piątek, 25 października 2024

TOMB RAIDER: LEGENDA LARY CROFT (2024) - RECENZJA SERIALU

 
Kultowa marka Tomb Raider w ostatnich latach przeżywała wahania nastrojów – średnio przyjęty film kinowy z Alicią Vikander rzekomo miał doczekać się kontynuacji, ale branża póki co głucho o tym milczy. Film tamten z kolei adaptował w pewnym stopniu pierwszą grę z tzw. „trylogii survivalowej” Tomb Raider od studia Square Enix, która zdobyła niemałą popularność.


Lara Croft zapisała się w historii rozrywki jako istotna postać kobieca, ikoniczna również dzięki dwóm ekranizacjom z Angeliną Jolie. Twórcy ostatnich gier nieco odeszli od wcześniej ustalonego paradygmatu, nie epatując nachalnie seksualnością bohaterki a zwracając większą uwagę na jej zaradność, nieustępliwość i morderczy szał, w jaki potrafiła wpaść mając pod ręką kilka naprędce skleconych z patyków strzał i pół-tępego noża zrobionego z kawałka blachy, że o jadzie z rozgniecionych robaków i pająków nie wspomnę. To właśnie losy tej postaci, w którą wcielaliśmy się w grach Tomb Raider z 2013, Rise of the Tomb Raider z 2015 oraz Shadow of the Tomb Raider z 2018 roku, śledzimy w serialowej adaptacji i kontynuujemy narrację, w której poszukiwanie antycznych skarbów nieodłącznie łączy się z ratowaniem świata dzięki magicznym artefaktom.

Za produkcję serialu odpowiadała Tasha Huo, która napisała sześć z ośmiu odcinków serialu, a wcześniej pracowała tak naprawdę tylko jako jedna ze scenarzystek przy serialu Wiedźmin: Rodowód krwi, więc doświadczenie w branży ma ujemne niewielkie… Z nadchodzących projektów szykuje się ponadto nowa wersja Red Sonji (jeśli dojdzie do skutku), ale także Mighty Nein, czyli nadchodzący kolejny projekt od ekipy Critical Role, czyli twórców Legendy Vox Machiny. Warto również nadmienić, że reżyserką serialu (nie jedyną, lecz biorącą udział przy wszystkich odcinkach) była Julia Olson, która wcześniej na koncie miała pracę przy animowanych wersjach Wyspy Czaski, Strażników Galaktyki i Sześć Pięści.


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Serial na początku rzuca nam kilkukrotnie ekspozycją w twarz, aby widz niezaznajomiony z grą poznał kontekst, w jakim miejscu w życiu Lary Croft się znajdujemy i jaka ścieżka poprowadziła ją do tego konkretnego momentu, ale przede wszystkim kim są otaczający ją ludzie. Ja „nową trylogię” przechodziłem stosunkowo niedawno, bo jesienią poprzedniego roku i zapałałem do niej dużą sympatią, choć ostatnia część już trochę mnie zmęczyła. Niestety w przypadku serialu było trochę podobnie.

Lara Croft (głosu tym razem udzieliła jej Hayley Atwell, znana choćby z MCU jako ukochana Kapitana Ameryki agentka Peggy Carter, poza tym występowała m.in. w Księżnej, Filarach Ziemi, Kopciuszku, Christopher Robin czy Mission Impossible: Dead Reconing Part One) próbuje poukładać sobie życie po uratowaniu świata i pokonaniu tajnej organizacji Trójca. Obwinia się jednak nie o to, że zabiła w ciągu kilku lat więcej ludzi niż John Wick przez wszystkie filmy swojej franczyzy, ale że w wyniku jej działań życie straciło lub odsunęło się od niej kilka osób, jak choćby przyjaciel jej ojca, który poświęcił się dla niej na japońskiej wyspie Yamatai, czyli Conrad Roth (Nolan North, popularny aktor głosowy licznych animacji i gier komputerowych, najbardziej znany jako Nathan Drake z serii Uncharted czy Desmond Miles z serii Assassin’s Creed, ale w portfolio ma setki innych projektów).

Trapiona przeszłością Lara postanawia przekazać kolekcję dzieł sztuki i artefaktów przeszłości zagrabionych znalezionych przez ród Croftów do muzeum i podczas bankietu posiadłość zostaje napadnięta przez niezwykle utalentowanego złodzieja, którym okazuje się być Charles Devereaux (Richard Armitage, czyli Thorin Dębowa Tarcza z trylogii filmowej Hobbit i Trevor Belmont z Castelvanii, poza tym m.in. seriale Stacja Berlin, Hannibal, Robin Hood, Tajniacy, The Stranger, Nocny lot i Już mnie nie oszukasz). Kradnie on znalezioną kiedyś w Peru szkatułkę, która okazuje się być pojemnikiem skrywającym skurwysyńsko niezwykle potężny klejnot.

Tropem złodzieja rusza Lara oraz towarzyszący jej niezmiennie przyjaciel Jonah (wyjątkowo rolę głosową z serii gier powtarza Earl Baylon, który występował też m.in. w grach Final Fantasy VII Rebirth, Rise of Ronin, Starfield czy tegorocznej Batman: Arkham Shadow). Czyni to pomimo rychłego ślubu z poznaną podczas peruwiańskiej eskapady przeciwko Trójcy w Shadow of the Tomb Raider pilotką Abby Ortiz (Roxana Ortega). Nieodzowne wsparcie technologiczne zapewnia jej pojawiający się z dupy (nie kojarzę bowiem go z serii gier) charyzmatyczny w tym teatralno-zniewieściałym stylu Zipp (Allen Maldonado).


W czasie pogoni za Devereaux okazuje się, że zielona błyskotka spokojnie leżąca w skarbcu Croftów to jeden z czterech Kamieni Zagłady, które chińska bogini Nuwa rozdzieliła, gdy z chaosu tworzyła świat. Devereaux planuje zdobyć te kamienie, by zniszczyć jeszcze tajniejszą od Trójcy przestępczą organizację planującą wyjść z cienia i zawładnąć światem, Światłość odpowiedzialną za śmierć jego ojca. Chce to uczynić, nie zważając na fakt, że wraz z postępem fabuły świat rozpada się na kawałki w serii niecodziennych katastrof naturalnych targających wieloma zakątkami Ziemi, w tym pechową posiadłością Croftów kilkukrotnie.

Lara skacze zatem po Chinach, Paryżu, Stambule, Iranie i ponownie Chinach i Mongolii (a finalnie chyba po jakimś innym, kosmicznym wymiarze), a w czasie tego wyścigu trapią ją coraz bardziej wyrzuty za śmierć Rotha oraz Jonaha (choć ta trwała chyba tylko niecałe dwa odcinki i gdyby go trwale uśmiercili, twórcy zyskali by mój szacunek, a nie miano pizdowatych scenarzystów). Na swej drodze spotyka kilka postaci z przeszłości, o których nie wiedzieliśmy, a rozbudowują czy to jej charakter jak Camilę Roth, córkę Conrada i przyjaciółkę/ukochaną? Lary z młodości (grana przez Zoe Boyle) czy lore świata jak przedstawicielka pekińskiej filii Biblioteki Evę Tong (Ming-Na Wen). Z pomocą oddziału Interpolu pod komendą Camili Roth (pomocą niewielką, wszak Lara poradziłaby sobie sama) udaje się powstrzymać Devereaux i przywrócić zaburzoną przez tego głupca równowagę czterystu wymiarów, oddając Kamienie Zagłady bogini Nuwie. Wszyscy żyliby długo i szczęśliwie, gdyby nie porwano istotnej w fabule pierwszej gry przyjaciółki Lary, Samanthy Nikishury (Karen Fukuhara, czyli Kimiko z The Boys), co zapowiada albo drugi sezon albo fabułę kolejnej gry albo kurwa nic i na tym wątek się urwie...

Serial miał kilka ciekawych elementów i po pewnym czasie wciągnąłem się i zaangażowałem w historię, ale finalnie narracja zaczęła przeskakiwać rekina jeszcze bardziej niż fabuła Shadow of the Tomb Raider, a bardzo silny supernaturalny skręt zgubił siłę serii, czyli postawienie na (momentami przerysowany) realizm w stylu survivalowym. Wolę, gdy Lara nurkuje w bagnie, by zaczaić się na eskadrę uzbrojonych po zęby komandosów i wymordować ich wszystkich tępą wykałaczką niż kiedy idzie pogadać z boginią w jej kosmicznym wymiarze, by zaraz później totalnie z dupy walczyć z dinozaurem (fabuła wcale nie potrzebowała takiego nachalnego mrugania okiem do widza)…

Produkcja mocny akcent postawiła na emocjonalny rozwój bohaterki, jej moralne dylematy i rozdrapanie kilku traum. To było akurat dobre, póki nie wchodziło w melodramatyczne tony i przewidywalne rozwiązania. Serial starał się łączyć tę emocjonalną warstwę Lary oraz jej relacji z innymi, a także podobieństwo z antagonistą serialu z bombastyczną akcją, masą parkouru, strzelanin, wybuchów i pościgów oraz archeologiczno-mitologicznych ciekawostek. Niestety, nie postarano się w odpowiedni sposób o zapewnienie ciekawego historycznego tła dla historii, oddalając się zbytnio w stronę fantastyki i chińskiej mitologii. Scenom akcji natomiast nie służyła momentami dziwna animacja, odstająca od współczesnych standardów i gryząca się z resztą.


Serial nie spotkał się z dobrym przyjęciem fanów i nie mówią tu wcale o zakompleksionych piwniczakach płaczących nad małym biustem Lary oraz zbyt długimi spodenkami. Lara Croft w uwspółcześnionej wersji jest spoko, zarówno pod względem charakteru jak i umiejętności. Problem serialu leżał w średnim scenariuszu prowadzonym sztampowo, mało angażująco i nieciekawie, a momentami bardzo po łebkach i chaotycznie. Pani Huo nie wyciągnęła zbyt wielu wniosków z pracy nad wiedźmińskim Rodowodem krwi

Podsumowując, Legenda Lary Croft to nie jest serial ani tragiczny ani wybitny, taki po prostu i zwyczajnie średni. Miał kilka fajnych momentów i pomysłów na siebie, ale zagubiło się gdzieś to po drodze i zniknęło w piaskach pustyni. Jeśli pojawi się drugi sezon, zapewne obejrzę, bo czekam na czwartą część gry, ale ta iteracja Tomb Raidera jest pewnym rozczarowaniem i otrzymuje ode mnie ocenę 6/10. Liczyłem na więcej.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...