wtorek, 6 maja 2025

THUNDERBOLTS* (2025) - RECENZJA FILMU

 
Marvel powraca na wielki ekran ze swoim 36. filmem MCU, tym razem prezentując widzom drużynę złożoną z drugo i trzecioplanowych bohaterów, antybohaterów czy antagonistów, którzy muszą połączyć siły, by uratować świat.


Reżyserem filmu jest Jake Schreier, który do tej pory większe doświadczenie zbierał jako twórca serialowy (m.in. Kidding, Lodge 49, Nowy smak wiśni, Gwiezdne Wojny: Załoga rozbitków czy przede wszystkim Awantura). Za scenariusz odpowiadali Eric Pearson (głównie projekty Marvela czyli Agentka Carter, Black Widow, Thor: Ragnarok i krótkometrażowe one-shoty, ponadto Godzilla vs. Kong i Transformers: Początek) oraz Joanna Calo (głównie pojedyncze odcinki seriali takich jak Benched, Undone, Hacks, Awantura oraz kilka odcinków The Bear i BoJack Horesman).


Muzykę do filmu skomponował zespół muzyczny Son Lux, którego poprzednim projektem było Wszystko wszędzie naraz, za które zdobyli nominację do Oscara. Autorem zdjęć do filmu jest Andrew Droz Palermo, który pracował przy takich produkcjach jak Ghost Story, Strange Angel, Przygody młodego wilkołaka, Moon Knight oraz przede wszystkim Zielony Rycerz.


Film Thunderbolts* prezentuje nam grupę postaci już znanych fanom MCU, którzy pojawili się między innymi w takich produkcjach jak Ant-man i Osa, Czarna Wdowa czy Falcon i Zimowy Żołnierz i znajomość tych produkcji, jakkolwiek nieobligatoryjna, zarysowuje fabularne tło dla tych bohaterów i pozwala zawiązać z nimi głębszą emocjonalną więź.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Główną bohaterką Thunderbolts* jest Yelena Belova (Florence Pugh, która w MCU pojawiła się już w Black Widow oraz Hawkeye, a w ostatnich latach można ją było widzieć w Sztuce pięknego życia, Diunie: Część 2, Oppenheimerze czy Nie martw się, kochanie), przyrodnia siostra Natashy Romanoff i była Czarna Wdowa pracująca obecnie jako tajna agentka do brudnej roboty dla dyrektor CIA, Valentiny Allegry de Fontaine (Julia Louis-Dreyfus, najbardziej znana z ról komediowych w Kronikach Seinfelda, Nowych przygodach starej Christine oraz Figurantce, w Marvelu występowała już w Falcon i Zimowy Żołnierz czy Black Panther: Wakanda Forever). Wykonująca dla Valentiny tajne misje polegające na pozbywaniu się niewygodnych świadków, tym razem likwiduje pozostałości tajnego laboratorium w Malezji, które pod patronatem zarządzanego przez de Fontaine konsorcjum OXE Group prowadziło nielegalne badania na ludziach. Gdy amerykański Kongres stawia Valentinę przed trybunałem stanu za jej samowolne i niemoralne działania, ta postanawia pozbyć się wszelkich dowodów znajdujących się w bunkrze gdzieś na amerykańskiej pustyni.

Zadania podejmuje się Yelena, rozczarowana spotkaniem ze swym przybranym ojcem, Alexeiem Shostakovem aka Red Guardianem (David Harbour, poza Czarną Wdową można go było zobaczyć w Stranger Things, Violent Night, Gran Turismo, Hellboyu czy Bogach ulicy), podstarzałym sowieckim superżołnierzem. Na miejscu okazuje się, że cała akcja była pułapką Valentiny, która nasłała na siebie Yelenę oraz kilku innych tajnych agentów i najemników takich jak: Avę Starr aka Ghost (Hannah John-Kamen, poza Ant-man i Osą można ją kojarzyć z Tomb Ridera, Czarnego Lustra, Player One, Killjoys oraz Nowego wspaniałego świata), Antonię Dreykov aka Taskmaster (Olga Kurylenko, poza Czarną Wdową m.in. Hitman, Quantum of Solace, Niepamięć, Miasto cudów) oraz Johna Walkera aka byłego Kapitana Amerykaę a obecnie US Agenta (Wyatt Russell, syn Kurta Russella, który w MCU zadebiutował w Falcon i Zimowy Żołnierz, a poza tym m.in. Lodge 49, Pod sztandarem nieba, Monarch: Dziedzictwo potworów). Na miejscu spotykają natomiast zupełnie przypadkową postać Roberta „Boba” Reynoldsa (Lewis Pullman, syn Billa Pullmana, którego kojarzyć można z seriali Paragraf 22, Peryferia, Lekcje chemii oraz filmu Top Gun: Maverick) i po szybkim starciu muszą połączyć siły, by wymknąć się z bunkra i pokonać nasłanych przez Valentinę komandosów.

Gdy udaje im się umknąć z tajnego kompleksu po środku pustyni, a Bob okazuje się nie takim zwykłym Bobem, do którego John Walker może pyskować a komandosi bezkarnie strzelać z kałachów, trójkę ocalałych najemników z opresji podwózką ratuje Red Guardian, a do pościgu włącza się kongresmen James „Bucky” Barnes aka Winter Soldier (Sebastian Stan, obecnie chyba najdłużej występujący aktywnie w MCU bohater, poza Marvelem ostatnio doceniony został za role Wybrańcu, Innym człowieku czy Inwestorzy amatorzy), który chwilowo związał swoją karierę z polityką i starał się włączyć w śledztwo przeciwko Valentinie, jednak superbohaterska przeszłość odezwała się w nim znowu i rekrutuje do swej drużyny pojmanych antybohaterów, by razem przeciwstawić się Val planującej w desperackim ruchu zagrać va banque i przedstawić Ameryce zastępstwo dla Avengersów, nad którym pracowała w programie Sentry…


W ostatnich latach Marvel nie potrafił utrzymać równego poziomu produkcji filmowych, dobre filmy (Shang-chi, Strażnicy Galaktyki 3) przeplatając średnimi (Czarna Wdowa, Kapitan Ameryka 4) lub słabymi (Ant-man 3, The Marvels). Thunderbolts* powraca do wysokiej formy MCU, choć nie jest to film pozbawiony wad, wszelkie jednak bolączki scenariuszowe schodzą na dalszy plan, bo pierwsze skrzypce odgrywają bohaterowie. Na ekranie brylują przede wszystkim Florence Pugh i Lewis Pullman, którzy kradną show swoją charyzmą i urokiem, łącząc humor wraz z głębią złamanych psychicznie postaci, które nie potrafią poskładać w całość rozbitego obrazu świata oraz znaleźć sobie w nim miejsca. Solidny występ notują również Sebastian Stan i John Walker (jedna z moich ulubionych postaci wprowadzonych w ostatnich latach do MCU), nieco słabiej wypadają Hannah John-Kamen i Olga Kurylenko, które nie mają zbyt wiele do zagrania. W moim odczuciu dobrze ze swojej roli comic-reliefa wywiązuje się David Harbour, ale dla niektórych rola znowu może wpaść w koleiny krindżu. Rozczarowała mnie z kolei nieco Julia Louis-Dreyfus, którą lubiłem w jej krótkich poprzednich występach, a tu wydała mi się nadmiernie irytująca i słabo napisana.

Nawet jeśli nie wszyscy wypadli równo czy to ze względu na ograniczony czas ekranowy czy na niewystarczające pogłębienie postaci, to ogólny banter między bohaterami i tworząca się relacja od wrogów, przez współpracowników do przyjaciół oraz świetna chemia między aktorami nadały temu projektowi wyrazistości, angażując widzów w ich przygody. Marvel od zawsze stał świetnie zarysowanymi postaciami bohaterów (z antagonistami bywały często problemy), a tu mamy całą ekipę barwnych charakterologicznie i szarych moralnie postaci, które świetnie ogląda się na ekranie zarówno gdy walczą jak tylko rozmawiają.

Główną osią emocjonalną jest wątek Yeleny borykającej się z samotnością po śmierci ukochanej siostry, która zatraca się w bezdusznej, wyniszczającej ją pracy płatnego zabójcy. Potrzeba znalezienia sobie miejsca w świecie, wyjścia z cienia i zaakceptowania roli w skomplikowanej rzeczywistości koreluje z wątkiem Boba, wobec którego Yelena czuje empatyczną potrzebę pomocy i wyciągnięcia go z problemów.

Bob natomiast wymaga omówienia w osobnym akapicie… Przeżywający problemy psychiczne z pogranicza osobowości borderline i zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, przez trudne dzieciństwo obarczony niską samooceną, depresją i skłonnościami do nałogów Robert Reynolds szuka akceptacji i dostrzeżenia przez innych, że nie jest bezwartościowy. W gruncie rzeczy dobry, ale złamany i zagubiony chłopak w wyniku eksperymentu otrzymuje nadludzkie zdolności i ogromną, boską potęgę, stając się Sentrym, ale wyzwala to jego mroczną stronę, budząc do życia nieokiełznaną i ucieleśniającą psychiczny mrok Otchłań (org. The Void), na którą nie ma remedium i tylko Bob może przezwyciężyć swoje alter ego, potrzebuje jednak w tym znalezienia oparcia w innych i chwycenia wyciągniętej dłoni. I tak mocą przyjaźni bohaterowie zwyciężają, jednak jest to zrobione z kunsztem, rozmysłem i po prostu dobrze, dostarczając widzowi satysfakcjonującego zwieńczenia wątku borykania się z depresją i przezwyciężania ciążących nam problemów.

Plusem filmu jest bardzo dobre tempo, które pozwala narracji płynąć żwawo, umiejętnie lawirując między dość wyważonymi scenami akcji, przystankami mającymi pogłębić relacje między bohaterami a momentami, w których widza ścisną emocje. Choreografia walk stoi na całkiem wysokim poziomie i na ogół nie stanowi wizualnego szumu, starając się nie nadużywać efektów specjalnych. Zdjęcia autorstwa Andrew Palermo są solidne, choć liczyłem może nieco więcej po stronie kreatywnego montażu, którego mi zabrakło. Solidna również była warstwa muzyczna skomponowana przez trio z Son Lux stanowiący zespół muzyki eksperymentalnej.

Głównym problemem filmu jest w mojej opinii cały wątek Valentiny Allegry de Fontaine, poprowadzony zbyt pospiesznie i pozbawiony odpowiedniej podbudowy. Film wrzuca widza na głęboką wodę, serwując dziurawą fabułę nieco naiwnego politycznego thrillera. Podobnie w finale filmu, konkluzja wydaje się nieco grubymi nićmi szyta i widz musi przymknąć nieco jedno oko na decyzje scenarzystów, a raczej na tych decyzji wykonanie. Zabrakło mi tych kilkunastu minut, które pogłębiły wstęp do całej afery programu Sentry i nieco bardziej ukształtowały polityczny wydźwięk finału. Z minusów należy wskazać m.in. średnie efekty specjalne w jednej scenie akcji, nie wpływało to jednak znacząco na odbiór całości, a później rekompensowało to pojawienie się fantastycznie prezentującego się na ekranie Voida.

Nieco niedosytu pozostawił we mnie również fakt, że film reklamował się położeniem większego nacisku na artystyczną stronę projektu (a sama kampania marketingowa była według mnie kapitalna), a seans nie dostarczył zbyt wielu takich momentów. Zabrakło mi wspomnianego już wcześniej bardziej wyrazistego montażu i bardziej charakterystycznego operowania kamerą. Doceniam jednak wybory artystyczne w trzecim akcie, choć ten był nieco chaotyczny, to odbiegał od standardowego marvelowskiego naparzania czy promienia w niebo.


Podsumowując, Thunderbolts* to jeden z najlepszych filmów Marvela ostatnich lat, którego główną siłą są relacje między nieidealnymi, pogrążonymi w wewnętrznych problemach postaciami. Dodatkowo solidne zdjęcia i przyjemna muzyka dopełniają komiksowego filmu próbującego się zmierzyć z dość poważną tematyką zdrowia psychicznego. Thunderbolts* oceniam na 7,5/10 i choć film, zwłaszcza w warstwie fabularnej, ma kilka dziur, to bawiłem się na nim przednio i z pewnością jeszcze do niego powrócę.


P.S. Warto poczekać na drugą, końcową scenę po napisach (pierwsza mid-credits jest jedynie żartem), która jest bodaj najdłuższą w historii MCU i zarysowuje nam kontekst nadchodzących filmów, które zapowiadają się tyle ciekawie co enigmatycznie…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...