niedziela, 8 grudnia 2024

ROZDROŻE KRUKÓW (2024) - RECENZJA KSIĄŻKI

 
Mistrz Andrzej Sapkowski po 11 latach od wydania Sezonu burz powraca z wyczekiwaną przez fanów książką z wiedźmińskiego uniwersum. Podjudzony przez netflixową Zmorę wilka, postanowił rozwiać wątpliwości związane z ważnym wydarzeniem jakim był upadek Kaer Morhen i przedstawić własną, kanoniczną wersję, do tego prezentując publiczności przygody młodziutkiego wiedźmina Geralta. Jak wypadła ta próba i czy Sapkowski ma jeszcze czytelnikowi coś ciekawego do zaoferowania?


Andrzeja Sapkowskiego nie trzeba przedstawiać, bowiem autor cyklu wiedźmińskiego (teraz liczącego już dziewięć pozycji) oraz trylogii husyckiej od lat siedzi na tronie polskiej fantastyki i jak widać wcale nie zamierza abdykować, choć w ostatnich osiemnastu latach wydał ledwie dwie książki. Ostatnia jego powieść, czyli Sezon burz, spotkała się z mieszanym przyjęciem fanów, a i ja za pierwszą lekturą nie ustrzegłem się kręcenia nosem. Kilkanaście kolejnych lektur tej książki (a dokładnie słuchowiska) dużo bardziej przekonało mnie do niej i cenię sobie ją zarówno za warstwę fabularną jak i zaprezentowanie barwnych postaci, które główny bohater spotyka na swej drodze, wszak „opowieść trwa, historia nie kończy się nigdy”…


RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW.

PRZED UŻYCIEM SKONSULTUJ SIĘ Z DZIENNIKARZEM LUB RECENZENTEM.

Powieść rozpoczynamy od konsekwencji, jakie miały spotkać młodziutkiego Geralta, który dopiero wyruszył z Kaer Morhen i spotkał na swej drodze pierwszego potwora – próbującego zgwałcić młodą dziewczynę żołdaka. Niedoświadczony jeszcze i pełen idealizmu Geralt (nie noszący jeszcze przydomka „z Rivii”) ma zostać stracony za morderstwo, ale z opresji wybawia go podstarzały białowłosy wiedźmin Preston Holt, który oferuje Geraltowi współpracę. Preston bowiem, posunięty w latach i kontuzjowany, nie może już wykonywać wiedźmińskiej posługi, szuka zatem następcy, któremu oferuje wsparcie wiedzą, akomodacją, treningiem i przede wszystkim znajomościami, które mogą mu pomóc na Szlaku.

Geralt, bez zobowiązywania się, wyrusza z Holtem do jego posiadłości Rocamora, gdzie otrzymuje od mistrza wiedźmińskiego fachu kilka cennych lekcji, czy to w zakresie walki czy wymowy czy to wreszcie twardego osądu wobec rzeczywistości i wyrusza na spotkanie z Timurem Voronoffem, wiedźmińskim pośrednikiem i agentem, który ma zapewnić Geraltowi intratne kontrakty za eksterminację potworów grasujących po rozległych kaedweńskich puszczach.

Białowłosy wiedźmiński czeladnik wyrusza na Szlak, pomagając ludziom w potrzebie i podejmując się zleceń na monstra, jego tropem zaś podążają agenci kaedweńskich służb śledzący poczynania Prestona Holta, który podpadł komuś wysoko postawionemu. Geralt podróżuje po królestwie Kaedwen i podległych mu granicznych Marchiach. Napadnięty przez prefekta Estevana Trillo da Cunhę, otrzymuje od urzędnika propozycję szpiegowania i wydania w ręce władz Prestona Holta, na którym ciążą zarzuty kilku morderstw. Geralt nie podejmuje propozycji, a z opresji uratowany zostaję przez komendant Elenę Fiachrę de Mersault będącą w służbie jednego z margrabiów, dla którego wiedźmin ma odczarować strzygę. Inny z kolei margrabia prosi Geralta o pozbycie się z jego zamku naprzykrzającego się służbie wodnika, a Geralt wplątuje się tam w zupełnie inną obyczajową intrygę i rodową wróżdę. Cały czas jednak w tle pobrzmiewa sprawa upadku Kaer Morhen, kiedy to podburzony motłoch zaatakował wiedźmińską warownię oraz rola, jaką wówczas i później odegrał Preston Holt, bowiem przeszłość wyciąga ręce po starego wiedźmina, a młody Geralt wplątuje się w kolejną kabałę…


W powieści Rozdroże kruków pobrzmiewa echo wiedźmińskich opowiadań z początku literackiej kariery Sapkowskiego, kiedy to obserwowaliśmy pozornie niezwiązane ze sobą przygody Geralta, finalnie otrzymując pewną narracyjną klamrę czy finalne związanie wątków. Różnica jest taka, że tym razem obserwujemy młodego, niedoświadczonego Geralta, który znajduje się na samym początku swojej wiedźmińskiej kariery i brakuje mu jeszcze obycia wśród ludzi i realnego doświadczenia z potworami. Widzimy to już na samym początku przy zleceniu w Szklanej Górze, widzimy to później podczas pokonania mumataka, najdobitniej zaś w przypadku walki ze strzygą. Geralt wpada w pułapki, bo jeszcze nie zwykł ich wypatrywać, jego szkoleniem było przygotowanie się na potwory, a nie na ludzi mających nieodgadnione motywacje i nieprzewidywalne zachowania. Wyciąga jednak wnioski i uczy się, powoli wyzbywając się ślepego idealistycznego podejścia i staje na początku ścieżki do stania się takim Geraltem, jakim go znany w późniejszych tomach serii.

Głównym wątkiem zaś, który na dobrą sprawę zaznacza się wyraźniej w narracji bliżej połowy powieści, jest historia pogromu wiedźminów w Kaer Morhen. Z ust kapłanki, matki Assumpty z Rivii Geralt otrzymuje informacje o przebiegu tego wydarzenia, autor jednak nie odkrywa przed nami od razu wszystkich kart tej sprawy i wraz z rozwojem powieści dowiadujemy się więcej o roli czarodziejów, prywatnym podłożu nagonki na wiedźminów wynikającym z niejasnych przesłanek oraz roli, jaką odegrał Preston Holt w późniejszym dochodzeniu zemsty na sprawcach tragedii. Co więcej, spotykamy sprawcę całego zdarzenia, czyli możnego maga Artamona z Asguth, autora sławnego anonimowego dzieła Monstrum albo wiedźmina opisanie, a Geralt, odkrywając zagrożenie ciążące z jego strony zarówno nad Prestonem jak i kapłankami Melitele, nie waha się działać, jednak jego czyny niekoniecznie przynoszą zamierzony efekt. Pierwsza połowa krótkiej skądinąd książki to side-questy Geralta, w których zdobywa doświadczenie i poznaje różnych bohaterów, którzy mogą odegrać w późniejszych wydarzeniach mniejszą lub większą rolę. Druga połowa natomiast to już w zasadzie sam wątek główny, w którym akcja przybiera na sile, a tempo narracji przyspiesza, dzięki czemu książkę czyta się z przyjemnością i lekkością.

Niestety, nie tylko krótki metraż powieści (której przydałoby się tak ze sto dodatkowych stron) stanowił dla mnie pewien problem, ale również dość pobieżnie zaprezentowani bohaterowie poboczni, którym brakowało głębi i szerszego kontekstu. Jedynie Preston Holt dostał od autora trochę więcej miejsca jako postać przewijająca się przez całą powieść, reszta była tylko epizodycznie występującymi gośćmi rzadko mającymi więcej niż jedną cechę charakteru. Tym bardziej doskwiera ten fakt, że od zawsze proza Sapkowskiego stała mnogością barwnych i nietuzinkowych postaci o wyrazistych charakterach, stylu mówienia czy zachowania, które zapadały w pamięć. W Rozdrożu kruków brakuje takich postaci, bo choć otrzymujemy takich bohaterów jak prefekt Estevan Tillo da Cunha, Timur Voronoff, czarodziejka Vrai Natteravn, burdelmama Pampinea Monteforde czy komendant Elena Fiachra de Mersault to są to oni pozbawieni tej iskry, którą można było ujrzeć w kreacjach Sapkowskiego. W dodatku późno wprowadzeni antagoniści w postaci Artamona z Asguth oraz markizy Cervii Herrady Graffiacane nie mają czasu wybrzmieć, zbudowani są dość powierzchownie, a ich rys psychologiczny jest ledwie naszkicowany.

Powieść rozkręca się niespiesznie, a autor jakby udaje, że nie interesuje go jakiś motyw przewodni, później jednak intryga się zazębia i wiedzie nas jasną ścieżką, gdzie moralność poddawana jest próbie, a bohaterowie muszą dokonywać wyborów. Sapkowskiemu nadal nie brakuje swady w dialogach, choć nie było tu aż tyle zapadających w pamięć scen i wymian zdań. Nie da się jednak zaprzeczyć, że gdy powieść wchodzi na wyższy bieg, to stanowi przyjemną lekturę, którą z łatwością się pochłania. Zwłaszcza, że autor rzuca w czytelnika smaczkami czy to odnoszącymi się do wcześniejszych książek, czy to uderzających w konfabulacje netflixowych twórców czy też w pewien sposób polemizuje z uniwersum growym


Rozdroże kruków ożywiło kolejny raz cykl, który fani uważali już za jedynie obiekt nostalgicznych westchnień. Towarzysząca lekturze ekscytacja była tym, czego trzeba mi było, nawet jeśli sama książka nie zwala z nóg jakością. Rozdroże kruków nadal jednak oferuje czytelnikowi ciekawą przygodę i nową perspektywę na bohatera, wnosząc powiew świeżości do wiedźmińskiego świata, wypełniając kilka luk, o których autor wcześniej milczał. Lektura ostatecznie okazała się przyjemną i daleko jej do rozczarowania, nawet jeśli można było wycisnąć z niej znacznie więcej, dlatego Rozdroże kruków oceniam ją na 7/10 i mam nadzieję, że autor dotrzyma słowa i uraczy nas jeszcze niejedną powieścią o wiedźminie Geralcie z Rivii. Czy Rozdroże kruków znajdzie się na końcu mojego wiedźmińskiego rankingu? Pewnie tak. Czy jest to zatem najsłabsza książka cyklu? Prawdopodobnie, ktoś musi być ostatni. Czy bawiłem się dobrze podczas lektury? Pewnie, wiedźmina nigdy dość... Tymczasem mam nadzieję, że uda się kontynuować serię wiedźmińskich słuchowisk i Rozdroże kruków dołączy do tego szacownego zbioru, żebym mógł odsłuchać choć kilka-naście razy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FILMOWA RECENZJA ZBIORCZA - TOM II

  Film w reżyserii Barta Laytona (Zwierzęta Ameryki, W cudzej skórze), który scenariusz napisał na podstawie noweli Dona Winslowa. Za zdjęc...