Pozbawiony dialogów łotewski film animowany przez sezon nagród przeszedł jak burza, zdobywając między innymi Złoty Glob i Oscara oraz zaskarbiając sobie serca krytyków i widzów. Jak w mojej opinii wypadła animacja o kotku walczącym o przetrwanie w czasie powodzi?
Twórcą
Flow był Łotysz Gints Zilbalodis (wcześniej wyreżyserował sześć animacji
krótkometrażowych oraz pełnometrażową Odległą krainę), który do stworzenia kosztującego
3,5 miliona dolarów filmu wykorzystał darmowy program Blender. Przy produkcji
pomagała mu garstka osób, m.in. scenarzysta Matīss Kaža, a muzykę skomponował Rihards
Zalupe.
Film
śledzi losy żyjącego w lesie czarnego Kota, który prowadzi samotnicze życie i
stroni od innych zwierząt. Gdy jednak okolicę nawiedza wielka powódź, Kot decyduje
się poszukać swojej szansy na przetrwanie na łódce, do której w wyniku splotu zdarzeń
trafia kilka różnych gatunków zwierząt. Muszą nauczyć się współpracy, aby
przetrwać kataklizm.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Głównym
bohaterem filmu jest Kot mieszkający w opuszczonym domu w leśnej głuszy. Spędza
życie na spaniu, przechadzaniu się wśród drzew, polowaniu i uciekaniu przed psami.
Sytuacja zmienia się, gdy nagle zmierzyć musi się z wielką powodzią, która nawiedziła
świat i zmusiła wszystkie istoty do ucieczki. Przestraszony i zdesperowany,
wspina się na najwyższy lokalny punkt, a gdy to okazuje się być
niewystarczające, wskakuje na przepływającą nieopodal łódź zamieszkaną przez
Kapibarę. Dryfująca żaglówka przemierza świat zalany woda, spod której
wynurzają się tylko najwyższe drzewa, nieliczne skały i tajemnicze budowle
pozostawione przez nieobecnych nigdzie ludzi. Po drodze na pokład trafiają
również chomikujący wszelkie znaleziska Lemur, rozentuzjazmowany Pies rasy labrador
oraz sterujący łodzią wielki Ptak, którego odrzuciło stado. Zwierzęta,
początkowo zajęte sobą, z czasem uczą się współpracy i troski o dobro kompanów
na tyle, na ile pozwala im ograniczona zwierzęca empatia międzygatunkowa.
Film,
polegając tylko na narracji wizualnej i operowaniu obrazem, opowiada nam
historię, w którą łatwo jest się zaangażować emocjonalnie, kibicując bohaterowi
oraz jego towarzyszom, choć niektórzy mogą to uznać za nieco tani chwyt.
Spodziewałem się, że mnie właśnie złapie to emocjonalnie, zwłaszcza że kilka
tygodni przed seansem straciłem swojego kota i seans ten wydobędzie ze mnie
głęboko utajone pokłady żałoby. Tak się jednak o dziwo nie stało i udało mi się
cały seans odbyć bez przesadnych wzruszeń.
Niskobudżetowa
animacja nie stawia na fotorealistyczność, ale na plastyczność i malarskość
oddającą z jednej strony piękno stoickiej natury, z drugiej dynamizm energicznych
zwierząt wchodzących ze sobą w interakcje. I trzeba przyznać, że film wygląda
bardzo ładnie i dość szybko można przyzwyczaić się do momentami minimalistycznego
stylu, który bardziej stara się oddać impresję chwili a nie każdy detal.
Wszystko jednak dobrze komponuje się ze sobą, a ciągle podążająca za bohaterami
kamera żywo śledzi to, co dzieje się na ekranie, nawet w tych statycznych
ujęciach.
Niestety,
ciągle z immersji wybijały mnie pytania o ulokowanie tej historii i kontekst
sytuacji, który nie został nam przedstawiony. Co się stało z ludźmi? Gdzie
rozgrywa się akcja? Czemu zwierzęta wykazują momentami większą, quasi-ludzką
inteligencję i empatię? O co chodzi z nagle pojawiającą się powodzią i jeszcze
szybciej opadającym poziomem wody na koniec filmu? Czym był wyglądający na
magiczny lub mistyczny promień związany z Ptakiem? Wiele pytań, na które nie dostajemy
odpowiedzi, a film nie oferuje nam żadnych konkretnych sugestii co do własnych
interpretacji…
Przyjemny film dotykający takich problemów jak szacunek, współpraca i ogólna koegzystencja pokazane przez pryzmat zwierząt stanowiących alegorię do problemów współczesnego świata i skomplikowanych relacji międzyludzkich, wzbogacony o przesłanie związane z dbaniem o przyrodę i planetę, która łatwo może sobie poradzić z jej krnąbrnymi mieszkańcami.
Więcej oczekiwałem po muzyce w tym filmie, która z racji braku dialogów w moim odczuciu powinna była w większym stopniu angażować widza emocjonalnie w to, co działo się na ekranie
Podsumowując, Flow to poruszający film, którego siła tkwi w prostocie oraz jasnym przekazie, do którego nie potrzeba było słów. Szczerze jednak powiedziawszy, te wszystkie peany nastawiły mnie na coś jeszcze lepszego, toteż wyszedłem z seansu z lekkim rozczarowaniem, gdyż film, mimo zapowiedzi, nie zdruzgotał mnie emocjonalnie, a chyba trochę tego potrzebowałem i oczekiwałem... Uwzględniając jednak wszystko powyższe Flow otrzymuje ode mnie ocenę 7,5/10 i może stanowić bardzo wartościowy film do obejrzenia z dzieckiem.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz