Film autorstwa Jona Wattsa utrzymany w stylu „buddy-mob comedy”, korespondujący z pamiętną postacią Winstona Wolfa z Pulp Fiction, w którego w filmie Quentina Tarantino wcielił się Harvey Keitel. Czy wojna, jaką stoczyły o ten film platformy streamingowe, wygrana ostatecznie przez AppleTV+, była warta świeczki?
Reżyserem
i scenarzystą filmu Samotne wilki (oryg. Wolfs) jest Jon Watts, najbardziej
znany z reżyserii aktualnej trylogii Spider-mana osadzonego w uniwersum MCU,
czyli Spider-man: Homecoming, Spider-man: Far From Home i Spider-man: No Way
Home. Zbliża się również serial w świecie Gwiezdnych Wojen od tego twórcy,
czyli Załoga rozbitków (Skeleton Crew), wcześniej natomiast Watts znany był z
takich produkcji jak Radiowóz, The Onion czy Clown. Ostatnio był także
współtwórcą serialu Old Man z Jeffem Bridgesem.
Za
muzykę odpowiadał Theodore Shapiro, który w swojej pokaźnej filmografii ma
m.in. wiele komedii początku stulecia (To nie jest kolejna komedia dla
kretynów, Old School: Niezaliczona, Dodgeball, Starsky i Hutch, Dziś 13, jutro
30), a także filmy takie jak Diabeł ubiera się u Prady, Jaja w tropikach,
Zabójcze ciało, Sekretne życie Waltera Mitty, w ostatnich latach Trolle 2 i
Trolle 3, Gorący temat, Oczy Tammy Fae, Kapitan Majtas czy serial Severance.
Operatorem był Larkin Seiple, który łączy karierę operatora filmowego (zdjęcia
do seriali Awantura i Gaslit oraz filmów Człowiek-scyzoryk czy przede wszystkim
Wszystko wszędzie naraz) z kręceniem teledysków (do albumów takich gwiazd jak
Childish Gambino, Shawn Mendes, Adam Lambert, Adam Levine).
Fabuła filmu zaczyna się w momencie, gdy pani prokurator imieniem Margaret (Amy Ryan, ostatnio Zbrodnie po sąsiedzku, Sugar, Bo się boi, Birdman, wcześniej The Office czy Prawo ulicy) znajduje ciało roznegliżowanego, młodego mężczyzny (Austin Abrams, Euforia, Dash i Lily, This is us, pomniejsze role w The Walking Dead, Shameless, The Americans, Silicone Valley) w sypialni wynajętego hotelowego apartamentu. Aby pozbyć się ciała, dzwoni do polecanego specjalisty, który zajmuje się takimi przypadkami i sprawia, że wpływowi ludzie pozbywają się kłopotów. Gdy na miejsce zdarzenia przybywa „jej człowiek” (takie miano nosi bohater grany przez George’a Clooneya, którego bliżej przedstawiać nie trzeba), zaczyna zajmować się problemem. Sytuacja komplikuje się, gdy do apartamentu wchodzi inny „fixer”, wezwany przez obserwującą wszystko na ukrytym monitoringu szefową hotelu, Pam (której głosu udzieliła Frances McDormand, zdobywczyni Oscara za role w Trzy billboardy za Ebbing, Missouri oraz Nomadland). Mężczyzna przysłany przez Pam (w jego rolę wciela się Brad Pitt, którego bliżej przedstawiać nie trzeba) jest kopią postaci Clooneya – ubiera się tak samo i zachowuje się tak samo, choć widzowi sugerowane jest, że Clooney zbliża się powoli do kresu swojej kariery, a Pitt jest u jej szczytu (aktorów różnią z kolei zaledwie dwa lata). Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w plecaku młodzieńca znajdują sporo narkotyków pochodzących najprawdopodobniej z zaginionego przerzutu albańskiej mafii...
Mężczyźni zmuszeni zostają do współpracy, co przyjmują bardzo niechętnie, bowiem cechą charakterystyczną w ich zawodzie jest praca solo jako tytułowy samotny wilk. Jednym z pryncypiów ich pracy jest niewiązanie się w żadne relacje zawodowe, bo nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie sprzątnąć przyjaciela. Rozpoczyna się więc dla nich noc pełna przygód i zwrotów akcji, pościgów, ucieczek, przesłuchań, nie omijają również wesela córki szefa chorwackiej mafii. W tym czasie rodzi się między nimi relacja, sami dostrzegają jak podobni są do siebie i jak wiele ich łączy, zarówno pod względem zawodowym jak i życiowym. I to obserwowanie właśnie tej rodzącej się z niechęci i rywalizacji relacji jest najlepszym elementem filmu. Obaj starają się udowodnić, że są lepsi od tego drugiego, bardziej doświadczeni i kompetentni, jednocześnie przeglądając się jak w lustrze. Smaczku tej dynamice dodaje postać młodzieńca, który SPOILER ALERT wcale nie umarł i jest interesującą przeciwwagą oraz emocjonalnym haczykiem, zwłaszcza dla postaci Clooneya.
Film ma swoje plusy i minusy – kilka fajnych scen akcji i podwójnego pościgu przez miasto. Ze względu jednak na trzymanie przez autorów tajemnicy wokół prawdziwej istoty zdarzeń do samego finału, w filmie brakuje wyrazistego antagonisty, realnego zagrożenia względem naszych bohaterów. Można również było pokusić się o nieco bardziej charakterystyczny montaż i sposób prowadzenia narracji, na myśl przychodzi mi tu choćby Bullet Train. Fabuła (póki nie zostanie uchylony rąbek tajemnicy na koniec) nie wydaje się przesadnie angażująca, a satysfakcji dostarcza raczej obserwowanie wzajemnych relacji, podrasowanych subtelnym humorem.
Podsumowując, Wolfs podobało mi się prawdopodobnie bardziej niż powinno, ale trafiło swoim klimatem i dynamiką głównych bohaterów w mój gust. Przyjemnie było oglądać rodzącą się przyjaźń między postaciami Clooneya i Pitta, choć w samym filmie aż tak dużo się nie działo i w głównej mierze opierał się na relacji tych dwóch aktorów. Samotne wilki oceniam na 7/0 i szkoda, że nad scenariuszem nie popracował ktoś, kto nadałby filmowi więcej charakteru. Z chęcią zobaczyłbym kontynuację, tylko nieco podkręconą i z ciekawym przeciwnikiem.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz