Klimatyczna historia grozy opowiedziana jeszcze raz, tym razem przez wybitnego specjalistę od filmów na pograniczu onirycznych horrorów i kostiumowego widowiska historycznego, składająca hołd starej kinematografii. Rarytas dla krytyków filmowych i kinomanów, ale czy również dla szerszego widza przyzwyczajonego do nieco bardziej współczesnego języka kinematograficznego?
Reżyserem
i scenarzystą filmu był Robert Eggers, który nie ma jeszcze rozbudowanej
filmografii, ale zasłużył na uznanie krytyków i widzów swoimi trzema
dotychczasowymi produkcjami pełnometrażowymi, czyli Czarownica: Bajka ludowa z
Nowej Anglii, Lighthouse oraz Wiking.
Za
muzykę odpowiadał mało doświadczony Robin Carolan, który do tej pory komponował
jedynie do poprzedniego filmu Eggersa, czyli do Wikinga (wspólnie z Simonem
Gainsborough). Autorem zdjęć był etatowy operator Eggersa, współpracujący z nim
przy wszystkich jego filmach, czyli Jarin Blaschke.
Film,
będący rimejkiem przede wszystkim Nosferatu – symfonia grozy z 1922 roku (w
reżyserii F.W. Munroe) oraz Nosferatu – wampir z 1977 (w reżyserii Wernera
Herzoga), bazuje oczywiście na powieści irlandzkiego pisarza Brama Stokera pt.
Dracula i opowiada po raz kolejny osławioną historię transylwańskiego wampira,
tym razem przenosząc ciężar opowieści na obiekt jego pożądania.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Główną bohaterką filmu jest Ellen (Lily-Rose Depp, córka Johna Deppa znana choćby z ról w Król, Voyagers, Cicha noc czy serialu Idol), która początkiem 1838 roku poślubiła ambitnego maklera nieruchomości Thomasa Huttera (Nicholas Hoult, ostatnio można go było widzieć choćby w The Menu, Renfield, The Order: Ciche bractwo czy Juror nr 2, a także serialu Wielka). Ellen, skrywająca mroczny sekret, od lat cierpi na wiele przypadłości fizycznych i psychicznych, które powracają, gdy jej mąż dostaje zadanie od swego pryncypała, Pana Knocka (Simon McBurney, Carnival Row, Bielmo, Na cały głos, Teoria wszystkiego, Rodzina Borgiów, Księżna, Złoty kompas), aby sfinalizować zakup nieodległej zrujnowanej posiadłości, którą pragnie zakupić zagraniczny arystokrata.
Wbrew
błaganiom żony, Hutter opuszcza Wisburg, zostawiając żonę pod opieką swego
kompana, szkutniczego potentata Friedriecha Hardinga (Aaron Taylor-Johnson, ostatnio
Kraven Łowca, Bullet Train, Fall Guy, King’s Man: Pierwsza misja) oraz jego
żony, przyjaźniącej się z Ellen Anny (Emma Corrin, Deadpool i Wolverine, The
Crown, Morderstwo na końcu świata). Thomas wyrusza do Transylwanii na zamek hrabiego
Orloka (Bill Skarsgaard, Kruk, Barbarzyńcy, Boys Kill World, John Wick 4,
Diabeł wcielony i przede wszystkim Pennywise z duologii It), którego mroczny
cień jako tytułowego Nosferatu oplata losy Thomasa i jego oblubienicy, Ellen.
Gdy Thomas wpada w szpony Orloka, stan Ellen znacząco się pogarsza, a państwo Harding wzywają do pomocy najpierw doktora Sieversa (Ralph Ineson, u Eggersa grał wcześniej w Czarownicy i Wikingu, ponadto choćby Zielony Rycerz, Czarnobyl, Twórca, Willow, Omen: Początek czy rola Galactusa w nadchodzącej Fantastycznej Czwórce), a gdy ten stwierdza, że nauka nie jest w stanie pomóc, zwraca się o ekspertyzę do swego nauczyciela, profesora von Franza (Willem Dafoe, którego przedstawiać nie trzeba), specjalisty od okultyzmu. Wszystkie wątki zbiegną się ponownie w Wisburgu, gdy hrabia Orlok przybędzie w końcu do Niemiec, by ponownie złączyć się z Ellen i odnowić ich pełną pożądania relację, a na włosku zawiśnie los całego miasta i bliskich kobiety, gdy w mieście rozszaleje się plaga sprowadzona przez wampira.
Nosferatu
to film intrygujący na kilku płaszczyznach. Z jednej strony opowiada starą i
znaną historię, nie dokładając specjalnie nic od siebie i nie wywracając jej do
góry nogami, jak pewnie wielu współczesnych twórców chciałoby zrobić. Eggers
decyduje się jednak oddać głos w ręce Lily-Rose Depp, stawiając przed nią rolę
wymagającą fizycznie i psychicznie i percepcja tej historii w dużym stopniu zależy
od tego, czy kupimy tę kreację – jedni będą zachwyceni, inni przejdą beznamiętnie
obok, niestety mi nieco bliżej do tych drugich.
Pozostali
aktorzy sprawili się bez zarzutu, kreując swoje postaci w przemyślany i
konkretny sposób, nie da się jednak ukryć, że całość wpadała momentami w tanią
teatralność i nadmierną egzaltację. Pozytywnie jednak oceniam Nicholasa Houlta,
Aarona Taylora-Johnsona, Ralpha Inesona oraz Willema Dafoe, któremu najbliżej
było do przeszarżowania roli w kierunku nazbyt ekscentrycznym, ale to pasuje do
jego emploi. Mniej mogę powiedzieć o roli Emmy Corrin, bo miała zdecydowanie
najmniej do zagrania.
Na
osobny akapit zasługuje natomiast Bill Skarsgaard jako tytułowy Nosferatu,
czyli hrabia Orlok. Ukryty pod robiącą spore wrażenie charakteryzacją,
posługując się specyficznymi manieryzmami, z wypracowanym obniżonym tonem głosu
prezentował się fantastycznie na ekranie, tworząc bardzo wyrazistą postać
łączącą w sobie zarówno grozę nieumarłego jak i skryte w nim resztki ludzkich
uczuć, objawiające się w obsesyjnym pożądaniu przeznaczonej mu kobiety. Po
początkowej migawce jego wyglądu w prologu, później Eggers długo wstrzymuje się
z pokazaniem nam czy to Orloka, skrytego w cieniu, na nieostrym kadrze, czy to
już Nosferatu w pełnej krasie, budując w nas napięcie i oczekiwanie.
Budowanie
napięcia z pewnością udaje się tu twórcy dzięki powolnym ruchom statycznej kamery
oraz stojącego na wysokim poziomie udźwiękowieniu. Eggers nie spieszy się (co
również wielu widzów może znudzić), skrupulatnie buduje nastrój lokacji i
relacji między bohaterami. Oddaje hołd starodawnemu stylowi filmowemu,
odrzucając bardziej współczesne i dynamiczniejsze metody prowadzenia narracji.
Tak po prawdzie Nosferatu nie jest horrorem o wampirze we współczesnym tego rozumieniu,
a bardziej onirycznym filmem o opętaniu, składającym ukłon w stronę nie tylko
poprzednich iteracji Nosferatu ale i filmów Andrzeja Żuławskiego takich jak
Diabeł i Opętanie.
Na niezwykle wysokim poziomie stoi również warstwa audiowizualna filmu, przede wszystkim kapitalne zdjęcia Jarina Blaschke, które w niezwykle wiarygodny sposób eksplorowały staroniemieckie miasteczko portowe (nagrywane w większości w Pradze), posiłkując się czeskim zamkiem Pernstejn oraz rumuńskim zamkiem Corvin. Klimatycznym zdjęciom towarzyszyła pasująca do nich muzyka Robina Carolana, choć jakkolwiek przyjemna, mogła być nieco bardziej wyrazista i zapadająca w pamięć.
Wizualną ucztę i misterny klimat filmu nieco w dół ciągnęła jednak powolna, przestylizowana narracja i teatralność aktorstwa, przez co nie mogłem w pełni zagłębić się w opowiadanej historii. Piękna, ale w moim odczuciu nieco pusta, wydmuszka Eggersa z pewnością jednak robi wrażenie i takie artystyczne próby rewitalizujące tradycyjne kino są jak najbardziej potrzebne. Ciekawi mnie, jak film wypadłby, gdyby w główną rolę wcieliła się zamiast Lily-Rose Depp początkowo obsadzona jako Ellen Anya Taylor-Joy..
Podsumowując, Nosferatu to ambitny projekt Roberta Eggersa, który nie zwykł iść na kompromisy i tworzy autorskie dzieła o wybitnym poziomie audiowizualnym, których jednak fabuła i sposób prowadzenia narracji nie wszystkim mogą przypaść do gustu. Ja doceniam Nosferatu, jednak nie wchodzę do obozu uwielbienia i powstrzymam się przed czołobitnością, dlatego film ten oceniam na 7,5/10 i czekam na kolejne oryginalne projekty tego autora.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz