Intrygujący
dramat społeczny od cenionego twórcy o skomplikowanych relacjach w czasie burzliwego
okresu prohibicji na amerykańskiej prowincji z silną podbudową
spirytualno-muzyczną, który w pewnym momencie przeradza się w horror o
wampirach? No kurwa raczej, że tak.
Reżyserem
i scenarzystą filmu Grzesznicy jest Ryan Coogler, który zasłynął takimi filmami
jak Fruitvale Station, seria Marvela o Czarnej Panterze czy Creed: Narodziny
Legendy. Grzesznicy to jego autorski projekt, do którego studio Warner Brothers
pozwoliło mu zachować prawa autorskie, a sam film okazał się artystycznym i
komercyjnym sukcesem, notując świetne wyniki finansowe oraz przyjęcie publiki i
widzów.
Muzykę
do filmu Cooglera jak zwykle skomponował nagrodzony dwoma Oscarami Szwed
polskiego pochodzenia, Ludwig Göransson (poza filmami Cooglera choćby Tenet, Oppenheimer,
Venom, serial Mandalorianin i nadchodząca Odyseja). Autorką zdjęć do filmu jest
Autumn Durald Arkapaw, która poza licznymi teledyskami i krótkimi metrażami
pracowała przy Beastie Boys Story, Król Internetu, Czarnej Panterze 2,
pierwszym sezonie serialu MCU Loki a ostatnio The Last Showgirl.
Klimatyczne
dzieło Cooglera osadzone niemal sto lat
temu w Delcie Mississippi przesiąknięte jest duchem amerykańskiego Południa
tamtych lat, ukazując zróżnicowaną i wielobarwną społeczność, a wszystko to
podszyte jest głęboko zakorzenioną muzyką blues.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film
swoją opowieść rozpoczyna od młodego Sammie’ego Moore’a (w tej roli debiutujący Miles Caton o niezwykle charakterystycznej barwie głosu), syna kaznodziei
zamieszkującego wraz z rodziną w Clarksdale w Delcie Mississippi, który zamiast
spędzić życie na plantacji bawełny pragnie zrealizować swoje marzenie o byciu bluesowym
muzykiem. Pojawia się przed nim okazja, gdy w rodzinne strony wracają jego dwaj
kuzyni, Smoke i Stack (w podwójnej roli bliźniaków Michael B. Jordan, którego poza rolami w serii Creed i Czarnej Panterze można kojarzyć z takich produkcji
jak Fantastyczna 4, Tylko sprawiedliwość, Dziennik dla Jordana, Kronika). Bracia,
weterani I Wojny Światowej, zerwali z kryminalną działalnością prowadzoną dla
Ala Capone w Chicago i dzięki odłożonym lub ukradzionym pieniądzom postanowili otworzyć
lokal łączący w sobie pub z klubem muzycznym oferujący rozrywkę lokalnej
czarnoskórej społeczności.
Zarówno
Smoke jak i Stack zostawili w Clarksdale nierozwiązane romantyczne relacje:
Smoke odwiedza Annie (Wunmi Mosaku, serial Loki oraz Deadpool i Wolverine z MCU,
a także Kraina Lovecrafta, Luther, The End of the F***ing World), zajmującą się
afrykańskim okultyzmem i wierzeniami przodków matkę ich zmarłej córki, z kolei
Stack spotyka swoją dawną ukochaną Mary (Hailee Steinfeld, Arcane, Hawkeye, multiwersalna
seria filmów animowanych o Spider-manie, Dickinson, Bumblebee, Pitch Perfect 2
i 3, Prawdziwe męstwo), należącą do lokalnej arystokracji dziewczyną mieszanego
pochodzenia.
Bracia
przygotowują lokal do otwarcia, zbierając wśród dawnych znajomych obsługę, m.in.
uznanego muzyka Deltę Slima (Delroy Lindo, m.in. Malcolm X, Dorwać Małego, 60 sekund,
Jądro Ziemi, Sahara, Odlot), śpiewającą i tańczącą Pearline (Jayme Lawson, kojarzyć
można z roli burmistrza Gotham City Belli Real w filmie The Batman i serialu
Pingwin), silnorękiego Cornbreada (pol. Bochen, w tej roli Omar Benson Miller,
8. mila, Gracze, W obronie własnej, Poza podejrzeniem) czy małżeństwo chińskich
właścicieli sklepu, Bo i Lisę Chow (Yao oraz Helena Hu). Nie spodziewają się
jednak, że muzyka, którą zagra Sammie, wyzwoli mroczne siły i ściągnie na nich nieszczęście,
gdy do lokalu przybędzie pochodzący z Irlandii Remmick (Jack O’Connell,
Ferrari, Niezłomny, Oddział dla zuchwałych, Tulipanowa gorączka, Zakładnik z
Wall Streat, Kryptonim HHhH) – potężny wampir o zagadkowych zamiarach…
Grzesznicy
zachwycają widza warstwą audiowizualną, stanowiąc ucztę dla ucha i oka. Bardzo
silnym elementem filmu jest eklektyczna muzyka Göranssona, stanowiąca niemalże
temat filmu i będąca osobnym bohaterem. Dodatkowo głęboki głos Miltona Catona
oraz Delroya Lindo przysparzały filmowi kolorytu. Również zdjęcia zrealizowane w
malowniczych lokacjach stwarzały Grzesznikom pięknego tła do opowiedzenia
intrygującej historii.
Coogler mierzy wysoko i trafia do odbiorcy bardzo szczerym przekazem odnoszącym się do rasowych konfliktów i wzajemnych relacji między białą, czarną i żółtą społecznością Południa Stanów Zjednoczonych tamtego okresu, nie jest to jednak wymuszone i przeszarżowane. Autor oferuje widzowi skomplikowaną relację między bohaterami uwiązanymi w zależności i nie potrafiącymi przezwyciężyć swoich wewnętrznych demonów.
Sam dramat psychologiczno-społeczny byłby produkcją wystarczająco ciekawą, ale w drugiej połowie filmu do głosu dochodzi tląca się i wyczuwalna w towarzyszącym bohaterom napięciu i niepokoju groza, a Grzesznicy przeradzają się w przesiąknięty bardziej klimatem niż strachem horror z wampirami w roli głównej. Ciekawym twistem okazuje się natomiast sama motywacja przyświecająca mrocznej sile reprezentowanej przez lidera wampirycznego klanu…
Aktorsko
wszyscy wypadają świetnie, zwłaszcza Michael B. Jordan w podwójnej roli czy też
wspomniany już w superlatywach stoicki Miles Caton. Jordanowi, współpracującemu
z Cooglerem od lat, udaje się stworzyć ciekawą kreację, w której wyraźnie
widzimy braci i równie łatwo ich od siebie odróżniamy nie tylko ze względu na
inną kolorystykę ubioru, ale charaktery. Dobre wrażenie pozostawił debiutujący Caton
i brawa dla Cooglera za danie chłopakowi szansy. Ciekawą przeciwwagą dla
poważnych bohaterów był wprowadzający nieco humoru i luźniejszej atmosfery
Delroy Lindo.
Nie da się jednak ukryć, że film był momentami nieco zbyt ciężki i przytłaczający, tempo opowiadania historii nie było równomierne, a przełamywanie tonu nie zawsze w pełni się udawało, co nieco wytrącało z rytmu. Osobną kwestią jest też fakt, że dla widza nieobytego z historycznym rysem społeczno-kulturowym, film może nie wywrzeć aż tak dużego wrażenia opowiadaną historią i rozczarować finałem. Nie każdemu synkretyzm gatunkowy przypadnie do gustu, nawet jeśli poszczególne elementy jak horror, western i musical same w sobie wypadły nieźle.
Podsumowując, Sinners to film ciekawie łączący w sobie różne gatunki i elementy, który zachwyca dźwiękiem i obrazem. Interesujący set-up niestety nie dla każdego widza przerodzi się w satysfakcjonującą historię i może zgubić rytm, przeskakując między dramatem, musicalem, horrorem a komentarzem historyczno-społecznym o segregacji rasowej i kulturowym znaczeniu bluesa oraz zanikających tradycyjnych wierzeń. Sinners oceniam na 7,75/10 i choć nie jestem aż tak zachwycony jak wielu opiniotwórczych recenzentów, to polecam zobaczyć film i ponieść się opowieści.
P.S. Warto zostać chwilę i poczekać na długą scenę po „pierwszych napisach”, która nada finałowym wydarzeniom nowy kontekst i odpowie na pewne pytania. Druga scena, na sam koniec napisów, nie jest obligatoryjna.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz