Intrygujący thriller polityczny, w którym tajemnica goni tajemnicę, mimo to nie przytłacza nas nieustanną akcją i brutalizmem, skręcając bardziej w kierunku moralnych rozważań i radzenia sobie z traumą? Paradise daje to wszystko, a do tego potrafi emocjonalnie złapać widza na haczyk kibicowania bohaterom, nawet tym z pozoru złym…
Showrunnerem serialu jest Dan Fogelman, który zasłynął jako scenarzysta takich produkcji animowanych jak Auta i Auta 2, Piorun oraz Zaplątani, ponadto jest autorem takich seriali jak Galavant, Zagrywka, This is us oraz filmów jak To właśnie życie, Idol, Kocha, lubi szanuje oraz Last Vegas. Przy pisaniu serialu pomagali mu m.in. Stephen Markley (Zbrodnie po sąsiedzku), Nadra Widatalla (Mrs. Davies), Katie French (debiut scenopisarski, asystowała przy produkcji Mr. Robot i Homecoming).
Reżyserami odcinków byli: duet Glenn Ficarra i John Requa (Rabbit Hole, Next, This is us i film Focus), Hanelle M. Culpepper (m.in. Gwiezdne Wojny: Akolita, Westworld, Szczera prawda, Star Trek: Discovery, Star Trek: Picard, NOS4A2, Lucyfer, Castle, Flash) oraz Gandja Monteiro (Agatha All Along, Wednesday, The Walking Dead: Dead City, The Witcher, The Chi, Brand New Cherry Flavor). Kompozytorem muzyki był Siddhartha Khosla, autor ścieżek do seriali takich jak Zbrodnie po sąsiedzku, This is us, Elsbeth, Nancy Drew, Witamy w Chippendales, Twój Victor, Runaways), natomiast za zdjęcia odpowiadał japoński operator Yasu Tanida (This is us, Zabójcze umysły: Poza granicami, Zabójczy instynkt, State of Affairs).
Paradise to serial bazujący na wielowarstwowej tajemnicy i zwrotach fabularnych, dlatego niełatwo jest mówić o tej produkcji, postaram się jednak ograniczyć potencjalne spoilery do minimum.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
W
Paradise śledzimy losy agenta amerykańskiego Secret Service Xaviera Collinsa
(Sterling K. Brown, ostatnio znany choćby z Invincible, Atlas, Amerykańska
fikcja, This is us, Wspaniała Pani Maisel czy też Czarna Pantera), który na
ekskluzywnym osiedlu ochrania bardzo ważną i wpływową postać Cala Bradforda
(James Marsden, najbardziej znany z roli Cyclopsa w serii filmów X-men,
ostatnio też z serii Sonic oraz seriali Westworld, Już nie żyjesz, Bastion,
Jury Duty). Gdy jego podopieczny ginie, zaczyna się rozgrywka na wysokich
szczeblach władzy, by odkryć mordercę i sprawić, aby tajemnice państwowe nie
przedostały się do publicznej wiadomości. Xavier będzie musiał zadbać o
bezpieczeństwo swoich dzieci, córki Presley (Aliyah Mastin) i syna Jamesa (Percy
Daggs), gdy znajdzie się na celowniku szefowej ochrony, Robinson (Krys
Marshall, For All Mankind, Małpi biznes, Supergirl) oraz pociągającej za
wszystkie sznurki w tytułowym Paradise Samanthy „Sinatry” (Julianne Nicholson,
Dope Girls, Mare of Easttown, Outsider, Masters of Sex, Zakazane imperium, Lakers:
Dynastia zwycięzców, a także Dream Scenario, Blondynka, Ja, Tonya). Nic nie
jest jednak takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka…
Paradise
skrupulatnie buduje swoją dwutorową narrację osadzoną zarówno we współczesności
jak i sporych rozmiarów retrospekcjach pokazujących przeszłość różnych bohaterów
na przestrzeni lat oraz nakreślających kontekst sytuacji, w której się
znaleźli. Serial jednak nie spieszy się z wyjaśnianiem widzowi wszystkich zagadek i odkrywaniem kart,
powoli dawkując nam tak tajemnice jak i odpowiedzi na nie. Sama zaś intryga
jest angażująca, dotykając zarówno personalnych doświadczeń postaci jak i
szerszych moralnych dywagacji, czego uosobieniem jest siódmy odcinek, jeden z
lepszych w tym roku kawałków telewizji.
