Duńska
czarna komedia o zdrowiu psychicznym, przepracowywaniu traum oraz akceptowaniu
siebie i innych, a także reaktywacji Beatlesów i poszukiwaniu skarbu z bratem.
Reżyserem i scenarzystą filmu jest Anders
Thomas Jensen, który na koncie ma takie filmy jak Bękart, Jeźdźcy
sprawiedliwości, Bracia, Jabłka Adama, pisał również scenariusze do Mrocznej
wieży i Księżnej.
Muzykę skomponował Jeppe Kaas (poza
filmami Jensena m.in. Łowcy głów), a autorem zdjęć był Sebastian Blenkov (m.in.
Hrabia Monte Christo, Operacja Mincemeat, Sama przeciw wszystkim, Łódzki
Nekrobiznes).
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film rozpoczynamy od napadu na bank,
jakiego dokonał Anker (Nikolaj Lie Kaas, prawdopodobnie brat komponującego do
filmu Jeppe Kaasa, ale IMDB w przypadku tej rodziny odstawia dzikie harce;
występował już w kilku filmach Jensena, choćby w Jeźdźcach sprawiedliwości, a
ostatnio także w netflixowym Frankensteinie, ja najbardziej pamiętam go z roli
nienazwanego zabójcy mordującego kardynałów w Aniołach i demonach). Przed
aresztowaniem Anker odwiedza mieszkające razem rodzeństwo, starszą siostrę
Freję (Bodil Jorgensen) oraz dotkniętego chorobą umysłową Manfreda (Mads
Mikkelsen, którego przedstawiać nie trzeba) i prosi brata, aby ten ukrył łup w
lesie obok ich dawnego rodzinnego domu.
Po kilkunastu latach odsiadki Anker,
udający zresocjalizowanego, wychodzi na wolność i chce odzyskać łup. Niestety
pod jego nieobecność stan Manfreda uległ znaczącemu pogorszeniu, obecnie bowiem
mężczyzna żyje w przekonaniu, że jest Johnem Lennonem z zespołu The Beatles i
nie pamięta, gdzie ukrył skarb. O swój udział w skradzionych pieniądzach
dopomina się natomiast lokalny gangster Flemming (Nicolas Bro).
Bracia udają się do rodzinnego domu,
w którym obecnie mieszkają Margrethe (Sofie Gråbøl) oraz Werner (Søren Malling).
Małżeństwo przyjmuje ich z sympatią, w Ankerze coraz bardziej jednak wzbiera
frustracja wobec brata, który uparcie nie oferuje żadnej pomocy. Ankerowi zaś
stara się pomóc podający się za psychiatrę Lothar (Lars Brygmann), twierdząc iż
Manfredowi pomóc może stworzenie lepszych warunków mentalnych i sprzyjającego
środowiska. Postanawia zatem wprowadzić w życie swoją eksperymentalną terapię i
odtworzyć Beatlesów wraz z dwoma innymi pacjentami szpitala psychiatrycznego o
mnogich osobowościach, Hamdanem (Kardo Razzazi) oraz Antonem (Peter During). Do
Ankera tymczasem zaczynają wracać wspomnienia z dzieciństwa i wyparte w umyśle
traumatyczne doświadczenia…
Ostatni wiking to ciekawe spojrzenie
na problemy psychiczne i rodzinne z typowym dla Skandynawów pomieszaniem
komediodramatu z ciężkim kinem obyczajowym. Jensen dotyka kilku tematów
jednocześnie – przepracowywanie traum, akceptowanie odmienności innych oraz samego
siebie i radzenie sobie z chorobą bliskich. Ubrane zaś to jest w szaty czarnej
komedii, która początkowo bawi, by później coraz bardziej smucić. Udaje się to
dzięki dobrze zbalansowanej narracji, w której chaos odnajduje wewnętrzną
harmonię.
Solidny scenariusz wsparty jest
umiejętnością reżysera szybkiego kreowania wyrazistych postaci, które zaledwie kilkoma
scenami kupują sympatię widza. Wyróżniają się tu szczególnie na pierwszym
planie Mads Mikkelsen, ale jeszcze bardziej Nikolaj Lie Kaas oraz świetna
chemia między nimi. Czujemy zagubienie Manfreda i to, jak nie może wpasować się
do otaczającego go świata, czujemy również narastającą frustrację Ankera i ścieranie
się między nimi emocji, zwłaszcza gdy w drugiej połowie filmu dostajemy zarysowanie
ich przeszłości i co wpłynęło na to, jacy są teraz. Również na drugim planie
dało się zobaczyć kilka ciekawych kreacji, w pamięć zapadają czy to bardzo spokojny,
niemal flegmatyczny, ale groźny i zdeterminowany gangster Flemming czy
posiadający wiele osobowości, w tym dwóch Beatlesów i Hermana Goeringa Hamdan.
Nieoczekiwany i nieprzewidywalny humor, obecny zwłaszcza w pierwszym akcie, stopniowo przeradza się w coraz mniej śmieszną farsę, by ewoluować w dramat i trzymający w napięciu thriller, znajdując jednak dla naszych bohaterów ciepłe zakończenie w ich słodko-gorzkim życiu. Film niestety w pewnym momencie zaczął mnie trochę nużyć w połowie, zakończenie jednak było satysfakcjonujące pod względem fabularno-emocjonalnym, dostarczając widzom katharsis związanego ze skomplikowaną rodzinną relacją.
Podsumowując, Ostatni wiking to angażująca, nietuzinkowa produkcja oferująca szeroki wachlarz emocji, opierająca się mocno na solidnym scenariuszu i interesujących bohaterach. Dobre kreacje Mikkelsena i Lie Kaasa i zapadające w pamięć przesłanie w duchu modernistycznej kultury skandynawskiej sprawiają, że z całą pewnością mogę polecić film, a Ostatniego wikinga oceniam na 7,25/10.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz