Marvel
powraca na wielki ekran ze swoim 36. filmem MCU, tym razem prezentując widzom
drużynę złożoną z drugo i trzecioplanowych bohaterów, antybohaterów czy
antagonistów, którzy muszą połączyć siły, by uratować świat.
Reżyserem
filmu jest Jake Schreier, który do tej pory większe doświadczenie zbierał jako twórca
serialowy (m.in. Kidding, Lodge 49, Nowy smak wiśni, Gwiezdne Wojny: Załoga
rozbitków czy przede wszystkim Awantura). Za scenariusz odpowiadali Eric
Pearson (głównie projekty Marvela czyli Agentka Carter, Black Widow, Thor:
Ragnarok i krótkometrażowe one-shoty, ponadto Godzilla vs. Kong i Transformers:
Początek) oraz Joanna Calo (głównie pojedyncze odcinki seriali takich jak
Benched, Undone, Hacks, Awantura oraz kilka odcinków The Bear i BoJack Horesman).
Muzykę
do filmu skomponował zespół muzyczny Son Lux, którego poprzednim projektem było
Wszystko wszędzie naraz, za które zdobyli nominację do Oscara. Autorem zdjęć do
filmu jest Andrew Droz Palermo, który pracował przy takich produkcjach jak Ghost
Story, Strange Angel, Przygody młodego wilkołaka, Moon Knight oraz przede
wszystkim Zielony Rycerz.
Film
Thunderbolts* prezentuje nam grupę postaci już znanych fanom MCU, którzy pojawili
się między innymi w takich produkcjach jak Ant-man i Osa, Czarna Wdowa czy
Falcon i Zimowy Żołnierz i znajomość tych produkcji, jakkolwiek nieobligatoryjna,
zarysowuje fabularne tło dla tych bohaterów i pozwala zawiązać z nimi głębszą
emocjonalną więź.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Główną
bohaterką Thunderbolts* jest Yelena Belova (Florence Pugh, która w MCU pojawiła
się już w Black Widow oraz Hawkeye, a w ostatnich latach można ją było widzieć
w Sztuce pięknego życia, Diunie: Część 2, Oppenheimerze czy Nie martw się,
kochanie), przyrodnia siostra Natashy Romanoff i była Czarna Wdowa pracująca
obecnie jako tajna agentka do brudnej roboty dla dyrektor CIA, Valentiny
Allegry de Fontaine (Julia Louis-Dreyfus, najbardziej znana z ról komediowych w
Kronikach Seinfelda, Nowych przygodach starej Christine oraz Figurantce, w
Marvelu występowała już w Falcon i Zimowy Żołnierz czy Black Panther: Wakanda
Forever). Wykonująca dla Valentiny tajne misje polegające na pozbywaniu się
niewygodnych świadków, tym razem likwiduje pozostałości tajnego laboratorium w
Malezji, które pod patronatem zarządzanego przez de Fontaine konsorcjum OXE
Group prowadziło nielegalne badania na ludziach. Gdy amerykański Kongres stawia
Valentinę przed trybunałem stanu za jej samowolne i niemoralne działania, ta
postanawia pozbyć się wszelkich dowodów znajdujących się w bunkrze gdzieś na amerykańskiej
pustyni.
Zadania
podejmuje się Yelena, rozczarowana spotkaniem ze swym przybranym ojcem, Alexeiem
Shostakovem aka Red Guardianem (David Harbour, poza Czarną Wdową można go było zobaczyć
w Stranger Things, Violent Night, Gran Turismo, Hellboyu czy Bogach ulicy),
podstarzałym sowieckim superżołnierzem. Na miejscu okazuje się, że cała akcja
była pułapką Valentiny, która nasłała na siebie Yelenę oraz kilku innych
tajnych agentów i najemników takich jak: Avę Starr aka Ghost (Hannah
John-Kamen, poza Ant-man i Osą można ją kojarzyć z Tomb Ridera, Czarnego Lustra,
Player One, Killjoys oraz Nowego wspaniałego świata), Antonię Dreykov aka Taskmaster
(Olga Kurylenko, poza Czarną Wdową m.in. Hitman, Quantum of Solace, Niepamięć,
Miasto cudów) oraz Johna Walkera aka byłego Kapitana Amerykaę a obecnie US Agenta (Wyatt Russell, syn Kurta Russella, który w MCU zadebiutował w Falcon i Zimowy Żołnierz,
a poza tym m.in. Lodge 49, Pod sztandarem nieba, Monarch: Dziedzictwo potworów).
Na miejscu spotykają natomiast zupełnie przypadkową postać Roberta „Boba”
Reynoldsa (Lewis Pullman, syn Billa Pullmana, którego kojarzyć można z seriali
Paragraf 22, Peryferia, Lekcje chemii oraz filmu Top Gun: Maverick) i po
szybkim starciu muszą połączyć siły, by wymknąć się z bunkra i pokonać
nasłanych przez Valentinę komandosów.
Gdy
udaje im się umknąć z tajnego kompleksu po środku pustyni, a Bob okazuje się
nie takim zwykłym Bobem, do którego John Walker może pyskować a komandosi
bezkarnie strzelać z kałachów, trójkę ocalałych najemników z opresji podwózką
ratuje Red Guardian, a do pościgu włącza się kongresmen James „Bucky” Barnes
aka Winter Soldier (Sebastian Stan, obecnie chyba najdłużej występujący
aktywnie w MCU bohater, poza Marvelem ostatnio doceniony został za role
Wybrańcu, Innym człowieku czy Inwestorzy amatorzy), który chwilowo związał
swoją karierę z polityką i starał się włączyć w śledztwo przeciwko Valentinie,
jednak superbohaterska przeszłość odezwała się w nim znowu i rekrutuje do swej
drużyny pojmanych antybohaterów, by razem przeciwstawić się Val planującej w
desperackim ruchu zagrać va banque i przedstawić Ameryce zastępstwo dla
Avengersów, nad którym pracowała w programie Sentry…
W
ostatnich latach Marvel nie potrafił utrzymać równego poziomu produkcji
filmowych, dobre filmy (Shang-chi, Strażnicy Galaktyki 3) przeplatając średnimi
(Czarna Wdowa, Kapitan Ameryka 4) lub słabymi (Ant-man 3, The Marvels). Thunderbolts*
powraca do wysokiej formy MCU, choć nie jest to film pozbawiony wad, wszelkie
jednak bolączki scenariuszowe schodzą na dalszy plan, bo pierwsze skrzypce
odgrywają bohaterowie. Na ekranie brylują przede wszystkim Florence Pugh i Lewis
Pullman, którzy kradną show swoją charyzmą i urokiem, łącząc humor wraz z
głębią złamanych psychicznie postaci, które nie potrafią poskładać w całość
rozbitego obrazu świata oraz znaleźć sobie w nim miejsca. Solidny występ notują
również Sebastian Stan i John Walker (jedna z moich ulubionych postaci wprowadzonych
w ostatnich latach do MCU), nieco słabiej wypadają Hannah John-Kamen i Olga
Kurylenko, które nie mają zbyt wiele do zagrania. W moim odczuciu dobrze ze
swojej roli comic-reliefa wywiązuje się David Harbour, ale dla niektórych rola
znowu może wpaść w koleiny krindżu. Rozczarowała mnie z kolei nieco Julia Louis-Dreyfus,
którą lubiłem w jej krótkich poprzednich występach, a tu wydała mi się nadmiernie
irytująca i słabo napisana.
Nawet
jeśli nie wszyscy wypadli równo czy to ze względu na ograniczony czas ekranowy
czy na niewystarczające pogłębienie postaci, to ogólny banter między bohaterami
i tworząca się relacja od wrogów, przez współpracowników do przyjaciół oraz
świetna chemia między aktorami nadały temu projektowi wyrazistości, angażując widzów
w ich przygody. Marvel od zawsze stał świetnie zarysowanymi postaciami
bohaterów (z antagonistami bywały często problemy), a tu mamy całą ekipę barwnych
charakterologicznie i szarych moralnie postaci, które świetnie ogląda się na
ekranie zarówno gdy walczą jak tylko rozmawiają.
Główną
osią emocjonalną jest wątek Yeleny borykającej się z samotnością po śmierci ukochanej
siostry, która zatraca się w bezdusznej, wyniszczającej ją pracy płatnego
zabójcy. Potrzeba znalezienia sobie miejsca w świecie, wyjścia z cienia i
zaakceptowania roli w skomplikowanej rzeczywistości koreluje z wątkiem Boba,
wobec którego Yelena czuje empatyczną potrzebę pomocy i wyciągnięcia go z
problemów.
Bob
natomiast wymaga omówienia w osobnym akapicie… Przeżywający problemy psychiczne
z pogranicza osobowości borderline i zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, przez
trudne dzieciństwo obarczony niską samooceną, depresją i skłonnościami do
nałogów Robert Reynolds szuka akceptacji i dostrzeżenia przez innych, że nie
jest bezwartościowy. W gruncie rzeczy dobry, ale złamany i zagubiony chłopak w
wyniku eksperymentu otrzymuje nadludzkie zdolności i ogromną, boską potęgę,
stając się Sentrym, ale wyzwala to jego mroczną stronę, budząc do życia
nieokiełznaną i ucieleśniającą psychiczny mrok Otchłań (org. The Void), na
którą nie ma remedium i tylko Bob może przezwyciężyć swoje alter ego, potrzebuje
jednak w tym znalezienia oparcia w innych i chwycenia wyciągniętej dłoni. I tak
mocą przyjaźni bohaterowie zwyciężają, jednak jest to zrobione z kunsztem, rozmysłem
i po prostu dobrze, dostarczając widzowi satysfakcjonującego zwieńczenia wątku
borykania się z depresją i przezwyciężania ciążących nam problemów.
Plusem
filmu jest bardzo dobre tempo, które pozwala narracji płynąć żwawo, umiejętnie
lawirując między dość wyważonymi scenami akcji, przystankami mającymi pogłębić
relacje między bohaterami a momentami, w których widza ścisną emocje. Choreografia
walk stoi na całkiem wysokim poziomie i na ogół nie stanowi wizualnego szumu, starając
się nie nadużywać efektów specjalnych. Zdjęcia autorstwa Andrew Palermo są
solidne, choć liczyłem może nieco więcej po stronie kreatywnego montażu,
którego mi zabrakło. Solidna również była warstwa muzyczna skomponowana przez
trio z Son Lux stanowiący zespół muzyki eksperymentalnej.
Głównym
problemem filmu jest w mojej opinii cały wątek Valentiny Allegry de Fontaine,
poprowadzony zbyt pospiesznie i pozbawiony odpowiedniej podbudowy. Film wrzuca
widza na głęboką wodę, serwując dziurawą fabułę nieco naiwnego politycznego
thrillera. Podobnie w finale filmu, konkluzja wydaje się nieco grubymi nićmi
szyta i widz musi przymknąć nieco jedno oko na decyzje scenarzystów, a raczej
na tych decyzji wykonanie. Zabrakło mi tych kilkunastu minut, które pogłębiły
wstęp do całej afery programu Sentry i nieco bardziej ukształtowały polityczny
wydźwięk finału. Z minusów należy wskazać m.in. średnie efekty specjalne w
jednej scenie akcji, nie wpływało to jednak znacząco na odbiór całości, a
później rekompensowało to pojawienie się fantastycznie prezentującego się na
ekranie Voida.
Nieco niedosytu pozostawił we mnie również fakt, że film reklamował się położeniem większego nacisku na artystyczną stronę projektu (a sama kampania marketingowa była według mnie kapitalna), a seans nie dostarczył zbyt wielu takich momentów. Zabrakło mi wspomnianego już wcześniej bardziej wyrazistego montażu i bardziej charakterystycznego operowania kamerą. Doceniam jednak wybory artystyczne w trzecim akcie, choć ten był nieco chaotyczny, to odbiegał od standardowego marvelowskiego naparzania czy promienia w niebo.
Podsumowując, Thunderbolts* to jeden z najlepszych filmów Marvela ostatnich lat, którego główną siłą są relacje między nieidealnymi, pogrążonymi w wewnętrznych problemach postaciami. Dodatkowo solidne zdjęcia i przyjemna muzyka dopełniają komiksowego filmu próbującego się zmierzyć z dość poważną tematyką zdrowia psychicznego. Thunderbolts* oceniam na 7,5/10 i choć film, zwłaszcza w warstwie fabularnej, ma kilka dziur, to bawiłem się na nim przednio i z pewnością jeszcze do niego powrócę.
P.S. Warto poczekać na drugą, końcową scenę po napisach (pierwsza mid-credits jest jedynie żartem), która jest bodaj najdłuższą w historii MCU i zarysowuje nam kontekst nadchodzących filmów, które zapowiadają się tyle ciekawie co enigmatycznie…






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz