Kultowa
marka Tomb Raider w ostatnich latach przeżywała wahania nastrojów – średnio przyjęty
film kinowy z Alicią Vikander rzekomo miał doczekać się kontynuacji, ale branża
póki co głucho o tym milczy. Film tamten z kolei adaptował w pewnym stopniu pierwszą
grę z tzw. „trylogii survivalowej” Tomb Raider od studia Square Enix, która
zdobyła niemałą popularność.
Lara
Croft zapisała się w historii rozrywki jako istotna postać kobieca, ikoniczna
również dzięki dwóm ekranizacjom z Angeliną Jolie. Twórcy ostatnich gier nieco
odeszli od wcześniej ustalonego paradygmatu, nie epatując nachalnie
seksualnością bohaterki a zwracając większą uwagę na jej zaradność,
nieustępliwość i morderczy szał, w jaki potrafiła wpaść mając pod ręką kilka
naprędce skleconych z patyków strzał i pół-tępego noża zrobionego z kawałka
blachy, że o jadzie z rozgniecionych robaków i pająków nie wspomnę. To właśnie
losy tej postaci, w którą wcielaliśmy się w grach Tomb Raider z 2013, Rise of
the Tomb Raider z 2015 oraz Shadow of the Tomb Raider z 2018 roku, śledzimy w
serialowej adaptacji i kontynuujemy narrację, w której poszukiwanie antycznych
skarbów nieodłącznie łączy się z ratowaniem świata dzięki magicznym artefaktom.
Za
produkcję serialu odpowiadała Tasha Huo, która napisała sześć z ośmiu odcinków
serialu, a wcześniej pracowała tak naprawdę tylko jako jedna ze scenarzystek przy
serialu Wiedźmin: Rodowód krwi, więc doświadczenie w branży ma ujemne niewielkie… Z
nadchodzących projektów szykuje się ponadto nowa wersja Red Sonji (jeśli dojdzie
do skutku), ale także Mighty Nein, czyli nadchodzący kolejny projekt od ekipy
Critical Role, czyli twórców Legendy Vox Machiny. Warto również nadmienić, że
reżyserką serialu (nie jedyną, lecz biorącą udział przy wszystkich odcinkach)
była Julia Olson, która wcześniej na koncie miała pracę przy animowanych
wersjach Wyspy Czaski, Strażników Galaktyki i Sześć Pięści.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Serial
na początku rzuca nam kilkukrotnie ekspozycją w twarz, aby widz niezaznajomiony
z grą poznał kontekst, w jakim miejscu w życiu Lary Croft się znajdujemy i jaka
ścieżka poprowadziła ją do tego konkretnego momentu, ale przede wszystkim kim
są otaczający ją ludzie. Ja „nową trylogię” przechodziłem stosunkowo niedawno,
bo jesienią poprzedniego roku i zapałałem do niej dużą sympatią, choć ostatnia
część już trochę mnie zmęczyła. Niestety w przypadku serialu było trochę
podobnie.
Lara
Croft (głosu tym razem udzieliła jej Hayley Atwell, znana choćby z MCU jako ukochana
Kapitana Ameryki agentka Peggy Carter, poza tym występowała m.in. w Księżnej,
Filarach Ziemi, Kopciuszku, Christopher Robin czy Mission Impossible: Dead
Reconing Part One) próbuje poukładać sobie życie po uratowaniu świata i
pokonaniu tajnej organizacji Trójca. Obwinia się jednak nie o to, że zabiła w
ciągu kilku lat więcej ludzi niż John Wick przez wszystkie filmy swojej
franczyzy, ale że w wyniku jej działań życie straciło lub odsunęło się od niej
kilka osób, jak choćby przyjaciel jej ojca, który poświęcił się dla niej na japońskiej
wyspie Yamatai, czyli Conrad Roth (Nolan North, popularny aktor głosowy
licznych animacji i gier komputerowych, najbardziej znany jako Nathan Drake z
serii Uncharted czy Desmond Miles z serii Assassin’s Creed, ale w portfolio ma setki
innych projektów).
Trapiona
przeszłością Lara postanawia przekazać kolekcję dzieł sztuki i artefaktów
przeszłości zagrabionych znalezionych przez ród Croftów do muzeum i
podczas bankietu posiadłość zostaje napadnięta przez niezwykle utalentowanego
złodzieja, którym okazuje się być Charles Devereaux (Richard Armitage, czyli
Thorin Dębowa Tarcza z trylogii filmowej Hobbit i Trevor Belmont z Castelvanii,
poza tym m.in. seriale Stacja Berlin, Hannibal, Robin Hood, Tajniacy, The
Stranger, Nocny lot i Już mnie nie oszukasz). Kradnie on znalezioną kiedyś w
Peru szkatułkę, która okazuje się być pojemnikiem skrywającym skurwysyńsko niezwykle potężny
klejnot.
Tropem
złodzieja rusza Lara oraz towarzyszący jej niezmiennie przyjaciel Jonah (wyjątkowo
rolę głosową z serii gier powtarza Earl Baylon, który występował też m.in. w
grach Final Fantasy VII Rebirth, Rise of Ronin, Starfield czy tegorocznej
Batman: Arkham Shadow). Czyni to pomimo rychłego ślubu z poznaną podczas peruwiańskiej
eskapady przeciwko Trójcy w Shadow of the Tomb Raider pilotką Abby Ortiz (Roxana
Ortega). Nieodzowne wsparcie technologiczne zapewnia jej pojawiający się z dupy
(nie kojarzę bowiem go z serii gier) charyzmatyczny w tym
teatralno-zniewieściałym stylu Zipp (Allen Maldonado).
W
czasie pogoni za Devereaux okazuje się, że zielona błyskotka spokojnie leżąca
w skarbcu Croftów to jeden z czterech Kamieni Zagłady, które chińska bogini Nuwa
rozdzieliła, gdy z chaosu tworzyła świat. Devereaux planuje zdobyć te kamienie,
by zniszczyć jeszcze tajniejszą od Trójcy przestępczą organizację planującą
wyjść z cienia i zawładnąć światem, Światłość odpowiedzialną za śmierć jego
ojca. Chce to uczynić, nie zważając na fakt, że wraz z postępem fabuły świat
rozpada się na kawałki w serii niecodziennych katastrof naturalnych targających
wieloma zakątkami Ziemi, w tym pechową posiadłością Croftów kilkukrotnie.
Lara skacze zatem po Chinach, Paryżu, Stambule, Iranie i ponownie Chinach i Mongolii (a finalnie chyba po jakimś innym, kosmicznym wymiarze), a w czasie tego wyścigu trapią ją coraz bardziej wyrzuty za śmierć Rotha oraz Jonaha (choć ta trwała chyba tylko niecałe dwa odcinki i gdyby go trwale uśmiercili, twórcy zyskali by mój szacunek, a nie miano pizdowatych scenarzystów). Na swej drodze spotyka kilka postaci z przeszłości, o których nie wiedzieliśmy, a rozbudowują czy to jej charakter jak Camilę Roth, córkę Conrada i przyjaciółkę/ukochaną? Lary z młodości (grana przez Zoe Boyle) czy lore świata jak przedstawicielka pekińskiej filii Biblioteki Evę Tong (Ming-Na Wen). Z pomocą oddziału Interpolu pod komendą Camili Roth (pomocą niewielką, wszak Lara poradziłaby sobie sama) udaje się powstrzymać Devereaux i przywrócić zaburzoną przez tego głupca równowagę czterystu wymiarów, oddając Kamienie Zagłady bogini Nuwie. Wszyscy żyliby długo i szczęśliwie, gdyby nie porwano istotnej w fabule pierwszej gry przyjaciółki Lary, Samanthy Nikishury (Karen Fukuhara, czyli Kimiko z The Boys), co zapowiada albo drugi sezon albo fabułę kolejnej gry albo kurwa nic i na tym wątek się urwie...
Serial
miał kilka ciekawych elementów i po pewnym czasie wciągnąłem się i
zaangażowałem w historię, ale finalnie narracja zaczęła przeskakiwać rekina
jeszcze bardziej niż fabuła Shadow of the Tomb Raider, a bardzo silny
supernaturalny skręt zgubił siłę serii, czyli postawienie na (momentami
przerysowany) realizm w stylu survivalowym. Wolę, gdy Lara nurkuje w bagnie, by
zaczaić się na eskadrę uzbrojonych po zęby komandosów i wymordować ich
wszystkich tępą wykałaczką niż kiedy idzie pogadać z boginią w jej kosmicznym wymiarze,
by zaraz później totalnie z dupy walczyć z dinozaurem (fabuła wcale nie potrzebowała takiego nachalnego mrugania okiem do widza)…
Produkcja mocny akcent postawiła na emocjonalny rozwój bohaterki, jej moralne dylematy i rozdrapanie kilku traum. To było akurat dobre, póki nie wchodziło w melodramatyczne tony i przewidywalne rozwiązania. Serial starał się łączyć tę emocjonalną warstwę Lary oraz jej relacji z innymi, a także podobieństwo z antagonistą serialu z bombastyczną akcją, masą parkouru, strzelanin, wybuchów i pościgów oraz archeologiczno-mitologicznych ciekawostek. Niestety, nie postarano się w odpowiedni sposób o zapewnienie ciekawego historycznego tła dla historii, oddalając się zbytnio w stronę fantastyki i chińskiej mitologii. Scenom akcji natomiast nie służyła momentami dziwna animacja, odstająca od współczesnych standardów i gryząca się z resztą.
Serial
nie spotkał się z dobrym przyjęciem fanów i nie mówią tu wcale o
zakompleksionych piwniczakach płaczących nad małym biustem Lary oraz zbyt
długimi spodenkami. Lara Croft w uwspółcześnionej wersji jest spoko, zarówno
pod względem charakteru jak i umiejętności. Problem serialu leżał w średnim
scenariuszu prowadzonym sztampowo, mało angażująco i nieciekawie, a momentami
bardzo po łebkach i chaotycznie. Pani Huo nie wyciągnęła zbyt wielu wniosków z
pracy nad wiedźmińskim Rodowodem krwi…
Podsumowując,
Legenda Lary Croft to nie jest serial ani tragiczny ani wybitny, taki po prostu
i zwyczajnie średni. Miał kilka fajnych momentów i pomysłów na siebie, ale
zagubiło się gdzieś to po drodze i zniknęło w piaskach pustyni. Jeśli pojawi
się drugi sezon, zapewne obejrzę, bo czekam na czwartą część gry, ale ta
iteracja Tomb Raidera jest pewnym rozczarowaniem i otrzymuje ode mnie ocenę
6/10. Liczyłem na więcej.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz