środa, 26 marca 2025

FLOW (2025) - RECENZJA FILMU

Pozbawiony dialogów łotewski film animowany przez sezon nagród przeszedł jak burza, zdobywając między innymi Złoty Glob i Oscara oraz zaskarbiając sobie serca krytyków i widzów. Jak w mojej opinii wypadła animacja o kotku walczącym o przetrwanie w czasie powodzi?


Twórcą Flow był Łotysz Gints Zilbalodis (wcześniej wyreżyserował sześć animacji krótkometrażowych oraz pełnometrażową Odległą krainę), który do stworzenia kosztującego 3,5 miliona dolarów filmu wykorzystał darmowy program Blender. Przy produkcji pomagała mu garstka osób, m.in. scenarzysta Matīss Kaža, a muzykę skomponował Rihards Zalupe.

Film śledzi losy żyjącego w lesie czarnego Kota, który prowadzi samotnicze życie i stroni od innych zwierząt. Gdy jednak okolicę nawiedza wielka powódź, Kot decyduje się poszukać swojej szansy na przetrwanie na łódce, do której w wyniku splotu zdarzeń trafia kilka różnych gatunków zwierząt. Muszą nauczyć się współpracy, aby przetrwać kataklizm.


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Głównym bohaterem filmu jest Kot mieszkający w opuszczonym domu w leśnej głuszy. Spędza życie na spaniu, przechadzaniu się wśród drzew, polowaniu i uciekaniu przed psami. Sytuacja zmienia się, gdy nagle zmierzyć musi się z wielką powodzią, która nawiedziła świat i zmusiła wszystkie istoty do ucieczki. Przestraszony i zdesperowany, wspina się na najwyższy lokalny punkt, a gdy to okazuje się być niewystarczające, wskakuje na przepływającą nieopodal łódź zamieszkaną przez Kapibarę. Dryfująca żaglówka przemierza świat zalany woda, spod której wynurzają się tylko najwyższe drzewa, nieliczne skały i tajemnicze budowle pozostawione przez nieobecnych nigdzie ludzi. Po drodze na pokład trafiają również chomikujący wszelkie znaleziska Lemur, rozentuzjazmowany Pies rasy labrador oraz sterujący łodzią wielki Ptak, którego odrzuciło stado. Zwierzęta, początkowo zajęte sobą, z czasem uczą się współpracy i troski o dobro kompanów na tyle, na ile pozwala im ograniczona zwierzęca empatia międzygatunkowa.

Film, polegając tylko na narracji wizualnej i operowaniu obrazem, opowiada nam historię, w którą łatwo jest się zaangażować emocjonalnie, kibicując bohaterowi oraz jego towarzyszom, choć niektórzy mogą to uznać za nieco tani chwyt. Spodziewałem się, że mnie właśnie złapie to emocjonalnie, zwłaszcza że kilka tygodni przed seansem straciłem swojego kota i seans ten wydobędzie ze mnie głęboko utajone pokłady żałoby. Tak się jednak o dziwo nie stało i udało mi się cały seans odbyć bez przesadnych wzruszeń.

Niskobudżetowa animacja nie stawia na fotorealistyczność, ale na plastyczność i malarskość oddającą z jednej strony piękno stoickiej natury, z drugiej dynamizm energicznych zwierząt wchodzących ze sobą w interakcje. I trzeba przyznać, że film wygląda bardzo ładnie i dość szybko można przyzwyczaić się do momentami minimalistycznego stylu, który bardziej stara się oddać impresję chwili a nie każdy detal. Wszystko jednak dobrze komponuje się ze sobą, a ciągle podążająca za bohaterami kamera żywo śledzi to, co dzieje się na ekranie, nawet w tych statycznych ujęciach.

Niestety, ciągle z immersji wybijały mnie pytania o ulokowanie tej historii i kontekst sytuacji, który nie został nam przedstawiony. Co się stało z ludźmi? Gdzie rozgrywa się akcja? Czemu zwierzęta wykazują momentami większą, quasi-ludzką inteligencję i empatię? O co chodzi z nagle pojawiającą się powodzią i jeszcze szybciej opadającym poziomem wody na koniec filmu? Czym był wyglądający na magiczny lub mistyczny promień związany z Ptakiem? Wiele pytań, na które nie dostajemy odpowiedzi, a film nie oferuje nam żadnych konkretnych sugestii co do własnych interpretacji…

Przyjemny film dotykający takich problemów jak szacunek, współpraca i ogólna koegzystencja pokazane przez pryzmat zwierząt stanowiących alegorię do problemów współczesnego świata i skomplikowanych relacji międzyludzkich, wzbogacony o przesłanie związane z dbaniem o przyrodę i planetę, która łatwo może sobie poradzić z jej krnąbrnymi mieszkańcami.


Więcej oczekiwałem po muzyce w tym filmie, która z racji braku dialogów w moim odczuciu powinna była w większym stopniu angażować widza emocjonalnie w to, co działo się na ekranie

Podsumowując, Flow to poruszający film, którego siła tkwi w prostocie oraz jasnym przekazie, do którego nie potrzeba było słów. Szczerze jednak powiedziawszy, te wszystkie peany nastawiły mnie na coś jeszcze lepszego, toteż wyszedłem z seansu z lekkim rozczarowaniem, gdyż film, mimo zapowiedzi, nie zdruzgotał mnie emocjonalnie, a chyba trochę tego potrzebowałem i oczekiwałem... Uwzględniając jednak wszystko powyższe Flow otrzymuje ode mnie ocenę 7,5/10 i może stanowić bardzo wartościowy film do obejrzenia z dzieckiem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...