SSU, czyli Sony’s Spider-men Universe uraczyło nas już kilkoma produkcjami pozbawionymi obecności samego Człowieka-Pająka, a najbardziej prominentną była seria o Venomie. Jakość tych filmów pozostawiała wiele do życzenia, a wedle różnych doniesień ostatnim (przynajmniej na jakiś czas) ma być film poświęcony Kravenowi Łowcy.
Za
reżyserię filmu odpowiadał J.C. Chandor, który w swej niezbyt bogatej
filmografii zapisać może sobie dość dobrze przyjęte filmy Chciwość, Wszystko
stracone, Rok przemocy czy Potrójna granica w gwiazdorskiej obsadzie. Za
scenariusz odpowiadali Richard Wenk (seria Equilizer, Niezniszczalni) oraz duet
Art Marcum i Matt Holloway (Iron Man,
Punisher: Strefa wojny, Transformers: Ostatni rycerz, Men in Black:
International, Uncharted).
Autorem
zdjęć do filmu był Ben Davies, mający na koncie kilka ciekawych filmów, w tym Hannibal.
Po drugiej stronie maski, Gwiezdny pył, Kick-Ass, Gniew Tytanów, Strażnicy
Galaktyki, Avengers: Age of Ultron, Doktor Strange, Trzy billboardy za Ebbing,
Missouri, Kapitan Marvel, Dumbo, Cry Macho, Eternals, Duchy Inisherin, King's
Man: Pierwsza misja. Za muzykę odpowiadali Benjamin Wallfisch (ostatnio choćby
Twisters czy The Flash, wcześniej m.in. Niewidzialny człowiek, Shazam!,
Dunkierka, Zniewolony, Robin Hood) oraz bracia Evgueni i Sacha Galperine
(ostatnio Reniferek, Becoming Karl Lagerfeld, Sceny z życia małżeńskiego, ale
także polskie Boże Ciało czy Skłodowska z Rosamund Pike).
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film
opowiada o losach Sergeia Kravinoffa (Aaron Taylor-Johnson, ostatnio m.in. Kaskader
i Bullet Train, wcześniej choćby Avengers: Czas Ultrona, Godzilla czy Kick-Ass),
syna rosyjskiego szefa mafii Nikolaia Kravinoffa (Russell Crowe, jego przedstawiać nie trzeba), którego pasją jest polowanie na dzikie bestie. Sergei
wychowany wraz z młodszym przyrodnim bratem Dmitrim (Fred Hechinger, w tym roku
można go było widzieć w Gladiatorze II czy Nickel Boys) w szkole z internatem i z
dala od matki, nie ma najlepszych relacji z despotycznym ojcem afirmującym
tylko siłę. Po śmierci matki ojciec zabiera synów na safari, podczas którego
młody Sergei (grany przez Leviego Millera) niemal umiera podczas ataku
ogromnego lwa, próbując osłonić młodego Dmitriego (granego przez Billy’ego
Barratta). Uratowany zostaje dzięki magicznemu mambo-jambo wykonanego przez
młodą Calypso (Diaana Babnicova), która przypadkiem dostała od babci,
afrykańskiej czarownicy, wskrzeszający lek. Specyfik dał Sergeiowi również
nadludzką siłę, szybkość i wyostrzone zmysły, tworząc z niego niezwykle
skutecznego wojownika i drapieżnika. Gdy Nikolai oferuje synowi uczynienie go
swoją prawą ręką i następcą przestępczego imperium, Sergei ucieka z ich angielskiej
posiadłości na Syberię, pozostawiając słabego Dmitriego pod kuratelą ojca.
Sergei
odkrywa swoje moce i zaczyna wykorzystywać je celem polowania na ludzi
parających się kłusownictwem i zabijaniem zwierzyny dla zabawy, później jednak
pod pseudonimami Kraven oraz Łowca rozszerza swoją działalność na innych
złodupców, którzy wpadną na jego listę. Odnajduje również starszą już Calypso
(Ariana deBose, Hamilton, West Side Story, Wish, Argylle – Tajny szpieg), która
dzięki pracy w renomowanej londyńskiej kancelarii zna wielu szemranych typów i ma
szerokie kontakty w półświatku. W tym czasie do walki o wpływy na przestępczym
rynku pragnie wejść Aleksei Systevich (Alessandro Nivola, Brutalista,
Amsterdam, Wszyscy święci New Jersey, Selma, American Hustle, Gol!), który w
branży nosi pseudonim Rhino, prawdopodobnie dlatego, że potrafi przemienić się
w nosorożca. Rhino rzuca wyzwanie Nikolaiowi, porywa Dmitriego, a tropem Kravena
podąża posiadający niezwykłe umiejętności zabójca Obcokrajowiec (Christopher
Abbott, Biedne istoty, Pierwszy człowiek, Rok przemocy, Vox Lux).
Kraven
The Hunter to film opierający się na charyzmie Aarona Taylora-Johnsona, który
dwoi się i troi, żeby zapewnić widzowi rozrywkę, niestety jest w tym
osamotniony, bo cały drugi plan jest wypełniony karykaturalnymi albo płaskimi
postaciami bez żadnej głębi, które nie wzbudzają żadnej sympatii, respektu czy
zainteresowania. A do tego wszystkiego dostajemy jeszcze poszatkowaną fabułę
stanowiącą zlepek luźno powiązanych narracyjnie ze sobą scen wypełnionych suchą
ekspozycją. Głupoty scenariuszowe i dziwne decyzje fabularne wymieniać można by
długo i na tym polu, obok miałkiej konstrukcji bohaterów, film cierpi
najbardziej.
Nie
jest najgorzej pod względem scen akcji, bo Taylor-Johnson wygląda przekonująco
w roli szybkiego, silnego koksa, który potrafi zabić gołymi rękami albo przy użyciu
najróżniejszych przedmiotów, które akurat znajdują się pod jego ręką. Film jest
brutalny i dynamiczny, oferując nam sporo mniej lub bardziej ciekawych
sekwencji walki i pościgów.
Nie wypełnia to jednak dziur logicznych i mielizn, które ukazuje nam ta produkcja. Na specjalną uwagę zasługuje rola Rhino, opatrzona jednozdaniowym backgroundem i minimalnym wytłumaczeniem. Antagonista filmu grany jest przez Nivolę karykaturalnie za pomocą dziwnych, irytujących manieryzmów, co wywoływało mój niezamierzony przez twórców śmiech na sali. Również karykaturalnie, ale nieco mniej irytująco, prezentował się Russell Crowe jako rosyjski boss mafii. Lepiej pod tym względem prezentował się antagonista drugoplanowy, czyli Obcokrajowiec, niestety nie było go na ekranie zbyt dużo (a scenarzyści w jego przypadku również byli bardzo enigmatyczni). W zasadzie jedyna rola kobieca w tym filmie, czyli Calypso, była czysto pretekstowa i służyła scenarzystom jako wytrych fabularny, a Ariana deBose była po prostu nijaka, czyli mogło być gorzej…
Podsumowując, Kraven Łowca to nie był udany film. Scenariusz był do bólu pretekstowy, a historia naciągana. Bohaterowie kuriozalni i nie ratował tego nawet Aaron Taylor-Johnson, który był jedynym jasnym elementem produkcji. Kraven mógł sprawdzić się jako bohater drugoplanowy w większym filmie, tutaj albo brakowało na niego jednorodnego pomysłu, albo twórcy pomysł mieli, tylko słaby. Kraven Łowca otrzymuje ode mnie 5/10 i to tylko dzięki głównemu bohaterowi, reszta była mizerna. Oczekiwania jednak nie były wygórowane, choć więcej można się było spodziewać po twórcach stojących półkę wyżej od tych stojących za Morbiusem czy Madame Web.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz