Autorski
projekt wyrazistego twórcy realizującego kino niezależne, które potrafi dotrzeć
do szerszego odbiorcy, wygrało właśnie pięć Oscarów, w tym ten za najlepszy
film, reżyserię i scenariusz. Co jest takiego wyjątkowego w Anorze, że trafia
zarówno do krytyków jak i publiczności?
Reżyserem, scenarzystą i montażystą filmu był Sean Baker, twórca takich produkcji jak Gwiazdeczka, Mandarynka, Projekt Floryda czy ostatnio Red Rocket. Przyznaję jednak bez bicia, że Anora to pierwszy film Bakera, który dane mi było oglądać.
Film
opowiada o losach nowojorskiej sexworkerki, której świat wywraca się do góry
nogami, gdy obsługuje syna rosyjskiego oligarchy. Początkowe zauroczenie
podszyte wyrachowaniem i chłodną kalkulacją mogłoby przerodzić się w coś
więcej, ale na drodze do ich szczęścia stoi rodzina chłopaka, a z lekkiego
romansu Anora przeradza się w specyficzną komedię pomyłek podszytą klasowym
dramatem społecznym.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Anora,
która woli przedstawiać się jako Ani (Mikaela „Mikey” Madison, która przebiła
się przy okazji Pewnego razu w… Hollywood oraz Krzyku (2022), grała również w
serialu Lepsze życie, a ostatnio można ją było widzieć w produkcji AppleTV+ pt.
Kobieta z jeziora z Natalie Portman), to pochodząca z Miami dziewczyna o
rosyjskich korzeniach, która w jednym z nowojorskich nocnych klubów pracuje
jako tancerka erotyczna. Los uśmiecha się do Ani, gdy w klubie jej klientem
zostaje bogaty młody Rosjanin, Ivan (Mark Eydelshteyn), który okazuje się być
synem rosyjskiego oligarchy, żyjącym dostatnio w ekskluzywnej rezydencji
rodziców i korzystającym z ich bogactwa. Zauroczony w Ani Ivan, który do tej
pory znany był ze swojego dziecinnego zachowania, prosi ją o tydzień „ekskluzywności”,
w czasie których imprezują w Las Vegas, gdzie pod wpływem impulsu pobierają się,
a po powrocie do Nowego Yorku Ani wprowadza się do rezydencji Zacharovów.
Wówczas
do ich drzwi pukają Ormianin Garnik (Vache Tovmasyan) i Rosjanin Igor (Yura
Borisov), których przysłał mający pilnować dzieciaka w czasie jego pobytu w
Stanach Zjednoczonych pracujący dla Zacharovów starszy brat Garnika, Toros (Karren
Karagulian, etatowy aktor w filmach Seana Bakera). Rodzice Ivana, czyli Galina (Darya
Ekamasova) i Nikolai Zacharov (Aleksey Serebryakov, grał między innymi
antagonistę filmu Nobody z Bobem Odenkirkiem oraz u Patryka Vegi w Small World),
mają dla syna zupełnie inne plany i chcą doprowadzić do unieważnienia jego
małżeństwa. Zaczyna się wówczas pełna absurdów i chaosu gonitwa, a spontaniczne
małżeństwo Anory, które miało odmienić jej życie, zostanie wystawione na próbę…
Anora
zaczyna się jak wyuzdana komedia romantyczna, w której Kopciuszek zamiast
szorować podłogi w domu Macochy tańczy na rurze i wije się na kolanach i kroczu
klientów do momentu, w którym trafia się jej Książę. Obserwujemy rodzącą się
między bohaterami relację i choć wiemy, że bajka nie potrwa długo, ale przynajmniej
dobrze się bawią, nie żałując sobie alkoholu, narkotyków i seksu. On mentalnie jest
niedojrzałym zbuntowanym nastolatkiem, ona wyrachowaną, hedonistyczną
dziewczyną, która świadomie sprzedaje swoje ciało dla korzyści i myśli, że złapała
się na jej haczyk prawdziwa gruba ryba. Wyglądają jednak razem całkiem
sympatycznie, więc kibicujemy im, póki sielanka trwa.
Gdy
jednak rodzice Ivana dowiadują się o jego małżeństwie, wysyłają swoich ormiańskich
goryli, by ci załatwili wszystko, zanim przylecą zabrać krnąbrnego syna do
Rosji. Spodziewamy się gangsterów, którzy siłą wymuszą na dzieciach rozwód, przykładając
broń do skroni Anory, ale Baker serwuje nam odwrócenie oczekiwań. Garnik i Igor
nie są mafiozami i nie wiedzą, jak powstrzymać przed ucieczką Ivana oraz jak
uspokoić rozszalałą Ani, co prowadzi do wielu zabawnych sytuacji.
Lekkość
i naturalność prowadzenia narracji przez Bakera balansowana jest skrywającymi
się w tle nieco poważniejszymi wątkami jak dysproporcje społeczne, uprzedzenia
klasowe i stereotypy, niedojrzałość do związku, w końcu spojrzenie na życie
oczami społecznie pogardzanego marginesu. Tytułowa Anora niosłaby natomiast
całą tę historię na barkach, gdyby nie świetnie kontrastujący z całym tym
rozgardiaszem spokojny sebix Igor, który po prostu dostał fuchę i chce się z
niej jakoś wywiązać bez wdawania się dywagacje. Jednocześnie bije od niego urok
osobisty i przeświadczenie, że sam muchy by nie skrzywdził, dopóki sytuacja go do
tego nie zmusi.
Energetyczny
vibe filmu już od początku wrzuca nas w dynamicznie zmieniającą się sytuację
życiową Ani, ale od pewnego momentu sytuacja i emocje zaczynają mocno eskalować,
a Mikey Madison daje z siebie wszystko, by wykrzesać całą paletę emocji, grając
całą sobą rezolutną, zaradną dziewczynę, która całą swą wrażliwość skrywa za twardą
skorupą sarkazmu, uzbrajając się w swoją najskuteczniejszą broń, czyli
seksualność traktowaną lekko i powierzchownie, bez emocjonalnego przywiązywania
się.
Mikey
Madison, która za swoją rolę zdobyła Oscara, wykreowała wyrazistą postać, od
której widz nie może oderwać wzroku, ale dla mnie show kradł Yura Borisov,
który nominowany był za rolę drugoplanową i dynamika tych dwóch postaci, poza przewrotnym
scenariuszem, stanowiła największy plus filmu. Na drugim planie sympatycznie
wypadli Vache Tovmasyan i Karren Karagulian, niestety do gustu nie przypadł mi grający
Ivana Mark Eydelshteyn, który w swoim braku dojrzałości i zeciarskich
manieryzmach był irytujący (choć domyślam się, że taki był zamysł na tę postać
i aktor wykonał swoją robotę dobrze).
Więcej oczekiwałem po muzyce i montażu, które bawiły w pierwszym akcie filmu, później schodząc na drugi plan, kiedy gówno uderzyło w wentylator, a sytuacja coraz bardziej zaczęła się komplikować. Spodziewałem się chyba czegoś bardziej wystrzałowego i początkowo Baker dostarczał fajerwerki, by później skupić się przede wszystkim na emocjach bohaterki i eskalującej sytuacji podkreślającej społeczne podziały. Finalnie też film nie jest w swym przekazie szczególnie odkrywczy, nie oferuje uderzającej do głębi historii, która poruszy wszystkich i zostanie z nami na długo. Nie jest to kolacja w wykwintnej restauracji, ale dobry craftowy burger z frytkami, który przyjemnie wchodzi i tym bardziej dziwi, że krytykom podoba się nawet bardziej niż publice, nie licząc tych filmwebowych narzekaczy od siedmiu boleści tęskniących chyba za niemieckim impresjonizmem czy francuską Nową Falą, którym kij głęboko wbity w dupę nie pozwala się schylić do poziomu zwykłych entuzjastów kina.
Podsumowując, Anora to przyjemny film balansujący między romansem a komedią i komentarzem społecznym, nawet jeśli ten ostatni nie jest przesadnie oryginalny. Film jest jednak energiczny, zabawny i elektryzujący, utrzymujący wysokie tempo narracji i utrzymujący uwagę widza dzięki zapadającym w pamięć bohaterom, przede wszystkim charyzmatycznej Mikey Madison. Pewne wątpliwości wywołuje nagrodzenie go Oscarem za najlepszy film, z pewnością jednak seans ten zapamiętam jako zdecydowanie przyjemny, a Anorę oceniam na 7,75/10 i zapisuję sobie twórczość Seana Bakera do nadrobienia.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz