Film opowiadający o dzikich czasach pandemii i o tym, jak spolaryzowało to społeczeństwo Ameryki, który stara się stosunkowo bezstronnie przestawić obecny podział polityczno-społeczny w tym kraju, wszystko zaś utrzymane jest w nurcie satyry, dramatu obyczajowego i westernu.
Reżyserem i scenarzystą filmu jest Ari
Aster, znany do tej pory z horrorów i dramatów psychologicznych pokroju
Dziedzictwo: Hereditary, Midsommar i Bo się boi.
Za muzykę odpowiadali Daniel
Pemberton (uznany brytyjski kompozytor, którego filmografię omawiałem przy
okazji Materialistów i Zabierz mnie na Księżyc) oraz Bobby Krlic (seriale Snowpiercer,
Inwzaja, Awantura, Alienista oraz filmy Bo się boi, Blue Beetle, Midsommar, gra
Returnal). Autorem zdjęć był Darius Khondji, nominowany do Oscara za Evitę w
1997 roku oraz w 2023 roku za Bardo, fałszywa kronika garści prawd, ponadto Mickey
17, Nieoszlifowane diamenty, Okja, Niebiańska plaża, Dziewiąte wrota, Obcy:
Przebudzenie, Siedem).
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
W filmie śledzimy losy małego miasteczka
Eddington w Nowym Meksyku w czasie pandemii koronawirusa. Burmistrz Ted Garcia
(Pedro Pascal, przestawiać nie trzeba, bo gra ostatnio we wszystkim), kandydujący na re-elekcję w zbliżających
się wyborach samorządowych, wprowadza zgodnie z zaleceniami stanowymi lock-down
i obostrzenia w przestrzeni publicznej. Nie podoba się to części społeczeństwa,
m.in. szeryfowi Joe Crossowi (Joaquin Phoenix, nagrodzony Oscarem za tytułową
rolę w Jokerze, ponadto Gladiator, Ona, Napoleon, C'mon C'mon, Bo się boi),
który widzi w tym ograniczenie swobód obywatelskich.
Ma on również na pieńku z aroganckim
burmistrzem, bowiem niestabilna emocjonalnie i cierpiąca na depresję żona Joe,
Louise (Emma Stone, zwyciężczyni Oscara za La La Land i Biedne istoty oraz nominowana
za Birdmana i Faworytę, ponadto m.in. jeszcze rola w Cruelli, Wojnie płci, Niesamowitym
Spider-Manie) oskarża Teda o wykorzystanie seksualne, gdy była jeszcze
nastolatką. Negatywne emocje podsyca hołdująca teoriom spiskowym mieszkająca z
nimi matka Louise, Dawn (Deidre O’Connel, ostatnio m.in. Pingwin, Peryferia,
Daredevil, Romans, Sekta).
Konflikt między mężczyznami
eskaluje, gdy Joe postanawia rozpocząć swoją kampanię na burmistrza Eddington i
rozpoczyna polityczną walkę z Tedem. Po jego stronie stają podlegający mu
funkcjonariusze, czarnoskóry Mike (Michael Ward, Piękna gra, Imperium światła,
Top Boy, The A List, The Old Guard) i białoskóry Guy (Luke Grimes, Yellowstone,
seria Pięćdziesiąt twarzy Greya, Siedmiu wspaniałych), jednak sytuacja w miasteczku
komplikuje się, gdy Amerykę ogarnia szaleństwo protestów Black Lives Matter.
W demonstracje angażują się m.in. młody chłopak Brian (Cameron Mann, Mare z Easttown, For Life), który pragnie poderwać aktywistkę Sarę (Amélie Hoeferle, Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży), która chce wzbudzić zazdrość w policjancie, Mike’u. Na sytuacji tej wygrywa kolega Briana, a syn burmistrza Garcii, Eric (Matt Gomez Hidaka, Silos), z którym romans rozpoczyna Sara. Od Joe odchodzi również żona, która niezadowolona z decyzji męża o kandydaturze na burmistrza i wciągnięciu jej przeszłości w polityczną grę ucieka z charyzmatycznym aktywistą/oszustem Vernonem (Austin Butler, ostatnio m.in. Motocykliści, Elvis, Diuna: Część 2 i Złodziej z przypadku).
To wszystko zaś jest tylko wstępem
przed tragicznymi wydarzeniami, jakie wstrząsną Eddington, m.in. brutalnym
zabójstwem i śledztwem oraz najazdem na miasteczko lewicowej grupy
terrorystycznej, która za cel obrała sobie prawicowego szeryfa…
Ari Aster stara się w tym filmie
wrzucić wiele elementów, które w ostatnich latach zdominowały polityczno-społeczny
obraz Ameryki, m.in. pandemię i teorie spiskowe z nią związane, konflikt liberalnych
Demokratów i konserwatywnych Republikanów, ruch Black Lives Matter i jemu
podobne lewicowe zjawiska, lobbing wielkich korporacji technologicznych wśród
polityków i wpływ social-mediów na społeczeństwo. Już samo to wystarczyłoby do
obdzielenia kilku filmów, Aster jednak dorzuca do tego liczne wątki obyczajowe
i kryminalne, przeładowując film zarówno pod względem czasu trwania jak i treści.
Film budzi kontrowersje, gdyż stara
się nie oceniać jednej lub drugiej strony, choć momentami wyolbrzymia pewne absurdalne
aspekty zarówno amerykańskiej prawicy jak i lewicy. Niestety Aster nie potrafi złapać
balansu między wątkami, w efekcie czego wszystko jest albo niedogotowane albo
przeszarżowane.
Aktorsko o dziwo film nie miał zbyt
wiele do zaoferowania. Głównym bohaterem jest Joaquin Phoenix i stara się
wyciągać ze swojej roli, co może, ale nie była to porywająca kreacja. Pedro
Pascal wbrew pozorom był mało obecnym elementem filmu i nie miał przestrzeni do
rozwoju. Tej przestrzeni, zwłaszcza w pierwszej połowie, miała więcej Emma
Stone, jednocześnie jednak grała tak, jakby jej tam nie było i była strasznie
antypatyczna na ekranie. W drugoplanowych i trzecioplanowych rolach również
nikt nie błysnął.
Momentami miałem wrażenie, jakbym
oglądał amerykańską wersję (i dużo bardziej artystyczną) Patryka Vegi, który
swego czasu lubił bieżące tematy i sprawy przekładać na język filmowy,
brakowało mu jednak mózgu umiejętności, by jego produkcje przestawały
być teledyskiem o chlaniu, ćpaniu i ruchaniu. Aster niebezpiecznie momentami
zbliżył się do tego vibe’u (choć treść była zgoła odmienna), tworząc film aspirujący do tego, by współczesna,
zdegenerowana Ameryka przejrzała się w jego lustrze.
Podsumowując, Eddington to film dziwny, pełny sprzeczności, mający w sobie nieco trafiającego w punkt komentarza polityczno-społecznego, ale przygniecionego toną dziwnych wyborów fabularnych i pomieszania gatunków. Średni aktorsko, nienajgorszy realizacyjnie, ale zdecydowanie za długi, choć z intrygującym zakończeniem. Do obejrzenia na własną odpowiedzialność, ja Eddington oceniam na 6,25/10 – było tam kilka ciekawych elementów, ale też wiele trudnych do objęcia rozumem scen i wątków…






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz