niedziela, 13 października 2024

SUBSTANCJA (2024) - RECENZJA FILMU

 

Film Substancja odbija się w filmowych kręgach szerokim echem, pomimo kontrowersyjnej formy zbierając pochlebne opinie i wzbudzając szok wśród krytyków oraz widzów. Jakie nielegalne substancje zażyła paryska reżyserka przed stworzeniem Substancji i co brać przed seansem, żeby dobrze wchodził?


Reżyserką i scenarzystką była Coralie Fargaet, francuska twórczyni, która debiutowała pełnometrażowym filmem Zemsta w 2017 roku. Na koncie miała ponadto krótkometrażowe filmy Le télégramme oraz Reality+, a także dziewiąty odcinek pierwszego sezonu serialu Sandman.



Za muzykę odpowiadał brytyjski kompozytor Raffertie, czyli Benjamin Stefanski, mający na swoim koncie ścieżki dźwiękowe do seriali The Continental, Alex Rider, Strangers, 99.  Operatorem był Benjamin Kracun, autor zdjęć do filmów Obiecująca. Młoda. Kobieta., Starcie, Monsoon, Pod ciemnymi gwiazdami.


Film Substancja opowiada o starzejącej się gwieździe filmowej Elisabeth Sparkle (Demi Moore, znana z filmów Uwierz w ducha, Niemoralna propozycja, Striptiz, G.I. Jane, Przejrzeć Harry’ego, Aniołki Charliego 2: Zawrotna Prędkość, a w ostatnich latach z seriali Imperium, Zwierzęta, Nowy wspaniały świat, Konflikt), która zostaje pozbawiona swojego programu fitness przez uosabiającego seksistowskie stereotypy producenta Harveya (nazwiska się można domyślić, w tej roli Dennis Quaid, którego bogata filmografia obejmuje między innymi Wielkie kule ognia, Ostatniego smoka, Nie wierzcie bliźniaczkom, Częstotliwość, Traffic, Alamo, Pojutrze, Lot Feniksa, 8 części prawdy, Legion, a ostatnio seriale takie jak Vegas, Sztuka i zbrodnia, Full Circle oraz film Raegan).

W dzień urodzin, rozkojarzona pozbawieniem pracy i mijającym życiem, Elisabeth uczestniczy w wypadku samochodowym. Podczas badania tajemniczy pielęgniarz podrzuca jej do płaszcza pendriva, na którym znajduje się enigmatyczna reklama tytułowej substancji, która może odmienić jej los i sprawić, że znów będzie mogła żyć pełnią życia. Początkowo niechętna, widząc jak może wyglądać jej egzystencja pozbawiona blasku fleszy i zainteresowania publiczności ze względu na jej wiek, Elisabeth decyduje się na skorzystanie z podejrzanej propozycji, dając tym samym życie swojej młodszej i lepszej wersji, Sue (Margaret Qualley, córka Andie McDowell debiutowała w Palo Alto, później grając role w Nice Guys, serialu Leftovers, filmach Nowicjat i Notatnik śmierci, w ostatnich latach natomiast w Pewnego razu… w Hollywood, serialu Sprzątaczka, Biednych istotach, Rodzajach życzliwości oraz Żegnajcie, laleczki).


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Filmowi nie można odmówić chęci artystycznego wyrazu i społecznego przesłania. Przez długi czas utrzymuje ciekawość widza dzięki interesującej dynamice dwóch głównych bohaterek. W pewnym momencie jednak skręca mocno w kierunku karykaturalnego komentarza społecznego i kuriozalnego body horroru, które są już tak mało subtelne w swym artyzmie, że stają się obrzydliwe i odpychające.

Feministyczne kino pani Fargaet z pewnością rości sobie prawa do miana ambitnego, niepokojącego i uderzającego widza mocnymi akcentami. Sama koncepcja natomiast jest ciekawym połączeniem niezbyt przemyślanego science-fiction (po zadaniu sobie kilku pytań o sens całego przedsięwzięcia związanego z substancją i logiki się tym kierującej zaprzestałem szukania odpowiedzi) z manifestem dotyczącym z jednej strony problemu postrzegania kobiecego ciała przez świat mediów, z drugiej bardziej intymnym komentarzem wobec samoakceptacji tak cielesnej jak i nieuchronnie przemijającego czasu. Gdyby nie ten abstrakcyjny finał uznałbym nawet, że całość wyszła całkiem zgrabnie i choć może nie trafiała w moją estetykę, to z pewnością budziła zastanowienie.

Ciekawą dynamikę bohaterek Demi Moore oraz Margaret Qualley zaburzało w moim odczuciu ich coraz bardziej oderwane od rzeczywistości, nielogiczne zachowanie i wpadanie w narzucony imperatywem scenariuszowym motyw samolubnego skupienia się na własnej osobie. Stopniowe pogrążanie się w szaleństwie i obsesji, doprowadzające obie bohaterki do tragedii byłoby może ciekawe, gdyby nie brak subtelności i zamknięcie logiki w schowku na szczotki.

Na osobną uwagę zasługuje interesujące połączenie dwóch rodzajów seksualności – film z jednej strony ocieka seksapilem, gdy prezentowana jest przede wszystkim postać Sue (a trzeba przyznać, że Margaret Qualley wygląda tu dobrze we wszystkim, a jeszcze lepiej bez niczego) i momentami niemal wpycha widzowi do ust łyżkę z komercjalizacją kobiecej seksualności wylewającej się z mediów, z drugiej strony pokazuje dużo bardziej intymną, naturalną wersję kobiecego ciała, głównie uosobionego bohaterką starszej, dostrzegającej upływ czasu i wpadającej przez to w kompleksy postaci Demi Moore (która nadal jest petardą i dobrym milfem). Nawet ja, stary lubieżnik i zwyrol, czułem się jednak nieco zażenowany i przytłoczony ilością golizny na ekranie, często zupełnie niepotrzebnej i momentami głupiej, wymuszonej przez narrację o seksistowskich producentach filmowych i rekinach show-biznesu, wrzucających do amerykańskiej telewizji śniadaniowej wszechobecny negliż…



Film spotyka się z zaskakująco ciepłym przyjęciem tak krytyków jak i widzów, pomimo swej kontrowersyjnej treści i formy. A może po prostu ja jestem zbyt wielkim ignorantem, by docenić Wielkie Kino, które z pewnością odbije się echem w sezonie nagród. Znamienna była jednak reakcja pary siedzącej rząd wyżej na sali kinowej – pod koniec filmu, gdy gówno uderzyło w wentylator, słychać było co jakiś czas odgłos chrząknięć dziewczyny walczącej z odruchami wymiotnymi, zaś jej partner, nim jeszcze film się skończył, skwitował go retorycznym pytaniem „i to dostało 8 od recenzentów?”. Amen, bro…

Gdyby reżyserka zechciała nie iść w iście napoleońskiej szarży europejskiego kina artystycznego ze swoim natarczywym i podkreślonym grubym flamastrem zakończeniem, film oceniłbym dużo lepiej. Było w nim wiele łakoci i witamin oraz innych smakowitych kąsków, tak wizualnych jak i intelektualnych (a Demi Moore dawno nie była tak dobra, znikając z szerszej sceny oświetlonej tymi najlepszymi reflektorami w mniej widowiskowe i komentowane produkcje). Wszystko to jednak jak krew w piach, a ja nie potrafię wznieść się ponad migrenę i obrzydzenie, jakie wywołało we mnie zakończenie filmu.

Podsumowując, Substancja to intrygujące kino społecznego niepokoju, które zasługuje na zauważenie i każdy powinien wyrobić sobie własny osąd – do mnie po prostu nie trafiło i odbiłem się od przerostu formy nad treścią. Film ten oceniam na 6/10, choć może, gdy bitewny kurz opadnie wraz z emocjami, perspektywa na produkcję Coralie Fargaet również się zmieni. Z pewnością jednak do filmu już nie wrócę, chyba że stęsknię się za widokiem nagiej Margaret Qualley…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...