Nie udałoby się tego osiągnąć bez nakreślenia postaci, z którymi w jakiś sposób możemy się utożsamić i sympatyzować, nawet jeśli dokonują niepopularnych wyborów, złych decyzji lub krzywdzą innych. Stoicki Sterling K. Brown jako główny bohater jest opanowany, kompetentny, spostrzegawczy i nie sili się na tanie żarciki, po prostu chce dobrze wykonywać swoją trudną pracę i wychować dzieci. James Marsden jest pyszałkowatym, bezpośrednim dupkiem, który nie owija w bawełnę i przechodzi szybko do konkretów bez typowego dla polityka lawirowania, ale wraz z rozwojem fabuły (pomimo śmierci postaci) poznajemy różne jego oblicza i dostrzegamy też pozytywy. Julianne Nicholson w udany sposób łączy tragizm prywatnych życiowych doświadczeń i emocjonalnej kruchości z wyrachowanym makiawelizmem utrzymania porządku w panującym wszędzie chaosie i stawiania wyższego dobra ponad los jednostek. Wszyscy na pierwszym planie wypadli solidnie i przekonująco. Na drugim planie zaś przewija się kilka mniej lub bardziej sympatycznych postaci, przede wszystkim Jon Beavers jako agent Bill Pace, który na oczach widzów pokazuje szeroką paletę postaw i zachowań, po których trudno jednoznacznie go ocenić. Wszystko to jednak skąpane jest w takim ciepłym słońcu, które sprawia, że nie jest zbyt mrocznie, a serial nie sili się na to, by być przygnębiająco katastroficzny mimo całego dramatu, z jakim musieli się mierzyć bohaterowie.
Te ciągłe przeskoki do przeszłości, wyjaśniające nam kontekst wydarzeń oraz zachowań postaci przypominały mi te poprzedzane zawsze charakterystycznym szumem przebitki w Zagubionych, mające w pewien poetycki sposób zrymować nam wydarzenia dziejące się „tu i teraz” z tymi „tam i wtedy”. Serial dzięki temu potrafił w dobry sposób zbalansować szybkie tempo i nie przeładować widza wydarzeniami, poświęcając sporo czasu na światotwórstwo i pogłębienie relacji między bohaterami.
Nie
da się jednak ukryć, że serial nie ustrzegł się niedociągnięć. Scenariusz,
prowadzony na ogół sprawnie, momentami chwytał się tanich zagrywek i sztuczek,
których można było uniknąć i napisać coś mądrzejszego lub mniej opartego na
emocjach. Na drugim planie brakowało większej liczby wyrazistych bohaterów,
którzy bardziej zapadliby w pamięć. Sam finał zaś, poprzedzony świetnym
odcinkiem, nie do końca potrafił udźwignąć ciężar eskalującej intrygi i odbił w
mocno nieoczekiwanym kierunku. Myślę również, że jeszcze bardziej dokręcić
śrubę można było w temacie społecznej traumy i tego, co przeszli bohaterowie.
Podsumowując, Paradise było nadspodziewanie przyjemnym thrillerem politycznym utrzymanym w nieco mniej złowieszczym, a bardziej wholesome klimacie, co podkreślał sielankowy motyw muzyczny. Obok intryg, spisków i katastrofy wybrzmiewały jednak najbardziej personalne wątki bohaterów – ich tragedie, traumy i stawianie się przeciwnościom losu, toteż nawet na pewne niedostatki scenariuszowe można było przymknąć oko. Pierwszy sezon Paradise wziął mnie z zaskoczenia i przykuł moją uwagę na tyle, że z niecierpliwością czekam na kontynuację tej historii, a produkcja Hulu otrzymuje ode mnie solidne 7,5/10 z serduszkiem, warto dać szansę!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz