Zakończył się, podzielony na dwie części, drugi sezon animowanego serialu Amazon Prime Video pt. Invincible. Pokręcona historia Niezwyciężonego nabiera rozpędu, a świat i Wszechświat stają się coraz większe. Superbohaterszczyzna na poważnie, brutalnie, emocjonalnie i z dużą dozą czarnego humoru oraz pytań o własną tożsamość, trudne rodzinne relacje i odpowiedzialność.
Niezwyciężony to animowana adaptacja komiksu autorstwa Roberta Kirkmana, znanego również z autorstwa komiksów i produkcji serialu The Walking Dead. Podobnie jak w przypadku Żywych trupów, Kirkman przenosi na inne medium swoją własną twórczość. Przed nami jeszcze zapewne kilka sezonów – czy uda się utrzymać jakoś pierwszego? Przyznałem mu w 2021 roku notę 9/10, zachwycony i poruszony jego głównym wątkiem i ukazaniem tej problematyki w tak odważny sposób. W drugim sezonie mieliśmy do przepracowania z bohaterami poważne traumy, a przeciwnicy wcale nie zamierzali odpuścić…
RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW. PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Siłą pierwszego sezonu Invincible była fantastycznie zarysowana relacja ojca z synem i konflikt moralny, jaki przed nimi stał. Serial opowiada o losach Marka Graysona (Steven Yeun), który jako tytułowy Niezwyciężony jest nastoletnim superbohaterem ratującym świat przez zagrożeniami, tak ziemskimi jak i tymi kosmicznymi. Jego ojciec, Nolan (J.K. Simmons), chronił świat jako najpotężniejszy superbohater – Omini-Man. Mark starał się pogodzić odpowiedzialność superbohatera z życiem nastolatka i pierwszą miłością, jednak świat okazał się być zbyt skomplikowany, by prowadzić spokojne życie.
W tle mieliśmy całą gamę różnorodnych i ciekawych postaci drugoplanowych. Nawet jeśli środkowe odcinki pierwszego sezonu miały fillerowy posmak w kontekście większej fabuły, to świetnie rozwijały bohaterów, ich relacje oraz problemy przed nimi stojące. Konfrontacja ojca z synem przybiera dramatyczny przebieg, a w drugim sezonie mierzymy się z jej konsekwencjami, kiedy kurtyna kłamstw i złudzeń opadła. Mark oraz jego matka Debbie (Sandra Oh) muszą przepracować traumę i żałobę, a na drodze Niezwyciężonego oraz Strażników Globu stoją kolejne wyzwania, zaś stawka zatrważająco rośnie, gdy na horyzoncie pojawia się Imperium Viltrumitów oraz motyw multiwersum.
Rozwój postaci otrzymują między innymi
bohaterowie drugoplanowi tacy jak członek Strażników Globu Rex-plode, który w
pierwszym sezonie był ukazywany w jednym, nudnym i irytującym sztafażu dupka. Głęboką
przemianę przechodzi również Omni-Man, do którego w końcu docierają argumenty
syna. Dostajemy również znaczące poszerzenie kosmicznego kontekstu konfliktu
poprzez perspektywę Allena the Aliena (Seth Rogen), przedstawiciela Koalicji
Planet walczącej z prowadzącym galaktyczną ekspansję Imperium Viltrumitów.
Niestety, drugi sezon nie jest tak mocarny jak sezon pierwszy. Podejmowane są mroczne i trudne tematy, ale akcja poza kilkoma skokami nie posuwa się aż tak bardzo do przodu i czuć niedosyt utrzymywaniem napięcia obiecującego coś wielkiego w przyszłości. Ze względu na podział drugiego sezonu na dwie części (pierwsza ukazała się w listopadzie 2023), całość wydaje się jak urwaną w połowie historią, a finał, jakkolwiek ciekawy i pomysłowy, nie domyka zbyt wielu wątków zaczętych wcześniej lub ostatnio. Są momenty, kiedy fabularnie nieco kręcimy się w miejscu, a twórcy nie mają większego pomysłu na kilku prominentnych bohaterów drugoplanowych.
Podsumowując, sezon zaczął się od dość powolnych odcinków, by przyspieszyć znacząco w środku i obiecać nam na koniec, że w trzecim sezonie będą się działy rzeczy wielkie. Niestety musimy na to poczekać przynajmniej rok. Ale nadal poziom serialu jest wysoki, Kirkmanowi udaje się dobrze połączyć ludzko-nieludzkie dramaty, brutalne masakry przekraczające nawet to, co oferują The Boys, z głęboko emocjonalnymi problemami bohaterów. Nierówność jest głównym zarzutem, bo niektóre odcinki były kapitalne, a niektóre po prostu dobre, a to poniżej zawieszonej sobie poprzeczki... Drugi sezon Invincible oceniam na 8/10 i wiele obiecuję sobie po kontynuacji. Panie Kirkman, drobne potknięcia to ryzyko zawodowe takich tancerzy jak Pan, proszę więcej nie mylić kroków i znowu idziemy w tango!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz