sobota, 18 maja 2024

KOS (2024) - RECENZJA FILMU


Polskim chłopakom i branży filmowej brakuje luzu od dawna. Zwłaszcza w gatunku filmów historycznych i pseudo-patriotycznych, które uwielbia Polski Instytut Sztuki Filmowej. W ostatnich latach podjęto pewne próby zmiany tego sztywnego, skostniałego paradygmatu, tworząc pojedyncze projekty warte uwagi jak Kurier czy Niebezpieczni dżentelmeni. Tym razem inspiracją było kino spod szyldu Quentina Tarantino w stylu Nienawistnej Ósemki. Czy udała się ta transplantacja i czy pacjent przeżył?


Reżyserem nagrodzonego kilkoma statuetkami Orłów oraz gdyńskich Złotych Lwów filmu Kos był bliżej nieznany mi Paweł Maślona, twórca seriali Pisarze. Serial na krótko i Motyw oraz filmów Atak paniki i Mąż czy nie mąż. Za scenariusz odpowiadał debiutant Michał A. Zieliński, natomiast za zdjęcia utytułowany polski operator Piotr Sobociński Jr. (w jego bogatej i cenionej filmografii można wyróżnić takie filmy jak Bogowie, Wołyń, Najlepszy, Boże Ciało czy Wesele). Muzykę skomponował natomiast Mikołaj Trzaska, autor ścieżek dźwiękowych m.in. do filmów Drogówka, Pod Mocnym Aniołem, Wołyń, Kler oraz serialu Klangor.


Głównym bohaterem filmu o Tadeuszu Kościuszce pt. Kos jest chłop Ignac Sikora (Bartosz Bielenia, znany z filmów Boże Ciało, Magnezja, Prime time, Na granicy), który jako bękart umierającego szlachcica Duchnowskiego (Andrzej Seweryn, w ostatnich latach można go było zobaczyć w filmach Przysięga Ireny, Sobowtór, Niebezpieczni dżentelmeni, Zieja czy serialach Król oraz Królowa) liczy na to, że ojciec nada mu szlachecki herb i przekaże w spadku ziemię. Kradnie więc testament i ucieka z dworku, a w pościg za nim ruszają zbiry jego przyrodniego brata, szlachetnie urodzonego Stanisława Duchnowskiego (Piotr Pacek, najbardziej znany z seriali Sexify, Król i Lipowo. Zmowa milczenia oraz filmów Na Twoim miejscu i Marzec ’68). Ignacy wpada przypadkiem, próbując ukraść mu konia, na Domingo, w rzeczywistości Jeana Lapierra (Jason Mitchell, którego można było widzieć w filmach The Disaster Artist, Mudbound, Kong: Wyspa Czaski, Mustang) – czarnoskórego adiutanta Kościuszki. Tytułowy Kos, czyli generał Tadeusz Kościuszko (Jacek Braciak, znany z seriali Rodzinka.pl, Król, Druga szansa oraz filmów Kler, Żeby nie było śladów, Córka trenera, Wołyń, Pod Mocnym Aniołem czy Drogówka) przygotowuje bowiem na ziemi krakowskiej powstanie przeciwko rosyjskiemu zaborcy i stara się zmobilizować zarówno szlachtę jak i chłopstwo. Fatum splata losy Kościuszki, Domingo, Ignaca, Stanisława oraz dawnej miłości Kosa, pułkownikowej Marii Giżyńskiej (Agnieszka Grochowska, ostatnio widziana m.in. w Akademii Pana Kleksa, Fucking Bornholm, Jak pokochałam gangstera czy Żeby nie było śladów oraz serialach Zachowaj spokój, Motyw czy W głębi lasu), w której dworku Kos oczekuje na spotkanie z hetmanem Branickim. Nieoczekiwanie na popas i nocleg w tymże dworku zatrzymuje się wraz ze zbrojnym oddziałem rotmistrz Iwan Dunin (Robert Więckiewicz, znany w ostatnich latach z filmów Filip, Najmro, Wesele, Żeby nie było śladów, Kler czy Ukryta gra oraz seriali Behawiorysta, 1983 czy Ślepnąc od świateł) poszukującym z listem gończym Kościuszki carski oficer. Zasiadają do pełnej napięcia wieczerzy oraz gry w karty i nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki finał przyniesie to spotkanie...

Nie da się ukryć, że pewnym rozczarowaniem jest, iż w filmie nominalnie o Kościuszce tak mało jest Kościuszki, ale trudno byłoby sprzedać widowni film o tytule „Chłop”, albo „Ignac Sikora”. Jacek Braciak mógłby być świetny w tej roli, ale widzimy go w skąpej ilości scen mających jakiś większy wydźwięk. Dużo więcej aktorskiej przestrzeni dostaje Robert Więckiewicz w roli antagonisty i z czasem przestaje przeszkadzać jego łamana staroruszczyzno-polszczyzna. Byłby to świetny aktorski pojedynek, gdyby tylko twórcy filmu zdecydowali się dać więcej do zagrania tytułowemu bohaterowi. Rozumiem ideę stojącą za takim ustawieniem narracji, czyli pokazaniem inspirującej roli Kościuszki, który już samą swoją obecnością potrafił wzbudzić wśród chłopów niepodległościowy zryw, ale film zdecydowanie bardziej skupia się na pokazaniu tego, że szlachta polska to byli okropni ludzie traktujący chłopów jak niewolników, a swój folwark wyżej od ojczyzny. Chłopomańskie idee w stylu wątpliwej jakości literatury spod pióra Adama Leszczyńskiego o szlacheckim terrorze i wewnętrznym kolonializmie Rzeczpospolitej odcisnęły piętno na scenariuszu i wytyczyły pewne ideologiczne tory interpretacyjne pozbawione subtelności.


Pomijając już ten aspekt filmu, Kos dążył do wprowadzenia do polskiej kinematografii amerykańskiego sznytu w sposobie opowiadania historii, konstruowania narracji, eskalacji przemocy i odbrązowienia pompatycznych dialogów, czerpiąc z filmów Quentina Tarantino. Nawet w ramach marketingu sięgano do skojarzeń typu „Pewnego razu w Rzeczypospolitej” nawiązując do „Once upon a time… in Hollywood”. Pod tym względem próba udała się częściowo i z pewnością widać dokładnie elementy filmu zaczerpnięte od Tarantino, ale wykonane z różnym sukcesem. Film opowiada historię z podziałem na zupełnie odrębne dwa główne wątki, które w finale filmu zawiązują się w zgrabny węzeł, ale sama historia jest prostolinijna i brakuje jej tego błysku i polotu, którego oczekiwałem. Dialogi owszem, momentami próbują zerwać sztampowe kajdany i lawirują między elokwentną staropolszczyzną, ciętą ripostą oraz intensywnością, ale trudno powiedzieć, by były wyróżniającym elementem filmu. Eskalacja przemocy i podkręcenie tempa w finale częściowo ma miejsce, ale sceny walk nie są najmocniejszą częścią filmu, zwłaszcza w plenerze. Finalnie wygląda to tak, jakby ktoś obejrzał Bękarty wojny, Django, Nienawistną Ósemkę i Pewnego razu w Hollywood i chciał zrobić coś na tę modłę, ale nie bardzo wiedział jak, zapominając o ciekawszym, dynamiczniejszym montażu, zaburzeniu chronologicznym scen oraz wyrazistych, charyzmatycznych postaciach z błyskotliwymi dialogami.



Film jednak zrealizowany jest dość poprawnie i jakościowo*, choć nie porwał mnie ani ideologiczną treścią przesłania ani swoją quasi-tarantinowską formą nowatorską dla polskiego kina, choć z pewnością jest to zdecydowanie powiew świeżości w tej dusznej od czerwonych maków, drugowojennej martyrologii komunistycznej bezduszności kinowej sali. Brakowało jednak temu filmowi pierdolnięcia, wyraźnego złamania schematu, wyrwania się z narzuconych przez pokolenia bogoojczyźnianych filmowców ram i pozostawiło to we mnie niedosyt. Jednak w ostatecznym rozrachunku Kosa oceniam pozytywnie na 7/10 i chciałbym, aby sprawił mi więcej frajdy niż w rzeczywistości. Liczę, że to nie jest ostatnie podejście polskich filmowców czy to do postaci Tadeusza Kościuszki, czy to do nowatorskich filmów mających na celu odgrzybienie kina historycznego i kostiumowego, wszak w tym aspekcie mamy chlubne tradycje, które warto byłoby kontynuować.

*z jakością dialogów i głośnością jak zwykle w Polsce jest jednak problem i tu chyba nie zmieni się nic




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...