Po latach oczekiwania przez fanów Netflixowego Diabła z Hell’s Kitchen powrócił on do własnego serialu, tym razem już pod skrzydłami MCU, dostarczając widzom solidną mieszankę emocji i wrażeń. Jak wypadła nowa odsłona Daredevila?
Serial
przeszedł przez małe piekło produkcyjne, a początkowo twórcami miał być duet
Chris Ord i Matt Corman (Kamuflaż), zaś dłuższy serial miał mieć lżejszy
charakter i nie być kontynuacją wcześniejszej historii z czasów Netflixa. Marvel
zmienił jednak kurs, a showrunnerem serialu został Dario Scardapane (Trauma,
The Punisher, Jack Ryan), klimat nabrał więcej mroku, historię podzielono na dwie
części i nawiązano bezpośrednio do trzeciego sezonu Daredevila, wplatając go w
bardziej współczesną mitologię MCU.
Reżyserami
odcinków pozostali Michael Cuesta (Dexter, Homeland, City on a Hill, Promised
Land), David Boyd (Longmire, Uwikłana, The Walkind Dead) oraz Jeffrey
Nachmanoff (Homeland, Zakładnicy, Replikanci, Kraina Lovecrafta), natomiast dołączył
do nich z pierwszym i ostatnimi dwoma odcinkami duet Justin Benson i Aaron Moorhead
(dla Marvela kręcili Moon Knighta oraz drugi sezon Lokiego).
Postać Matta Murdocka, mająca bardzo intensywną historię w czasie trzech sezonów serialu Netflixa Daredevil oraz sezonu The Defenders powróciła do MCU w filmie Spider-man: No Way Home oraz później w She-Hulk i Echo, natomiast jego arcywróg, Wilson Fisk, miał swój epizod w serialach Hawkeye oraz Echo. Jak wyglądał ten powrót po latach?
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Nowojorski
niewidomy prawnik Matt Murdock (Charlie Cox, poza ikoniczną rolą marvelowskiego
superbohatera grał też w filmach Gwiezdny pył, Casanova, Kupiec wenecki oraz
serialach Zakazane imperium oraz Kin) po wstrząsającym wydarzeniu dotyczącym
bliskiej mu osoby postanawia porzucić kostium ulicznego mściciela, Daredevila i
skupia się na pracy, wymierzanie sprawiedliwości pozostawiając systemowi. Gdy
jednak urząd burmistrza Nowego Jorku obejmuje lider przestępczego świata Kingpin,
czyli Wilson Fisk (Vincent D'Onofrio, Faceci w czerni, Full Metal Jacket, Ed
Wood, JFK, Jurassic World, Sędzia oraz seriale Prawo i porządek: Zbrodniczy
zamiar, Ratched, Ojciec chrzestny Harlemu), Matt musi na nowo odnaleźć się w
otaczającym go świecie, zwłaszcza gdy miasto pogrąża się w coraz większym
chaosie, który starają się ratować inni zamaskowani mściciele, a ulicami Nowego
Jorku grasuje psychopatyczny morderca The Muse.
Matt
Murdock nawiązuje kolejną romantyczną relację, tym razem z psycholog Heather
Glenn (Margarita Levieva, Zemsta, Kroniki Times Square, Allegiance, Czarna
lista, Litwinienko a także ostatnio Gwiezdne Wojny: Akolita), z kolei Fisk
przeżywa małżeński kryzys z żoną, Vanessą (Ayelet Zurer, Anioły i demony, Człowiek ze stali, 8
części prawdy, Monachium, Ben-Hur oraz ostatnio seriale Dom Dawida, Moonhaven,
The Best Worst Thing, You), obaj mierzą się też z coraz większymi trudnościami w
podążaniu nową, wyznaczoną sobie ścieżką stojącą w opozycji do skrywającej się
w nich natury. Sytuacja jednak będzie eskalować coraz bardziej i obaj będą
musieli albo odrzucić przeszłość, albo narodzić się na nowo…
Serial
Daredevil: Born Again to serial kompromisów, starający się z jednej strony
przywoływać wiele elementów „poprzedniego uniwersum” i kontynuować zaczęte
wówczas wątki, kreśląc jednocześnie własną stylistykę i sposób prowadzenia
narracji. Początek nie jest najmocniejszym punktem i gryzie się nieco z
nostalgią po „starym Daredevilu”, później jednak serial łapie swoje flow i
wchodzi na solidny poziom, który niestety spada nieco przy finale urwanej w
połowie historii. Zawodzi struktura łącząca większość poprzednich elementów
serialu, które pozostawiono po przeróbkach scenariuszowych, z tymi nowymi,
wprowadzonymi głównie na początku i końcu sezonu w odcinkach w reżyserii lubianych przeze
mnie Bensona i Moorheada.
Pomimo
iż jest to „sezon zerowy” trochę na przetarcie szlaku, który w kolejnej odsłonie
powinien już mieć bardziej przemyślaną strukturę i sprawniej poprowadzoną
narrację, to udało się w nim zmieścić twórcom wiele dobrego, zwłaszcza w kontekście
pierwszoplanowych postaci odgrywanych przez monumentalnych w tych rolach Coxa i
D’Onofrio. Ich dylematy, paralelne nie tylko ze względu na tematykę i wydźwięk,
ale i wizualnie zestawiane montażem czy wplataną narracją, stanowiły pięknie
przemyślaną kompozycję psychologicznego zagłębienia się w dynamiczne postaci,
zwłaszcza w przypadku Wilsona Fiska, jednego z największych i najlepiej
odegranych serialowych antagonistów XXI wieku. Gdy Matt Murdock radzi sobie z
traumą i skupia na kancelarii adwokackiej, Fisk próbuje przekonać wszystkich,
że zmienił się i na sercu leży mu dobro obywateli Nowego Jorku, obaj jednak orientują
się, że w walce o swoje cele muszą walczyć z systemem, który blokuje ich ruchy
i wiąże ręce.
Na
drugim planie dobrze wypada kilka postaci, m.in. Jon Bernthal jako Frank Castle
aka Punisher, którego dynamika relacji z Daredevilem wprowadza serial na wyższy
poziom, Kamar de los Reyes jako uliczny mściciel White Tiger, Wilson Bethel jako
Benjamin Pointdexter jako Bullseye czy Michael Gandolfini jako zafascynowany
możliwością pracy urzędniczej dla Fiska młody Daniel Blake. Więcej sprawczości
otrzymała też Ayelet Zurer jako Vanessa Fisk, z której delikatnej postury
wychodzi mroczniejsza natura. Kilka innych z kolei postaci przeszło obok mnie i
nie zyskało jeszcze szczególnej sympatii jak choćby Genneya Walton jako
początkująca dziennikarka BB Urich, Nikki M. James jako partnerująca w
kancelarii Mattowi Kirsten McDuffie. Pewnym rozczarowaniem okazały się też role
Debory Ann Woll jako Karen Page oraz Eldena Hensona, którzy pierwotnie w ogóle
mieli się w serialu nie pojawić.
Mieszane
uczucia z kolei wywołuje wątek The Muse, który zakończono zbyt szybko, podczas gdy fascynującą
postać tego antagonisty reklamowano jako głównego przeciwnika sezonu.
Jakkolwiek intensywny i odpowiednio mroczny, wątek miał potencjał na więcej i
twórcy mogli jeszcze trochę bardziej wyeksploatować tego pokurwionego pojebańca niestabilnego emocjonalnie młodzieńca tworzącego
murale przy użyciu krwi ofiar...
Audiowizualnie
i realizacyjnie serialowi przydarzały się górki i dołki, na ogół dobrze
pokazując choreografie dość brutalnych walk poza kilkoma przypadkami, gdzie poziom
spadał (choćby walka w finale), na pochwałę zasługuje jednak kilka kolorystycznych
motywów jak choćby związanych z balem u burmistrza Fiska. Widać wyraźnie, że
starano się oddać naturalizm, brud i szarość oryginalnego Daredevila, ale jednocześnie
nasycić go nieco bardziej żywymi marvelowskimi kolorami. Za rewitalizację oryginalnej
kompozycji muzycznej od Johna Paesano (ostatnio choćby Invincible czy Królestwo
Planety Małp) odpowiadali The Newton Brothers, którzy podobnego zadania podjęli
się niedawno przy okazji ikonicznego motywu animowanych X-menów przy okazji
serialu X-men ’97 (a wśród oczekiwanych przeze mnie ich kompozycji znajduje się
Life of Chuck).
Podsumowując,
serial Daredevil: Born Again pomimo kilku kulejących elementów to była przyjemna
podróż. Widać wyraźnie wszystkie wcześniej wspomniane problemy produkcyjne oraz
moment, w którym podzielono historię, jednak serial nadrabiał atmosferą. Droga głównych
bohaterów oraz kilka gościnnych występów dały fanom sporo satysfakcji i
rozpaliły nadzieję, że drugi sezon w lepszy sposób powiąże wszystkie wątki i nie
będzie musiał zszywać naprędce fabuły, która powinna wskoczyć na odpowiednie tory.
Pierwszy sezon serialu Daredevil: Born Again oceniam pozytywnie mimo pomniejszych
wybojów na 7,5/10 i z niecierpliwością czekam na powrót do przygód Diabła z
Hell’s Kitchen i jego starcia z Kingpinem.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz