowane i mało oryginalne. Drobnym zarzutem może być nieco zbyt długi metraż filmu, z którego spokojnie można było wyciąć przynajmniej kwadrans.
Podsumowując, F1 to sprawiający sporo frajdy prosty film akcji z sympatycznymi bohaterami, którzy muszą pokonać przeciwności losu. Historia underdogów walczących o spełnienie marzeń to klisza, ale zrealizowana dobrze potrafi przynieść widzowi dużo satysfakcji. F1 oceniam na solidne 7,25/10 z serduszkiem, akceptując go z całą gamą mniejszych lub większych niedoskonałości.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz