Ekranizacja opartej na faktach książki brytyjskiego dziennikarza i korespondenta wojennego Damiena Lewisa pt. „Churchill's Secret Warriors: The Explosive True Story of the Special Forces Desperadoes of WWII” z 2014 roku opowiadającej o utworzeniu przez Winstona Churchilla jednostki Special Operations Executive (protoplaści komandosów do zadań specjalnych). Film skupia się na fabularyzowanej i podkręconej wersji operacji Postmaster, mającej na zadaniu zaatakowanie bazy u-bootów ulokowanej na neutralnym terytorium hiszpańskiej wyspy Fernando Po w Zatoce Gwinejskiej.
Reżyserem
filmu The Ministry of Ungentlemanly Warfare jest ceniony brytyjski twórca Guy
Ritchie (m.in. Przekręt, Kryptonim U.N.C.L.E., Aladyn, Król Artur: Legenda miecza, Dżentelmeni, Sherlock
Holmes, Jeden gniewny człowiek). Poza nim za scenariusz odpowiadali: Paul Tamsay (poza filmem The
Fighter z 2010 roku ma na koncie głównie serię familijnych produkcji o psach
zapoczątkowanych filmem Niezwykły Bud z 1997); współpracujący z Tamsayem Eric
Johnson (The Fighter, Czas próby, Dzień patriotów) oraz Arash Amel (Wschodząca
gwiazda, Prywatna wojna, Grace księżna Monaco).
Za
muzykę odpowiadał Christopher Benstead, który samodzielnie zaczął komponować
muzykę od 2019 roku (Dżentelmeni) i pracował z Ritchiem przy wielu jego
ostatnich produkcjach (Jeden gniewny człowiek, Przymierze, Gra Fortuny, serial
Dżentelmeni), natomiast wcześniej był w różnym stopniu zaangażowany w pracę przy ścieżkach dźwiękowych wielu
projektów (Wonder Woman, Aladyn, Kapitan Phillips, Merida Waleczna, W.E. Królewski
romans, Thor, Czarny łabędź, Eragon, Duma i uprzedzenie, Królestwo niebieskie).
Operatorem był Ed Wild, który odpowiadał za zdjęcia do m.in. odcinków seriali
Halo, Wojownik, Dżentelmeni, Dzicz czy Black Mirror oraz filmów Jak wywołałem
byłą żonę, Przymierze, Londyn w ogniu).
Fabuła
filmu opowiada o "operacji Postmaster", którą najwyższe dowództwo Brytyjczyków
chciało zachować w tajemnicy zarówno przed sojusznikami, jak i własnymi
strukturami wojskowymi. Do zadania wytypowano majora Gusa Marcha-Phillipsa
(Henry Cavill, znany z roli Supermena z filmów Człowiek ze stali, Batman v.
Superman, Liga Sprawiedliwości oraz ostatnio z roli Geralta z Rivii w
netflixowym Wiedźminie, a także Argylle, serii Enola Holmes czy Mission Impossible:
Fallout) – osadzonego za wybryki i niesubordynację żołnierza Jego Królewskiej
Mości. Premier Winston Churchill (Rory Kinnear, w ostatnich latach m.in. Pierścienie
Władzy, Dyplomatka, Nasza bandera znaczy śmierć, Men, pomniejsza rola w bondowskiej
serii z Danielem Craigiem, Gra tajemnic i przede wszystkim serial Penny
Dreadful) powierza mu misję sformowania oddziału, mającego za zadanie dokonania
sabotażu wymierzonego w niemiecką dominację u-bootów na Atlantyku. Celem jest
baza zaopatrzeniowa nazistów na hiszpańskiej wyspie Fernando Po u wybrzeży
Gwinei. Do infiltracji wyspy zostają oddelegowani Heron (Babs Olusanmokun, ostatnio
znany z roli Jamisa z Diunie, wcześniej epizodyczne role w Defenders, Za starzy
na śmierć, The Widow, Pete kombinator, Black Mirror, Korzenie), który prowadzi
tam kasyno oraz agentka Marjorie Stewart (Eiza González, w ostatnim czasie można ją
było widzieć w Problemie trzech ciał, Ambulansie, Godzilla vs. Kong, Bloodshot,
Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw czy Baby Driver), której zadaniem jest
uwiedzenie kapitana niemieckiego garnizonu, Heinricha Luhra (Til Schweiger,
Bękarty wojny, Atomic Blond, Trzej muszkieterowie, Król Artur, Tomb Raider:
Kolebka życia).
Gus
rekomenduje zwierzchnikom, czyli Brygadierowi „M” Gubbinsowi (Cary Elwes, m.in.
Narzeczona dla księcia, Kolekcjoner, Piła, Stranger Things i przede wszystkim
tytułowy bohater filmu Robin Hood: Faceci w rajtuzach) oraz jego podkomendnemu
Ianowi Flemingowi (autora serii o Bondzie zagrał Freddie Fox, w ostatnich
latach znany z seriali Ród Smoka, Dżentelmeni, Kulawe konie, Wielka, miał też
role w Król Artur: Legenda miecza, Victor Frankenstein, Trzej muszkieterowie)
kilku swoich ludzi: eksterminatora nazistów zwanego „duńskim młotem” Andersa
Lassena (Alan Ritchson, ostatnio znany z tytułowej roli w Reacher,
wcześniej role w dwóch częściach Wojowniczych Żółwi Ninja, Titans, Igrzyskach
śmierci: W pierścieniu ognia), specjalistę od wybuchów Freddy’ego Alvareza (Henry
Golding, Bajecznie bogaci Azjaci, Dżentelmeni, Snake Eyes: Geneza G.I. Joe),
irlandzkiego marynarza Henry’ego Haynesa (Hero Fiennes Tiffin, znany głównie jako
Hardin z serii filmów After). Zanim zajmą się zleconą misją, muszą uratować z
niemieckiego więzienia u wybrzeży Afryki kapitana Geoffreya Appleyarda (Alex
Pettyfer, Jestem numer 4, Wyścig z czasem, Katyń. Ostatni świadek, Magic Mike),
przyjaciela Gusa, który starał się infiltrować wcześniej niemiecką bazę
u-bootów.
Otrzymujemy
zatem dwa i pół wątku: równolegle prowadzone wątki infiltracji niemieckiej bazy
na Fernando Po przez Herona i Marjorie oraz formowania się oddziału Gusa, które
zbiegną się w finale filmu, przerywane są mini-wątkiem londyńskim, w którym obserwujemy
sytuację w brytyjskim sztabie – losy Winstona Churchilla jako premiera zależą
od przerwania niemieckiej dominacji na Atlantyku paraliżującej dostawy z
Ameryki, tylko wąskie grono jest poinformowane o nieformalnej misji tytułowych
niebezpiecznych drani, natomiast w angielskim dowództwie rodzi się opozycja
przeciwko nieprzejednanej postawie premiera. Pewnego smaczku dodaje tam występ
Brygadiera M oraz Iana Fleminga.
Niestety, oba główne wątki filmu nie wykorzystują swojego potencjału, choć przyjemniej oglądało mi się planowanie intrygi przez Herona i Marjorie (nie tylko ze względu na zjawiskową urodę Eizy Gonzalez). Było tam napięcie i niepewność o losy bohaterów otoczonych przez wrogie oddziały oraz nieco szpiegowskiego klimatu. Wątek odbicia kapitana Appleyarda, a później „infiltracja bazy” przez oddział Gusa był nieustanną sieczką i mordobiciem, w którym nasi bohaterowie bez szwanku i bez zagrożenia przechodzili przez oddziały Niemców jak siekiera przez masło. Nonszalancja i brak powagi, z jaką grali Henry Cavill (przede wszystkim) i Alan Ritchson (nieco mniej) wytrącała mnie z tych resztek immersji, burząc cały seans. Z przykrością stwierdzam, że Henry Cavill, którego bardzo lubię, absolutnie nie wzbudził we mnie w tym filmie entuzjazmu. Tak samo nie zapałałem sympatią do żadnego z Niebezpiecznych Drani, którzy wyszli płascy i nudni jak z taniego serialu.
Na plus poczytać można było sporą ilość mięsistej akcji, zwłaszcza za sprawą Alana Ritchsona, który jak buldożer przechodził po trupach nazistów zabijanych w wymyślny sposób. Do tego trochę fajnych zdjęć w ładnych plenerach, poza tym jednak pustka. Guy Ritchie, czyli "angielski Quentin Tarantino", chciał zrobić swoją wersję Bękartów wojny opartą na faktach oraz prawdziwych postaciach, ale pozbawił się charakterystycznego dla siebie stylu. Humorowi brakowało subtelności i inteligencji, które cechują produkcje tego twórcy. Kapitalny materiał aż prosił się o nieco zabawy formą pod względem zdjęć, montażu i sposobu prowadzenia narracji. Wielu postaciom brakowało wyrazistości i charakteru, inne były z kolei przerysowane (zwłaszcza ta, która miała dać największą inspirację Jamesowi Bondowi), nikt nie wzbudzał sympatii, a największe zaangażowanie czułem czytając finalne plansze prezentujące prawdziwe postaci, które tworzyły "Ministerstwo" i dały początek późniejszym oddziałom specjalnym.
Podsumowując, Ministerstwo Niebezpiecznych Drani było idealnym filmem dla mnie, skrojonym pod moje gusta i upodobania, a niestety sam seans rozczarował mnie i pozostawił głęboki niedosyt. Filmowi brakowało tego charakterystycznego autorskiego sznytu Guya Ritchiego widocznego w wielu innych jego dziełach. Film co najwyżej poprawny, ale bezpieczny i płaski, przez co mało angażujący. Kilka jaśniejszych elementów to za mało, żeby spełnić oczekiwania wobec tego filmu, toteż oceniam Ministerstwo niebezpiecznych drani na 6/10 – nisko jak na Guya Ritchiego, słabo jak na tak ciekawą historię…






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz