John Krasinski w 2018 roku zapoczątkował nowe horrorowe uniwersum napisanym przez siebie i wyreżyserowanym filmem Ciche miejsce. W 2021 roku otrzymaliśmy drugą część kontynuującą losy rodziny Abbotów. Tym razem otrzymujemy spin-off tej serii, ukazujący widzom jak wyglądał pierwszy dzień końca świata w wielkiej metropolii. Czy udało się zachować magię i wyjątkowość charakterystyczną dla Cichego miejsca?
Reżyserem
filmu był Michael Sarnoski, mało rozpoznawalny twórca do 2021 roku i filmu Pig
(pol. Świnia) z Nicolasem Cagem. Odpowiadał również za scenariusz wraz z
inicjatorem uniwersum, Johnem Krasinskim (najbardziej znany jako aktor z The
Office, Jacka Ryana oraz Doktora Strange w multiversum obłędu oraz reżyser
dwóch filmów Quiet Place oraz tegorocznych Istot fantastycznych). Za muzykę
odpowiadał Alexis Grapsas (seriale Trigonometry, The Change, Big Shot oraz film
Świnia), zaś za zdjęcia Pat Scola (Monsters and Men, Sing Sing oraz Świnia).
Ciche miejsce: Dzień pierwszy przenosi nas do Nowego Jorku, w którym poznajemy chorą na raka Samirę (Lupita Nyongo’o, znana z filmów Zniewolony, To my, trylogii sequeli Star Wars, serii Czarna Pantera) mieszkającą w hospicjum poetkę, zrezygnowaną nieustannym bólem i rozgoryczoną swoim losem. Podczas wyjazdu na Manhattan do teatru, który zorganizował jej opiekun Reuben (Alex Wolff, który zaliczył pomniejsze role w Oppenheimerze, Old, Świni, serii Jumanji, Hereditary), podróżująca ze swoim kotem Frodo Sam motywowana jest jedynie pragnieniem wyjścia na prawdziwą pizzę. Wówczas na Nowy Jork spadają z nieba znane z wcześniejszych części potwory wrażliwe na dźwięki, a w mieście panuje panika.
W
czasie walki o przetrwanie Sam zostawia poznanego wcześniej Henri’ego (Djimon Hounsou,
którego spotkamy później w Quiet Place: Part 2, a którego kojarzyć można z
filmów takich jak Gladiator, Krwawy diament, a także Strażnicy Galaktyki oraz Kapitan
Marvel z MCU, Shazam i Shazam 2 oraz Black Adam z DC, Tarzan: Legenda, Król
Artur: Legenda miecza, Wyspa czy seria Rebel Moon) i udaje się w podróż
do związanej z jej dzieciństwem pizzerii, a na swej drodze napotyka Erica
(Joseph Quinn, znany z takich seriali jak Stranger Things, Cormoran Strike,
Katarzyna Wielka, Nędznicy oraz nadchodzących filmów Gladiator 2 i nowa Fantastyczna
Czwórka), studiującego prawo Brytyjczyka. Na podstawie tych kontrastujących
postaci widzimy dwie odmienne postawy życiowe w obliczu zagłady ludzkiej
cywilizacji.
Film,
jakkolwiek skalą dużo większy niż poprzednie części, opowiada równie kameralną
i intymną historię głównej bohaterki, która na swoich warunkach pragnie przeżyć
koniec świata. W sercu wielkiego miasta, otoczona tysiącami przerażonych ludzi
ukrywających się przed zagrożeniem, pragnie wykonać swoją misję i spełnić
marzenie. Pomaga jej w tym zagubiony i przerażony, ale zdeterminowany, aby przetrwać
przypadkowo poznany młodzieniec, którego na jej drogę skierował niesforny, ale
uroczy kot Frodo.
Dzień pierwszy pokazuje nam zupełnie inny zakątek tego apokaliptycznego świata. Dewastowany Nowy Jork, tak przez szarżującą hordę potworów jak i bombardowany przez amerykańskie wojsko, skąpany jest w nienaturalnej dla siebie ciszy. Bohaterowie muszą nauczyć się tej ciszy albo wykorzystać otaczającą rzeczywistość, by nie zwabić na siebie śmierci. To wszystko jednak już widzieliśmy i nowością jest jedynie środowisko, w którym obserwujemy akcję.
Sama
historia i konstrukcja bohaterów wydaje się jednak ciekawa, zwłaszcza w
przypadku bohaterki odgrywanej kapitalnie przez Lupitę Nyongo’o. Sam jest
uduchowiona i wykształcona, jednak choroba zniszczyła w niej entuzjazm i
wygasiła emocje. Jest w gruncie rzeczy pogodzona z losem i wszystko jedno, czy
umrze z powodu nowotworu czy zabita przez monstra. Ma jednak jeden błahy cel –
zjeść dobrą pizzę na Harlemie, a motywacje stojące za tym poznajemy wraz z otwieraniem
się Samiry przed towarzyszącym jej Erickiem. Bohater Josepha Quinna jest postacią
o dużo mniej skomplikowanej konstrukcji, ale aktor roztacza wokół niego ten
odpowiedni urok, który każe widzowi kibicować mu oraz przede wszystkim kotu,
którego Eric i Sam starają się chronić.
Film operuje tymi samymi chwytami, co poprzednie filmy, czyli grą odgłosami i ciszą. Pod względem dźwięku stoi na wysokim poziomie, solidne są również zdjęcia zniszczonego miasta, zabrakło trochę charakterystycznej dla Quiet Place muzyki podbudowującej emocjonalnie sceny (albo zdążyłem już przez dwa tygodnie od seansu zapomnieć). Brakuje również nieco bardziej rozbudowanego światotwórstwa, które szerzej pokazywałoby okoliczności katastrofy i tego, jak państwo lub świat nimi zarządzał. Liczyłem również na nieco więcej Djimona Hounsou, który stanowił tylko tło i łącznik z Cichym miejscem: Częścią 2.
Film jednak, opowiadający swoją własną historię według własnego tempa, oglądało mi się przyjemnie i kibicowałem postaciom. Nie była to tak dobra historia jak duologia rodziny Abbotów, ale seans był satysfakcjonujący. Ciche miejsce: Dzień pierwszy oceniam na 7/10 i chętnie przyjmę kolejne filmy z tej serii, bo jest tu jeszcze pole do eksploracji.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz