niedziela, 31 marca 2024

PROBLEM TRZECH CIAŁ (2024) - RECENZJA SERIALU

W tym roku jednym z najciekawszych nowych seriali, niebędących kontynuacją znanych marek, zapowiadał się być serial Netflixa pt. „Problem trzech ciał”. Platforma streamingowa miała wobec produkcji wysokie oczekiwania i liczyła na kolejny hit, który zawładnie przestrzenią internetowej dyskusji i umysłami widzów. Czy faktycznie tak się stało i czy hype był uzasadniony?


Showrunnerami serialu jest m.in. duet Benioff i Weiss, których ostatnim dużym projektem była Gra o tron (2011-2019). Dyskusyjna jakość zakończenia tej wielkiej telewizyjnej serii sprawiła Benioffowi i Weissowi sporo problemów i nadszarpnęła reputację w hollywoodzkim środowisku. Tym razem w czuwaniu nad całością pomagał im Alexander Woo, znany choćby z produkcji seriali Terror (2019) oraz Czysta krew (2008-2013). Warto też odnotować, że jako producenci serialu zaangażowani byli reżyser Rian Johnson oraz aktorzy Brad Pitt oraz Rosamund Pike. 

Serial jest adaptacją pierwszego tomu trylogii „Wspomnienia o przeszłości Ziemi” chińskiego pisarza Liu Cixina. Uznana za jedną z najważniejszych pozycji współczesnego science-fiction oraz nagrodzana m.in. literacką nagrodą Hugo, książka „Problem trzech ciał” z 2008 roku stawiana jest obok takich klasyków gatunku jak „Fundacja” Isaaca Asimova czy „Diuna” Franka Herberta.

Trudno jest pisać o fabule „Problemu trzech ciał” bez wchodzenia w spoilery. Serial rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych – we współczesności oraz retrospekcjach rozgrywających się w głównej mierze w Chinach od 1966 roku. Produkcja łączy w sobie elementy twardego sci-fi, murder mystery, komentarza społeczno-politycznego, jednak bez nachalnego moralizatorstwa i implementowania ideologii. Obserwujemy losy grupy przyjaciół z czasów studiowania fizyki, z których jedni podążyli własną drogą a inni rozpoczęli akademicką pracę badawczą.

W niewyjaśnionych okolicznościach na całym świecie wybitni naukowcy popełniają podobne samobójstwa, co budzi poważny niepokój w środowisku naukowym i rządowym. Nasi bohaterowie znajdują się pod obserwacją tajnych służb, ponadto w ręce dwojga z nich trafiają tajemnicze gogle pozwalające grać w osobliwą grę w wirtualnej rzeczywistości wyprzedzającej ówczesny stan technologii. Rozgrywka stawia przed graczami wyzwanie uratowania cywilizacji poprzez przewidzenie ruchu ciał niebieskich, stoi za nią natomiast tajemnicza organizacja próbująca zrekrutować w swe szeregi wybitne umysły.


Do grona paczki przyjaciół należą: pracujący na uczelni fizyk Saul Durand (Jovan Adepo), który jednak nie potrafi wykrzesać w sobie ambicji potrzebnej do dokonania czegoś przełomowego; ambitna i szlachetna Auggie Salazar (Eiza Gonzalez, której kariera w Hollywood nabiera rozpędu), która założyła firmę produkującą nanowłókna mające zrewolucjonizować świat; najbystrzejsza z nich Jin Cheng (Jess Hong), która próbuje połączyć swoją akademicką karierę z nową relacją z oficerem brytyjskiej marynarki wojennej Rajem (Saamer Usmani); zakochany bez wzajemności w Jin Will Downing (Alex Sharp), który zrezygnował z pracy akademickiej i naucza fizyki w szkole; obrotny i zawadiacki Jack Rooney (John Bradley, najbardziej rozpoznawalny aktor z młodszej obsady, znany z roli Samwella Tarly'ego z Gry o tron), który całkowicie zarzucił naukę i jest właścicielem dobrze prosperującej firmy produkującej niezbyt zdrowe przekąski.

Zbierają się wszyscy w jednym miejscu na pogrzebie ich uczelnianej mentorki Very Ye (Vedette Lim), która popełniła samobójstwo bez wyraźnej przyczyny i pozostawienia powodu. Jin znajduje w jej pokoju futurystyczne gogle VR i rozpoczyna eksplorację zagadkowej gry, wciągając w nią Jacka. Will dowiaduje się, że ma zaawansowany nowotwór. Auggie zaczyna widzieć przed sobą odliczanie, a tajemnicza nieznajoma sugeruje jej zarzucenie przełomowego projektu. A cyniczny ruchacz Saul przez większość serialu nie robi nic ciekawego i jego rola długo ogranicza się do emocjonalnego wspierania Willa. Jin i Auggie zostają wplątane w śledztwo prowadzone przez agenta MI6 Da Shiego (Benedict Wong) oraz jego przełożonego, apodyktycznego Thomasa Wade’a (Liam Cunnigham). Starają się dopaść tajną organizację przewodzoną przez ekscentrycznego miliardera Mike’a Evansa (Jonathan Pryce), którego łączy zagadkowa relacja z matką zmarłej Very, Ye Wenjie (Rosalind Chao), której przeszłość w Chińskiej Republice Ludowej okazuje się kluczowa dla losów świata…

Na początku oglądania „Problemu 3 ciałodczuwałem pewien vibe „Zagubionych, spodziewając się, że cały pierwszy sezon będzie skupiony na Nieodgadnionym, zagadkowych morderstwach i samobójstwach, tajemniczej organizacji i przedstawianiu nam intrygujących konceptów z zakresu astrofizyki oraz technologii. Niestety, już w trzecim odcinku kurtyna opada i wiemy, do czego zmierza cała historia, a zagadka odarta z wcześniejszej tajemniczości już tak nie nęci widza. Z czasem jednak przyzwyczajamy się do sposobu prowadzenia narracji i zżywamy się z bohaterami oraz kibicujemy idei stojącej za drugą połową sezonu. 

Niestety, bohaterowie prowadzeni są w nierówny sposób. Każdy ma rozpisaną odmienną drogę, ale jak na mój gust nieco za bardzo skupiamy się na ich wewnętrznych problemach i komplikacjach życiowych, a za mało na sednie historii. Jak już wcześniej zaznaczyłem, postać Saula Duranda dopiero na koniec serialu dostaje ważniejszą rolę w całej fabule, a do tego momentu twórcy nie mają na niego pomysłu. Podobnie z postacią Willa Downinga, który choć ma bardzo wyraźnie wytyczoną ścieżkę związaną z interesującym zagadnieniem egzystencjalnym, to droga do zwieńczenia wątku jest nudna i mało angażująca. Najciekawiej śledziło się losy Jin oraz Auggie ze względu na ich różne postawy i moralny stosunek do "Wielkiego Problemu", choć w wyniku moich prywatnych przekonań i makiawelicznego usposobienia w wielu momentach nie zgadzałem się z nimi i nie mogłem sympatyzować. A to one prezentować miały rzekomo ten racjonalny, naukowy, pierwiastek chłodnej kalkulacji. W tym konflikcie stałem zdecydowanie po stronie „wielko-dobrego skurwysyństwa” uosabianego przez postać Liama Cunninghama, a nie emocjonalnej, partykularnej moralności.

Warto również nadmienić, że na początku serialu najbardziej pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie wątek osadzony w przeszłości w Chinach i oglądało mi się go najlepiej, a wszak to przez niego odbiłem się za pierwszym razem od lektury książki w postaci audiobooka (po seansie rozpocząłem drugą próbę, tym razem z dużo lepszym rezultatem).

Pewnym rozczarowaniem była dla mnie warstwa audiowizualna serialu. Budżet produkcji oscylował w okolicach 160 mln dolarów (20 mln na odcinek), a więc jeden z droższych nowych seriali Netflixa. Oczekiwałem zdecydowanie więcej po VR-owych sekwencjach serialu, a kilkukrotnie rozczarowałem się jakością efektów specjalnych i brakiem spodziewanego rozmachu. Podobnie muzyka w „Problemie 3 ciał” w ogóle nie zwróciła mojej uwagi, a jak się okazuje kompozytorem był sam Ramin Djawadi, z którym Panowie Benioff i Weiss współpracowali przy okazji Gry o tron.



Kwestią gustu jest, czy w serialu odczujecie niedobór science-fiction lub nadmiar nieco nużących osobistych wątków emocjonalnych tak jak ja. „Problem 3 ciał” porusza ciekawe tematy kosmologiczno-egzystencjalne, prezentuje interesujące koncepty i opakowuje to w całkiem angażującą formę. Różnorodna paleta bohaterów i całkiem zdolnych aktorów sprawia, że śledzimy ich losy z zainteresowaniem, nawet jeśli nie wszystkich darzymy sympatią (w moim odczuciu Liam Cunnhingham kradnie show, zwłaszcza w duecie z Benedictem Wongiem). Niestety całość pozostawia pewien niedosyt i choć balon oczekiwań nie pęka z hukiem, to jednak uchodzi z niego powietrze pod względem zarówno formy jak i treści. Z pewnością jednak serial zostaje w głowie i budzi przemyślenia oraz skłania do stawiania pytań. Na przykład czemu miała służyć scena, w której Eiza Gonzalez po spożyciu nadmiernej ilości alkoholu wymiotuje, mając na sobie komplet ślicznej czarnej bielizny eksponującej jej niezwykle seksowne ciało? Nie, żebym miał coś przeciwko, po prostu chciałbym dowiedzieć się więcej na ten temat z czysto naukowych powodów...

Podsumowując, „Problem 3 ciał” to serial niepozbawiony wad, ale przyciągający uwagę odbiorcy i poruszający myślenie. Potencjał był ogromny, wyszło po prostu solidnie i choć nie wieszczę serialowi gigantycznego sukcesu komercyjnego czy artystycznego to warto sięgnąć zarówno po serial jak i po książkę, a ja będę czekał na drugi sezon z nadzieją, że to był dopiero nieśmiały wstęp. Oceniam „Problem 3 ciał” na 7,5/10 i wracam do lektury dzieła Liu Cixina.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...