niedziela, 12 maja 2024

FALL GUY (2024) - RECENZJA FILMU

Wysoce rozrywkowe kino łączące w sobie sporo komedii oraz szalonej akcji pełnej wybuchów zawsze budzi zainteresowanie, tym bardziej mając w obsadzie gwiazdorską obsadę. Do tego jeszcze meta-narracja komentująca branżę filmową i współczesny przemysł rozrywkowy, zaglądając za kulisy produkcji blockbusterów. Czego tu nie lubić?

Reżyserem filmu Fall Guy, znanego pod polską nazwą jako Kaskader, jest ekspert w dziedzinie lekkich i efektownych filmów, czyli David Leitch (niegdyś kaskader Brada Pitta i Matta Damona oraz producent filmów serii John Wick, później zaś reżyser Atomic Blonde, Deadpool 2, Szybcy i wściekli: Hobbs and Shaw oraz Bullet Train). Za scenariusz odpowiadał Drew Pearce, który wcześniej pracował przy Iron Man 3, Mission Impossible: Rouge Nation czy Hobbs and Shaw, a historia oparta jest na serialu z lat 80-90 pod tym samym tytułem. Za kamerą stanął Jonathan Sela, który z Leitchem pracował przy wszystkich jego produkcjach, ale również odpowiadał za zdjęcia filmów takich jak pierwszy John Wick, Transformers: Ostatni Rycerz i Zaginione miasto.

Film opowiada o losach Colta Seaversa (Ryan Gosling, którego szerzej przedstawiać nie trzeba, z ostatnich lat wymienić można filmy Barbie, Pierwszy człowiek, Blade Runner 2049 czy La La Land), który jest czołowym kaskaderem pracującym przy filmach gwiazdy kina akcji, Toma Rydera (Aaron Taylor-Johnson, znany z filmów Kick-ass, Godzilla, Anna Karenina, Avengers: Age of Ultron, czy ostatnio The King’s Man, Bullet Train czy nadchodzący Kraven the Hunter). Jego karierę oraz rodzącą się relację z operatorką kamery o reżyserskich ambicjach Jody Moreno (Emily Blunt, której również nie trzeba przesadnie anonsować, ostatnio widziana w Oppenheimerze, Wyprawie do dżungli, Cichym miejscu i Marry Poppins czy Sicario) przerywa wypadek na planie, któremu uległ i pogrążony w egzystencjalnym kryzysie wycofał się z branży.

Sytuacja odmienia się, kiedy na planie debiutanckiego filmu Jody znika jej gwiazda, Tom Ryder, a producentka filmu, Gail (Hannah Waddingham, znana przede wszystkim z seriali Ted Lasso, Sex Education czy Gra o tron) wzywa Colta na pomoc jako dublera oraz zleca mu odnalezienie aktora. Colt, chcąc odzyskać Jody, postanawia udać się do Australii, gdzie kręcona jest superprodukcja Metalstorm. Po dotarciu jednak nie wszystko układa się po jego myśli – to nie Jody chciała Colta jako kaskadera w swoim filmie, a w apartamencie Rydera Colt odnajduje tajemniczego trupa…

Komedia romantyczna w dawnym stylu poszerzona o mnóstwo intensywnych i kreatywnych scen akcji stanowiąca list miłosny przede wszystkim do kaskaderów wykonujących swą niewdzięczną, widowiskową pracę, ale również do ogółu ludzi zatrudnionych przy produkcji filmowej na zapleczu, za kulisami. Fajna chemia między głównymi bohaterami oraz jak zawsze sympatyczny Winston Duke na drugim planie sprawiało, że seans oglądało się przyjemnie i kibicowało postaciom.

Przede wszystkim Ryan Gosling w roli Colta Seaversa wypadał bardzo przekonująco i śledzenie jego poczynań dawało sporo frajdy, a sam aktor po raz kolejny udowodnił, że świetnie radzi sobie w komedii i nie powinien szufladkować się tylko w poważnych rolach pokroju Drivera czy Blade Runnera. Na plus również Emily Blunt, która zawsze potrafi się odpowiednio dostroić do tego, jaki vibe prezentowany jest w filmie. Nieco słabiej niestety muszę ocenić Aarona Taylora-Johnsona i Hannah Waddingham, którzy nie mieli rozbudowanych ról, a kierunek, który obrali, w mojej opinii nie był optymalny.


Film, pomimo śmiania się z tego problemu występującego w branży, sam cierpi na spore problemy w trzecim akcie. Narracja podkręca mocno tempo i kieruje się w kuriozalne rejony, a film niepotrzebnie wydłuża i komplikuje swój finał. Wodze fantazji popuszczono w tym przypadku nieco za bardzo, a film zyskałby na atrakcyjności gdyby skrócić go o kilkanaście minut. Nie da się jednak ukryć, że przez 2/3 filmu jest to bardzo przyjemny seans wypełniony miłością do kina, nawiązaniami do innych filmów i aspektów branży. Ta meta-narracja stanowi niewątpliwie wartość dodaną dla tych widzów, którzy nieco aktywniej śledzą przemysł filmowy, ale może spowodować się odbicie od filmu wśród tych, którzy liczą na nieco bardziej standardowy film.

Podsumowując, najnowsze dzieło Davida Leitcha to solidny letni film łączący w sobie romans, komedię i akcję oraz kinową meta-narrację. Pozycja godna uwagi, choć nie jest pozbawiona pomniejszych wad. Całość jednak prezentuje się na tyle sympatycznie, że zdecydowanie warto sięgnąć po Fall Guya, którego oceniam na 7,5/10 i jak zawsze chętnie zobaczę nową, ekscytującą produkcję od tego reżysera.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...