Gwiezdne
Wojny, w ostatnich latach ograniczone do produkcji serialowych, przeżywają trudny
czas i wielu fanom entuzjazm ostudził się znacząco, zwłaszcza po nieudanym
Akolicie. LucasFilm postanowił jednak zaskoczyć widzów udaną produkcją odwołującą
się do klasycznych dzieł z lat 80. XX wieku utrzymanych w klimacie filmów o
nastolatkach dla nastolatków, które pomimo lżejszego tonu nie stroniły od
mroczniejszych i poważniejszych akcentów.
Showrunnerem serialu Skeleton Crew jest Jon Watts, który w swoim dorobku zapisać może między innymi ostatnią trylogię przygód Spider-mana: Homecoming, Far From Home, No Way Home, a także ubiegłoroczny film Wolfs. Wyreżyserował on pierwszy i ostatni odcinek serialu. Przy okazji tej produkcji udało się zebrać solidną ekipę reżyserów, bowiem swoje odcinki odnotowali m.in. David Lowery (Zielony Rycerz, Gentleman z rewolwerem, Mój przyjaciel smok), Daniel Kwan i Daniel Scheinert (Wszystko wszędzie naraz, Człowiek-scyzoryk), Jake Schreier (seriale Kidding i Awantura oraz nadchodzący film Marvela Thunderbolts*), Lee Isaac Chung (Twisters, Minari) oraz weteranka seriali spod szyldu Gwiezdnych Wojen, Bryce Dallas Howard (aktorsko najbardziej można ją ostatnio było kojarzyć z serii Jurassic World, reżysersko The Mandalorian, Book of Boba Fett).
Nad scenariuszem Wattsowi pomagał Christopher Ford (obaj pracowali przy wszystkich odcinkach), a wcześniej kolaborowali przy okazji takich produkcji jak Homecoming, Radiowóz, Klaun, The Fuzz. Dwa odcinki ponadto napisała Myung Joh Wesner (High potential, Śmierć i inne szczegóły). Za muzykę odpowiadał Mick Giacchino, którego niedawno słyszeć można było przy okazji serialu Pingwin, natomiast za kamerą stanęli Sean Porter (Green Book, The Greatest Beer Run Ever, Old Man) oraz David Klein (The Mandalorian, Book of Bobba Fett, Homeland, True Blood).
Serial osadzony w Odległej Galaktyce rozgrywa się w okresie tzw. Mandoverse czyli kilka lat po oryginalnej trylogii filmów George'a Lucasa i upadku Imperium. Śledzimy w nim losy czwórki dzieci z tajemniczej planety, która na myśl przywodzi amerykańskie przedmieścia i zupełnie normalne jak na gwiezdnowojenne warunki spokojne życie.
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Początkowo głównym bohaterem wydaje się być Wim (Ravi Cabot-Conyers, kojarzyć przede wszystkim można rolę głosową Antonio w Naszym magicznym Encanto) – dzieciak pogrążony w świecie fantazji o staniu się rycerzem Jedi. Wychowywany samotnie przez ojca, który poświęca mu zbyt mało czasu ze względu na pracę, Wim najchętniej spędza czas ze swym przyjacielem Neelem (Robert Timothy Smith, Dear Santa), dużo mniej myślącym o kosmicznych przygodach przedstawicielem rasy Myykian, czyli humanoidalnych słoni. Ich losy krzyżują się z duetem dziewczyn – awanturniczą i pewną siebie Fern (Ryan Kiera Armstrong, epizod w Czarnej wdowie oraz seriale Ania, nie Anna, American Horror Story i filmy Podpalaczka, The Old Way) oraz cichą, inteligentną oraz cybernetycznie usprawnioną KB (Kyriana Kratter, United States of AI), gdy odnajdują w lesie wrak statku kosmicznego i niechcący opuszczają planetę At Attin, pokonując strzegącą ją Barierę.
Na pokładzie statku, poza kilkoma szkieletami, odnajdują starego droida SM-33 (Nick Frost, Wysyp żywych trupów, Hott Fuzz, Truth Seekers, Into the Badlands, Królewna Śnieżka i Łowca oraz Łowca i Królowa Lodu [całe życie myślałem, że to jeden i ten sam film…], Get Away czy seriale Nierealne oraz Dlaczego kobiety zabijają), który akceptuje Fern jako swego nowego kapitana i zabiera dzieci do kosmicznego portu pełnego piratów. Tam wpadają w tarapaty, konfrontując się z załogą kapitana Brutusa (głosu udzielił mu znany aktor głosowy Fred Tatasciore). Z celi pomaga im uciec Jod Na Nawood (Jude Law, w ostatnich latach znany z ról w dwóch filmach o Sherlocku Holmesie, z seriali Młody papież i Nowy papież czy z roli młodego Albusa Dumbledora w serii filmów Fantastyczne zwierzęta). Jod okazuje się być użytkownikiem Mocy, którego dzieciaki postrzegają (choć niektórzy z wątpliwościami) jako rycerza Jedi, lecz widzowie szybko rozpoznają w nim kapitana Silvo ze sceny otwierającej serial – obalonego przez Brutusa poprzedniego kapitana załogi piratów. Jod nawiązuje porozumienie z grupą dzieci pragnących wrócić na rodzinną planetę, która skrywa legendarny skarb, ich tropem zaś podążają bezwzględni piraci…
Serial czerpie garściami z wielu różnych produkcji, przede wszystkim z filmu Richarda Donnera pt. Goonies, ale również z E.T., Wyspy skarbów, Planety skarbów czy różnych produkcji studia Amblin Entertainment (założonego przez Stevena Spielberga i obecną szefową LucasFilm, Kathleen Kennedy) ukierunkowanych w nieco młodszą widownię – gatunek filmów, który w ostatnich latach bardzo podupadł, czyli przygodowych produkcji familijnych dających czystą zabawę. W połączeniu zaś z Gwiezdnymi Wojnami, jednym z koronnych przykładów tzw. Kina Nowej Przygody, otrzymujemy solidną produkcję dającą nam tajemnicę do odkrycia, skarb do odnalezienia, piratów do pokonania i przede wszystkim dziecięcą przyjaźń do celebrowania.
To, czy Załoga Rozbitków kliknie z widzem, będzie zależało przede wszystkim od recepcji dziecięcej obsady, elementu tak trudnego do zrealizowania na wysokim poziomie na małym i dużym ekranie. W mojej opinii udało się to bardzo dobrze, a cała czwórka dzieci, prezentująca różne charaktery i archetypy postaci, jest sympatyczna i widz nie musi wybierać ulubionego bohatera, tutaj każdy może być tym ulubionym w zależności od odcinka i ekranowych okoliczności. A ich relacje z Jodem oraz droidem SM-33 dodają dodatkowego smaku tej potrawie. Jude Law świetnie odnajdywał się w roli łączącej w sobie odrobinę komizmu i szczyptę mroku, ale przede wszystkim wiele buńczucznego uroku łajdaka w typie Hana Solo. Jod, otoczony nimbem tajemniczej przeszłości i znajomością Mocy pirat, za którym ciągnęły się różne niechlubne występki popełnione pod wieloma różnymi imionami i przydomkami, emanował aurą przyciągającą uwagę widza.
Serial dobrze wypadł pod względem wizualnym. Zdecydowana większość efektów specjalnych wykonana była solidnie, a twórcy w wielu miejscach wspierali się staroszkolną technologią wykorzystywaną jeszcze przez ekipę Lucasa przy pierwszej trylogii. Dużo elementów praktycznych, kostiumów i fizycznych lokacji nadawało realności temu, co obserwowaliśmy na ekranie i budowało wyjątkowy klimat. Do tego przyjemna muzyka Micka Giacchino celująca w miks science-fiction family fantasy z „ejtisowym” vibem piracko-przygodowym dopełniała całości.
Z odcinka na odcinek poznawaliśmy kolejne elementy układanki dotyczące tajemnicy stojącej za planetą At Attin i jej miejscu w Odległej Galaktyce – co było w niej takiego wyjątkowego, dlaczego została ukryta i jakie skarby skrywa oraz dlaczego społeczeństwo wygląda tam w ten określony sposób. Również stopniowo nasza drużyna dzieciaków zacieśniała między sobą więzi, zaczynając od dwóch par przyjaciół, a kończąc na uzupełniającej się i współpracującej ze sobą czteroosobowej ekipie. Wszystko wiodło zaś dość naturalnie pewnymi utartymi tropami i nawet jeśli czasem wpadało w koleiny przewidywalności, to wykonanie dawało jednak satysfakcję, bo „tak właśnie powinno być” i dostrzegając pewne elementy, czekaliśmy aż powrócą na dalszym etapie historii.
Serial nie odpowiedział na wszystkie pytania, jakie zadawali sobie widzowie i nie wyjaśnił wszystkich zasygnalizowanych tajemnic, natomiast dość otwarte zakończenie sugerować może, że to nie jest ostatnia przygoda, na jaką wyruszymy z Załogą Rozbitków. Niestety pozytywne przyjęcie serialu przez krytyków i widzów może nie wystarczyć, bowiem serial borykał się ze stosunkowo niską widownią na początku emisji (zarówno ze względu na odseparowanie historii od szerszej historii Gwiezdnych Wojen jak i niesmak, jaki pozostał po Akolicie oraz brak zaufania do LucasFilmu), choć słupki podobno rosły. Moje oczekiwania względem serialu zostały jednak spełnione i choć sam finał może nie był w pełni satysfakcjonujący, to serial nie zostawiał nas co odcinek z bólem głowy i pytaniami „jak?” i „dlaczego?”, oferując za to miłą przygodę z barwnymi postaciami. Trudno jest mi się do czegoś konkretnego przyczepić, gdyż serial to co sobie zamierzył, zrealizował bardzo porządnie. Rozczarowuje jak zwykle na Disney+ krótki metraż odcinków oraz mało czasu i miejsca na pogłębienie postaci, ich relacji i szersze wyeksponowanie świata.
Podsumowując, Załoga Rozbitków to bardzo przyjemny serial. Dzieciaki były spoko, Jude Law był świetny, droid był super, klimat był dokładnie taki, jak oczekiwałem i chcę więcej. Jeden z najlepszych seriali z uniwersum Gwiezdnych Wojen, wystarczy nieco wyjąć kij z dupy i otworzyć umysł oraz dać się porwać dziecięcej przygodzie jak za dawnych lat. Star Wars: Skeleton Crew oceniam na bardzo solidne 7/10 i polecam nie tylko fanom tej franczyzy.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz