Ironheart to najnowszy aktorski serial MCU, który zagościł na platformie Disney+. Technologia i magia idące w parze – czy udało się to połączyć?
Nad
scenariuszem, poza Hodge, pracowali ponadto Francesca i Jaqueline Gailes
(Twisted metal, Mecenas She-Hulk, Punky Brewster, On my block), Malarie Howard
(In the Dark), Cristian Martinez (Good Trouble, The Fosters) oraz Amir Sulaiman
(Ramy). Za reżyserię odpowiadały Samantha Bailey (Drodzy biali, Grown-ish, The
first Wives Club, You’re so talented) i Angela Barnes (Will Trent, Atlanta,
Kasa, Blindposting, Mythic Quest).
Postać
Ironheart, czyli Riri Williams, została wprowadzona do MCU w filmie Black
Panther: Wakanda Forever z 2022 roku. Młodociana geniuszka starająca się
zbudować zbroję na wzór Iron Mana wpadła wówczas w oko Wakandzie i wplątała się
w ich konflikt z Atlantami dowodzonymi przez Namora. W jakie kłopoty Riri
wmieszała się tym razem?
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Riri
Williams (Domenique Thorne, Gdyby ulica Beale umiała mówić, Judasz i Czarny
Mesjasz, Black Panther: Wakanda Forever, Freaky Tales) zostaje wydalona z
prestiżowej uczelni MIT i wraca do rodzinnego Chicago wraz z wykradzioną zbroją.
Tam skonfrontować się musi z mamą, Ronnie Williams (Anji White, Fargo,
Imperium, The Chi), przyjacielem Xavierem (Matthew Elam, Wszyscy święci New
Jersey) i pozostawioną za sobą przeszłością. Jej ojczym oraz siostra Xaviera
zginęli w strzelaninie, jaka rozegrała się na progu warsztatu samochodowego,
odciskając piętno na całej trójce. Emocjonalne spotkanie zaowocuje nieumyślnym
powołaniem do życia sztucznej inteligencji N.A.T.A.L.I.E. na wzór przyjaciółki
z dzieciństwa (Lyric Ross, This is Us).
Pozbawiona
uczelnianych funduszy na naprawy i modyfikacje, Riri przystaje na ofertę
tajemniczego Parkera Robbinsa aka The Hood (Anthony Ramos, Narodziny gwiazdy,
Godzilla II: Król potworów, Trolle 2, Hamilton, In the Heights: Wzgórza marzeń,
Pan Wilk i spółka, Transformers: Przebudzenie bestii, Twisters). Parker
organizuje gang młodocianych, nieszablonowych przestępców, przy pomocy których
napada na bogaczy, zmuszając ich do przekazywania mu udziałów w ich firmach. W
skład gangu wchodzą m.in. technik Rampage (komik Eric Andre najbardziej znany
ze swojego show oraz ról głosowych m.in. w Królu Lwie, Sing 2, Trollach 3),
wubuchowa Clown (Sonia Denis, Birdgirl, Swatamy swoich szefów), hakerka Slug
(Jaren Merrel vel Shea Coulee, You’re so talented, Abbot Elementary), lubiące
prać po mordach rodzeństwo bliźniaków Jeri (Zoe Terakes, The Office, Mów do
mnie!, Dziewięcioro nieznajomych) i Roz (Shakira Barrera, Watson, Hacks,
Ahsoka, Shameless, GLOW) i starszego kuzyna Parkera, Johna (Manny Montana, Przemytnik,
Westworld, Good Girls, Mayans M.C.).
Na
swej drodze Riri spotyka również neurotycznego handlarza nielegalnym sprzętem
bionicznym Joe McGillicuddy’ego (Alden Ehrenreich, niedawno można go było
widzieć w horrorze Weapons), który w rzeczywistości okazuje się być Ezekielem Stanem, synem Obediah Stane’a, którego fani Marvela kojarzą jako Iron
Mongera, zdradzieckiego mentora Tony’ego Starka i jego przeciwnika z filmu Iron
Man z 2008 roku. Ezekiel nie chce popełnić błędów ojca, zostaje jednak wciągnięty przez Riri do niebezpiecznej rozgrywki, gdy dziewczyna zechce
wykręcić się z udziału w grupie przestępczej, do czego będzie potrzebowała
zrozumieć, co stoi za magiczną mocą kryjącą się w pelerynie The Hooda…
Podstawowym
problemem Ironheart jest nieumiejętność budowania wiarygodnych, angażujących
emocjonalnie i sympatycznych postaci oraz mało interesujące wątki fabularne
łączące bohaterów, choć trzeba też przyznać, że w drugiej połowie serialu jest
pod tym względem lepiej, a finał zdecydował się na interesującą i nietypową
ścieżkę dla protagonistki. Jednak praktycznie przez cały serial Riri Williams i
jej najbliższe otoczenie absolutnie mnie nie obchodziły.
Niestety
przez większość czasu kisimy się w nudnym sosie nieciekawej fabuły i
nieociosanych narracyjnie bohaterów ograniczonych do jednej lub dwóch cech
charakteru bazujących często na melodramatycznej przeszłości. A może po prostu
obce mi są problemy młodych ludzi z różnych grup mniejszościowych Ameryki i nie
potrafiłem z nimi empatyzować. Dostajemy tu zaś, poza oczywistą mniejszością
Afro-Amerykanów, również mniejszość Latyno-Amerykańską i trans-Amerykańską –
tokenizacja tych grup w zasadzie by mi nie przeszkadzała, gdyby wykreowane
postacie były ciekawe, miały interesującą przeszłość lub reprezentowały coś
angażującego uwagę widza. Z pewnością rasistowsko zabrzmi, że od początku
sympatyzowałem wyraźnie tylko z bohaterem wyróżniającego się kolorem skóry Aldena
Ehrenreicha, niestety jego postać w drugiej połowie serialu została według mnie
najbardziej spartaczona przez twórców i przemiana bohatera wydała mi się
poprowadzona bardzo na siłę i w nieciekawym kierunku.
Całkiem
solidnie prezentował się Anthony Ramos, który długo zwodził widzów za nos swoim
dualizmem – z jednej strony był przestępcą, z drugiej starał się nie szkodzić
fizycznie nikomu, realizując jakiś szlachetny plan. Gdy jego motywacje ujrzały
światło dzienne i okazało się, na jak średnim pod względem scenariuszowym
fundamencie się opierają, stracił wiele z mojej danej na kredyt sympatii i to,
obok wątku Ezekiela Stane’a było drugie największe rozczarowanie.
Serial
dość często starał się przypominać widzowi, że jest częścią MCU, więc pojawiały
się wstawki przypominające o Iron Manie, o Wakandzie czy w końcu w pewnym
momencie o Kamar-Taj oraz Doktorze Strange’u. Technologia bowiem zawiodła Riri,
która spotkała się z czymś, czego nie rozumiała, musiała więc sięgnąć po wiedzę
tajemną i zasilić swoją zbroję magią, która będzie mogła przeciwstawić się
magii The Hooda. Wszystkie te wstawki o szerszym uniwersum były sympatyczne,
choć poprowadzone powierzchownie i nazbyt szybko (nawet pomimo sugestywnego
montażu).
Interesująco
zrobiło się, gdy widzom zaprezentowano w końcu głównego antagonistę serialu,
który krył się w cieniu, wysługując postacią odgrywaną przez Ramosa.
Wyczekiwany od serialu WandaVision (gdzie, podobnie jak Doktor Strange, miał
się pojawić wedle pierwotnego planu), na scenę MCU wszedł wreszcie Mefisto,
piekielny kusiciel, w którego wcielił się znany bardziej z wielu swoich komediowych
ról Sacha Baron Cohen (Borat, Bruno, Dyktator, Madagascar, Ali G.). Pojawienie
się Mefisto wprowadziło na chwilę Ironheart na wyższy poziom, niestety było go za mało,
żeby realnie i diametralnie wpłynęło to na obraz całości. Otworzyło jednak
ciekawą furtkę i liczę na więcej Barona Cohena w MCU.
Podsumowując,
serial Ironheart mało kogo interesował oraz przeszedł bez echa i nie ma się
czemu dziwić, gdyż był maksymalnie średni. Mało interesujący bohaterowie i mało
angażujące wątki bez ciekawej otoczki audiowizualnej w pierwszej połowie sprawiły,
że serial w drugiej, lepszej części nie był w stanie nadrobić zaległości ze startu
i plasuje się w dolnej tabeli rankingu MCU. Ironheart oceniam ostatecznie na
6/10 - nie było tragedii, o jakiej świadczyć mogą niskie oceny publiczności na agregatorach
recenzji, ale też nic szczególnego serial nie zaprezentował.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz