wtorek, 4 marca 2025

ANORA (2024) - RECENZJA FILMU

 
Autorski projekt wyrazistego twórcy realizującego kino niezależne, które potrafi dotrzeć do szerszego odbiorcy, wygrało właśnie pięć Oscarów, w tym ten za najlepszy film, reżyserię i scenariusz. Co jest takiego wyjątkowego w Anorze, że trafia zarówno do krytyków jak i publiczności?


Reżyserem, scenarzystą i montażystą filmu był Sean Baker, twórca takich produkcji jak Gwiazdeczka, Mandarynka, Projekt Floryda czy ostatnio Red Rocket. Przyznaję jednak bez bicia, że Anora to pierwszy film Bakera, który dane mi było oglądać.


Za muzykę odpowiadał Joseph Capalbo, dla którego był to debiut kompozytorski. Autorem zdjęć był Drew Daniels, który współpracował z Bakerem przy jego poprzednim projekcie, ma również na koncie odcinki seriali Euforia, Idol, Rój, Peryferia oraz filmy Here we are, Fale, The Boy from Medelin.


Film opowiada o losach nowojorskiej sexworkerki, której świat wywraca się do góry nogami, gdy obsługuje syna rosyjskiego oligarchy. Początkowe zauroczenie podszyte wyrachowaniem i chłodną kalkulacją mogłoby przerodzić się w coś więcej, ale na drodze do ich szczęścia stoi rodzina chłopaka, a z lekkiego romansu Anora przeradza się w specyficzną komedię pomyłek podszytą klasowym dramatem społecznym.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Anora, która woli przedstawiać się jako Ani (Mikaela „Mikey” Madison, która przebiła się przy okazji Pewnego razu w… Hollywood oraz Krzyku (2022), grała również w serialu Lepsze życie, a ostatnio można ją było widzieć w produkcji AppleTV+ pt. Kobieta z jeziora z Natalie Portman), to pochodząca z Miami dziewczyna o rosyjskich korzeniach, która w jednym z nowojorskich nocnych klubów pracuje jako tancerka erotyczna. Los uśmiecha się do Ani, gdy w klubie jej klientem zostaje bogaty młody Rosjanin, Ivan (Mark Eydelshteyn), który okazuje się być synem rosyjskiego oligarchy, żyjącym dostatnio w ekskluzywnej rezydencji rodziców i korzystającym z ich bogactwa. Zauroczony w Ani Ivan, który do tej pory znany był ze swojego dziecinnego zachowania, prosi ją o tydzień „ekskluzywności”, w czasie których imprezują w Las Vegas, gdzie pod wpływem impulsu pobierają się, a po powrocie do Nowego Yorku Ani wprowadza się do rezydencji Zacharovów.

Wówczas do ich drzwi pukają Ormianin Garnik (Vache Tovmasyan) i Rosjanin Igor (Yura Borisov), których przysłał mający pilnować dzieciaka w czasie jego pobytu w Stanach Zjednoczonych pracujący dla Zacharovów starszy brat Garnika, Toros (Karren Karagulian, etatowy aktor w filmach Seana Bakera). Rodzice Ivana, czyli Galina (Darya Ekamasova) i Nikolai Zacharov (Aleksey Serebryakov, grał między innymi antagonistę filmu Nobody z Bobem Odenkirkiem oraz u Patryka Vegi w Small World), mają dla syna zupełnie inne plany i chcą doprowadzić do unieważnienia jego małżeństwa. Zaczyna się wówczas pełna absurdów i chaosu gonitwa, a spontaniczne małżeństwo Anory, które miało odmienić jej życie, zostanie wystawione na próbę…


Anora zaczyna się jak wyuzdana komedia romantyczna, w której Kopciuszek zamiast szorować podłogi w domu Macochy tańczy na rurze i wije się na kolanach i kroczu klientów do momentu, w którym trafia się jej Książę. Obserwujemy rodzącą się między bohaterami relację i choć wiemy, że bajka nie potrwa długo, ale przynajmniej dobrze się bawią, nie żałując sobie alkoholu, narkotyków i seksu. On mentalnie jest niedojrzałym zbuntowanym nastolatkiem, ona wyrachowaną, hedonistyczną dziewczyną, która świadomie sprzedaje swoje ciało dla korzyści i myśli, że złapała się na jej haczyk prawdziwa gruba ryba. Wyglądają jednak razem całkiem sympatycznie, więc kibicujemy im, póki sielanka trwa.

Gdy jednak rodzice Ivana dowiadują się o jego małżeństwie, wysyłają swoich ormiańskich goryli, by ci załatwili wszystko, zanim przylecą zabrać krnąbrnego syna do Rosji. Spodziewamy się gangsterów, którzy siłą wymuszą na dzieciach rozwód, przykładając broń do skroni Anory, ale Baker serwuje nam odwrócenie oczekiwań. Garnik i Igor nie są mafiozami i nie wiedzą, jak powstrzymać przed ucieczką Ivana oraz jak uspokoić rozszalałą Ani, co prowadzi do wielu zabawnych sytuacji.

Lekkość i naturalność prowadzenia narracji przez Bakera balansowana jest skrywającymi się w tle nieco poważniejszymi wątkami jak dysproporcje społeczne, uprzedzenia klasowe i stereotypy, niedojrzałość do związku, w końcu spojrzenie na życie oczami społecznie pogardzanego marginesu. Tytułowa Anora niosłaby natomiast całą tę historię na barkach, gdyby nie świetnie kontrastujący z całym tym rozgardiaszem spokojny sebix Igor, który po prostu dostał fuchę i chce się z niej jakoś wywiązać bez wdawania się dywagacje. Jednocześnie bije od niego urok osobisty i przeświadczenie, że sam muchy by nie skrzywdził, dopóki sytuacja go do tego nie zmusi.

Energetyczny vibe filmu już od początku wrzuca nas w dynamicznie zmieniającą się sytuację życiową Ani, ale od pewnego momentu sytuacja i emocje zaczynają mocno eskalować, a Mikey Madison daje z siebie wszystko, by wykrzesać całą paletę emocji, grając całą sobą rezolutną, zaradną dziewczynę, która całą swą wrażliwość skrywa za twardą skorupą sarkazmu, uzbrajając się w swoją najskuteczniejszą broń, czyli seksualność traktowaną lekko i powierzchownie, bez emocjonalnego przywiązywania się.

Mikey Madison, która za swoją rolę zdobyła Oscara, wykreowała wyrazistą postać, od której widz nie może oderwać wzroku, ale dla mnie show kradł Yura Borisov, który nominowany był za rolę drugoplanową i dynamika tych dwóch postaci, poza przewrotnym scenariuszem, stanowiła największy plus filmu. Na drugim planie sympatycznie wypadli Vache Tovmasyan i Karren Karagulian, niestety do gustu nie przypadł mi grający Ivana Mark Eydelshteyn, który w swoim braku dojrzałości i zeciarskich manieryzmach był irytujący (choć domyślam się, że taki był zamysł na tę postać i aktor wykonał swoją robotę dobrze).


Więcej oczekiwałem po muzyce i montażu, które bawiły w pierwszym akcie filmu, później schodząc na drugi plan, kiedy gówno uderzyło w wentylator, a sytuacja coraz bardziej zaczęła się komplikować. Spodziewałem się chyba czegoś bardziej wystrzałowego i początkowo Baker dostarczał fajerwerki, by później skupić się przede wszystkim na emocjach bohaterki i eskalującej sytuacji podkreślającej społeczne podziały. Finalnie też film nie jest w swym przekazie szczególnie odkrywczy, nie oferuje uderzającej do głębi historii, która poruszy wszystkich i zostanie z nami na długo. Nie jest to kolacja w wykwintnej restauracji, ale dobry craftowy burger z frytkami, który przyjemnie wchodzi i tym bardziej dziwi, że krytykom podoba się nawet bardziej niż publice, nie licząc tych filmwebowych narzekaczy od siedmiu boleści tęskniących chyba za niemieckim impresjonizmem czy francuską Nową Falą, którym kij głęboko wbity w dupę nie pozwala się schylić do poziomu zwykłych entuzjastów kina.

Podsumowując, Anora to przyjemny film balansujący między romansem a komedią i komentarzem społecznym, nawet jeśli ten ostatni nie jest przesadnie oryginalny. Film jest jednak energiczny, zabawny i elektryzujący, utrzymujący wysokie tempo narracji i utrzymujący uwagę widza dzięki zapadającym w pamięć bohaterom, przede wszystkim charyzmatycznej Mikey Madison. Pewne wątpliwości wywołuje nagrodzenie go Oscarem za najlepszy film, z pewnością jednak seans ten zapamiętam jako zdecydowanie przyjemny, a Anorę oceniam na 7,75/10 i zapisuję sobie twórczość Seana Bakera do nadrobienia.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...