Oryginalny
thriller erotyczny balansujący między feminizmem a kobiecą uległością miał być
kolejnym po ubiegłorocznym Challengers filmem, który rozpali widownię i
podniesie ciśnienie w kinie, jednak pomimo pozytywnych opinii krytyków spotyka
się chłodnym przyjęciem widzów – recenzenci w szoku. Jakie są zatem frustracje
seksualne silnych i niezależnych kobiet oraz czy to prawda, że „baba bez bolca
dostaje pierdolca”?
Reżyserką i scenarzystką filmu była
Halina Reijn, pochodząca z Niderlandów artystka mająca na koncie takie produkcje
jak Instynkt czy Bodies Bodies Bodies, a także serial Red Light oraz wiele ról
aktorskich.
Za muzykę odpowiadał Cristobal Tapia de Veer z Chile (Biały lotos, Smile i Smile 2 oraz Łowcy), natomiast operatorem kamery był Jasper Wolf (Pacifica., Golda, Bodies Bodies Bodies, Monos, Bracia).
RECENZJA
MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.
PRZED
UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.
Film opowiada o Romy (Nicole Kidman,
ostatnio widziana w serialach Lioness, Para dealna, Ekspatki, Dziewięcioro
nieznajomych, Od nowa, Wielkie kłamstewka czy filmach Gorący temat, Wiking oraz
Aquaman i Aquaman: Zaginione królestwo) – święcącej sukcesy dyrektorce firmy
technologicznej, która sama wdrapała się na szczyt. Kobieta, poza wysoką
pozycją społeczną i zawodową, ma również szczęśliwą rodzinę – męża Jacoba
(Antonio Banderas, w ostatnich latach m.in. Indiana Jones i Artefakt
Przeznaczenia, Kot w butach: Ostatnie życzenie, Uncharted, Boscy, Bodyguard i
żona zawodowca) realizującego się jako brodwayowski reżyser teatralny oraz dwie
dorastające córki, Isabel (Esther McGregor, ostatnio grała w filmach W pokoju
obok i Bleeding Love oraz serialu High School, przed szerszą publicznością
zaprezentowała się po raz pierwszy w serialu Star Wars o Obi-Wanie Kenobim, gdzie
tytułową rolę grał jej ojciec Ewan McGregor) i Nora (Vaughan Reilly, Igrzyska
śmierci: Ballada ptaków i węży).
Idylliczną sytuację psuje jednak fakt, że przez 19 lat małżeństwa z Jacobem nie doświadczyła orgazmu i tłumi w sobie swoje seksualne frustracje. Sytuacja zmienia się, gdy w jej życiu pojawia się nieoczekiwanie Samuel (Harris Dickinson, seriale Trust, Dark Crystal, Morderstwo na końcu świata oraz filmy W trójkącie, King's Man: Pierwsza misja, Gdzie śpiewają raki, Patrz jak kręcą czy Bracia ze stali), stażysta w jej firmie, który wybiera ją na swoją mentorkę w programie wprowadzającym potencjalnych nowych pracowników. Między Romy i Jacobem rodzi się dziwna relacja pełna pożądania i napięcia wynikającego z ukrywanego romansu, czy to ze względu na ryzyko wyjścia na jaw przed rodziną czy potencjalny skandal mobbingowy. Z Jacobem jednak Romy może w końcu otworzyć się na własne fantazje, porzucając posiadaną pozycję społeczną i pozwalając komuś na dominację w jej życiu oraz całkowite podporządkowanie się drugiej osobie.
Film reklamowany jako thriller, w
którym pikantny romans wisi na włosku odkrycia zarówno przez męża jak i
współpracowników, okazuje się być w gruncie rzeczy nudnym dramatem o ważnych i
poważnych sprawach, odzierając seans z dreszczyku emocji. Plus za podjęcie mało
eksponowanego tematu jakim jest odnajdywanie siebie, akceptowanie własnej
seksualności oraz komunikowanie tego w związku. Minus za pewnego rodzaju dokładanie
cegiełki do dekadenckiej post-kultury "zgniłego Zachodu" dekonstruującej tradycyjne
wartości i burzącej mir rodzinny. Trudno jest mi ocenić, jaki był właściwy zamysł
twórczyni, która mimo wszystko nie chciała bezpośrednio stanąć po stronie zdrady lub
wierności i kwestia ta budzi wśród widzów kontrowersje.
Nie kibicowałem bohaterce odgrywanej
przez Nicole Kidman i stałem po stronie Antonio Banderasa, a chyba nie tego
oczekiwała twórczyni. Niestety nie wskoczyłem bez opamiętania do romansu Romy i
Samuela, z wypiekami na twarzy oglądając długie i momentami dość żenujące sceny
ich igraszek, czekając tylko na moment, kiedy cała sprawa się rypnie, mąż
obsobaczy niewierną żonę i wypierdolą ją z kierowniczego stanowiska za mobbing.
Ale ja jestem staromodny i mam niedzisiejsze wedle standardów zgniłego Zachodu
podejście do hedonistycznego i niezobowiązującego tworzenia tymczasowych
relacji. Nie wierzyłem w ten romans, w wybory bohaterów, w ciągnięcie tej farsy
i przede wszystkim nie uwierzyłem w szczęśliwe zakończenie tej afery i finał pobieżnie ukazany w trzech krótkich scenach.
Na uwagę zasługuje Nicole Kidman,
która tworzy ciekawą kreację aktorską, wymagającą od niej wiele zarówno w
budowaniu psychologii postaci jak i fizycznego uzewnętrznienia się publice.
Solidny występ, jednak przez chwilę nie czułem sympatii i współczucia wobec
kobiety sukcesu skrywającej w sobie seksualną tragedię. Antypatię natomiast
czułem do bohatera granego przez (nawet lubianego przeze mnie w jego innych
rolach) Harrisa Dickinsona, który grał dziwnie dziwną postać, mamrotał cały
czas bez sensu w bzdurnych dialogach (w przeciwieństwie jednak do polskich
produkcji doskonale słychać było jego mamrotanie) i przez cały seans czułem
zażenowanie oglądając jego zachowanie na ekranie. Bardzo natomiast ciepło
przyjąłem rolę Antonio Banderasa, który przyzwyczaił do ról twardych amantów
pełnych energii i mroku, a tu zaskoczyła mnie po pierwsze w ogóle jego
obecność, gdyż zapomniałem o jego zaangażowaniu w ten projekt, a po drugie sympatia,
jaką obdarzyłem postać ciepłego, tatusiowego Banderasa-intelektualisty.
Film można interpretować w kluczu „kobieca powinność i męskie ego”; standardowych ról płciowych w społeczeństwie i tego, co przystoi mężczyznom a nie przystoi kobietom; odmiennej i różnorodnej perspektywy na wszelkie wariacje seksualnych fetyszy (to jednak nie jest 50 twarzy Greya czy sesja BDSM, a jedynie power play i kwestia uległości i zaufania); otwierania się przed sobą, komunikacji i wybaczania zdrad – wszystko to jednak schodzi na drugi plan, gdy historia nie angażuje, gdy bohaterowie nie przekonują i gdy thriller nie ekscytuje.
Podsumowując, Babygirl to dobrze zrealizowane kino zaangażowane, od którego jednak wielu widzów odbije się i ja również nie darzę tego filmu przesadną sympatią. Doceniam wartość realizacyjną, bo film Haliny Reijn wygląda dobrze zarówno pod względem zdjęć i montażu jak i muzyki, choć pod tym względem nie umywa się do wspomnianego we wstępie Challengers. Bohaterowie jednak i cała sytuacja nie kupiły mnie, toteż Babygirl otrzymuje ode mnie 6/10.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz