piątek, 23 lutego 2024

TRUE DETECTIVE: KRAINA NOCY (2024) - RECENZJA

Powracający z czwartym sezonem antologiczny serial „True Detective” tym razem przenosi nas na zimną Alaskę, a jego twórczyni – Issa Lopez – pokazuje nam skute lodem i śniegiem małe miasteczko Ennis, którym wstrząsa zagadkowa zbrodnia powiązana z morderstwem sprzed lat. Pogrążone w nocy polarnej miasteczko skrywa wiele tajemnic oraz konfliktów, tak społecznych jak i rodzinnych, które napędzają fabułę nawet bardziej niż rozwikłanie śledztwa.



    Showrunnerką tego sezonu była Issa Lopez – niezbyt doświadczona twórczyni, której był to pierwszy duży projekt. Był to też pierwszy sezon serii, nad którym pieczy nie sprawował twórca tego „uniwersum”, Nic Pizzolatto. Z pewnością docenić można zdjęcia autorstwa Floriana Hoffmeistera nadające odpowiedniej aury tej produkcji, zaś sam operator pochwalić się może nieco większym i bardziej rozpoznawalnym dorobkiem w swojej karierze.

    Fabuła serialu dotyczy śledztwa prowadzonego przez szefową lokalnej policji, Liz Danvers (dwukrotnie nagradzana Oscarem Jodie Foster, nominowana w tym roku za rolę drugoplanową w „Nyad”) w sprawie niewyjaśnionych okoliczności śmierci zespołu naukowców pracujących w pobliskiej stacji badawczej oraz poszlak łączących tę sprawę z morderstwem lokalnej aktywistki społecznej sprzed kilku lat. Apodyktyczna Danvers, wbrew własnej woli, łączy siły z dawną podkomendną Evangeline Navarro (Kali Reis, dla której jest to drugi występ ekranowy), z którą skonfliktowała się przed laty.

    Poza śledztwem istotną rolę pełnią również relacje zarówno na pierwszym jak i drugim planie – obie policjantki mają swoje problemy osobiste: Liz zmaga się z nastoletnią pasierbicą Leah, własną tragiczną przeszłością oraz niechęcią podwładnych lub przełożonych jak i lokalnej społeczności, natomiast Evangeline musi poradzić sobie z opieką nad popadającą w chorobę psychiczną siostrą oraz odnalezieniem siebie w obliczu trapiących ją zjawisk z paranormalnego pogranicza. W tle zaś dostajemy rodzinne perypetie Petera Priora, młodego i niedoświadczonego podwładnego Danvers, który nie radzi sobie z łączeniem pracy w policji przy trudnej sprawie z rolą ojca i męża, a także jego relację z ojcem Hankiem, również pracującym w policji. Innym wątkiem przewijającym się na drugim planie jest problem lokalnej społeczności, która cierpi wskutek działalności znajdującej się w Ennis kopalni zanieczyszczającej wodę i glebę. Całość natomiast okraszona jest nimbem paranormalności, zjawisk nadprzyrodzonych oraz widzenia lub słyszenia zmarłych związanego z wierzeniami rdzennej ludności zamieszkującej Alaskę.

    Serial zaczyna się od kilku dobrych odcinków wprowadzających widza w ten alaskański mikrokosmos oraz relacje i zależności miejscowej społeczności. Obserwujemy dwie silne kobiece bohaterki w osobach Danvers i Navarro, które zmagają się tak ze sobą jak i ze śledztwem, ale jeszcze bardziej ze swoimi osobistymi sprawami. Jodie Foster świetnie odgrywa inteligentną, ale bezczelną i narzucającą swoją wolę innym oficer policji, z czasem jednak odkrywamy również jej słabsze punkty i wrażliwość. Bohaterka grana przez Kali Reis zmaga się z większą traumą, ale nie lubi pozostawać bezczynna i preferuje aktywną postawę.

    Wraz z upływem czasu serial jednak wytraca zaangażowanie widza i nie potrafi zdecydować się, w którym kierunku pójść – czy skupić się na aspekcie kryminalnym i tajemniczym czy też przenieść ciężar na społeczno-kulturowy aspekt lub pozostać dramatem obyczajowym policjantów i ich rodzin. W pewnych momentach zapomina całkowicie o tym pierwszym, a finał serialu pozostawia widza z niedosytem lub nawet pewnym rozczarowaniem. Osobiście serial angażował mnie na płaszczyźnie tajemnicy oraz relacji do momentu, w którym akcja mocno przyspieszyła, a jeden z drugoplanowych bohaterów musiał podjąć drastyczną decyzję odmieniającą jego życie. Późniejszy sprint do finału i odkrycia tajemnicy targającej Ennis nie wywoływał już większych emocji.



    Wspomnieć należy ponadto o nieco bardziej gościnnych występach  Fiony Shaw i Christophera Ecclestone’a, którzy poza Jodi Foster byli najbardziej rozpoznawalnymi aktorami biorącymi udział w przedsięwzięciu, jednak ich znaczenie w serialu było znikome. Stanowili jednak dwa bieguny dla głównych bohaterek – żyjąca na pustkowiu tajemnicza Rose Aguineau wykazywała się nieocenioną pomocą, zaś kapitan Ted Connelly, szef Danvers, utrudniał śledztwo i komplikował sytuację. Szkoda, że serial nie przewidział dla tych postaci większej roli i nie dał bardziej wykazać się utalentowanym aktorom.

    Rozczarowaniem byłaby również muzyka, jednak na moje uznanie zasługuje wykorzystanie aż dwóch utworów jednej z moich ulubionych kompozytorek, Agnes Obel. Poza tym faktem jednak oczekiwałem znacznie więcej. Silenie się na drobne nawiązania do pierwszego sezonu, które (MINOR SPOILER ALERT) do niczego konkretnego nie doprowadziły i okazały się przypadkowe było błądzeniem ślepego we mgle.

    Całość właśnie tak można podsumować – serial obiecywał wiele i zaczynał bardzo solidnie, ale im dalej w tytułową „Krainę Nocy” tym ciemniej. Serial otrzymuje ode mnie ocenę 7/10, not great not terrible.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...